Dlaczego krzywdzimy zwierzęta i jak tego nie robić?

208 udostępnień
208
0
0

Przypatrując się temu, jak dzisiaj traktujemy zwierzęta, można odnieść wrażenie, że obecnie ludzie bardziej niż kiedyś przejmują się losem braci mniejszych. A jednak świadomość społeczna i empatia w tym zakresie nadal pozostawiają wiele do życzenia. Czy i jak można zmienić ten stan rzeczy?

Najlepiej w sytuacji zwierząt zorientowani są ci, którzy im pomagają. Alicja Gaca, prezeska Fundacji Głosem Zwierząt, pomaga nam zrozumieć, co jeszcze możemy zrobić, by lepiej chronić braci mniejszych przed cierpieniem.

Jagna Żukowska-Olejniczak: Jak znalazłaś się w Fundacji Głosem Zwierząt (FGZ)?

Alicja Gaca: Fundację tę założyła Małgorzata Prokopowicz, wcześniej szefowa poznańskiego oddziału Fundacji Emir. Poznałyśmy się, gdy trafiłam na fundacyjne ogłoszenie dotyczące psa, który potrzebował domu tymczasowego. Los zwierząt od zawsze był mi bliski, a akurat studiowałam, miałam sporo wolnego czasu, więc mogłam pozwolić sobie na większe zaangażowanie w pomoc braciom mniejszym. Zaczęłyśmy współpracować, a kiedy jakiś czas później Małgorzata chciała wycofać się z FGZ, wraz z Agnieszką Zabrocką przejęłyśmy zarządzanie Fundacją. I tak w tym roku mija 10 lat naszej współpracy na rzecz zwierząt.

Dziesięciolecie to dobry moment na podsumowanie. Jakie sukcesy macie na koncie?

Sukcesy mierzę w liczbie uratowanych zwierząt. Łącznie jest ich około dwóch tysięcy. Nie wliczam do tej puli dziesiątek zwierząt właścicielskich, których los polepszyliśmy i wsparcia wielu podmiotów prowadzących działalność pokrewną do naszej, którym udało nam się pomóc.

Zapewne w swojej pracy niejednokrotnie spotkałyście się z przypadkami ludzkiej bezduszności lub bezmyślności. Z czym najtrudniej się zmierzyć?

Z ignorancją i okrucieństwem ludzi oraz niewydolnym systemem prawnym. Ogarnięcie zwierząt i ich traum przy tym wszystkim zdaje się relatywnie łatwe. Emocjonalnie trudno jest mi się mierzyć ze sprawami maltretowanych zwierząt. Nigdy nie zrozumiem, skąd w ludziach takie okrucieństwo, zarówno wobec braci mniejszych, jak i wobec własnego gatunku. Dla mnie najtrudniejsze były chyba sprawy podpalonego psa oraz psa wykorzystywanego seksualnie przez „właścicielkę”. Przeraża mnie też obraz polskiej wsi i mentalności ludzi w zakresie tego, jak należy traktować zwierzęta.

Dlaczego ludzie porzucają lub źle traktują zwierzęta?

Z pewnością sporo jest, eufemistycznie mówiąc, ludzi nieświadomych. Najczęściej są to osoby, którym wydaje się, że zwierzę nie ma żadnych potrzeb poza jedzeniem, piciem i wypróżnianiem się. Tacy ludzie zaniedbują działania profilaktyczne, w tym szczepienia, odrobaczanie, zabezpieczenia przeciw pchłom i kleszczom. Nie chodzą ze swoimi zwierzętami do weterynarza (wiele psów i kotów nie ma nawet książeczki zdrowia). Sterylizacja i kastracja nie przychodzą im nawet do głowy. Z pewnością wiele z tych osób boryka się z trudną sytuacją finansową lub rodzinną, a zaniedbania nie dotyczą wyłącznie zwierząt. Do pomijania potrzeb braci mniejszych przyczyniają się także choroby o podłożu psychicznym, alkoholizm i inne uzależnienia, to wszystko uderza w zwierzęta. Ludzie chcą się ich pozbyć, ponieważ te stają się dla nich nadmiernym obciążeniem. Właśnie wtedy najczęściej zdarza się, że źle je traktują.

Skąd się ta niewrażliwość bierze?

Myślę, że w głównej mierze wrażliwości na potrzeby i los zwierząt uczymy się w domu. Ale na pewno mamy szansę na jej rozbudowanie w placówkach edukacyjnych: przedszkolu, szkole. Dlatego tak ważna jest rzetelna edukacja prozwierzęca. Podczas akcji, które jako fundacja prowadziliśmy, w przedszkolu słyszałam opowiadane przez dzieci, mrożące krew w żyłach historie o topieniu kotów, biciu psów… Maluchom opisywane zachowania dorosłych zdawały się naturalne, nie postrzegały ich jako czegoś złego, niewłaściwego. Dlatego tak ważne jest, by wrażliwości uczyć; i to na różnych poziomach.

Nie wszyscy muszą lubić zwierzęta, a z pewnością nie każdy powinien być ich opiekunem. Ale powinniśmy dążyć do tego, żeby każdy odnosił się do nich z szacunkiem. Trzeba uświadamiać ludziom, że zwierzęta czują, że to my jesteśmy za ich los odpowiedzialni. Zdaję sobie sprawę, że mimo tytanicznej pracy nie można całkowicie wyeliminować sytuacji patologicznych.

Wierzę jednak, że jeżeli wykształcimy wrażliwość na potrzeby zwierząt w większości społeczeństwa, sytuacje nierespektowania ich praw będą w przyszłości stanowiły margines. Nie będzie też na to społecznego przyzwolenia. Każde dziecko, które nauczymy szanować prawa i uczucia zwierząt, stanie się dorosłym, dla którego będzie to naturalne.

Może zainteresuje Cię: Wilamowski – zapomniany język

Jak sobie radzisz z emocjami, gdy spotykasz się z okrucieństwem ludzi i z cierpieniem zwierząt?

Myślę, że uzyskałam już pewną odporność, budowaną na trudnych doświadczeniach. Kiedyś dużo bardziej wszystko przeżywałam, analizowałam, teraz staram się działać. Jednak przyszedł taki moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że interwencje mnie wyniszczają. Musiałam wtedy podjąć bardzo trudną decyzję. Miałam świadomość, jak wiele zwierząt nadal potrzebuje pomocy – tej pierwszej właśnie – interwencyjnej, ale czułam, że to mnie wypala i nie potrafię już dłużej działać w sposób profesjonalny i zdrowy dla siebie. Przeżywałam to, złościłam się na ludzi, na organy ścigania, na system prawny, a nie miałam na to wpływu. Wiedziałam, że jeśli nadal chcę pomagać zwierzętom, to muszę to robić inaczej. Musiałam poszukać dla siebie nowej roli, dzięki której będę mogła nadal walczyć o sytuację zwierząt, w sposób zgodny z moimi umiejętnościami. Wciąż jest mi trudno, gdy dostajemy prośby o przeprowadzenie interwencji. Przekierowuję je z ciężkim sercem, licząc, że wskazana jednostka wypełni swoje zadanie. Ale ta decyzja była potrzebna, bo gdybym jej nie podjęła, pewnie już nie działałabym w Fundacji, wypaliłabym się. A jest jeszcze tak wiele do zrobienia.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać