Jolanta Toporowicz, fot. Julita Ledzińska

Jak dziedziczona świadomość determinuje nasze życie

25 udostępnień
25
0
0

Czy poziom naszej świadomości zależy od tego, czego doświadczyliśmy w dzieciństwie, a może jeszcze przed narodzinami? W jaki sposób możemy rozwijać naszą świadomość? Rozmawiamy o tym z Jolantą Toporowicz, psychoterapeutką i autorką książki MapaJa. Jakość życia w świetle poziomów świadomości.

Beata Pawłowicz: W książce MapaJa… przeczytałam, że są trzy stany świadomości: rozmyty, ego i dojrzały. Na poziomie rozmytym ludzie nieustannie przeskakują od zachwytu nad sobą do rozpaczy i mają szereg roszczeń wobec świata. Poziom ego charakterystyczny jest dla ludzi sukcesu, dążących zdecydowanie, żeby nie powiedzieć bezwzględnie, do celu. Zaś na poziomie dojrzałym znajdują się ci, którzy widzą, słyszą i czują więcej. Czy wczesne doświadczenia z domu rodzinnego, ze szkoły, z relacji z różnymi osobami mają wpływ na to, na jaki poziom wkroczy nasza świadomość?

Jolanta Toporowicz: Zasadniczo dzieciństwo nie wpływa na stan naszej świadomości. Nasz poziom świadomości to zapisane w polu informacyjnym rodowe i karmiczne dziedzictwo danego człowieka. Przy czym karma rozumiana jest tu właśnie jako informacja, z którą przychodzimy na świat.

Natomiast jeśli nasze dzieciństwo było przepełnione przemocą to – choć byśmy nawet urodzili się ze świadomością dojrzałą – możemy funkcjonować tak, jak ktoś, kto urodził się z rozmytą. Różnica między kimś z faktyczną świadomością rozmytą, a nami będzie jednak taka, że my będziemy szukać pomocy, będziemy szukać sposobów wyjścia z tego rozmycia, on zaś nie. W potencjale świadomości dojrzałej jest bowiem zapisane zagłębianie się w siebie, dążenie do rozwoju, poczucie, co jest dobre, prawdziwe, a co nie. Zazwyczaj też tym, którzy mają dojrzały poziom świadomości udaje się odzyskać swoje życie, oczyścić psychikę z traum, mechanizmów obronnych, ze skutków życia w dysfunkcyjnym domu itp.

jolanta toporowicz świadomość
A więc poziom świadomości decyduje o tym, jak poradzimy sobie z traumatycznym dzieciństwem?

Przypominam sobie dwóch braci, którzy wychowywali się w rodzinie pełnej przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej. Byli m.in. świadkami tego, jak ojciec gwałcił i upokarzał matkę. Ekstremalna sytuacja. Obaj przeżyli w dzieciństwie to samo, ale ich losy potoczyły się inaczej. Moim zdaniem w znacznym stopniu dlatego, że pierwszy z braci urodził się zdostępem do dojrzałego pola świadomości, a drugi ze świadomością rozmytą.

Pierwszy, już jako człowiek dorosły, trafił do mnie na psychoterapię. Drugi uznał, że mu to niepotrzebne. Ten z braci, który podjął terapię, już po kilku latach pożegnał się ze swoim dzieciństwem na tyle, że przestało ono dewastować jego dorosłe życie. Założył własną firmę, ożenił się, został ojcem. Zaczął angażować się w bieżące życie, bo tragiczna przeszłość już go nie niszczyła.

Natomiast drugi z braci popadł w autodestrukcję, najpierw alkoholową, potem narkotykową, aż trafił do więzienia. Cały czas funkcjonował w takiej jakości życia, jaką przyniosło mu jego dziedzictwo i traumatyczne dzieciństwo. Był zły na świat i nie chciał zajrzeć w siebie. A jednocześnie nie szukał pomocy.

Możemy nigdy nie wyjść z traumy i całe życie dryfować w tym, co bolesne, w poczuciu krzywdy. Ale możemy zamknąć ten etap i otworzyć nowy – oparty na realizacji pozytywnych wartości. To czy będziemy potrafili przetransformować zło w dobro, odzyskać swoje życie, a nawet nieść pomoc innym, czy też nie – zależy od tego, z jakim poziomem świadomości się urodziliśmy.

A może o tym decydują raczej wrażliwość, temperament czy pozycja w rodzeństwie?

Rodzimy się rzecz jasna nie tylko z określonym poziomem świadomości, ale też z określoną wrażliwością, intelektem, a także talentami lub ich brakiem w jakichś dziedzinach i w określonym środowisku. Wiele czynników wpływa na to, jak później gospodarujemy naszym życiem. Możemy wiele zmienić, ale niestety bardzo rzadko możemy zmienić poziom świadomości, bo jak już mówiłam, to potencjał i jakość, z którą się rodzimy. Może ona być odmienna od tej, z jaką urodzili się nasz brat czy siostra, bo w polu świadomości możemy być dostrojeni do różnych pól informacyjnych. To, że ten z braci, który podjął terapię, urodził się zdecydowanie bardziej wrażliwy niż drugi sprawiło, że koszmar dzieciństwa go nie zniszczył, tak jak zniszczył jego brata.

Dojrzała świadomość sprawia, że lepiej radzimy sobie z przeciwnościami losu?

Życie osoby, która przychodzi na świat z dojrzałym potencjałem świadomości może być nawet głębsze i mądrzejsze, gdy urodzi się ona w bardzo złym domu. Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że niektórzy ludzie dzięki przeszkodom sięgają głębiej, wykorzystując wtedy cały swój potencjał. Być może gdyby nie musieli przetransformować traumy na głębszą jakość życia, nie osiągnęliby jej.

Cierpienie uszlachetnia? Ja tego nie kupuję.

Cierpienie samo w sobie jest cierpieniem, ale jeśli mamy potencjał świadomości dojrzały, możemy z niego wyjść mądrzejsi. To wcale nie znaczy, że musimy cierpieć, by tak się stało. To znaczy tylko, że dojrzała świadomość nie tylko może uchronić nas przed unicestwieniem, ale też może posłużyć naszemu wzrostowi w zgodzie z uniwersalnymi wartościami.

Poznałam mężczyznę, którego matka była psychopatką i znęcała się nad nim dla przyjemności. Żył jako dziecko w permanentnym strachu. A że był butny i mówił o niesprawiedliwości, jaka go spotyka, dostawał jeszcze mocniej. Ojciec tego mężczyzny miał świadomość rozmytą, a więc raz stawał po jego stronie, a raz mówił: „Zachowuj się grzecznie”. Syn nie mógł więc na niego liczyć.

Kiedy dorósł, uciekł z domu i próbował żyć konstruktywnie. Dostrzegł jednak, że mu się to nie udaje i zaczął szukać pomocy. Na psychoterapii znalazł rozwiązania wielu problemów, ale nie wszystkich. Dopiero po wielu latach pracy nad sobą, także w aspekcie egzystencjalnym, rozwinął w sobie zdolność wglądu i mądrość, poszerzył świadomość w takim stopniu, w jakim by tego nie zrobił, gdyby nie był zmuszony przebijać się przez swój ból i poczucie bezsensu. Nie stałby się tym, kim potencjalnie mógł się stać.

Warto przeczytać: Prof. Zbigniew Mikołejko: By dorosnąć, trzeba wyrazić trwogę dziecka

Powiedziała pani, że musiał pokonać poczucie bezsensu. Skąd ono płynie i jak je pokonać?

Myślę, że poczucie bezsensu rodzi się w nas na skutek zamknięcia się na odczuwanie miłości, które często jest skutkiem braku bezwarunkowej miłości rodziców. Zamknięcie na miłość to najgorsza rzecz, jaka może się nam przydarzyć. Mężczyźnie, o którym wspomniałam, dopiero po wielu latach pracy nad sobą udało się ukoić ból bycia niekochanym i otworzyć swoje serce. Stało się to wtedy, gdy doświadczył bezwarunkowej akceptującej miłości, która jest istotą Wszechświata. Bolesne przeżycia posłużyły jego rozwojowi, bo przede wszystkim miał w sobie potencjał, potrzebę, żeby eksplorować to, co przeczuwał, że istnieje – świadomość, żeby sięgać do głębszej jakości życia. Miał także na szczęście dość siły charakteru, odporności na ból psychiczny oraz zdolności do analizy, aby móc to sobie ofiarować. Gdyby ten człowiek miał rozmyty poziom świadomości, nie miałby w sobie takiego potencjału. Środowisko, okoliczności zewnętrzne mogłyby wtedy spowodować, że popadłby w absolutną destrukcję.

Trudno się jednak pogodzić z tym, że dzieci doświadczają cierpienia, nawet jeśli później potrafią je jakoś przetransformować w coś dobrego.

Jest taka przypowieść Antony’ego de Mello o człowieku, który widząc cierpienie dzieci, zarzucał Bogu, że jest okrutny i pytał, dlaczego Bóg do tego dopuszcza? Usłyszał wtedy: „Robię to dla ciebie”. Jak to rozumieć? Myślę, że ci, którzy są świadkami przemocy wobec dzieci, mają szansę na reakcje, na to, żeby nie byli obojętni, nie skupiali się wyłącznie na własnych sprawach. A więc na to, by przekraczać własne ego. A to bardzo ważne, bo wszyscy współtworzymy ten świat. Mamy zajmować się nie tylko własną drogą, ale także reagować na to, co dzieje się wokół nas, niezależnie od tego czy to nas bezpośrednio dotyczy, czy nie. Oczywiście, to nie znaczy, że Bóg zgadza się na bicie dzieci. Ludzie mają wolną wolę, dokonują wyboru. Każdy z nas może stanąć po stronie dobra lub zła.

Wróćmy do tego, że poziom świadomości to informacja, z którą się rodzimy. Zacznijmy od poziomu rozmytego. Jaką informację otrzymujemy wraz z tym stanem świadomości?

W polu świadomości rozmytej zawiera się informacja o okrucieństwie. Zapewne w rodzinie i karmie człowieka z takim stanem świadomości dużo było zdarzeń naznaczonych przemocą, łącznie z przemocą seksualną. Jak to możliwe? Spójrzmy na historię. Przez wieki, podczas każdej wojny przemoc, gwałty, okrucieństwa zdarzały się masowo. Energia tych czynów (tych zawinionych i prowokowanych przez okoliczności) jest częścią naszego ludzkiego dziedzictwa. Jeśli rodzimy się z przewagą takiej informacji w polu, żyjemy w rozmytej jakości życia.

Charakterystyczne dla ludzi na tym poziomie świadomości jest miotanie się między euforią i przerażeniem. Wynika ono stąd, że nieświadomi źródeł pochodzenia swojej wewnętrznej udręki, ludzie ci instynktownie uciekają przed doświadczeniem przerażającego strachu i biologicznej agresji. Można pokusić się o stwierdzenie, że aby ocalić swoje życie, chowają się oni przed straszną tajemnicą, jaką w sobie noszą. Gdy im się to udaje, odbijając się od wewnętrznego Hadesu, wpadają w euforię. Ale gdy w sposób nieunikniony zbliżają się z powrotem do prawdy o sobie, a więc do tej informacji, znów zalewa ich przerażenie.

Dominującym sposobem na radzenie sobie z tym dziedzictwem jest ucieczka w myślenie o sobie jako o kimś wyjątkowym. Osoby takie nie szukają ratunku w autorefleksji, tak jak robią to ludzie o świadomości dojrzałej. Nie mają potencjału zagłębiania się w siebie. Uczucie głuchej, wewnętrznej pustki, połączone z przeczuciem bliżej niezidentyfikowanych demonicznych emocji, sprawia, że zaglądanie w oczy tej otchłani zwyczajnie staje się dla nich niemożliwe.

Warto przeczytać: Polska: dziedzictwo traumy

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco