Stoik Piotr Stankiewicz
Stoik Piotr Stankiewicz

Być jak stoik

64 udostępnień
64
0
0

Czy warto być stoikiem? Czy każdy może nim zostać? Czym jest współcześnie rozumiany stoicyzm? Czy stoicyzm może nam pomóc żyć lepiej, szczęśliwiej? – o koncepcji filozoficznej sprzed 2000 lat, która dziś zyskuje na popularności, rozmawiamy z filozofem dr. Piotrem Stankiewiczem.

Jak to się stało, że został pan stoikiem?
Piotr Stankiewicz:
Stoicyzmem zainteresowałem się w sierpniu 2006 roku. Miałem wtedy 23 lata, studiowałem fizykę, ale pragnąłem innego spojrzenia na rzeczywistość. Postanowiłem więc równolegle zdawać na filozofię. Przystąpiłem do egzaminów i… oblałem. To był czas, kiedy było jakieś zamieszanie generacyjno-reformowe ze starymi i nowymi maturami. Nie wiedziano jak przeliczać te stare na nowy system punktowy. Tak czy inaczej wyszło im, że statystycznie wylądowałem strasznie nisko wśród innych chętnych na ten wydział. Cóż, zaczęły się wakacje. Pojechałem na Mazury. Lało. Pogoda sprzyjała rozmyślaniom. Postanowiłem do tej mojej „porażki” podejść po stoicku. Coś tam o stoicyzmie wiedziałem, ale pobieżnie. Wtedy jednak poczułem potrzebę zgłębienia tematu. Tak to z reguły bywa ze stoicyzmem, że pojawia się konkretny powód, jakiś własny problem i człowiek zaczyna szukać platformy czy swego rodzaju narzędziowni, dzięki której zdoła poukładać różne rzeczy w swoim życiu. Wróciłem więc do Warszawy i zaległem w BUW-ie (Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego – red.) i mówiąc kolokwialnie… wsiąkłem w ten nurt filozoficzny. Co ciekawe, później okazało się, że jednak zdałem na nowy kierunek, ale wtedy już na tyle mocno zainteresowałem się tematem, który miał mi pomóc uporać się z „porażką” (śmiech), że zostałem z nim na lata.

A jak to zainteresowanie ewoluowało w kierunku nowoczesnego stoicyzmu?
Im więcej się w to wgłębiałem, tym mocniej rozumiałem, że o stoicyzmie wiele się mówi, ale często mówi się niedokładnie, nierzadko sprzecznie. Postanowiłem więc zmierzyć się z tą kwestią. W efekcie napisałem książkę Sztuka życia według stoików, w której podjąłem próbę uporządkowania tego, czym stoicyzm jest i jak można go rozumieć w przełożeniu na współczesne czasy. Książka mierzy się z dwudziestoma kilkoma metodami stoickimi. Napisałem ją w formie komentarzy do cytatów starożytnych filozofów, tym samym czyniąc z niej niejako swego rodzaju seminarium czytelnicze z Markiem Aureliuszem i Seneką. A później przyszły kolejne książki na ten temat, przyszły amerykańskie wydania, felieton w „Przekroju” pt. „Głos stoika”, strona na Facebooku o tym samym tytule co pierwsza książka, promująca idee stoickiego życia, blog „Myślnik Stankiewicza”, warsztaty filozoficzne poświęcone stoicyzmowi itd.

Stoicyzm dziś wraca do łask?
Nie wraca, on zawsze był i jest aktualny, zawsze miał grono zwolenników. Dlaczego? Bo życie ludzkie jest trudne, pełne wyzwań i jakaś filozofia jest potrzebna, by się w tej rzeczywistości odnaleźć i z nią zmierzyć. W SiedemÓsmych zajmujecie się rozwojem, próbą całościowego spojrzenia na człowieka (umysł, ciało, duch) i na jego relacje ze światem, bo dostrzegacie, że we współczesnym świecie, zwłaszcza świecie zachodnim, rośnie popyt na filozoficzne, celowe, przemyślane życie. Po części jest to sytuacja uniwersalna, po części jest to związane z tym, że w zachodnim kręgu kulturowym kult religii staje się coraz mniejszy. W ramach tego odpływu od religijności odsłaniają się pewne nasze uniwersalne potrzeby z dziedziny duchowo- filozoficznej. Ludzie szukają odpowiedzi na swoje pytania, a jedną z najbardziej konstruktywnych i sensownych platform, które ich mogą udzielić jest właśnie stoicyzm.

Poznaj 7 zasad nowoczesnego stoicyzmu, które pozwolą ci lepiej żyć

Dlaczego właśnie on?
Ponieważ stanowi niejako niezależne od epoki kompendium wiedzy o tym, jak żyć szczęśliwie. Proszę zobaczyć, że wiele modnych dziś zjawisk, takich np. jak mindfulness, medytacja, myślenie pozytywne, proponuje to, co już w starożytności oferowali stoicy. Spokój, pewna niewzruszoność wobec zdarzeń, panowanie nad negatywnym myśleniem, puszczanie kontroli, bycie tu i teraz.

Przydałoby się w tym momencie odpowiedzieć na pytanie, kim jest stoik.
Mówiąc współczesnym językiem i w dużym skrócie, stoikiem jest ten, kto większość swojej energii, czasu, zaangażowania, przestrzeni mentalnej ukierunkowuje na rzeczy, które od niego zależą, a nie na te, które od niego nie zależą.

W sumie dość trywialne.
W rzeczy samej, chyba każdy rozsądny człowiek się z tym zgodzi, niezależnie czy stoik, czy praktyk mindfulness, buddysta, coach etc. Wszędzie się znajdzie to zalecenie. Tyle że stoicy rzeczy, które od nas zależą rozumieją w sposób bardzo szczególny. Po pierwsze, na tych zależnych od nas rzeczach skupiają się nie w 98 czy 99 proc., lecz w 100 proc. Po drugie, chodzi o to, by budowanie uwagi, tego skupienia odbywało się w sposób pozytywny. Nie chodzi zatem o to, aby wymuszać na sobie nieprzejmowanie się tym, co od nas nie zależy, tylko żeby skłaniać siebie do zajmowania się tym, co od nas zależy. Ten kierunek ma być pozytywny. Czyli nie mówimy koledze, który się smuci czy rozpacza, bo nie zdał egzaminu: „Nie przejmuj się, przecież nie masz już na to wpływu, stało się”, lecz pokazujemy mu to, na co aktualnie wpływ ma. Czy zna pani kogoś, kto się uspokoił po tym, jak usłyszał: „Uspokój się”? No nie, to nie ma sensu, to już musztarda po obiedzie, za późno, a poza tym to jest źle sformułowane.

A co właściwie zależy bądź nie zależy od nas?
W stoicyzmie tak naprawdę ten szczególny status spraw od nas zależnych ma niewiele rzeczy. Zależą od nas wartości, które wyznajemy, cele, które sobie stawiamy w życiu oraz cechy charakteru, a właściwie to nawet nie same cechy, co kierunek, w jakim owe cechy staramy się kształtować. Jeżeli podejmę wybór, że dla mnie wartością jest zaangażowanie polityczne, albo ucieczka od polityczności, albo pisanie książek, to nikt mi tego nie odbierze. To się rozgrywa na poziomie mojego osądu. Oczywiście nie wynika z tego absolutnie, że uda mi się napisać książkę, albo że ktoś będzie chciał ją czytać, bo to są już rzeczy niezależne, natomiast na poziomie wyboru zdefiniowania wartości to jest tylko moje. Tak samo z celami. Jeżeli postawię sobie za cel napisać książkę lub przebiec maraton w konkretnym czasie, albo być bardziej cierpliwym, to znów – to są rzeczy, których nikt mi nie zabierze. Być może nie uda mi się przebiec maratonu, być może nie uda się napisać książki, albo być bardziej cierpliwym, ale tego, że sobie postawiłem ten cel nikt mi nie odbierze. To jest tylko moja decyzja. Rzeczywiście, cała też rzecz w tym, że cele i wartości są bardziej lub mniej sensowne. Jeżeli sobie postawię za cel „przebiec maraton w godzinę”, czyli dwa razy szybciej niż rekord świata, to jest to cel nonsensowny, ale jeśli tym celem będą cztery godziny, ma to już znamiona sensu. Od tego jest cała racjonalność, cała maszyneria rozumu ludzkiego, żeby umieć oddzielać te cele i wartości, które mają sens od tych, które go nie mają. Tu z kolei byłaby różnica pomiędzy mną a starożytnymi stoikami. W przeciwieństwie do starożytnych stoików, którzy starali się zdobyć uniwersalne odpowiedzi na pytania studiując stronice wielkiej księgi natury, ja uważam, że człowiek ma prawo, ale i obowiązek kształtować swoje wybory, wartości, cele samodzielnie.

O, to może w końcu dowiem się, czym się różni starożytny stoicyzm od tego nowoczesnego?
Stoicyzm, jeśli ma być dzisiaj sensowny, wymaga reformy w stronę większego liberalizmu albo, mówiąc inaczej, większej autonomii moralnej. W starożytnym stoicyzmie akcent był postawiony na to, że trzeba się wsłuchać w rozum kosmiczny i on powie nam, co mamy robić i jak żyć, w którą stronę podążać. W XXI wieku takie rozumowanie wydaje się trochę naiwne, bo ten kosmiczny rozum nie ma wiele do powiedzenia w tej sprawie. Te kwestie leżą w zakresie ludzkiej odpowiedzialności. Zamiast więc określenia „stoicyzm nowoczesny”, wolę pojęcie „stoicyzm reformowany”. On czerpie wiele z pierwotnej wersji nurtu promowanego przez Senekę czy Marka Aureliusza, ale bez tej sztywności zasad, bez tej naiwności, teatralności i pozy. Reforma nadaje stoicyzmowi większej miękkości, naturalności, autentyczności. Nie chodzi o to, żeby raz przeczytać Marka Aureliusza, albo żeby go czytać wciąż tak samo i litera w literę, słowo w słowo rozumieć. Po 2000 lat to nie jest ani sensowne, ani możliwe. To raczej prowadzi na manowce. Podstawowe zadanie jest takie: jak ten stoicyzm wyrazić i opowiedzieć dzisiaj. Wiele rzeczy się zmieniło w świecie w ciągu tych 2000 lat i nie można na to zamykać oczu.

Stoicy starożytni dość sztywno trzymali się kwestii cnót, pan od tego stroni.
Bo pojęcie cnót ma według mnie trochę za duży ładunek normatywny. Rzeczywiście możemy wymienić sobie, jakie są cnoty pożądane u stoika i co? W ten sposób zbuduję jakiś ograniczony ramą obrazek, w którym ten stoicyzm będzie się do tego pola w ramie sprowadzał. Dla przykładu każdy się pewnie zgodzi, że stoik powinien być raczej cierpliwy niż nie, natomiast nie jest tak, że samo bycie cierpliwym już czyni nas stoikiem. To jest ta różnica. Cierpliwym można być z wielu powodów. Nie zawsze to będą powody stoickie. Dla mnie ważne jest podejście, które pokazuje możliwość budowania stoickiego życia na różne sposoby. Według mnie dużo ważniejsze niż zaczynanie od czegoś takiego jak dekalog czy lista cnót stoika, jest postawienie pewnych fundamentów, na których stawanie się stoikiem powinno się rozgrywać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

10 przykazań skutecznej terapii par

Dr Josh Gressel, terapeuta i autor poradników z San Francisco, na łamach „Psychology Today” przekonuje, że terapia par…

Duchowość a religia

Pojęcia tożsame, sprzeczne, jedno zawiera się w drugim, a może jedno przed drugim należy „ocalić” – co sugeruje…