Hofje Haarlem
Hofje w mieście Haarlem © Adobe Stock

Hofje – dawny pomysł na niepewną starość wraca do łask

388 udostępnień
388
0
0

W średniowieczu hofje – kompleks budynków skupionych wokół jednego dziedzińca – miało pełnić funkcję przytułku dla osób starszych bądź samotnych kobiet. Dziś hofjes zyskują na popularności jako ciekawa alternatywa dla seniorów, którzy nie chcą żyć samotnie, a nie pociąga ich perspektywa spędzania życia w domach opieki.

Najstarszy, nieprzerwanie działający od 1395 roku hofje wita swoich mieszkańców napisem – zagadką nad wejściem.


Dirck van Bakenes (nazwisko założyciela hofje dla kobiet) osiem i dwa razy sześć.

Zagadka oznacza dwie rzeczy.

8 + (2×6) = 20 – liczba żyjących w tymże hofje kobiet
(8 + 2) x 6 = 60 minimalny wiek wymagany do przyjęcia do hofje.

Z niderlandzkim sznytem

Najmniejsze hofje, założone w 1641 roku w Leiden, składa się zaledwie z czterech domów. Największe, założone również w XVII wieku, tyle że w Hadze i Rotterdamie, mają po sześćdziesiąt, siedemdziesiąt, a nawet i więcej domostw. Wszystkie, niezależnie od wielkości posiadają centralny, wspólny teren, najczęściej ogród i skupione wokół niego siedliska. Właśnie tak należałoby je określić, bo czasem są to zwrócone w kierunku wspólnego ogrodu maleńkie domki, czasem pojedyncze pokoje w większym budynku.

Czytaj także: Opiekun. Zawód czy misja?

Niderlandzkie hofjes są pozostałościami tradycji charytatywnej, nakazującej chrześcijanom wykonanie siedmiu dzieł miłosierdzia. Nakarmienia głodnych, napojenia spragnionych, odziania nagich, pochowania zmarłych, zaoferowania schronienia podróżującym, wsparcia chorych i uwolnienia uwięzionych. Wykonanie któregokolwiek z nich miało po śmierci ułatwić darczyńcy dostęp do nieba. W Holandii wyjątkowo licznie hofjes powstały w mieście Haarlem. Swego czasu Haarlem „zmuszone” zostało do działań miłosiernych na szeroką skalę z powodu dużej osady trędowatych, powstałej poza jego murami.

Niektóre hofjes oferowały wspólną kaplicę i mały sklepik. W zasadzie wszystkie zapewniały mieszkańcom opał, opiekę medyczną, lekarstwa, prezent na Wielkanoc i Boże Narodzenie oraz pokrycie kosztów pogrzebu. Dla samotnych, niezamożnych kobiet stanowiło to ogromne wsparcie, nierzadko ratunek.

Życie w hofjes było proste i skromne, ale dawało pewny kąt, a oprócz schronienia i niewielkiej prywatnej przestrzeni, oferowało też coś szalenie ważnego, pozamaterialnego… wspólnotę.

Hofje Harlem
Hofje © Adobe Stock

Wspólnotowa architektura

Hofjes są nieustanną inspiracją dla architektów oraz nowego ruchu, który wykorzystuje na potrzeby współczesności dawny koncept wspólnego mieszkania i wspierania się ludzi (dawniej biednych i społecznie wykluczonych, a dziś seniorów). Koncept ten zakłada życie we wspólnocie opartej na współposiadaniu, współprodukcji np. części żywności oraz wzajemnej pomocy.

Współczesne problemy, takie jak choćby rosnące koszty opieki medycznej, niesprawne systemy emerytalne, samotność starszych ludzi, a także mobilne społeczeństwa Zachodu nastawione dotąd na intensywną pracę, kumulację dóbr oraz wolność od zobowiązań (w tym często opieki nad rodzicami), sprawiają, że powrot idei hofje wydaje się zasadny.

W Niemczech, szczególnie we wschodnich landach, pojawiają się wspólnoty wykupujące opustoszałe gospodarstwa i zakładające swego rodzaju miniwsie. Tu wprawdzie mieszają się rodziny z małymi dziećmi oraz emeryci, ale idea współpracy i tworzenia nowej, przybranej rodziny jest bardzo podobna. W holenderskich miastach dodatkowym impulsem do odrodzenia się tej formy współistnienia stał się dotkliwy brak wolnej przestrzeni i ceny nieruchomości, które w obliczu brexitu i oczekiwanej fali emigrantów znacząco poszły w górę.

Przez stulecia instytucja hofjes była jedyną formą zapewnienia sobie godnej starości dla samotnych, niezamożnych seniorek pozbawionych wsparcia i środków do życia.

Hofje Begijnhof. fot. Agnieszka Meyer
Hofje Begijnhof. fot. Agnieszka Meyer

Dziś patrząc na hofjes w Haarlem czy odwiedzając ukryty za murami, a stanowiący enklawę ciszy i zieleni amsterdamski Begijnhof (na zdjęciu) trudno nie zastanawiać się, czy nie jest to bardziej ludzkie rozwiązanie niż domy spokojnej starości czy częstokroć wymuszony pobyt u rodziny. Małe, samorzutnie tworzące się społeczności, optymalnie wykorzystujące miejsce, zasoby oraz stanowiące dla siebie oparcie na starość mogą okazać się trwałym pozytywnym trendem, poprawiającym jakość życia osób w wieku senioralnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Czerwone ravioli

To dzisiejsze danie jest świetne i bardzo letnie, tak jak Sardynia, tamtejsze pomarańcze i tak jak książka “Bitter…
Okładka książki Klary Wojtkowskiej : „Będziemy się za Was modlić. Z Polski do Zimbabwe ścieżkami Przodków”.

Szaman – człowiek budujący mosty

To opowieść o drodze do szamanizmu, drodze kobiety z kręgu kultury dalekiej od mistycyzmu i pierwotnych wierzeń. Językiem…