Życie singla

10 udostępnień
10
0
0

Dlaczego singielstwo budzi tyle kontrowersji? Czy – jak twierdzą niektórzy – jest ono przejawem egoizmu, nieodpowiedzialności, społecznego niedostosowania, czy też wartością cywilizacyjną, którą zdobyliśmy i z której umiejętnie korzystamy.

– Z tobą coś jest nie tak – na przestrzeni lat takim spostrzeżeniem raczyło mnie wiele poznawanych przeze mnie ludzi. – To twoje samotnicze życie na pewno jest jakąś formą ucieczki. Może powinnaś popracować nad budowaniem relacji? Nie sądzisz, że to takie egoistyczne i zachowawcze z nikim się nie wiązać? Latka lecą, a ty sama i sama. Zobaczysz, z czasem będziesz tego żałować. A na starość nie będzie przy tobie nikogo, kto ci szklankę wody poda. W „najszczęśliwszej” opcji skończysz jak Violetta Villas, otoczona stadem psów i kotów.

Rzeczywiście, życie w pojedynkę może wydawać się czymś anormalnym. Przecież psychologia wyraźnie mówi, że człowiek jest istotą społeczną. Ludzie od zamierzchłych dziejów gromadzili się w grupy, społeczności. Rodzina uznawana jest za podstawową, a w Polsce wręcz uświęconą, jednostkę społeczną. Wydaje się, że od dziecka dziewczynki i chłopców kształtuje się do pełnienia w przyszłości ról związanych z byciem żoną/mężem, mamą/tatą. Kiedy więc zdarza się ktoś, kto zdaje się nie pasować do tej oczekiwanej socjologicznie układanki, od razu budzi niepokój. Cóż, jakkolwiek by na to patrzeć, taki ktoś wychodzi poza normę. A to, co poza normą, oznacza inne, niezwyczajne i od razu przestrasza.

Nie taki singiel straszny… Choć bywa dziwakiem

Od kiedy pamiętam, nigdy nie miałam problemu z byciem sama. Nie stroniłam od towarzystwa, ale gdy takowego zabrakło, potrafiłam zająć się sobą. W miarę dorastania zaczęłam nawet zauważać, że ja i moja głowa to w zasadzie już tłum, do którego niekoniecznie potrzebuję osób trzecich.

Owszem, czułam się przez to inna. Bo, w przeciwieństwie do moich nastoletnich rówieśników, wolałam siedzieć z nosem w książkach niż na balangach. Na imprezy zapraszano mnie zresztą na własną odpowiedzialność, bo z każdej dyskoteki potrafiłam urządzić stypę, szybko organizując gdzieś po kątach jakieś podgrupki osób filozofujących o życiu i śmierci.

– Na rany koguta, myśmy przyszli się tu bawić, a nie kogoś opłakiwać – dyscyplinowali mnie gospodarze, aż w końcu przestali zapraszać.

Ktoś inny pewnie by się zmartwił, ale ja najczęściej czułam w takich chwilach ulgę. W końcu jest jeszcze tyle ciekawych książek do przeczytania – myślałam.

Ale powód mojego stronienia od spotkań z ludźmi, zwłaszcza w większym gronie, był też inny. Dla mnie przebywanie z ludźmi zawsze wiązało się z przebodźcowaniem. Było jak przekraczanie bram szalonego, nie zawsze wesołego, miasteczka. Wkraczałam do niego i zalewała mnie fala bodźców. Słów, spostrzeżeń, gestów formalnych i nieformalnych, komunikatów wprost i metakomunikatów. Wrażeń własnych i tych z zewnątrz, przetrawionych przez osobiste filtry oceny, porównywania, które mają ustosunkować cię względem społecznych oczekiwań. Rozpętywało to karuzelę emocji, zmysły wkraczały na najwyższe obroty. Odbierając tak wiele informacji z zewnątrz naraz i próbując je przetrawić, często kończy się z metabolicznym rozstrojem. Dla mnie więc każdy kontakt z drugim człowiekiem, każda relacja, czyli każda wizyta w takim miasteczku, żeby nie wiem jak była udana i wesoła, skutkowała ogromnym zmęczeniem i wytrąceniem z równowagi.

Wiele lat później dowiedziałam się, że w podobny do mnie sposób odczytują świat inni empatyczni introwertycy – nadwrażliwcy. Kto z Was chciałby całe życie spędzić w wesołym miasteczku? Fajnie jest do niego wpaść raz na jakiś czas, ale żeby tak non stop? Tymczasem dla mnie spotkania z ludźmi to był właśnie taki nieustanny rollercoaster.

Z czasem człowiek wypracowuje sobie różne sposoby dostosowywania się do sytuacji. Potrafi elastyczniej na wszystko reagować, łapać równowagę nawet balansując na linie. Kwestia wprawy. Ale choć są sposoby na odwrażliwienie, na złapanie grubej skóry, introwertyk, choćby nie wiem jak się starał, nie stanie się ekstrawertykiem. Tak więc nadal mam ograniczoną tolerancję na grupowe spędy, na spotkania towarzyskie czy relacyjne. I zwyczajnie najlepiej czuję się w skórze samotnej wilczycy, w otoczeniu książek, ciszy i przyrody.

– Idziesz na łatwiznę, izolujesz się – usłyszę jeszcze czasem od kogoś ze znajomych, obrażonego tym, że sama nie inicjuję kolejnego spotkania. Bo fakt, jeśli ktoś nie zaproponuje: „A może jakaś wspólna kawa”, nie ma co liczyć, że wyjdzie to ode mnie. Ale ci ze znajomych, którzy dobrze mnie znają i akceptują mój sposób życia, gdy chcą się spotkać, po prostu dzwonią, przypominając mi, że taka opcja jak „wspólna kawka” może być fajnym sposobem na spędzenie czasu. I o ile nie trwa sześć godzin lub więcej, i nie następuje częściej niż raz w tygodniu, jest dla mnie opcją optymalną.

– Dziwak z ciebie – wzdychają przyjaciele.

– No, dziwak – przyznaję. – Ale komu to szkodzi?

Może zainteresuje Cię: Stabilna niestabilność – czyli borderline z perspektywy „bordera”

Okazuje się jednak, że singielstwo może być postrzegane jako szkodliwe. Przez niektórych nawet jako swoiste społeczne pasożytnictwo. Bo żyje sobie taki oto dziwaczny jak ja samotnik, nie tworzy instytucji małżeńskiej, nie rozmnaża się, nie produkuje dla państwa kolejnych podatników i jeszcze buntuje się przeciw pomysłowi wprowadzenia „bykowego”.

reklama
reklama
może Ci się spodobać

Dobre intencje

Podobno w piekle posadzki i ulice wyłożone są szlachetnymi pobudkami ludzi. Czyżby nasze dobre chęci wcale nie zbliżały…
samotność

Samotność

Dlaczego tak wielu z nas boi się samotności? Czym właściwie jest samotność? Czy jest nią życie w pojedynkę,…

Przebodźcowani

Słyszeliście kiedyś o przyznaniu prestiżowej nagrody literackiej za twórczość niekoncentrującą się na jakiejś ludzkiej, zwierzęcej, lokalnej lub globalnej…

Spieszmy się cenić życie

Tragiczny wypadek na wstępie mojego dorosłego życia odmienił mnie i ukształtował. Kilkanaście złamanych kości, półroczny pobyt w szpitalu…

Co je dusza?

Tak jak nie da się odżywić ciała śmieciowym jedzeniem, tak nie da się nakarmić duszy papką słów, obrazów,…
wspierajmy się

Wspierajmy się!

Dziś, w pandemicznych czasach – być może jak nigdy wcześniej za naszego życia – wartości nabiera współdziałanie. Życzliwość…