© Anna Kędzierska, Obrazki do myślenia

Życie jest zbyt krótkie, aby używać filtra…

80 udostępnień
80
0
0

Spotykam ludzi, którzy sprawiają wrażenie martwych. Uśmiechają się półgębkiem, chociaż wcale im nie do śmiechu. Przytakują, chociaż mają inne zdanie. Idą, chociaż chcieliby zostać. Zostają, chociaż woleliby uciec stąd jak najdalej. Czasami wybuchają. Gwałtownie i nieadekwatnie do sytuacji.

Nagle zaczynają płakać i od razu za to przepraszają. Bo nie powinni się rozklejać. Bo przecież wszystko jest OK, a oni mają tylko słabszy dzień i nic wielkiego się nie dzieje. Eksplodują złością z powodu jakiejś błahostki. Bo dzieci, bo praca, bo kryzys, bo zupa była za słona. Wszystko wokół jest winne. A oni mają już dość. Przez tę chwilę ci smutni i ci wściekli dopuszczają do siebie „zakazane” emocje. Wyłączają filtr, który skutecznie zainstalowano im w domu rodzinnym i w placówkach edukacyjnych.

Nie płacz. Przestań się złościć. Bądź grzeczny. Zachowuj się. Nie wybrzydzaj. Nie przesadzaj. Mamusi jest przykro, że nie jesz obiadku. Zrób to natychmiast, żeby tatuś się nie wściekał. Nie gadaj. Zanim zaspokoisz swoje potrzeby, zapytaj, czy ci wolno.

Prosę pani, cy mogę iść siusiu?

Drobnymi kroczkami wpaja się im, że są stany, emocje, potrzeby, które są „be”. Ich pokazanie, domaganie się ich zaspokojenia skutkuje odrzuceniem, dezaprobatą, jest karygodne. A akceptacja i poczucie przynależności to bardzo silny motywator. Trudno się więc dziwić, że tak wielu z nas spycha całkiem spore kawałki siebie do cienia. Skoro będąc sobą w pełni tyle można stracić, lepiej się schować.

Jednak to, co niewidoczne dla świata, wcale nie przestaje istnieć. Niewyrażona złość, ból, żal, smutek, niezaspokojone potrzeby – pęcznieją. Upchane w zakamarki podświadomości zaczynają fermentować. Dla ludzi, na zewnątrz jesteśmy radośni, układni, wprost do rany przyłóż. A w środku dramat. Albo syf. Aż w końcu poziom fermentu jest tak ogromny, że nie sposób wytrzymać ciśnienia i… bum! Chwilowa ulga, a za chwilę poczucie winy, wstydu, krzywdy.

Jak więc żyć, panie premierze?

Jak żyć? Skoro być sobą w pełni tak straszno, a nie być sobą wcale nie łatwiej?

Zaryzykuj. Uznaj, że wszystkie doświadczane przez Ciebie potrzeby i uczucia są OK. One są wręcz potrzebne. Radość jest nagrodą za wysiłek. To czas na odpoczynek i zebranie sił do dalszego działania. Smutek daje przestrzeń do refleksji. W nim wyhamowujesz działania i zaczynasz myśleć. Snujesz plany, analizujesz doświadczenia, wyciągasz wnioski. Złość daje energię do zmiany. Dzięki niej stawiasz granice i masz siłę, by zmieniać to, co można zmienić. Strach. On chroni przed samounicestwieniem. Jest sygnałem, który każe ci się zatrzymać, nie iść w to, co dla ciebie szkodliwe.

Dogadaj się ze sobą

To fakt, że część emocji nie jest przyjemnych. Na poziomie ciała czujesz, że smutek, złość, strach nie są miłe w przeżywaniu. Co więcej, obserwowanie ich u innych, doświadczanie ludzi w trudnych emocjach, też nie jest czasami kaszką z mlekiem. Jednocześnie zepchnięcie ich do cienia nie rozwiązuje problemu. Zatem pozwól sobie na czucie. I pokazywanie siebie na bieżąco. Z szacunkiem dla innych. I dla siebie. „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” – mówi przysłowie. Jak siebie samego! Nie bardziej! Ty jesteś OK. Twoje potrzeby są OK. Twoje emocje są OK. Fałszowanie rzeczywistości nie jest OK. Bo szkodzi. Tobie, gdy udajesz, że nie czujesz, nie chcesz, nie potrzebujesz. Innym, gdy nagle wybuchasz żalem, pretensją, złością, łzami, pogardą.

A życie jest zbyt krótkie, aby używać filtra…

Tej autorki: Życie jest zbyt krótkie, aby (dać) się zaszufladkować…

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
czas na relaks

Co robić, gdy nie masz czasu na relaks?

Gdy jesteśmy zestresowane i pochłonięte obowiązkami, trudno znaleźć czas na odpoczynek. Przecież jest tyle rzeczy do zrobienia, dopilnowania.…