wymianki pchli targ
© Adobe Stock

Żyć eko, czyli jak?

Coraz więcej ludzi przekonuje się, że potrzebne rzeczy można pozyskać tanio lub zupełnie darmo. Przeczytajcie, jak organizować wymianki i garażówki, gdzie szukać używanych mebli i ubrań.
44 udostępnień
44
0
0

W czasach gdy z każdej strony atakuje nas wizja rychłej apokalipsy i wyginięcia gatunku ludzkiego (z powodu zmian klimatycznych), bycie eko przestaje być fanaberią hipisów, a staje się przyzwoitością. Brak pojemników do segregacji śmieci pod zlewem w kuchni to dziś prawdziwe faux pas, a niezakręcenie wody podczas mycia zębów może zakończyć nawet dobrze zapowiadający się romans.

Jedną z form bycia eko może być sprzeciwianie się dowolnie rozumianej konsumpcji lub raczej konsumpcjonizmowi, a co za tym idzie: generowaniu odpadów. Od razu nasuwają się pytania: Czy to znaczy, że mam nic nie kupować? Nie wyrzucać nic do śmieci? Nosić dziurawe buty i jeść zgniłą sałatę? Nic podobnego. Jedzenie zepsutej żywności niewiele ma wspólnego z dbaniem o rodzaj ludzki (jeśli otrujemy rodzinę, to tylko przybliżymy nasz gatunek do wymarcia). Bezmyślne niewyrzucanie rzeczy, w duchu idei „szkoda wyrzucać, kiedyś na pewno się przyda”, również często okazuje się nieefektywne. Tak samo trudno dyskutować z potrzebą kupienia sprzętów, których nam brakuje. Zatem co robić, by dom był wyposażony, a sumienie czyste?

Nie kupuj, adoptuj

Ludzkość miała dość czasu, by wyprodukować ogromne ilości przedmiotów. Gdzie one teraz są? Z pewnością nie rozpłynęły się w powietrzu. Niektóre świetnie nadają się do tego, by nadal pełnić swoje funkcje i tylko czekają, aż ktoś je adoptuje. Naturalnym odruchem jest udanie się do sklepu, jeśli potrzebujemy coś kupić. Gdzie indziej mielibyśmy szukać sofy, jeansów, zeszytów czy kieliszków? Gdybyśmy jednak na moment wyobrazili sobie, że sklepy nie istnieją, co byśmy zrobili? Być może przypomnimy sobie, że znajomi ostatnio wymieniali meble, a sąsiad z góry robił remont. Nasza przyjaciółka sporo przytyła i już nie mieści się w swoje stare ubrania. Ktoś w tym powiecie z całą pewnością jest posiadaczem kompletu kieliszków, których już nie używa. Trzeba tylko tę osobę znaleźć.

Polecamy: Zapomniany kryształ z babcinego kredensu

Pewne opory w używaniu rzeczy z drugiej ręki są całkiem naturalne. Przedmiot z odzysku może nie być błyszczący i nowy, może nosić ślady użytkowania. Z pewnością warto stawiać pewne granice i mieć wymagania. Nie rezygnujmy jednak całkowicie z możliwości „rynku wtórnego”, bądźmy otwarci na kompromisy. Pamiętajmy przede wszystkim, że rzeczy z odzysku są dużo tańsze, a to bez wątpienia zaleta. Znalezienie czegoś w naszym guście może stanowić wyzwanie, ponieważ szafa naszej koleżanki w niczym nie przypomina katalogu Victoria’s Secret, jednak – statystycznie rzecz ujmując – nie mamy podstaw, by zakładać, że znalezienie tam czegoś, co nam się spodoba jest mniejsze, niż gdybyśmy wybrali się do galerii handlowej. Z tą różnicą, że w sklepie zapłacimy 200 zł za koszulkę, której proces produkcyjny może kłócić się z naszymi przekonaniami o uczciwym biznesie, a jej jakość utrzyma się do pierwszego prania. Ubrania z drugiej ręki (niczym wino) rządzą się prawem „im starsze, tym lepsze”, ponieważ sama ich wiekowość jest jasnym dowodem świetnej jakości wykonania. Skoro wytrwały do dziś używane przez kogoś innego, możemy mieć pewność, że nam również posłużą. Cena też nie pozostaje bez znaczenia: worek ciuchów z lumpeksu kupimy za kilkadziesiąt złotych, a od koleżanki – za symboliczną czekoladę.

Odwiedzając polskie domy można odnieść wrażenie, że w zasadzie wyglądają tak samo. Trudno się dziwić, skoro wyposażenie wnętrz kupowane jest w tych samych sieciowych sklepach i tworzy klony tych samych pomieszczeń w różnych wersjach kolorystycznych. Gdyby zaś pokusić się o odwiedzenie komisu meblowego, sklepu z antykami lub serwisu internetowego z ogłoszeniami – może się okazać, że dorobek meblowy XX wieku jest w zasięgu ręki. Jeśli dodatkowo los obdarzył nas wyobraźnią, kreatywnością i odrobiną zdolności manualnych, możemy stworzyć piękną przestrzeń, używając mebli, które były niechciane w innym domu. Nie są wcale wymagane szczególne umiejętności związane z renowacją – zwykła farba do mebli potrafi czynić cuda.

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Najczęściej kupowane produkty z drugiej ręki, zaraz po meblach i fatałaszkach, to: książki, dekoracje i wszelkiej maści artykuły dla dzieci (np. wózki, ubranka, zabawki).

Gdzie szukać?

Internet jest przyjacielem poszukiwaczy używanych skarbów. Zawsze możemy wygooglać, gdzie w naszej okolicy znajdują się sklepy z odzieżą używaną. Dobrze do tego celu używać różnych fraz: lumpeks, ciucholand, second hand. Za każdym razem otrzymamy inne wyniki, a szukamy przecież tego samego. Dla pozostałych kategorii warto szukać: antykwariatów, komisów meblowych i miejsc, które noszą dumną nazwę charity shop czy po prostu sklep charytatywny. Warto też szukać miejsc opisanych jako pchli targ, giełda kolekcjonerska (lub tylko giełda), a nawet po prostu bazar.

Istnieje również wiele portali czy aplikacji, w których znajdziemy ogłoszenia i dokonamy zakupów z dostawą lub umówimy się na osobisty odbiór, na przykład: Olx, Gumtree, Gratka, Vinted, Masterplace. Można również znaleźć lokalne grupy na Facebooku stworzone dla tego celu. Spróbuj wpisać nazwę miejscowości i słowo klucz: oddam, sprzedam, sprzedaż, wymiana, itd. Warto przyłączyć się do grupy w swoim mieście, a jeśli jeszcze jej nie ma – można stać się jej inicjatorem.

Coraz częściej lokalne społeczności inicjują garażówki (wyprzedaże garażowe) lub wymianki. Te pierwsze rządzą się prostymi prawami: każdy może przynieść ze swojego domu nieużywane przedmioty i sprzedać je temu, kto zechce je kupić. Oczywiście przedmioty muszą spełniać minimalne wymogi prawne, nie można sprzedawać np. alkoholu czy broni. Ceny powinny być niewygórowane, żeby nie powiedzieć: symboliczne. Wartością takich spotkań poza oczywistą możliwością nawiązania transakcji kupna-sprzedaży, jest zacieśnianie więzi sąsiedzkich, nowe znajomości, a także pewna wartość edukacyjna. Im częściej odbywają się garażówki, tym bardziej w lokalnej społeczności utrwalane jest przekonanie, że przedmioty mogą znaleźć nowe życie, a ich bezrefleksyjne wyrzucanie nie jest jedynym wyjściem, by się ich pozbyć. Garażówki stanowią świetną okazję do tego, by uczyć dzieci przedsiębiorczości, zaradności, szacunku do przedmiotów jako efektów czyjejś pracy, a także tak zwanej wartości pieniądza. Na garażówkach częstym widokiem są dzieci handlujące swoimi używanymi zabawkami czy książkami, aby zarobić na kupno nowej hulajnogi.

Jak robią to inni: Przerób-My – kreatywne warsztaty recyklingowe

Jeżeli z idei nadawania przedmiotom nowego życia wyeliminujemy całkowicie jakąkolwiek walutę, mamy do czynienia z wymianką. Wymianka, jak wskazuje jej nazwa, polega na transakcji barterowej: „ja tobie dam sweter, a ty za to dasz mi tę bluzkę”. Taka forma wymiany „jeden na jeden” może sprawiać pewne kłopoty organizacyjne, dlatego większość wymianek zakłada, że wszystkie przyniesione rzeczy są niechciane, czyli w pewnym sensie przynosząc je na wymiankę wyrzekamy się prawa własności 😊. Na wymiance wszystkie przedmioty umieszcza się w jednej puli, z której mogą czerpać wszyscy i zabrać do domu to, co im się podoba. Dla zachowania porządku niektórzy organizatorzy stosują pieczątki czy kupony, które określają, ile rzeczy możemy zabrać, a ilość zależna jest od tego, ile sami przynieśliśmy. Moje doświadczenie dowodzi, że system kuponów jest zbędny, gdyż zdecydowana większość uczestników zostawia w puli więcej rzeczy, niż z niej wybiera. Nawet najbardziej udana wymianka nie „wychodzi na zero”. Cóż zatem zrobić z tak pozostawioną bezpańską zbieraniną? Można ją oddać do sklepu charytatywnego, np. Sue Rider, ofiarować jakiejkolwiek innej organizacji charytatywnej lub przytułkom dla bezdomnych. Z pewnością zawsze jest ktoś, kto będzie w potrzebie i skorzysta z tych przedmiotów.

Jak szukać wymianki? Wystarczy wpisać w Google lub na Facebooku: wymianka, eco swap, swap party (z angielskiego swap = zamiana, wymiana). Nie ma wymianek w okolicy? Można zorganizować ją u siebie w domu, w ogrodzie, we wspólnej przestrzeni sąsiedzkiej. Można również zaangażować miejsce, które zrzesza lokalne społeczności, np. świetlica, klub seniora lub kawiarnia na pewno chętnie zostaną gospodarzami takiego wydarzenia.

Dla zaawansowanych są jeszcze śmieciarki. Nie jest konieczne przegrzebywanie śmietników, choć jest jak najbardziej dozwolone. Wielokrotnie przechadzając się ulicą można napotkać wystawione do wywozu gabaryty, a wśród nich całą gamę rzeczy: od kredensów po sedesy. Niejeden spacerowicz znajdował pod śmietnikiem karton książek w dobrym stanie. Może nas zadziwić, jak wiele śmieci to tak naprawdę skarby. Aby absolutnie nic w przyrodzie nie ginęło i nie marnowało się, powstały grupy na Facebooku o dumnej nazwie „Uwaga – śmieciarka jedzie!” W wielu miejscowościach grupy funkcjonują prężnie, pozwalając na wymianę informacji o najnowszych odkryciach, czyli śmieciach do wzięcia. Ale to nie wszystko. Uczestnicy grup chętnie zamieszczają posty z fotografiami swoich własnych „śmieci” i oddają je nieodpłatnie tym, którzy się po nie zgłoszą. W moim salonie stoją fotel, krzesło i stolik kawowy ze śmieciarki i są prawdziwymi ozdobami domu! Jedyny koszt poniesiony, aby je zdobyć, to zapał poświęcony na wyszukanie ogłoszeń, a następnie czas i kilka kropel paliwa, żeby odebrać meble od właścicieli.

Fotel ze śmietnika po metamorfozie za mniej niż 100 zł

Przeczytaj także: Chcieć to móc – ograniczenia są tylko w nas

To nie wstyd

Możemy spotkać się z przekonaniem, że noszenie ubrań „po kimś” i szczędzenie pieniędzy na nowe przedmioty to domena osób ubogich, niezaradnych życiowo. Jest to pewien opór, który trudno przełamać. Warto jednak pamiętać, że bogaci ludzie są bogaci właśnie dzięki pieniądzom, których nie wydali. To, co łączy ludzi zamożnych to roztropność i przedsiębiorczość, nie zaś otaczanie się zbędnym przepychem. Ponadto nie rozprawiamy tutaj o kupowaniu rzeczy brudnych, zniszczonych, odrażających, ale o skarbach: przedmiotach, które zachowały świetność pomimo upływu czasu, a jedna rysa nie stanowi o ich bezużyteczności. Każdy, kto choć raz odwiedził sklep z antykami dobrze wie, że antyki to nic innego jak bardzo stare meble w bardzo wysokiej cenie. Nikt nie ośmieliłby się nazywać ich rupieciami.

Regularnie organizuję wymianki i z rozrzewnieniem spoglądam, gdy ktoś pozbywa się swojego przedmiotu, chłodno i bezpardonowo, prawie brutalnie wyciągając go z torby czy plecaka, po to by pięć minut później ktoś inny z zapartym tchem mógł krzyknąć:

„Jejku, jakie piękne! Właśnie czegoś takiego szukam!”.

Funkcjonując w świecie staroci można też nauczyć się bardzo ważnej lekcji, którą pięknie ujął Władysław Grzeszczyk:

„Nie ci decydują o wartości skarbów, którzy je posiadają, lecz ci – którzy ich pożądają”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Raport o stanie świata

Ludzi na Ziemi jest coraz więcej, ale stanowimy zaledwie 0,01 proc. wszystkich stworzeń żywych na naszej planecie. Mimo…