prokrastynacja
© Adobe Stock

Zrobię to później, czyli słów kilka o prokrastynacji

63 udostępnień
63
0
0

Gdy mamy do oddania esej na studiach, do wykonania telefon do nielubianej ciotki, gdy przed nami sprzątanie strychu/ garażu/ piwnicy, co wymaga nie tylko starcia kurzu, ale także wielu małych, ale koniecznych do podjęcia decyzji, wtedy na scenę wchodzi ona – prokrastynacja.

Jeszcze z czasów szkolnych pamiętam, jak nagle, gdy trzeba było przygotować się do klasówki lub napisać wypracowanie w ramach pracy domowej, wstępował we mnie duch panny „porządnickiej”. Objawiał się on nieodpartym przymusem sprzątania – i to nie tylko takiego pobieżnego, lecz związanego z nurkowaniem w najciemniejsze zakamarki za meblami czy też ustawianiem książek według wielkości.

W późniejszym życiu do sprzątania dołączyły kolejne czynności. Zanim usiadłam do pisania książki, MUSIAŁAM najpierw podlać wszystkie kwiaty w całym domu, wyprać cokolwiek się dało i ugotować prawie na tydzień naprzód. Cały czas obiecując sobie przy tym, że jak już to wszystko zrobię, wówczas spokojnie, z niezmąconym umysłem, wreszcie zabiorę się do pracy. Jak prawdziwa artystka (toż wena przychodzi nocą).

Przypadłość wolnych duchów

À propos artystów i innych osób uprawiających tzw. wolne zawody, u nich prokrastynacja zdaje się być powszechną i namiętnie uprawianą dyscypliną. Konkurencja w tym względzie jest naprawdę zażarta. W sytuacji typu deadline: Małgorzata Halber siedzi na Facebooku Mikołaj Łoziński zaczyna naprawiać samochód, Sylwia Chutnik rozsypuje sto tysięcy kredek, długopisów i żel penów, by sprawdzić czy piszą, Mariusz Czubaj nie wykonuje zbędnych ruchów, czyli nie pisze do oporu, a Mariusz Szczygieł… ogląda porno.

Można by było wnioskować, że takie odkładanie tego, co jest do zrobienia na później pojawia się w sytuacjach, gdy czeka nas zadanie niełatwe, wymagające pomysłu, weny i długotrwałej koncentracji. Ale czy na pewno?

Pomyślmy o tzw. pierdołach. Wyrzucenie śmieci? („Dobra tam, jutro”). Oddanie pożyczonego miksera? („Rany, naprawdę wzięłam go miesiąc temu?”). Wbicie jednego – naprawdę jednego – gwoździa, aby wreszcie powiesić obraz podarowany nam przez rodziców? („Kurczę, przecież dostałam go pod choinkę, a tu Wielkanoc za pasem. Najgorsze, że rodzice przychodzą i zauważą”). Kupienie podkładki pod fotel na kółkach? (Podłoga zdążyła już zmienić kolor, tak wyjeżdżone wokół, ale jeszcze nie czas)… itd.

Na ścieżce wojennej z odkładaniem

Najbardziej zatwardziałym prokrastynatorom nie pomagają przyklejane na lustrze w łazience czy na lodówce karteczki z przypomnieniami, alarmy w komórce, które byłyby w stanie umarłego poderwać z grobu, ani nawet mega drogie, specjalistyczne terminarze z podziałkami na każdą okazję. Walka z prokrastynacją często wydaje się walką z wiatrakami, a niektórych doprowadza do zachowań ekstremalnych.

Na przykład Victor Hugo rozbierał się do naga, kazał pokojowemu zabrać ubrania i przynosić je na oznaczoną godzinę. Brak odzienia wierzchniego powstrzymywał pisarza od ucieczki w miasto (jak byśmy to dziś ujęli), zamiast zajęcia się twórczością.

O krok dalej szedł Herman Melville (autor Moby Dicka), każąc żonie przykuwać siebie do pulpitu biurka. Leonardo da Vinci z kolei był za życia uważany za bujającego w obłokach marzyciela, który wiele projektów zaczynał, ale niewiele z nich doprowadzał do końca (na przykład namalowanie Giocondy zajęło mu …16 lat). Aby doprowadzić przynajmniej niektóre prace do finału, pisał notatki (miał ich siedem tysięcy). Jego mecenasi próbowali różnych sposobów, by zachęcić geniusza do zamykania projektów, np. nieustannie przepowiadając mu bankructwo, do jakiego rzekomo zmierzał.

Ki diabeł?

Słownik Języka Polskiego PWN prokrastynację nazywa staropolskim terminem: „kunktatorstwo” czyli „rozmyślne zwlekanie, odkładanie, przeciąganie czego, ociąganie się, powolność w działaniu”.

Czasy, w których przyszło nam żyć, traktują prokrastynację jako grzech, ułomność ludzkiego charakteru, przejawiającą się w ukierunkowaniu raczej na przyjemność, lenistwo i jak najniższy koszt energetyczny (niepodejmowanie działania, jeśli to nie jest naprawdę niezbędne). Przez dziesięciolecia walczono z nią za pomocą rozmaitych szkoleń i warsztatów zarządzania czasem, ustalania priorytetów czy maksymalizowania… wszystkiego, a najlepiej wyników i osiągnięć w jak najkrótszym przedziale czasowym.

Działo się tak dopóty, dopóki nie odkryto, że problem z odkładaniem na później nie wynika z  nieumiejętności zarządzania czasem, lecz wiąże się z emocjami. To, co odsuwamy w czasie jest na ogół nudne, trudne albo napawa nas lękiem przed porażką. Zamiast więc zajmowania się tym, fundujemy sobie działania przynoszące natychmiastową poprawę nastroju lub szybki efekt. Oglądanie głupich filmików na YouTube, przygotowywanie wykwintnej kolacji, porządkowanie czegokolwiek w najbliższym otoczeniu, co nie musi być zrobione teraz, ale przynosi poczucie zadowolenia i poczucie skończenia czegoś. Jak tłumaczą naukowcy: „Nad długofalowym projektem i terminem oraz mocno odsuniętą w czasie nagrodą, wygrywa krótkoterminowy hedonic shift (przestawienie zwrotnicy na hedonistyczny moment)”.

Może zainteresuje Cię: Dobre intencje

Niestety, zawalenie terminu lub praca w ostatniej sekundzie prowadzą do powstawania poczucia winy i oskarżania siebie samego, a w rezultacie do stresu i niskiej samooceny. Tak tworzy się błędne koło odsuwania na potem, pędzenia na ostatnią chwilę, a potem samobiczowania się.

Wyniki badania (ECDF Badania) dotyczącego prokrastynacji wśród Polaków dowodzą, że ponad 80 proc. z nas odkłada jakieś czynności na później. Częściej robią to mężczyźni (85 proc.) niż kobiety (80 proc.) oraz osoby młodsze niż starsze. Najrzadziej zjawisko prokrastynacji występuje wśród osób powyżej sześćdziesiątego roku życia (71 proc.).

Długotrwałe egzystowanie w takim cyklu może mieć zgubne efekty dla naszego zdrowia, głównie psychicznego. Niepokoje i fobie, a nawet depresja oraz częstsza zapadalność na przeziębienia, infekcje wirusowe czy podatność na migreny oraz choroby układu krążenia to cena naszej codziennej „spychologii stosowanej”.

Chroniczni prokrastynatorzy mają problemy z pracą. Statystycznie częściej są zwalniani czy przenoszeni w obrębie swojej firmy.

reklama
reklama
może Ci się spodobać
niechciane myśli

Metoda na niechciane myśli

Dziś przedstawię Ci moją ulubioną metodę na niechciane myśli. Zachęcam, żebyś najpierw obejrzała krótki film: Jak stosować tę…
marzenia

Po co nam marzenia?

Zanim zaczniesz czytać ten tekst, zadaj sobie kilka pytań: Czym są dla Ciebie marzenia?, Czy marzenia mają jakiś…
Jak stres wpływa na życie

Jak stres wpływa na życie?

Żyjemy w czasach, kiedy jesteśmy narażeni na stres ciągle i długotrwale. A to nie jest wskazane. Jak objawia…