prof. Zbigniew Lew-Starowicz
prof. Zbigniew Lew-Starowicz © Centrum Terapii Lew-Starowicz

Zbigniew Lew-Starowicz: Seks w czasach pandemii

5 udostępnień
5
0
0

„Mam pacjentki, które do tej pory czuły się całkowicie wyzwolone: szły do łóżka z kim chciały, cieszyły się wolnością, wszem i wobec głosiły, że będą singielkami do końca życia. Pandemia koronawirusa sprawiła, że zmieniła się ich życiowa filozofia i zaczęły szukać partnera nie tylko do seksu, ale na stałe” – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, psychiatra, psychoterapeuta, seksuolog.

Edyta Brzozowska: Przychodzą już do pana gabinetu „ofiary” pandemii? Ludzie z zaburzeniami lękowymi, depresją, przeżywające kryzysy w związkach?
prof. Zbigniew Lew-Starowicz:
Oprócz tego, że jestem seksuologiem, prowadzę także terapię jako psychiatra. I owszem, coraz częściej przychodzą do mnie pacjenci, którzy w czasie pandemii ucierpieli w związku z pogorszeniem się ich sytuacji ekonomicznej, zmianą pracy czy lękiem o zawodową przyszłość. Do tej pory ludzie już się przyzwyczaili do pewnego stylu: szli do swojej korporacji na dziewiątą rano, a późnym popołudniem do restauracji czy klubu. W czasie izolacji spowodowanej koronawirusem to wszystko uległo zawirowaniu i miało wpływ na ich stan psychiczny.

Na kondycję seksualną również?
Ci, którzy na skutek pandemii borykają się z problemami materialnymi, będą myśleć o wszystkim, tylko nie o seksie. I nawet jeśli chęci nie będzie im brakować, to mogą się pojawić rozmaite zaburzenia: erekcji, wytrysku, trudności w osiągnięciu orgazmu.

Ale mam też takich pacjentów, którzy z powodu redukcji w miejscu pracy byli zmuszeni zająć się zawodowo czymś zupełnie innym niż dotychczas. I, o dziwo, ta metamorfoza wyszła im na dobre, przyniosła o wiele więcej satysfakcji, aniżeli się spodziewali. Życie pisze różne scenariusze.

Może więc czas epidemii to dobry moment na życiową zmianę?
Choćby na przewartościowanie pewnych spraw, zmianę hierarchii wartości. Pamiętajmy jednak, że wszystkie sytuacje o społecznym zasięgu, jak choćby powodzie, epidemie, zawsze dają efekty w postaci zaburzeń stresowych i depresyjnych. A tego się wyłącznie lekami nie załatwi, bo one przynoszą jedynie doraźną poprawę. Oczywiście, dobre i to, ale u osób lękliwych i podatnych na sytuacje kryzysowe niezbędna może okazać się psychoterapia.

Czytaj też: Podczas pandemii nauczyliśmy się pomagać

Zwłaszcza że koronawirus rzutuje także na jakość związków.
Tak, gdyż poczucie zagrożenia i ciągłe przebywanie ze sobą na małej przestrzeni w czasie niedawnej izolacji, połączone z niepokojem o pozostałych członków rodziny, którzy mieszkają gdzie indziej, poskutkowały rozmaitymi konfliktami. Pamiętajmy, że epidemia COVID-19 wciąż trwa, codziennie jesteśmy informowani o nowych zachorowaniach, o konieczności zachowania ostrożności, martwimy się zapowiedziami drugiej fali epidemii. W efekcie wiele związków przeżywa kryzys. Jednakże to, w jakim stopniu pandemia odbije się na relacjach, w dużej mierze zależy od podejścia samych partnerów. Lepiej sobie poradzą z tą sytuacją osoby o optymistycznym usposobieniu, gorzej malkontenci, którzy widzą wszystko w czarnych barwach.

Dostrzega pan plusy pandemii koronawirusa w kontekście życia rodzinnego i seksualnego?
Oczywiście. Wiele osób wreszcie miało czas, aby ze sobą pobyć. Ludzie na co dzień zabiegani, zapracowani, zdążyli zapomnieć, jak dbać o związek, że należy poświęcać mu uwagę. Tymczasem COVID-19 sprawił, że zatrzymali się i dostrzegli partnera oraz jego potrzeby. To właśnie takie pary mają większą szansę uporać się z kryzysem, wzmocnić się nawzajem i docenić prywatną sferę życia.

Trochę oswoiliśmy się z tą sytuacją. Będziemy chcieli odreagować ten czas bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia?
Bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia wiązałbym raczej z wojną czy atakami terrorystycznymi. Ale rzeczywiście, potrzeba odreagowania w pandemii się ujawnia. Szczególnie u tych osób, które w COVID-19 nie wierzą, a w związku z tym nie czują się zagrożone. Ludzie sądzą, że skoro są młodzi i zdrowi, to nie znajdują się w grupie ryzyka. Wrócili do pracy, mają dochody, więc chcą żyć jak przedtem, „normalnie”. Także poprzez nawiązywanie nowych kontaktów erotycznych, romansów.

I ocierającej się o rozwiązłość wzmożonej aktywności seksualnej?
Z takim zjawiskiem u siebie w gabinecie się nie spotkałem. I o ile wiem, agencje towarzyskie nie odżyły. Poza tym nie lubię słowa „rozwiązłość”, zamiast niego wolę raczej określenie „przyjemności seksualne”.

Z ciekawości zajrzałam na strony internetowe klubów specjalizujących się w organizowaniu imprez dla swingersów, czyli osób, które preferują uprawianie grupowego seksu. Wiele tego rodzaju lokali nie zawiesiło swojej działalności.
Tacy ludzie żyją w swoim świecie i zaspokajają swoje potrzeby, bo nie czują specjalnego zagrożenia. Ale to bardzo mała grupa osób, całkowicie niszowa. Nieznaczna w skali kraju.

Czytaj także: Koronawirus i seks

A co z osobami, które w czasie izolacji odkryły cyberseks i bardzo to polubiły?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Osoby, które doświadczają czegoś przyjemnego pod wpływem zewnętrznych bodźców, zawsze mogą się od nich uzależnić. Podobnie dzieje się w przypadku, kiedy ktoś zapali marihuanę i poczuje ogromną frajdę. Taka zabawa jest wstępem do uzależnienia.

Po wybuchu pandemii media donosiły o zainteresowaniu ludzi lekturami erotycznymi. Czy nie traktujemy seksu trochę jak recepty na życiowe bolączki?
Seks jest ważny i mieści się w pierwszej piątce hierarchii życiowych przyjemności. Badania pokazują, że odgrywa istotną rolę dla 46 proc. polskich kobiet i dla 61 proc. mężczyzn.

Mężczyźni są pod tym względem w przewadze. W swojej książce z 2019 roku pt. Ona. Pytania intymne pisał pan m.in. o tym, że aż co czwarta Polka może żyć bez seksu. Pandemia coś zmieni? A może spowoduje nowe wyzwolenie seksualne kobiet?
Pandemia i kwarantanna uderzyła w wiele kobiet samotnych. Mam takie pacjentki, które do tej pory czuły się całkowicie wyzwolone: szły do łóżka z kim chciały, cieszyły się wolnością, wszem i wobec głosiły, że będą singielkami do końca życia, gdyż to fajny styl. Tymczasem kwarantanna sprawiła, że czegoś im zabrakło. Rozmowy telefoniczne czy przez Skype okazały się niewystarczające, bo nie było nikogo, kto usiadłby obok, wziął za rękę. I te panie zaczęły szukać partnera nie tylko do seksu, ale na stałe. Więc pandemia potrafiła u niektórych zmienić życiową filozofię. Co do wyzwolenia seksualnego, to Polki wciąż są w procesie wyzwalania, ich liczba rośnie i wszystkie badania to potwierdzają. Jest to nieuchronne zjawisko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać
Tomek Gruba cel egzystencji

Jesteśmy tu po to, aby doświadczać

Kim właściwie jesteśmy i jaki jest cel naszej egzystencji? – warsztat zabierający uczestników na poszukiwanie odpowiedzi właśnie na…