Bartek Sabela, na podstawie fot. Adam Kozak

Zawód reporter – życie bez fikcji

1 udostępnień
1
0
0
A czym są dla ciebie te podróże i podróże w ogóle, bo przecież twoje jeżdżenie po świecie to nie tylko praca?

Wiele podróży traktuję jako inspirację do pisania. Dziś już wiem, że nie dałbym rady napisać fikcji, na przykład jakiejś powieści. Muszę mieć rzeczywistość przed oczami, konkretną sytuację, którą chcę opisywać. Nowe miejsca i ludzie spotykani w drodze są dla mnie pretekstem, żeby pisać, znajdować historie warte opowiedzenia.

Na poziomie prywatnym podróże pozwalają mi wejść w inną rzeczywistość. Rzeczywistość, która na chwilę wywraca mi wszystko do góry nogami. W takiej podróży, jakkolwiek by ona nie była skomplikowana, wiele spraw, problemów codzienności jawi mi się znacznie łatwiejszymi, niż w Warszawie. W drodze jest klarowna zadaniowość. Mam jakiś plan: zdobyć to, dotrzeć tam. Oczywiście na każdym wyjeździe coś może pójść nie tak, ale i tak mam poczucie, że podróż zwalnia mnie z przykrego bogactwa spraw przyziemnych – warszawskich. Te schodzą na drugi plan. W podróży, zwłaszcza reporterskiej, po prostu mam wykonać zadanie i tyle.

Może zainteresuje Cię: Opowiadacz/opowiadaczka – ci, którzy dają głos tym, którym go odebrano

Podróże kształcą? A jeśli tak, to czego nauczyły ciebie?

Moje podróżowanie zaczęło się dość wcześnie. Przez lata jeździłem i jeżdżę nadal na eskapady wspinaczkowe. Robię to od ćwierć wieku. Pierwsze europejskie wyjazdy wspinaczkowe realizowałem w pierwszej klasie liceum. Jechałem np. przez pół Europy na południe Francji, żeby się wspinać. To mnie formatowało. Dla mnie wypady wspinaczkowe to wycieczki w rzeczywistość dokładnie taką, jaką ona powinna być. Jest tylko to, co kocham robić. Nic poza tym. Wspinanie się zapewnia mi mnóstwo siły, radości, satysfakcji i… frustracji. To jest challenge, walka z samym sobą, w której zazwyczaj jesteś przegrany.

Ktoś ładnie kiedyś powiedział, że życie wspinacza składa się z ogromnej liczby porażek. Że najczęściej nie udaje się zrobić tego, co sobie zamierzyłeś. Udaje się tylko od czasu do czasu.

Wspinanie zawsze dawało mi bardzo dużo pewności siebie i także pewności, że sobie poradzę, że nie będę się bał. Pewnie dlatego jestem w stanie robić to, co robię dziś zawodowo. Mam przesuniętą granicę, wiem. Mam też bardzo nieduże potrzeby w życiu. Na moich pierwszych wyjazdach wspinaczkowych przez miesiąc jadło się np. ciasteczka. 20 lat temu to inaczej wyglądało. Inny budżet się miało. To wspinaczka nauczyła mnie prostego życia, ograniczania swoich potrzeb i doceniania przyrody. Nie mam wątpliwości, że wspinanie ukształtowało mnie jako człowieka.

A co więcej dają mi podróże? Poczucie sensu. Gdy siedzę w Warszawie, często dopada mnie dręczące pytanie: „Po co to wszystko?”. W podróży to poczucie sensu jakoś wraca. Jest we mnie trochę taki niezaspakajalny głód, który domaga się nakarmienia. Podsumowując, gdybym miał w dwóch słowach określić, czego nauczyły mnie podróże, powiedziałbym: łagodności i cierpliwości.

Łagodności?

Tak. Przez to, że błahe problemy dnia codziennego odsuwają się na dalszy plan, czuję, że schodzi ze mnie powietrze, jak z balonika. Od razu inaczej funkcjonuję. Nawet na trudniejszych wyjazdach, typu Kongo, odczuwam zasadniczą zmianę w stosunku do tego, jak funkcjonuję w Warszawie w życiu codziennym. Niestety, ten stan osiągany w drodze nie utrzymuje się, gdy wracam do kraju. Po powrocie wszystko szybko znika, choć w moim przypadku trochę przedłuża go pisanie. Ono daje mi poczucie spełnienia, satysfakcji, że robię coś fajnego, dobrego, przekazuję coś dalej, opisuję, odkrywam, słucham ludzi. Łagodności nabiera się wtedy, kiedy łapiesz szerszy obraz. Widzisz ogrom świata i to pozycjonuje ci twoje problemy oraz twój świat. W im węższym obrazku jesteś, tym więcej masz w sobie negatywnych emocji, napięcia, a to nie sprzyja łagodności.

Lubisz wracać do domu?

To zależy z jakich wyjazdów. Z wyjazdów wspinaczkowych nie zawsze, bo jest mi tam w taki prosty sposób dobrze. Natomiast z wyjazdów reporterskich do dziwnych krajów, lubię, bo te bywają męczące, trudne, wymagające. Powrót do domu jest wtedy ulgą. Wyczekuję pierwszego śniadania. Jak tylko wyląduję w Warszawie, już o nim myślę. Poza tym od niedawna te powroty mają dla mnie inny kontekst, bo mam własną rodzinę i wracam właśnie do niej. Swoją drogą odkąd mam małego brzdąca, jeszcze na żadnym takim wyjeździe nie byłem. Ciekawe jak będę to znosił – nieobecność i brak kontaktu z synkiem.

Masz czasem poczucie, że chciałbyś gdzieś zostać i nie wrócić do Polski?

Ostatnio byliśmy sześć tygodni w Grecji, we wspinaczkowym raju. Ogarnęła mnie tam obezwładniająca niechęć do powrotu. Już od kilku lat zauważam, że z tym powrotem do Polski jest u mnie coraz trudniej. Z jednej strony marzy mi się to śniadanie w domu, a z drugiej zniechęca mnie myśl o powrocie do naszej smutnej rzeczywistości. Ten powrót jest łatwiejszy, kiedy wracam z jakiegoś trudnego kraju. Ale jak wracam z takiej Grecji to… Tam jest po prostu lepiej, przyjemniej, łatwiej.

Ale jednak wracasz…

Wracam.

Marzysz?

O paru rzeczach. Na poziomie zawodowym marzy mi się, żeby móc realizować się jako reporter, ale reporter w takim oldschoolowym sensie, jak np. Wojciech Jagielski. Być wysyłanym w świat, żeby w sposób dogłębny opisywać historie, zdarzenia, miejsca. Marzy mi się, żeby móc z tego żyć.

Na poziomie lokalnym marzy mi się żyć w fajnym kraju. Żeby powroty do Polski były zawsze radosne. Mówiąc krótko, chciałbym żyć w kraju, w którym wartości nadrzędne nie brzmią: Bóg, honor, ojczyzna, tylko: sprawiedliwość, równość, szacunek, miłość. Marzy mi się, żeby żyć w kraju bez religii.

A na poziomie osobistym chciałbym tak sobie poukładać życie z moją żoną i synkiem, żebyśmy mogli realizować swoje pasje. Nie chcę wchodzić w patos, ale marzy mi się, żeby żyć w mądrzejszym świecie. Żeby ten świat nie zmierzał do samozagłady. Żeby gatunek ludzki nabrał trochę mądrości. Żebym nie musiał się martwić, w jakim świecie będzie żył mój syn.

Tej autorki: Jesteśmy tu po to, aby doświadczać

może Ci się spodobać
Stoik Piotr Stankiewicz

Być jak stoik

Oprócz rzeczy zależnych i niezależnych od nas, co jeszcze buduje te fundamenty?Fakty – wyobrażenia, tudzież fakty – narracje,…