© Adobe Stock

Zagrajmy w to jeszcze raz, czyli o retrogamingu i retrograczach

1 udostępnień
1
0
0

Choć na świat przyszły w poprzednim stuleciu, stare gry komputerowe wciąż potrafią cieszyć i dostarczać emocji. Ich renesans sprawia, że młodzi gracze mają okazję zobaczyć, w co grali ich rodzice, a starsi odbyć podróż do lat dzieciństwa.

– Gry retro, choć mają na karku około czterdziestki, wciąż potrafią zachwycić swoim niepowtarzalnym klimatem. Ciężko się go doszukać w obecnych produkcjach. Być może narażę się teraz innym, ale uważam, że współczesne gry są robione na jedną modłę, z bliźniaczą fabułą, mówiąc krótko: Ctrl+c i Ctrl+v – twierdzi Wojciech Skold z Gdańska, który swój pierwszy komputer dostał w prezencie komunijnym, w 1992 roku, gdy miał 8 lat.

Co dają mu gry retro?

– Przede wszystkim poczucie wolności – mówi. – Za jednym naciśnięciem przycisku na zasilaczu mogę się przenieść w świat mojego dzieciństwa, z którego tak naprawdę nigdy się nie wyrwałem i jakaś moja cząstka tam została.

Klimat dzieciństwa

– Byłem jednym z nielicznych, którzy wiedzieli, gdzie podziała się ich kasa z komunii. Miałem do wyboru: zestaw policyjny Lego albo komputer. Gdybym wybrał ten pierwszy, zapewne zostałbym konstruktorem, ale wybrałem ten drugi i zostałem graczem. Nie żałuję swojego wyboru – opowiada Wojciech.

Swoją pierwszą Amigę 600 kupił w centrum handlowym w Gdańsku-Wrzeszczu, tuż obok słynnego budynku „dolarowca”. Doskonale pamięta magiczny, podświetlony napis „Commodore” nad drzwiami.

– Wchodziło się do środka i znikało się na dobre – wspomina. – Wokół unosił się charakterystyczny zapach sprzętu. Po lewej w szklanych gablotach były ułożone joysticki, myszki i rozszerzenia pamięci, po prawej znajdowały się półki załadowane po brzegi sprzętem komputerowym, głównie Amigi i Commodore. Na środku stało ogromne biurko sprzedawcy, a za jego plecami widać było pachnące nowością, oryginalne gry w kartonowych boxach.

Pirackie vs oryginalne

– Klimatu tamtych sklepów już się nie podrobi – dodaje Skold. – Wtedy można było na spokojnie wejść i się rozejrzeć, sprzedawcy mieli wiedzę. Teraz, gdy wchodzisz do elektromarketu, nie możesz się odgonić od doradców, którzy chcą ci wcisnąć to, ze sprzedaży czego dostaną największą premię. W czasach, które wspominam pojęcie „piractwa” nie istniało. Owszem, można było kupić „nagrywane” gry za 30 tysięcy złotych, które trzeba było wydać na dyskietkę, za to „oryginalne” gry kosztowały 10 razy więcej – mówi.

Pierwsze gry, które sobie kupił razem z komputerem to „Midnight Resistance”, contropodobna strzelanka, oraz „WarZone” od Core, w której sterowało się żołnierzem.

– Obie bardzo trudne. I obu nie przeszedłem, bo miały wyśrubowany poziom trudności – wspomina dumny posiadacz trzech Amig 500 z 1 MB pamięci i Amigi 600 z 2 MB (obecnie standard w komputerach to 16 GB). – Ale te 1 MB w zupełności wystarczało. Wiele gier z tamtego okresu nawet graficznie potrafi wyglądać jak dzisiejsze gry od mniej znanych deweloperów – zapewnia Wojciech.

Biegnij i strzelaj

Natalia Dołżycka na blogu Jestemgeekiem.pl pisze o starych grach:

„Biegnij w prawo, strzelaj do przeciwników, nie daj się zabić. To z grubsza wszystko, co musiałeś wiedzieć, by doskonale bawić się w grach takich jak Contra czy Dungeon Master. Banalne? No jednak nie, bo żeby być naprawdę dobrym, należało poświęcić grze kilkadziesiąt (a często i kilkaset) godzin. Dziś skomplikowane sterowanie często nie przekłada się na zabawę grą – po opanowaniu wszystkich skrótów klawiszowych, ewentualnie kombinacji przycisków na padzie, pozostaje mozolne przebijanie się przez kolejne fale wrogów”.

I choć pikselowa grafika była dla ówczesnych nastolatków niczym najlepszy film, to jak dodaje Dołżycka, nie znali niczego lepszego.

„Ale i nie musieliśmy znać” – pisze. – „Proste kształty, umowne animacje: nie mogę sobie wyobrazić lepszego ćwiczenia pobudzającego wyobraźnię. Rzeczywisty Mario czy książę z Prince of Persia dla każdego z nas mógł wyglądać inaczej. Ileż to dawało pola do domysłów, jak bardzo prosiło się, by na tym budować coś własnego”.

Warto przeczytać: Wirtualna rzeczywistość (VR) – zastosowania i przykłady

Muzea gier i komputery minionej ery

Takich fanów retrogamingu i retrogier jak Wojciech i Natalia jest wielu.

Kolekcjonują stary sprzęt i gry, a niektórzy tworzą nawet muzea. Jedno z nich funkcjonuje we Wrocławiu i nazywa się Muzeum Gry i Komputery Minionej Ery. Interaktywne „Arcade Museum”, z ponad 150 grami oraz Interaktywne Muzeum gier wideo – wehikuł znajdują się w Krakowie, Prywatne Muzeum Konsol Gier Video w Karpaczu, w Warszawie jest Muzeum Komputerów i Gier. Inne znajdują się w Legnicy, Katowicach, Łodzi, Bydgoszczy i w wielu innych miastach kraju.

Moda na retrogranie

To, że panuje moda na retrogranie, przejawia się także powstaniem odświeżonych wersji gier i sprzętów z czasów poprzedniego stulecia. Producenci konsol, bazując na sentymencie do przeszłości, wypuszczają co kilka miesięcy miniwersje konsol, znane z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Na przykład Nintendo zaserwowało miniaturowe Nintendo Classic Mini: Nintendo Entertainment System oraz Nintendo Classic Mini: Super Nintendo Entertainment System. Jednak inni producenci także korzystają z nowego trendu, czego przykładem jest The C64 Mini (miniaturowa wersja Commodore 64).

Gry z serca zrobione

Problemem w korzystaniu z wiekowych konsol i komputerów jest aktualnie ich cena i dostępność.

– Z biegiem lat stare komputery traciły na wartości – tłumaczy Sold. – Weźmy na przykład Amigę. Jeszcze 15 lat temu ciężko było taką sprzedać za 150–200 zł, a teraz ceny potrafią sięgać 800 i więcej złotych za Amigę 500, podczas gdy za model 1200 trzeba już wyłożyć 1500 do nawet 3000 złotych. Za tyle kupicie już nowego Xboxa Series S albo PS5.

Jednak co jakiś czas trafia się okazja, by na starym sprzęcie pograć, podotykać go, a i często dowiedzieć się różnych ciekawostek z nim związanych. Także dzięki wrocławskiej RetroGralni, czyli grupie pasjonatów historii gier wideo i komputerów, szczególnie z pierwszych dekad ich istnienia, którzy przekonują, że stare gry są lepsze, bo „robione były z sercem, a nie tylko dla wyciągnięcia kasy – jak obecnie. Mają swoją duszę”.

Tej autorki: Sztuka bonsai, czyli jak slow gardening uczy cierpliwości

może Ci się spodobać

Goniące myśli

Wielu z nas zna to uczucie. Kiedy myśli i pomysły nabierają tempa, za którym nie sposób nadążyć. Gdy…
książki nagrodzone

Prezentownik: 7 nagrodzonych książek

W poszukiwaniu wartościowych książek nierzadko kierujemy się wysokimi notami literackich krytyków i śledzimy werdykty jury książkowych konkursów, zwłaszcza…