Prof. Alicja Chybicka w swoim gabinecie, fot. Edyta Brzozowska

Z najwyższego szczytu Ziemi zobaczyć świat bez dzieci chorych na raka

21 udostępnień
21
0
0
– Wyprawa na Kilimandżaro była dla mnie niesamowitym wyzwaniem. Ale szczyt zdobyłam tylko dlatego, że tak obiecałam dzieciom z mojej kliniki. Teraz marzę o zdobyciu Mount Everestu – mówi prof. Alicja Chybicka, onkolog i hematolog.

Edyta Brzozowska: Jako znany autorytet lekarski podkreśla pani, że kondycja fizyczna polskich dzieci jest dramatyczna. A to przekłada się na stan ich zdrowia i skłonność do chorób.
prof. Alicja Chybicka: Aktywność fizyczna jest nadzwyczaj ważna. Niestety, przeprowadzone ostatnio badania Global Matrix 3.0 wykazały, że aż 80 procent polskich dzieci w wieku od 5 do 17 lat jest nieaktywnych fizycznie. Wśród 17 krajów zajęliśmy przedostatnie miejsce, to fatalny wynik. Dzieje się tak głównie dlatego, że dzieci bez umiaru korzystają ze smartfonów, komputerów, laptopów. Pierwszą rzeczą, jaką robią po przebudzeniu jest buszowanie w sieci.

Z wielu badań wynika, że to wyjątkowo szkodliwe dla rozwoju mózgu.
Oczywiście. Ciągłe wpatrywanie się w ekrany komputerów i telefonów powoduje, że dzieci mają obniżony iloraz inteligencji. Nie można być bezczynnym, bo to źle wpływa na rozwój intelektualny oraz sprzyja otyłości.

Dzieci z kierowanej przez siebie kliniki onkologicznej „Przylądek Nadziei” też zachęca pani do ruchu.
One walczą o swoje życie. Do tych, które leżą w łóżku i nie mogą się ruszać przychodzi fizykoterapeuta i porusza ich kończynami. Kiedy tylko lepiej się czują i stają na nogi, mają do dyspozycji całe piętro rehabilitacyjne, gdzie jeżdżą na rowerkach i korzystają ze specjalistycznych sprzętów. Mają też plac zabaw i park. Robimy wszystko, żeby nie spędzały czasu w łóżkach przy komputerach, a wykorzystały go na aktywność fizyczną. Bo to przyczynia się do produkcji endorfin i adrenaliny, które dają siłę do walki z chorobą.

Sama daje pani dobry przykład, bo regularnie biega.
Moje bieganie to nie tylko rekreacja, ale ma również związek z akcjami charytatywnymi na rzecz dzieci chorych na nowotwory. Miałam 60 lat, kiedy pierwszy raz w życiu wystartowałam w półmaratonie. Ówczesny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz zaproponował, że zrobi sztafetę na rzecz chorych dzieci z „Przylądka Nadziei”. Zawody „Biegnij po Nadzieję” miałam tylko otworzyć i zamknąć. Przebiegłam kilometr i byłam ledwo żywa. Zrobiło mi się zwyczajnie wstyd, czułam wściekłość, że słabo wypadłam.

To był impuls, aby zacząć systematycznie trenować?
Wróciłam do domu i postanowiłam: „Zaczynam biegać!”. Kupiłam specjalną bieliznę, buty do biegania i zaczęłam codzienne treningi. Wkrótce potem pojechałam do Gdańska na Bieg Lekarzy. Pierwszy prawdziwy maraton, czyli ponad 42 kilometry, przebiegłam w 2013 roku. To morderczy wysiłek. Po 30 kilometrze miałam wrażenie, że zmagam się ze ścianą i słaniałam się na nogach. Bolało mnie całe ciało, które odmawiało posłuszeństwa. Więc biegłam tylko głową.

Ale z biegania pani nie zrezygnowała?
Nie, ale doszłam do wniosku, że krótsze dystanse sprawiają mi większą przyjemność. Teraz biegam tak, żeby przy okazji pooglądać kwiaty, słońce, drzewa, niebo i innych biegaczy. Niestety, w Polsce pod względem zanieczyszczenia powietrza jest gorzej niż w Szanghaju. Radzę sobie w ten sposób, że sprawdzam stan stężenia szkodliwych pyłów i biegam w masce przeciwsmogowej. Ale sportowego ducha nie mam. W moim wieku to już nie ma sensu, bo może się skończyć kontuzją, złamaniem. A ja chcę mieć z biegania frajdę.

Taką samą, jaką miała pani, kiedy jako nastolatka ćwiczyła gimnastykę artystyczną?
Należałam do klubu sportowego i codziennie trenowałam skoki, robiłam salta. Ale złamałam nogę i kiedy wróciłam na salę, już nie byłam tak sprawna. Za to jeździłam na nartach, bo nie wyobrażałam sobie życia bez ruchu. Na każdym kroku powtarzam, że ruch to zdrowie, a jeśli człowiek jest aktywny, to jednocześnie radosny. Najgorsze, co możemy robić, to zalegać w łóżku.

Coś jeszcze oprócz biegania i gimnastyki artystycznej pani uprawiała?
Skoczyłam ze spadochronem. I to całkiem niedawno, a mam już 69 lat. Od dawna było to moim marzeniem i bliscy zrobili mi taki prezent na urodziny Bałam się, bo to jednak był skok aż z 4 tysięcy metrów. Ale dałam radę.

Skąd marzenie o skoku ze spadochronem?
Kilka lat wcześniej pewna firma ufundowała taką atrakcję dzieciom z „Przylądka”. Mogłam wtedy skoczyć, ale tę możliwość oddałam jednemu dziecku. Potem słyszałam, jak te, które skoczyły, zachwycały się tym wydarzeniem, opowiadali, że było to cudowne przeżycie. Wtedy trochę im pozazdrościłam i nabrałam ochoty na fruwanie. I rzeczywiście, to coś wspaniałego. Uczucia, że leci się swobodnie jak ptak, nie można porównać z niczym innym. Nic wtedy nie boli, nic nie trzeba umieć, bo leci się, będąc przypiętym do profesjonalnego spadochroniarza.

A jak to było ze zdobyciem Kilimandżaro, najwyższego szczytu Afryki?
W 2014 roku odebrałam telefon i usłyszałam pytanie: „Pani profesor, idzie pani z nami na Kilimandżaro?”. Przeżyłam szok. Myślałam: „Najwyższym szczytem, na jaki się wspięłam, jest Śnieżka A to >tylko< 1600 metrów. Niby jak mam się wdrapać na Kilimandżaro, przecież to prawie 6 tysięcy metrów nad poziomem morza?”.

Jednak się pani zdecydowała?
Kiedy dowiedziałam się, że w wyprawie wezmą udział moi pacjenci, to nie miałam wyjścia i zgodziłam się. Inne dzieciaki z „Przylądka” bardzo nam w tym kibicowały. Namalowały obrazek ze słońcem i wymogły obietnicę, żebym rysunek koniecznie ze sobą zabrała na szczyt, bo przyniesie mi szczęście. Wyprawę prowadził himalaista Tomasz Kobierski.

Wyprawa na tę górę miała też szlachetny cel, nieprzypadkowo nazywała się „Szpik na Szczyt”.
Tak, bo po raz pierwszy w historii Kilimandżaro w wyprawie wzięły udział nie tylko osoby po przeszczepie szpiku, ale również dawcy oraz grupa lekarzy transplantologów. Naszą akcją chcieliśmy udowodnić, że przeszczep daje życie, miała też zachęcić potencjalnych dawców szpiku do jego oddawania. Oraz uświadomić, że ten czyn nie wiąże się z żadnym ryzykiem.

Jak się pani szło z tym przylądkowym słońcem przypiętym do plecaka?
Wyprawa była dla mnie niesamowitym wyzwaniem. Ale szczyt zdobyłam, pewnie tylko dlatego, że tak obiecałam dzieciom. Kiedy wróciłam do kliniki, dzieci ogromnie się ucieszyły, że doniosłam słońce, które tak pięknie wymalowały. Potem wspólnie oglądaliśmy zdjęcia i filmy z wyprawy. Bo przecież zrobiliśmy to dla nich.

Wyprawa na Kilimandżaro była jednorazową akcją, ale co roku organizuje pani cykliczną imprezę sportową, czyli Onkoigrzyska.
Niestety, epidemia koronawirusa w tym roku pokrzyżowała nam plany, ale zawsze w czerwcu przygotowujemy je dla tych dzieciaków, które walczą z ciężką chorobą. Jednak w ten jeden dzień zmagają się o sportowe trofea. Turniej pomaga zmienić stereotypowe myślenie o tym, że wysiłek fizyczny przeszkadza w leczeniu i rehabilitacji pacjentów onkologicznych. Podczas Onkoigrzysk dzieci rywalizują w lekkoatletycznych dyscyplinach olimpijskich: biegach sprinterskich, skoku w dal, rozgrywają mecze tenisa stołowego.

Co ma pani w najbliższych sportowych planach?
Marzy mi się, aby wejść na Mount Everest. I z najwyższej góry Ziemi spojrzę na to, co mi się w życiu udało. A mam troje wspaniałych dzieci i wszystkie wyrosły na porządnych, wykształconych ludzi. Mam cudownego męża i piątkę ukochanych wnucząt. Pomyślę tam o dzieciakach, które udało się nam wyleczyć i uratować im życie. A mówiąc metaforycznie, z wysokości ośmiotysięcznika chciałabym zobaczyć świat, w którym już nigdy żadne dziecko nie zachoruje na nowotwór, w którym lekarze onkolodzy dziecięcy nie będą potrzebni.


prof. Alicja Chybicka – specjalistka w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej, pediatrii, immunologii, transplantologii oraz medycyny paliatywnej. Szefowa Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego „Przylądek Nadziei”. Jest członkinią rad kilku fundacji pomagających chorym dzieciom. Była posłanka na Sejm, obecnie senator RP

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
terapia ilona gajak

Kiedy i dlaczego warto skorzystać z pomocy terapeuty

Wiele osób, które mają problemy z radzeniem sobie z emocjami, ma opory przed skorzystaniem z fachowej pomocy. Ilona Gajak rozwiewa mity na temat psychoterapii i mówi, jaki cel można osiągnąć z pomocą terapeuty.