wypalenie zawodowe terapia
© Adobe Stock

Wypalenie zawodowe – objawy, profilaktyka, terapia

24 udostępnień
24
0
0

Po dwóch latach pracy w korporacji byłem jak wrak. Sam przeżyłem wypalenie zawodowe, dlatego dziś, kiedy przychodzą do mnie ludzie z tym syndromem, wiem, co ich zabija i jak mogą się uratować – mówi psychoterapeuta Piotr Sarnowski.

Beata Pawłowicz: Czy objawy wypalenia zawodowego są trudne do rozpoznania?

Piotr Sarnowski: Wypalenie jest często efektem różnych chorób, w tym także depresji. Objawy wypalenia i depresji są podobne. Chory traci poczucie sprawczości, odczuwa spadek własnej wartości, a nawet traci szacunek do samego siebie. W wypaleniu praca staje się dla niego centrum życia, do tego stopnia, że lekceważy to, co czuje, czego doświadcza i co myśli. On sam i jego bliscy. Dzieje się tak dlatego, że odczuwa psychiczne zagubienie.

W wypadku wypalenia zawodowego możemy więc mówić o cyklu powtarzających się bez końca zachowań psychicznych i fizycznych, wynikających z poczucia bezsilności i lęku, a związanych z nadmierną ilością pracy i presji. Dotknięty tym syndromem człowiek nie jest zdolny do logicznego myślenia. Zwłaszcza z soboty na niedzielę, czyli w dni zwykle wolne od pracy, można u niego zaobserwować podporządkowywanie wszystkiego, co robi i czego nie robi temu, że w poniedziałek idzie do pracy. Przez cały weekend myśli głównie o tym. Wszystko się wokół tego kręci. Zabawa z dziećmi, obiad, spacer z partnerem tylko mu w tym myśleniu przeszkadzają. A w niedzielę wieczorem odczuwa już taki lęk, że nie może zasnąć.

OBJAWY WYPALENIA ZAWODOWEGO

  1. Brak energii. Człowiek łatwo się męczy. Odczuwa spadek aktywności ruchowej, spowolnienie, niechęć do podejmowania jakichkolwiek działań poza zawodowymi i koniecznymi.
  2. Niezdrowy wygląd fizyczny.
  3. Dolegliwości psychosomatyczne, np. uporczywe i nawracające bóle głowy, szyi, pleców, bóle brzucha, większa częstotliwość przeziębień czy infekcji.
Powodem wypalenia jest nadmierna ilość pracy, oczekiwań i tempo, jakiego oczekują przełożeni?

Zdecydowanie tak. Sam pracowałem w korporacji i sam przeżyłem wypalenie zawodowe. Z doświadczenia więc wiem, z jak wieloma absurdalnymi wymaganiami przychodzi się mierzyć pracownikom tychże instytucji, ile nadużyć wobec nich się tam wydarza. Ja na przykład miałem kierowniczkę, która nieustannie zmuszała mnie do zostawania w pracy po godzinach. Tuż przed wyjściem do domu zarzucała mnie kolejnymi zadaniami. Miałem wychodzić o godz. 16, a wychodziłem o 19. Co więcej, nawet jak już opuściłem „zakład”, i tak non stop ktoś do mnie dzwonił i czegoś chciał. Nikt tam nie szanował mojego prywatnego życia. Miałem nawet wrażenie, że posiadanie czasu na takie życie pozazawodowe jest tam niemile widziane.

Po kilku latach pracy w korpo doszło do tego, że bałem się odebrać telefon, z obawy przed kolejnymi wymaganiami, często poza moim zakresem obowiązków, które mi stawiano. Wymyślali na przykład dzienne raporty, które nikomu do niczego nie były potrzebne. Do dziś to pamiętam, choć od mojej pracy w korpo minęło już prawie 20 lat.

Jak to wypalenie się u ciebie objawiało?

Często początkiem wypalenia są zaburzenia psychosomatyczne. W moim przypadku padło na jelita. W efekcie częściej niż zwykle musiałem chodzić do toalety. Co oczywiście nie spodobało się moim pracodawcom i szybko usłyszałem od nich ostrzeżenie: „Za często chodzisz do toalety. Zastanów się, czy rzeczywiście chcesz tu pracować”. Nie przemawiały do nich argumenty o tym, że się leczę, że mam problemy zdrowotne. Skwitowali to: „W takim razie zastanów się, czy chcesz tu pracować, czy się leczyć?”.

Cóż, wbrew pozorom, ta ich bezduszna reakcja pomogła mi wydostać się z korporacyjnego Sezamu. Bo jak postawić pytanie: „Kuszące gadżety, dobra kasa czy zdrowie i życie?”, to wybór staje się jasny.

Warto przeczytać: Work-life balance – mit dla elit czy konieczność?

Ale chyba nie ma co czekać, aż dopadnie nas jakaś poważna choroba? Jakie sygnały ostrzegawcze powinny nas już zaalarmować? I co wtedy powinniśmy zrobić?

Już wtedy kiedy dotyka nas przewlekły stres, gdy fakt, że masz iść do pracy cię stresuje (drżą ci ręce, masz kołatania serca, rozstrój żołądka itp.), jeśli w głowie wciąż kłębią ci się myśli związane z pracą, nie możesz spać, jesteś na prostej drodze do wypalenia. Warto wówczas skorzystać z pomocy psychoterapeuty, nie czekać aż będzie gorzej. Niestety, do mnie ludzie przychodzą zazwyczaj dopiero wtedy, gdy już są wycieńczeni fizycznie i pogrążeni w depresji. Nierzadko pchnięci do tego przez ich bliskich, którzy się o nich martwią lub nie mogą już z nimi wytrzymać.

Jedną z moich pacjentek była 36-letnia analityczka. W banku na tym samym stanowisku przepracowała 11 lat. Początkowo czuła się w firmie bezpiecznie, ale z czasem panujące tam zasady typu: „podczas pracy nie wolno odbierać prywatnych telefonów”, „nie wolno rozmawiać z innymi osobami, które pracują w tym samym pomieszczeniu”, „niemile widziane są przerwy na jedzenie”, „każde wyjście do sklepiku po jakiś napój czy baton należy odpracować, zostając w biurze po godzinach”, doprowadziły ją do takiego stanu psychicznego, że jej mąż w końcu powiedział: „Dość! Nie da się z tobą żyć. Ani ja, ani dzieci nie mamy z tobą żadnego kontaktu!”. Ta kobieta, mimo wyraźnych objawów psychosomatycznych, pracowała z coraz większą determinacją, by sprostać absurdalnym, nieludzkim wręcz wymaganiom korporacji. Jej skrupulatność, odpowiedzialność, ale i lękliwość, dodatkowo nakręcały ten proces.

Może zainteresuje Cię: Nie dajmy zwariować się lękowi

Nad czym pracowaliście na terapii?

Nad odnalezieniem siebie, bo ono jest najważniejsze w procesie wychodzenia z wypalenia zawodowego. Podczas terapii okazało się, że kobieta wybierając drogę zawodową, nieświadomie podążyła za oczekiwaniami ojca. Pracując w banku, zaspokajała jego, a nie swoje zawodowe potrzeby. Tymczasem jej potrzeby nie były kompatybilne z potrzebami jej rodzica. Ponieważ w czasie trwania procesu terapeutycznego ojciec tejże kobiety zmarł, pomogło jej to uwolnić się z poczucia obowiązku wobec niego i mogła śmielej zająć się poszukiwaniem siebie. Nie znała swoich zainteresowań ani naturalnych zasobów, bo całe życie żyła według scenariusza taty, dlatego zapisywała się po kolei na różne kursy, na przykład kurs zielarski, prawo jazdy i badała, z czym czuje się dobrze. Moim zadaniem było motywować ją, żeby nie rezygnowała, żeby szukała tego, co poczuje, że jest jej. Gdy całkiem odcięła pępowinę, zaproponowałem jej, żeby napisała, jakie ma marzenia, jakie wyobrażenia o sobie, co by chciała robić. No i wtedy ku własnemu zdziwieniu odkryła, że chciałaby pracować z dziećmi. Poszła więc do szkoły podyplomowej i po dwóch latach zaczęła pracę jako przedszkolanka.

reklama
reklama
może Ci się spodobać

Kobieta z misją, Królowa we flow

Wszechświat jest studnią obfitości, możemy z niej czerpać garściami. Pytanie czy jesteśmy na to gotowe. O tej gotowości…