wszystko o adopcji
Jagna Żukowska-Olejniczak i Marcin Urzędowski © Madam Miko

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o adopcji, ale boicie się zapytać, cz. 2

5 udostępnień
5
0
0

Myśleliście kiedyś o adopcji? Czy choć przez chwilę zastanawialiście się nad nią? Jeszcze kilkadziesiąt lat temu adoptować dziecko było niezwykle łatwo w porównaniu z tym, jak dzisiaj przebiega ten proces. Procedury adopcyjne, które powstały od tamtego czasu, są odpowiedzią na błędy i krzywdy, których doświadczyły i tak już poturbowane życiem dzieci. Konieczne było wprowadzenie szkoleń i zasad. Nadal jednak system w wielu miejscach kuleje.

W części 1, którą znajdziesz TUTAJ, przeczytasz o różnicach między adopcją i stworzeniem rodziny zastępczej oraz o motywacji ludzi, którzy decydują się na adopcję.

Jak wygląda szkolenie adopcyjne?

Zazwyczaj podczas pierwszego spotkania kandydaci na rodziców adopcyjnych dowiadują się, jakie dokumenty muszą przygotować, by dostać się na kurs (m.in. zaświadczenie o niekaralności, o zarobkach, o zatrudnieniu, życiorys). Później są spotkania indywidualne z psychologami, testy psychologiczne i rozmowy razem oraz osobno (w przypadku par). Jeśli na tym etapie nic nie wzbudzi zastrzeżeń, kandydaci zostają zakwalifikowani na kurs.

Czasami na „turnus” trzeba trochę poczekać, bo jest ograniczona liczba miejsc. Niektóre ośrodki organizują kursy raz w tygodniu przez kilka godzin, inne ciągiem, to zależy od sposobu pracy danej instytucji. Ale program w nich wszystkich jest podobny. Podczas kursu przyszli rodzice uczą się, jak reagować w trudnych sytuacjach, na jakie zachowania zwracać uwagę, w jakich podjąć współpracę ze specjalistami. Dowiadują się także, jakie zaburzenia mogą towarzyszyć dzieciom, które doświadczyły zaniedbania, przemocy, molestowania, jak być terapeutą, jak wspierać dziecko w rozwoju i w jaki sposób rozmawiać o adopcji. Na tym etapie wielu rodziców zaczyna rozumieć, że adopcja to wejście do świata skrzywdzonego dziecka po to, by dać mu szansę na rozwój, by wesprzeć go w zdrowieniu.

– W pracy z kandydatami na rodziców adopcyjnych szczególną trudność sprawia odarcie ich ze złudzeń i sprowadzenie na ziemię – mówi Sylwia Matuszak, długoletni pracownik ośrodków adopcyjnych. – Przychodzą ludzie spragnieni dziecka, którzy chcą mu nieba przychylić, pokochać bezwarunkowo, ale… najlepiej, żeby to było małe i zdrowe dziecko. Pierwsze złudzenie opada, gdy słyszą, że tu nie ma małych i zdrowych dzieci. Są dzieci porzucone, zranione. Są rodzeństwa, dzieci z chorobami, z traumami. Nie chcą w to wierzyć, buntują się, wkurzają na nas, mówią, że gadamy bzdury. Cóż, chcielibyśmy, żeby to były bzdury.

Podczas szkolenia odbywają się też spotkania z rodzinami, które już adoptowały dzieci – zarówno te młodsze, jak i starsze. Po przejściu przez wszystkie etapy szkolenia, kandydaci otrzymują decyzję, czy zostali zakwalifikowani na rodziców adopcyjnych, czy nie. Jeśli tak – pozostaje ostatnia rozmowa. Podczas niej rodzice nie tyle określają, jakiego dziecka sobie „życzą”, ale z czym, z jakimi problemami dziecka nie dadzą sobie rady. Z jakimi rodzajami schorzeń, zaburzeń i niepełnosprawności nie będą w stanie zmierzyć się jako rodzina. Muszą jasno i szczerze określić własne siły, choć powinni także liczyć się z tym, że każde, nawet maleńkie dziecko nosi już w sobie jakąś krzywdę, która mogła wpłynąć na jego ciało i umysł. Na tym etapie jednak wielu z nich ma już inne nastawienie do adopcji niż na początku kursu i jest gotowych zmierzyć się z tym wyzwaniem.

Czekanie

Później rozpoczyna się czekanie. Czekanie na to, kiedy zadzwonią, kiedy w słuchawce padnie fraza: „znaleźliśmy wasze dziecko”. Ten długo wyczekiwany moment wydawać się może euforią podobną do tej, jaką przeżywają biologiczni rodzice, gdy ich potomstwo wreszcie przychodzi na świat. I w wielu wypadkach tak właśnie jest. Niestety nie zawsze.

– Gdy dom dziecka lub rodzina zastępcza zgłaszają ośrodkowi dziecko, które może „pójść do adopcji”, pracownik ośrodka jedzie poznać to dziecko, przejrzeć jego dokumentację – opowiada ekspertka adopcyjna. – Młodsze dzieci poznaje się poprzez zabawę, ze starszymi się rozmawia. Ale dzieci już wiedzą, czego się po pracownikach ośrodka spodziewać, więc często pytają wprost: „Znajdziesz mi nowych rodziców?”. „Zrobię wszystko, co w mojej mocy”, „Postaram się” – zapewniamy. Po takim wywiadzie ośrodek wybiera najlepszych jego zdaniem rodziców dla danego dziecka. Najlepszych nie oznacza jednak najbogatszych ani najmądrzejszych, lecz takich, którzy najlepiej odpowiedzą i zaspokoją potrzeby tego małego człowieka. W końcu przychodzi czas na TELEFON. Telefon, w którym informujesz oczekujących na dziecko ludzi, że oto jest, że ten długo wyczekiwany cud właśnie się spełnia. W większości przypadków po drugiej stronie słuchawki zachodzi cudowna reakcja. Taki „stan przedzawałowy” ze szczęścia. Ale są też i takie, które przyprawiają o stan przedzawałowy nas – pracowników ośrodka; i bynajmniej nie ze szczęścia. To sytuacje, gdy słyszymy: „Nie wiem, kiedy znajdę czas, żeby poznać dziecko, bo przecież pracuję”, „Mam trudny czas w pracy”, „Rude dziecko? To chyba żart!”.

Podobnych, budzących frustrację przypadków w doświadczeniach pracowników ośrodków adopcyjnych jest więcej. Jednak za jedne z najtrudniejszych uważają oni te, które figurują pod hasłem: „reklamacja”.

– To sytuacje, gdy kilka lat po adopcji rodzice adopcyjni przychodzą do nas z pretensjami, że dziecko niegrzeczne, że się nie uczy i że oni już dalej nie mają siły, więc najchętniej dokonaliby zwrotu. Czy wpadliby na taki pomysł z dzieckiem biologicznym? Komu by wówczas taką „reklamację” składali? Bogu? – pyta Sylwia Matuszak. – Skoro wpadli na to, żeby przyjść do ośrodka z podobnym żądaniem, to znaczy, że cały czas gdzieś z tyłu głowy myśleli: „To nie moje dziecko”! Jeśli w ten sposób ktoś podchodzi do adopcji, to prędzej czy później takie trudności pewnie się pojawią. Ośrodki są gotowe, by pomagać i wspierać rodziny adopcyjne, ale problemy powinny być rozwiązywane na bieżąco, a nie odsuwane do momentu, aż robią się naprawdę poważne i zaczynają wszystkich przerastać. Dziecko to nie towar, który można kupić, wypożyczyć, a jak nam się nie spodoba, to zareklamować lub dokonać zwrotu.

Tej autorki: Femina

Jagna Żukowska-Olejniczak: Na jakie pytania powinna odpowiedzieć sobie potencjalna rodzina adopcyjna przed pojawieniem się w ośrodku adopcyjnym, żeby uniknąć podobnych sytuacji?
Sylwia Matuszak
: Najbardziej potoczne pytanie, które przychodzi mi do głowy: „Po co mi to?”, „Po co mi ta adopcja”. A inne: „Dla kogo jest ta adopcja?”, „Czyje oczekiwania ma spełnić?”, „Ja dla dziecka, czy dziecko dla mnie?”, „Czego oczekuję od adopcji?”, „Czy według mnie jest różnica między dzieckiem adoptowanym a biologicznym?”, „Czy dziecko adoptowane ma takie same potrzeby, jak miałoby dziecko biologiczne?”, „Czy jestem elastyczny?”, „Czy jestem otwarty?”, „Czy potrafię być szczery, przede wszystkim względem siebie, ale także i względem innych?”, „Czy jestem w stanie poddać się ocenie?”, „Czy potrafię słuchać?”, „Czy jestem gotowy, mam odwagę w porę się wycofać?”.

może Ci się spodobać

Nie dajmy zwariować się lękowi

„Za mojego życia, może poza stanem wojennym, nie obserwowałam w Polsce tak silnie zestresowanego społeczeństwa jak obecnie. Boimy…