adopcja wszystko o adopcji
© Madam Miko

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o adopcji, ale boicie się zapytać, cz. 1

23 udostępnień
23
0
0

Myśleliście kiedyś o adopcji? Czy choć przez chwilę zastanawialiście się nad nią? Jeszcze kilkadziesiąt lat temu adoptować dziecko było niezwykle łatwo w porównaniu z tym, jak dzisiaj przebiega ten proces. Procedury adopcyjne, które powstały od tamtego czasu, są odpowiedzią na błędy i krzywdy, których doświadczyły i tak już poturbowane życiem dzieci. Konieczne było wprowadzenie szkoleń i zasad. Jednak wciąż nie wszystko jeszcze działa jak należy.

Trzeba to jasno powiedzieć – rodzicielstwo adopcyjne różni się od biologicznego i dlatego konieczne jest solidne przygotowanie psychologiczno-pedagogiczne przyszłych opiekunów. Przede wszystkim po to, by mieć pewność, że nowy dom będzie gotowy udzielić dziecku wsparcia, że nie powtórzy błędów, które naraziły je na cierpienie fizyczne i psychiczne.

Niestety, jak w wielu innych przypadkach, próby znalezienia sposobu na bezpieczną adopcję doprowadziły też do wielu błędów administracyjnych. Adopcja obrosła biurokracją i polityką. I choć wiele osób pracujących z dziećmi oraz opiekunami mówi o tym wprost i próbuje coś zmienić, niektóre elementy nadal kuleją. Przyjrzyjmy się dzisiaj temu, co służy adopcji, jak ona przebiega, gdzie są słabe punkty systemu i które z nich można by udoskonalić, żeby wszyscy – dzieci i rodzice adopcyjni – na tym skorzystali. Z pomocą przyjdzie nam niezwykła osoba, która 20 lat pracowała w jednym z większych ośrodków adopcyjnych w Polsce. To ona przybliży nam inną perspektywę od tej, którą znamy z filmów i programów. Wspomożemy się wiedzą i doświadczeniem Sylwii Matuszak – pracownika socjalnego, pedagoga i socjologa. Sylwia wiele lat pracowała w Wielkopolskim Ośrodku Adopcyjnym. Przeprowadzała rozmowy kwalifikacyjne z rodzicami, kwalifikowała dzieci do adopcji, prowadziła szkolenia dla rodziców. Pracowała także z kobietami, które podjęły decyzję o oddaniu dziecka do adopcji. Obecnie, od 2020 roku, jest dyrektorem Środowiskowego Domu Samopomocy w Chromcu.

Wylewanie dziecka z kąpielą

Adopcja jest niezwykle złożonym, wielowymiarowym procesem, w którym pojawia się mnóstwo osób i wątków pobocznych. Poza samym dzieckiem i rodzicami adopcyjnymi, najczęściej w procesie tym są jeszcze biologiczni rodzice, rodzina zastępcza lub dom dziecka – wychowawcy i opiekunowie, ośrodek adopcyjny z całym sztabem psychologów i pedagogów, a także sąd i kurator.

Większość dzieci, które znajdują się pod opieką rodzin zastępczych, pogotowia opiekuńczego czy domów dziecka, ma nieuregulowaną sytuację prawną. Wynika to z tego, że rodzicom biologicznym daje się wiele szans na to, by mogli dzieci odzyskać.

Dla Sylwii Matuszak, która nieraz widziała, jak troska o dobro rodziców biologicznych odbija się na dobru dziecka, to dowód na to, że prawodawstwo adopcyjne w Polsce kuleje.

– Długie postępowania sądowe, ciągnące się miesiącami, a nawet latami, szereg instytucji wspierających rodziców biologicznych – kurator, pracownik socjalny, asystent rodziny, pedagog ze szkoły dzieci, psycholog z poradni psychologiczno-pedagogicznej – sztab ludzi wspiera rodziców i daje im kolejne szanse. Wystarczy, że staną przed sędzią skruszeni, że obiecają poprawę i cacy. A mnie zastanawia, gdzie w tym wszystkim jest dziecko? Gdzie jego dobro? – pyta. – System bardziej wspiera nieodpowiedzialnych dorosłych, którzy najpierw narazili swoje dziecko na odrzucenie, przemoc, zaniedbanie. To w wyniku ich działań dzieci musiały zostać umieszczone w rodzinie zastępczej lub placówce opiekuńczo-wychowawczej. A przecież to z powodu ich decyzji i błędów dzieci tracą zaufanie do dorosłych, czują się samotne i opuszczone, bo rodzice nie dzwonią, nie pojawią się na terminowym widzeniu albo pojawią się w stanie nietrzeźwym. I dla systemu takie dziecko, skrzywdzone i wielokrotnie porzucane, jest niebytem na papierze. Nikt, kto nie spojrzał w oczy takiemu dziecku, nie powinien podejmować decyzji o jego dalszym losie.

Czytaj także: Opieka naprzemienna – coraz popularniejsza w Polsce, choć wciąż za mało

Gdyby system działał inaczej, dzieci mogłyby trafić do adopcji i zyskać szansę na życie, o którym dotąd tylko słyszały, a rodzice adopcyjni nie czekaliby na nie po kilka lat. Obecnie zamiast tak potrzebnej każdemu młodemu człowiekowi stabilizacji, dzieciom funduje się ciągłą niepewność. Przez lata będą musiały funkcjonować albo w domach dziecka, albo w rodzinach zastępczych. Trzeba jednak podkreślić, że tylko niektóre z nich mają szansę na zamieszkanie u rodzin zastępczych, bo tych przecież w Polsce brakuje, podobnie jak miejsc w pogotowiach opiekuńczych.

– Przed 2011 rokiem ośrodki mogły szkolić i kwalifikować rodziny adopcyjne oraz rodziny zastępcze. Było to dobre rozwiązanie, ponieważ kiedy do ośrodka trafiała rodzina, która nie była przekonana, jaka forma opieki nad dzieckiem jest dla niej, można jej było w sposób profesjonalny (poprzez rozmowy, szkolenia) pomóc podjąć właściwą decyzję – opowiada Matuszak. – Po 2012 roku taka pomoc przestała być możliwa. Dziś trafiające do ośrodka rodziny muszą już być pewne, jaką drogą chcą podążać, ponieważ szkolenia zaczęły prowadzić odrębne instytucje. W efekcie, jeśli w trakcie szkolenia ludzie zmienią zdanie, trzeba ich teraz odsyłać w inne miejsce, w którym procedury rozpoczną się od nowa. To absurdalne. Tym bardziej że szkolenia dla rodzin zastępczych i adopcyjnych częściowo się pokrywają.

Skomplikowanie procedur znów uderza w dzieci. Bo czas płynie, a im dłużej trwa proces przygotowywania opiekunów, tym dłużej dzieci pozostają w instytucjach, tracąc szansę na dorastanie u boku nowych rodziców.

– Przypuśćmy, że kandydat na rodzica myśli, że adopcja jest jego drogą. Przechodzi cały cykl szkoleniowy, otrzymuje pozytywną kwalifikację, a potem poznaje dziecko. Jednak okazuje się, że to dziecko ma nieuregulowaną sytuację prawną, czyli „iść do adopcji” nie może. Potencjalny rodzic decyduje w takiej sytuacji, że skoro nie może adoptować, to gotowy jest chociaż stworzyć dla tego dziecka rodzinę zastępczą. Niestety. Przecież nie ukończył szkolenia dla rodzin zastępczych, więc nie ma kwalifikacji – wyjaśnia ekspertka.

W takich sytuacjach, mimo iż różne instytucje opiekuńcze w Polsce starają się współpracować ze sobą, mając na względzie dobro dziecka, niekiedy zwyczajnie zderzają się z systemową ścianą. Po 2012 roku kompleksowe działanie na rzecz dziecka i rodziców adopcyjnych stało się znacznie trudniejsze.

Różnice między adopcją i rodziną zastępczą

Czym tak naprawdę różni się rodzina zastępcza od adopcyjnej? Na co musi być przygotowany człowiek, który postanawia przyjąć dziecko z nieuregulowaną sytuacją prawną?

Adopcja to pełne przysposobienie, ze zmianą nazwiska, zmianą w dokumentach administracji państwowej. Innymi słowy, dziecko staje się pod każdym względem częścią rodziny, a rodzic pełnoprawnym opiekunem. Obowiązuje pełna tajemnica adopcji – nikt z poprzedniej rodziny dziecka nie ma prawa do wglądu w dokumenty dotyczące obecnego statusu dziecka. Rodzice biologiczni pozbawiani są całkowicie praw do potomstwa, które zostaje przekazane pod opiekę nowej rodziny lub osoby adoptującej. Rodzic adopcyjny nigdy nie musi spotkać się z rodzicem biologicznym, nie musi też pozwalać dziecku na kontakt „z przeszłością”.

może Ci się spodobać

Nie dajmy zwariować się lękowi

„Za mojego życia, może poza stanem wojennym, nie obserwowałam w Polsce tak silnie zestresowanego społeczeństwa jak obecnie. Boimy…
Agata Ośmiałowska-Brzostowska

Stacja Czułość

Gdy kogoś z naszych bliskich dopada rak, po pierwszym szoku i załamaniu, następuje mobilizacja sił do walki. Czasami…