współuzależnienie
© Adobe Stock

Współuzależnienie – błędne koło pomagania

109 udostępnień
109
0
0

Choć w psychologii nie ma takiego terminu diagnostycznego jak współuzależnienie, często określa się nim dysfunkcję, która pojawia się u osób tworzących relację z osobą uzależnioną. Czym zatem jest współuzależnienie? Jak je rozpoznać? Jak z niego wyjść? – pytamy o to Agnieszkę Bartoszewicz, psycholożkę z 20-letnim doświadczeniem w pracy z osobami uzależnionymi.

Izabela Marczak: Zacznę od przypadku pewnej rodziny. Układ jest taki: żona, mąż, dziecko. Mąż pije, robi awantury, staje się coraz bardziej nieobliczalny, ale nie chce podjąć leczenia, ba, nawet nie chce się przyznać do tego, że ma problem. Żona skarży się dalszej rodzinie na męża, opowiada o tym, jak jej ciężko, jak dziecko jest coraz bardziej znerwicowane, a ona już nie ma siły. Jednak w momencie, kiedy rodzina postanawia działać i jej pomóc, ona tę pomoc zaczyna bojkotować. Im bardziej rodzina naciska, by wywaliła męża za drzwi i nie pozwalała mu wrócić, póki ten nie zacznie terapii, tym bardziej kobieta się zamyka. Zaczyna kłamać, stawać w obronie męża. I tak do kolejnej dramatycznej sytuacji, w której zadzwoni i będzie narzekać, że znów jest bardzo źle. Ta dalsza rodzina nie wie, co w związku z tym robić. Mają wrażenie, że im bardziej starają się pomóc, tym gorzej to wychodzi.

Agnieszka Bartoszewicz: Rodzina próbuje wpływać na zachowania tej kobiety, kobieta próbuje wpływać na swojego męża, a efekt jaki otrzymują, jest odwrotny od zamierzonego. I to jest klasyczna sytuacja, kiedy działania podejmowane w dobrych intencjach, często z troski, z miłości są przeciwskuteczne, a nawet pogłębiają problem. Ta sytuacja pokazuje pewną mechanikę, charakterystyczną dla uzależnień.

Żeby kontynuować picie alkoholu, w umyśle człowieka musi powstać luka pomiędzy przyczyną a skutkiem. Jeżeli pijesz i masz straty z tego powodu: bo masz konflikty, bo cię wszystko boli, bo się boisz, bo tracisz pracę, bo zawalasz w różnych aspektach życia, to żeby móc dalej pić, musi pojawić się ta luka pomiędzy tym, że pijesz, a tym, że to przynosi straty. Gdybyś była świadoma strat, dopuszczała do siebie wiedzę, że picie alkoholu przynosi opłakane skutki, to nie zostałoby ci nic innego, jak przestać pić. A ponieważ człowiek nie jest w stanie żyć w tzw. dysonansie poznawczym, czyli mieścić w sobie dwóch konfliktowych opcji, to musi zdecydować się na wybór jednej z nich. Rzecz w tym, że ludzie nie chcą raczej mieć w życiu strat, tylko zyski, dlatego, żeby móc dalej pić, muszą ten obraz strat jakoś obejść. W naszej psychice funkcjonują pewne mechanizmy zwane dysocjacją, które pozwalają nam odsunąć pewne niechciane fragmenty wiedzy. Dzięki nim właśnie powstaje ta luka.

Wiedza o tym, że kiedy piję, jest gorzej w moim życiu, bo przecież piję po to, żeby było lepiej, jest dysocjowana, bezwiednie odsuwana przez umysł. To jest właśnie część mechanizmu uzależniania się.

No i teraz wyobraź sobie, że chcesz na siłę kogoś z tą wiedzą połączyć.

Pojawia się bunt i zaprzeczanie.

Dokładnie. Im bardziej będziesz starała się pokazać mu opłakane skutki jego picia, uciekając się do różnych form perswazji: prośby, groźby, błagania, szantaże, obwinianie, gniew, tym bardziej on będzie się opierał. Jak? Wykształcając coraz silniejsze mechanizmy oporu. Czyli im bardziej ty będziesz naciskać, tym on bardziej będzie uważał, że się mylisz, że chcesz mu zrobić krzywdę, że go oszukujesz, a nawet że to ty jesteś przyczyną tego, że on się źle czuje.

Także tego, że pije.

Właśnie. Dlatego wszystko, co zrobisz dla uzależnionego, z całkowicie dobrą intencją, on chroniąc tę swoją dysocjację, będzie przekształcał w jeszcze silniejsze argumenty za piciem, a nie przeciwko piciu.

Koszmar!

Tak, to szalenie skomplikowana sytuacja dla wszystkich, którzy chcą pomóc osobom uzależnionym, zarówno dla członków rodzin, jak i terapeutów, ale też dla samej osoby uzależnionej, ponieważ ten rodzaj mechanizmu psychicznego zwanego mechanizmem iluzji i zaprzeczeń, w sposób naturalny czyni nas w dużym stopniu bezsilnymi, co nie znaczy bezradnymi, wobec choroby.

Wpływanie na drugiego człowieka, któremu wydaje się, że robi coś, co mu się wydaje, iż chce robić, czyli próby przekonania go, żeby tego nie robił, tak czy owak doprowadzą do tego, że będziemy tym człowiekiem próbowali manipulować. A ponieważ osoby uzależnione dość szybko zyskują wiedzę w kwestii manipulowania zarówno sobą, jak i otoczeniem, szybko też będą rozpoznawać wszystkie formy manipulacji. No i dodatkowo utwierdzać się w tym…

…że świat zewnętrzny robi im krzywdę.

Dokładnie. Że wszyscy są przeciwko nim. Podobnie odbywa się to w przypadku prób wpłynięcia na związek. W twoim przykładzie prób wpłynięcia członków rodziny na związek kobiety z uzależnionym partnerem. Ten system (związek) będzie się równie mocno bronił przed wpływem z zewnątrz jak uzależniony chroniący swój nałóg.

Może zainteresuje Cię: Życie jest zbyt krótkie, aby się wikłać…

Czy zatem można tu jakoś pomóc? Czy w ogóle podejmować takie próby?

Nie da się tutaj zunifikować działań. To znaczy nie da się powiedzieć, że jest jeden sposób, który się sprawdzi w każdej podobnej sytuacji. Bo sytuacje może i są podobne, ale każda z nich jest jednak różna.

Zacznijmy może od tego, kiedy u osoby uzależnionej dochodzi do pewnego przełamania, czyli do sytuacji, gdy wyciąga ona rękę po pomoc, np. staje się bardziej otwarta na rozmowę o tym, że ma problem albo chce się leczyć. Ogólnie rzecz biorąc – choć powtarzam, każdy przypadek jest inny i nie ma tu jednej recepty – dzieje się to wtedy, kiedy osoba uzależniona traci coś, na czym jej zależy. Traci to w sposób bolesny, a strata jest tak duża, oczywista i widoczna, że przez pewien czas nie da się tego zakłamać, zmanipulować, przypisać komuś innemu.

Alkoholicy często mówią tu o dnie: „kiedy doszedłem do dna, dopiero się odbiłem”. Myślę, że dno jest metaforą takiej właśnie straty i dla każdego jest nim coś innego, zależy kto ma co do stracenia: dla jednego to będzie strata rodziny, dla drugiego strata pracy, dla jeszcze innego strata zdrowia, ale dla niektórych nic już nie będzie na tyle bolesne, żeby mogli odstawić alkohol. Tak więc gdy uzależniony doświadcza takiej właśnie straty, pojawia się przestrzeń, obszar pewnej wrażliwości, kiedy można wyciągnąć do osoby uzależnionej pomocną dłoń i jest szansa, że ona nam tej dłoni nie odgryzie.

reklama
reklama
może Ci się spodobać
biodanza

Tańcz i poczuj życie w pełni

Biodanza, czyli taniec życia (w dosłownym tłumaczeniu „bios” z greckiego znaczy życie, „danza” – ruch pełen ekspresji) to…