wrażliwość
© Adobe Stock

Wrażliwość – warto ją pielęgnować

25 udostępnień
25
0
0

Zbudowaliśmy świat, w którym liczy się widoczny na zewnątrz sukces. O ile pasuje nam wizerunek siłacza czy siłaczki, to już osoby przeżywające rozterki czy płaczące w kącie w ten świat się nie wpisują. Jeśli komuś jest źle, pewnie sam sobie jest winien. Czy dobrze żyje się nam w takim świecie? Czy nie tęsknimy za wrażliwością? Co zrobić, by było jej wokół nas więcej?

Agnieszka nie pamięta, jak zrobiła zakupy i wróciła po pracy do domu. Otępiające napięcie nieco z niej opadło dopiero, kiedy wydarzeniami z pracy podzieliła się z partnerem.

– Jakiś czas temu firma zmieniła nam kierownictwo na młodych wilczków, zorientowanych na zysk – opowiadała. – To taki typ osób w stanie permanentnego samozadowolenia. Przekonanych o tym, że już za chwilę zostaną milionerami. Organizują nam comiesięczne odprawy, które według nich mają służyć motywowaniu nas. Tymczasem te zebrania to najczęściej okazja do linczu na tych członkach zespołu, którzy nie są dość przebojowi i mają słabsze wyniki – relacjonowała.

Tego dnia padło na koleżankę Agnieszki, Krystynę. Obie pracują w firmie tak samo długo, trzymają się razem i czasami spotykają poza pracą.

– Menedżer z lubością pastwił się dziś nad wynikami Krysi – kontynuowała opowieść Agnieszka. – W jego wystąpieniu pojawiały się mało subtelne wycieczki w kierunku wieku Krystyny, że może już za późno na prawdziwe sukcesy w sprzedaży, że należy przekazać pałeczkę młodszym i bardziej dynamicznym niż ona. Widziałam na twarzach współpracowników ulgę, że to nie są słowa o nich. Swojej twarzy nie mogłam widzieć, ale…

Agnieszka była sobą rozczarowana. Na zebraniu przeżyła wstrząs, choć zdała sobie z tego sprawę dopiero później. A rozczarowanie piekło ją od środka.

Dołączyła do wilków?

Po odprawie wszyscy się rozeszli, jak gdyby nigdy nic. Także Agnieszka wyszła z sali i – podobnie jak inni – nie podeszła do Krystyny.

– Przecież słuchając tego, co mówili, jak się do niej zwracali, byłam całą sobą na „nie” – tłumaczyła partnerowi. – Chciałam wstać, głośno zaprotestować, ale tego nie zrobiłam. Bałam się, sparaliżowało mnie, a może w jakiś sposób poczułam się częścią tej „lepszej” grupy? A po wszystkim ominęłam Kryśkę bez słowa! – krytycznie oceniała swoje zachowanie.

Gdy skończyła opowiadać swoją relację z wydarzeń minionego dnia, rozpłakała się. Jej partner okazał jej wiele wyrozumiałości. Nie potępił jej. Przyznał, że znalazła się w wyjątkowo trudnej sytuacji, między młotem a kowadłem – jak to określił. Dzięki rozmowie z partnerem w atmosferze nieoceniania, Agnieszka mogła ochłonąć i dokonać właściwego oglądu sytuacji. Złapała za telefon i zadzwoniła do koleżanki. Powiedziała jej, że czuje się nie fair z tym, jak wobec niej się zachowała, że nie zareagowała, nie stanęła po jej stronie. Opowiedziała o emocjach, które jej towarzyszyły. Koleżanka nie miała do niej pretensji.

– I tak byłam na tyle rozbita, że nie miałam ochoty z nikim rozmawiać – wyznała. – Poza tym sama nie wiem, czy będąc na twoim miejscu zachowałabym się inaczej niż ty. Czy podeszłabym do ciebie, żeby po zebraniu pogadać? Czy przerwałabym menedżerowi jego wywody?

Metoda kija w natarciu

Wybaczenie ze strony Krystyny było dla Agnieszki ważne, niemniej nie do końca pozwoliło jej ono wyzwolić się z poczucia zdrady własnych odczuć i z rozczarowania własną postawą, w której nie ujęła się za atakowaną. Dodatkowo ciążyła jej świadomość, że przyszło jej pracować w tak toksycznej atmosferze. Nie miała wątpliwości, że do podobnych zdrad i przemilczeń będzie dochodziło coraz częściej, jeśli zechce mimo wszystko utrzymać się na stanowisku. W firmie lubi i ceni przecież nie tylko Krystynę. Po Krysi przyjdzie czas na kolejne osoby.

To, że kierownictwo dba o integracyjne spotkania, że zamontowało nawet w biurze huśtawkę, aby handlowcy mogli się relaksować po trudnych negocjacjach, wydaje się kompletnie tracić na znaczeniu, w momencie kiedy w firmie panuje nieludzki, niesprzyjający okazywaniu emocji i poszanowaniu jednostki klimat. Wygląda to tak, jakby management oczekiwał, że besztani ludzie zdwoją wysiłki, by przekonać szefów, że zasługują na ich zaufanie. Ale ile można się wysilać, ile coś udowadniać? Być może niektórym przez jakiś czas uda się więcej osiągać i w ten sposób unikną zwolnienia, ale pytanie jak długo. W końcu na jednej z odpraw padnie też na Agnieszkę, menedżer zacznie ją „motywować”, miażdżąc potępieniem i zawstydzając na oczach wszystkich, aby dała z siebie jeszcze więcej, wykonując kolejne zadania.

Wstyd i rozczarowanie, jakie Agnieszka poczuła po zebraniu, zrodziły w niej pytanie: Czy ja nadal widzę swoją przyszłość w tej firmie?

Warto przeczytać: Wypalenie zawodowe – objawy, profilaktyka, terapia

Wrażliwość, ten delikatny instrument

Brak wrażliwości na innych, na ich uczucia, emocje, sprzyja bezdusznym postawom, zachowaniom. Ta bezduszność nie poprawia jakości naszego życia. Nie czyni nas szcześliwszymi.

Dziś wrażliwość nie jest w cenie. Chyba że jako coś, czym można manipulować, wykorzystując ją do osiągnięcia własnych celów. Chętnie dziś grają na niej newsowe media. Używają jej, by nas poruszać, bulwersować i kolekcjonować kolejne kliki, z których czerpią zyski. Podobnie świat reklamy, gdzie czułe gesty, spojrzenia w oczy, chwile silnego emocjonalnego pobudzenia, w mało wyrafinowany sposób powiązane z produktem, służą temu, by nakłonić nas do zakupu.

Otaczani na co dzień odgrywaną wrażliwością przestajemy jej ufać. W sytuacjach takich jak ta, w której znalazła się Agnieszka, boimy się ją ujawnić. Wrażliwość, kiedyś będąca klejem, wiążącym ze sobą jednostki w większe społeczności, obecnie stała się piętą achillesową. W jej kierunku co chwila ktoś wypuszcza strzałę, licząc na reakcję i zysk. Zamykamy więc ją na stałe za ochronnym pancerzem, chcąc uniknąć wykorzystania, bądź nie chcąc, aby na tle tego zalewu „wrażliwości na sprzedaż” ta nasza nie wypadła blado, sztucznie i wtórnie.

Nie pozwól grać na swojej gitarze

Co zatem można zrobić na rzecz wrażliwości? W pojedynkę czy nawet w grupie całego świata nie da się zmienić, ale można próbować zmienić najbliższe otoczenie i swoje interakcje z nim. Jeśli przez osiem i więcej godzin pracy tkwimy w atmosferze sukcesu liczonego w pieniądzach i wdrapywania się na szczyt po trupach, resztę dnia spędźmy na „odtruwaniu”. Zbudujmy sobie enklawę, w której wrażliwość, emocjonalność i przyznanie się do niewiedzy nie skłaniają nikogo do drwin, pogardy czy pouczania.

Na znajomych i przyjaciół spróbujmy wybierać sobie osoby, którym nie przysparza problemów mówienie o tym, co lubią, co je martwi, przyznawanie się do wątpliwości czy strachu, proszenie o pomoc i przyjmowanie jej z wdzięcznością. Ważny jest też kontakt fizyczny. Nie zawsze będzie to przytulanie, ale niekiedy dłoń przyjaciółki na twojej ręce, gdy opowiadasz jej o paskudnym dniu w pracy, może się okazać kotwicą, która ugruntuje cię w tu i teraz, nie pozwoli zanurzyć się w poczuciu beznadziei na dłużej niż to konieczne.

Dobroczynność nie na pokaz

Paradoksalnie firma Agnieszki zachęca pracowników do działalności charytatywnej. Ludzie niechętnie się do tego garną, bo podskórnie czują, że celem angażowania ich w wolontariat jest wyłącznie kreowanie pożądanego wizerunku korporacji – jako firmy „z ludzką twarzą”, odpowiedzialnej za polepszenie życia otoczenia – co świetnie wygląda w raportach i podoba się udziałowcom.

Jeśli podobne wrażenie odnosisz w swoim środowisku zawodowym, w życiu prywatnym staraj się unikać fasadowych gestów i kierować się odruchem serca. Jeśli czujesz się na siłach, bądź pomocny dla innych w granicach własnych możliwości. Czasem wystarczy niewiele. Kilka złotych podane kasjerce obsługującej emerytkę, niezdolną do zapłacenia w całości za zakupy. Zapytanie nastolatki płaczącej samotnie w parku czy możesz coś dla niej zrobić. Spontaniczne oddanie drugiego śniadania bezdomnemu, jeśli zgodzi się je przyjąć. Te dyskretne, niewielkie czyny – oprócz tego, że być może pomogą innym – oddadzą przysługę i nam samym, pomagając nam w pielęgnowaniu empatii.

Zdejmij maskę, opuść gardę

Zwróćmy uwagę na relacje z osobami, którym bardzo chcemy udowodnić, że dajemy radę, że jesteśmy silni. Może tkwiąc w nich, nigdy nie ściągamy masek? Może nasze interakcje z innymi przypominają starcia gladiatorów – na twarzy uśmiech, a za plecami w gotowości już czeka miecz? Żaden nie chce być tym pierwszym, który odsłoni się i powie: już nie mogę, nie chcę, to boli. A może jednak warto być pierwszym w opuszczaniu gardy? Może w odpowiedzi doczekamy się podobnego gestu i westchnienia ulgi. Lub może zwyczajnie zastanówmy się, czy warto dalej narażać własną wrażliwość na niekończące się sparingi. Czy nam to w ogóle odpowiada? Może wolelibyśmy tworzyć relacje z innymi na innych zasadach?

Podobnie w pracy, gdzie przecież potrzebujemy mieć poczucie sensu i uczestnictwa w czymś wartościowym, dobrym dla świata. Nasza wrażliwość może spełnić tu rolę kompasu. Wskazać nam kierunki zmian bądź wyprowadzić nas na stałe z miejsca, gdzie cząstkę siebie wkładaliśmy w nieliczące się z dobrem ludzi działania. Może jak u Agnieszki zaczynkiem tych zmian będzie pytanie, które zaświta nam w głowie: „Czy naprawdę chcę dalej pracować w takiej atmosferze? Czy potrafię sobie wyobrazić swoją przyszłość w danym miejscu, na obecnych zasadach?”.

Tej autorki: Dlaczego warto stawiać granice?

może Ci się spodobać
dbać o siebie

Czas, aby zadbać o siebie

Przychodzi taki moment, kiedy negatywne myśli stają się bardzo silne. Nie chcą dać za wygraną. Zabierają energię i…
zmiana

Jak skutecznie wprowadzić zmiany?

Mniej się stresować, regularnie ćwiczyć czy medytować, zdrowo się odżywiać, zmienić pracę, znaleźć więcej czasu dla siebie –…