Bartek Fetysz
Bartek Fetysz

Wkurzony – rozmowa z Bartkiem Fetyszem

231 udostępnień
231
0
0

 
Ten Twój cięty język Bartek… skąd się wziął? Byłeś takim pyskatym dzieckiem czy to wyszło w praniu?

A wiesz, to jest dobre pytanie… Poczekaj, zapytam mamę.

– Mamo! – woła. – Mamo, bo tu rozmawiam. Gdzie jesteś? Nie widzę cię. Pytają mnie, czy ja zawsze miałem cięty język?!

– Zawsze! – słychać w oddali.

Mówi, że zawsze. Ale ja mówię, że mam to po niej. Na swoją mamę mówię Kiler ze względu na to, jak idzie przez życie, jak walczy, jak nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Już jako dziecko wiedziałem, czego chcę. Jak mnie pytali, kim będę, gdy dorosnę, to mówiłem, że artystą. Przychodziłem z magnetofonem do kuchni i mówiłem: „Dzień dobry, mam na imię Bartek, a teraz państwu zatańczę Michaela Jacksona”. I nie można było wyjść, dopóki występ się nie skończył. Mając trzy lata klepałem z pamięci „Koziołka Matołka”.

Wyszczekanie przyszło później, w czasach szkolnych. Dzieciaki mi zazdrościły, przezywały. Miałem inne ubrania, inny standard życia. Przez jakiś czas byłem popychadłem i to we mnie zbudowało taką niezgodę na to, że przecież ja się niczym od was nie różnię, więc czemu mam być ofiarą? Wtedy poszedłem w książki psychologiczne i filozoficzne. Przeczytałem wszystkie ze szkolnej biblioteki. Aż pewnego dnia przyszedłem i pani powiedziała: „Bartku, ale my już nic nie mamy, wszystko przeczytałeś”. Potem, w liceum katolickim, był czas ubierania się na czarno i zadawania trudnych pytań. Zadawałem je księżom, a oni mówili: „Nie pytaj o to, bo to jest dogmat wiary”. I rzucali dziennikiem o stół. A ja chciałem znać odpowiedź. Na studiach dziennikarskich już wiedziałem, że lubię zagłębiać się w trudne tematy, poruszać tabu. Tyle że bardzo się na nich nudziłem.

Skąd bierzesz na to odwagę?

A czym według ciebie jest odwaga?

Na przykład mówieniem tego, co się myśli.

Ja tego tak nie widzę. Nie widzę w tym odwagi. Może lata emigracji sprawiły, że uważam, iż po prostu nie powinno być tematów tabu, a dziennikarskim obowiązkiem jest poruszać właśnie te, wokół których narasta jakaś niezdrowa aura tajemnicy. Może dlatego też mnie się w polskich mediach nie lubi.

Z jakiego powodu Cię nie lubią?

Chyba chodzi o szczerość. Uczciwość. A ta zasadza się na tym, że nie liżę nikomu tyłka. Mogę się z kimś kumplować i nawet bardzo go lubić, ale jeśli coś spieprzy, to ja powiem mu to prosto w oczy. Jestem nieopłacalny dla polskich mediów, bo pluję tam, gdzie mi się podoba. Nie mam tak, że mi się założy klapki na oczy i wiśta wio, a ja pójdę, jak mi każą. Jestem rebeliantem. Mam we krwi niepokorność. U nas jest tak, że nie opłaca się brać ludzi, którzy będą atakować tych, którzy się klikają, albo których znają, bo potem nie dostaną wejść na pokazy mody albo darmowych bluz, czy też jakiś celebryta nie udzieli im wywiadu. Jak pracowałem w „Plejadzie”, to miałem z góry powiedziane, że nie mogę pisać o polskich celebrytach, więc byłem korespondentem z Londynu. Miałem nakaz pisania o zagranicy, bo reklama, układy, znajomości. Polskie media są przecież tym samym przedsionkiem towarzyskim od lat. Tanią konserwą sztucznie podrasowaną prestiżem czerwonego dywanu.

Dzisiaj felietonistkami są celebrytki. Dlaczego wmawia nam się, że to wybitne felietonistki czy pisarki? Nie ma młodych, zdolnych? Mówmy o tym wprost, one mają ghost writerów, ktoś za nie pisze te teksty. Ktoś za tych celebrytów pisze książki. Ktoś dostaje za to pieniądze, co gorsza o wiele mniejsze niż ta gęba na okładce, bo gęba dostanie 80 proc., a ten co napisał dostaje 20 proc.. To samo jest z tekstami – jak dziennikarka napisze tekst i ma szczęście, dostanie 500 zł, a celebryta dostanie 2000 zł albo i więcej, bo ciągnie magazyn i sprzedaje jego nakład. Tak wyglądają dziś media.

Lata temu Grażyna Olbrych, wówczas naczelna „Glamour”, którą bardzo szanuję, powiedziała: „Bartku, Polska nie jest na ciebie gotowa”. I ta Polska nie jest na mnie gotowa do dziś, bo Polska nie jest gotowa na to, co się dzieje w Europie. Europa ruszyła do przodu i nie ma czasu edukować Polski, która jest w tyle. Ja chcąc być jakimś powiewem świeżości, jestem zagrożeniem dla Polski biało-czerwonej, z mężem i żoną, uporządkowanej, modlącej się przed ukrzyżowaną figurą pokiereszowanego człowieka. Obrazem cierpienia. Polska jest krajem cierpiącym.

Wkurza Cię to?

Mam alergię na głupotę i ciemnotę. W Polsce panuje tak wielki mrok, że nawet jak podasz komuś latarkę, to ona i tak w tej ciemności zgaśnie. Mrok ją pochłonie. Mnie to drażni, że próby edukowania tego kraju przez niektórych zawsze kończą się hejtem. Nie krytyką, tylko hejtem. Jechaniem po tobie i po rodzinie. Wkurwia mnie to, że Polacy uważają, że tu się nic złego nie dzieje, i że to ja jestem ten narzekający. Ale to nie narzekanie, to wkurw.

A może ból?

Boli mnie obojętność. Ciemnoskórzy ludzie mieszkający w Polsce mówią, że coś jest rasizmem, a Polacy, że nie, że to oddanie hołdu. To jak granie z niewidomym w ping-ponga. Bez sensu. I to narodowe zakłamanie plus fałszywa religijność. Jak wierzy się w Boga, to się powinno w zgodzie z tą wiarą żyć, a u nas wygląda to raczej na modlitewny pierd. Gdy wchodzisz do polskiego kościoła, zamiast czuć kadzidła i siłę modlitwy, czujesz zbutwiały zapach z gęby i z dupy.

Nie boisz się tak mówić bez pardonu?

Ponoć gdy człowiek przestaje bać się śmierci, reszta strachów nie ma już znaczenia. A śmierci się nie boję, bo w depresji ją oswoiłem. Bardziej boję się niedołężności, ślepoty, ludzkich rzeczy związanych z ciałem, że nie możesz mówić, chodzić. No i żab (śmiech).

Nie żałujesz czasami tego, co powiedziałeś lub co o kimś napisałeś?

Raczej żałuję, że coś przemilczałem, że nie powiedziałem „nie”, że nie byłem asertywny, np. gdy byłem świadkiem albo ofiarą mobbingu i tego nie zgłosiłem. Trauma? Strach? Prawdą jest też, że niektórych swoich tekstów, które kiedyś napisałem, dziś już bym nie napisał. Jest mi w sumie przykro, że kiedyś to zrobiłem. Niektórymi zdaniami uderzałem w czyjąś wolność, w wygląd. Na bank zdarzały mi się też rasistowskie żarty, których dziś już bym nie powiedział. Wynikały z ignorancji i braku edukacji. Bo gdzie ja miałem się ich uczyć? My jako biali, niedoświadczający rasizmu, nie powinniśmy decydować o tym, co jest rasistowskie. To się wyklucza. To jak mówić o depresji, nigdy jej nie przeszedłszy.

A co nazwałbyś swoim sukcesem?

Że pokonałem swoją dumę i słabości. Że nauczyłem się prosić o pomoc. Że poprosiłem o nią, kiedy zanurzałem się w deprę. Przez długi czas nosiłem w sobie traumę i nie miałem odwagi przyjąć pomocy ani o nią poprosić. Myślałem, że sam sobie poradzę. Ale przyszedł taki moment, że wiedziałem, że albo schowam dumę do kieszeni, albo umrę. Nie wszystko da się i trzeba robić samemu. A z takich przyziemnych rzeczy to za sukces uznaję listę światowych marek, dla których pracowałem i ten „IDOLL” w Nowym Jorku.


może Ci się spodobać
biodanza

Tańcz i poczuj życie w pełni

Biodanza, czyli taniec życia (w dosłownym tłumaczeniu „bios” z greckiego znaczy życie, „danza” – ruch pełen ekspresji) to…