sen o okapi

Wioska, w której chcielibyśmy zamieszkać

0 udostępnień
0
0
0

 

Przetłumaczona na 14 języków, wydana w 19 krajach, metaforyczna i baśniowa. Jeśli macie ochotę oderwać się od szarej rzeczywistości i przenieść do świata, w którym nawet najtrudniejsze sprawy podaje się z czułością i humorem, sięgnijcie po Sen o okapi.

Przeczytałam Sen o okapi powodowana ciekawością: dlaczego ta książka od czterech lat nieprzerwanie utrzymuje się na liście bestsellerów „Spiegla”? Jaka treść zapewnia jej tak imponujący czasowo wynik?

Sen o okapi połknęłam w dwa dni i… poczułam, że mój świat pojaśniał, mimo że wcale nie była to typowa lektura, w stylu tych ku pokrzepieniu serc. Owszem, czytało się ją lekko, ale nie miało się wrażenia powierzchowności. Być może sprawiał to język: czuły, obfitujący w błyskotliwe porównania, nieograne zestawienia oraz w lekki jak mgiełka humor:

„Alaska wstał. To zawsze musi chwilkę potrwać, zanim coś ogromnego podniesie się całkowicie, nawet jeśli jest jeszcze młode”.

„Ciotka Marlies popełniła samobójstwo. W wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat powiesiła się w kuchni, dla czego Marlies nie miała ani krzty zrozumienia, bo przecież kiedy się ma dziewięćdziesiąt dwa lata, człowiekowi już raczej nie opłaca się wieszać”.

„Wszyscy uśmiechali się do Frederika, jakby był wielokrotnie nagradzanym filmem dokumentalnym”.

Ta lekkość języka pozwala przyjąć opowieść o sprawach, które w rzeczywistości lekkimi nie są: o życiu takim, jakie jest, o śmierci, o naszych skazach, o lękach i obsesjach. Nie ma tu żadnych wielkich wydarzeń, są prozaiczne czynności i „małe życie”. I ludzie – mieszkańcy Westerwaldu, jakich pełno we wszystkich małych miasteczkach. Ze swoimi tajemnicami, troskami czy dziwactwami.

Jak okapi

Widzimy ich oczami najpierw dziesięcioletniej, potem dorastającej Luizy, narratorki powieści. I… akceptujemy wszystkich takimi, jacy są.

Poznajemy optyka, od dziesięcioleci sekretnie zakochanego w Selmie, nieświadomego, że cała wieś milcząco kibicuje jego uczuciu.

Poznajemy puszystą Elsbeth, ciągle przeżywającą zdradę męża i ciekawym zrządzeniem losu biegłą we wszelkich truciznach i odtrutkach. Trochę śmieszną, a nawet irytującą przez swoją przesądność. Jednak to do niej przychodzą wszyscy po „jakieś antidotum” na śmierć (bo tytułowe okapi śniące się Selmie nieuchronnie zwiastuje, że ktoś żyjący w Westerwaldzie wkrótce odejdzie).

Lubimy zgorzkniałą i na wiecznym fochu Marlies (czyż sami nie miewamy much w nosie?). Lubimy ojca Luizy, który uosabia marzenie ludzi z małych miejscowości o wyjeździe w dalekie strony. Jest wcieleniem jednego z najpiękniejszych niemieckich słów – Fernweh (tęsknota za czymś daleko, za światem i podróżami) i niestrudzenie nawołuje, aby „wpuścić trochę świata do siebie”.

Z tego „wielkiego świata” do Westerwaldu nie dociera prawie nic. Ani polityka, ani turyści, ani żadne natrętne media. Nikt nie mówi nikomu jak ma żyć, nie porównuje się z obrazem narzuconym z zewnątrz. Rzecz niewyobrażalna w dzisiejszym świecie pełnym telewizji, gazet i internetu oraz obsesji doskonalenia, zmiany i tytanicznej pracy.

Występujące w polskim tytule książki okapi – niezwykłe zwierzę będące mieszanką cech żyrafy, tapira, jelenia i myszy – uosabia to, co w Westerwaldzie najdziwniejsze: z pozoru nic w nim do siebie nie pasuje, a mimo to jest ono fascynującym stworzeniem. Podobnie jest z mieszkańcami tegoż miasteczka – na powierzchni wyglądają jak zbiorowisko niedopasowanych do siebie członków rodzin i sąsiadów, ale gdy zanurzysz się głębiej, zobaczysz piękną całość.

Sen Mariny

Lektura tej książki na tyle mnie poruszyła, że zapragnęłam porozmawiać z jej autorką. Zapytałam o postaci, które stworzyła – niby zwyczajne, a jednak fascynujące i w tej zwyczajności w jakiś sposób wyjątkowe. W tej rozmowie Marina Leky, cytując jej ulubionego Joachima Ringelnatza[1] powiedziała:

– Interesują mnie ludzie, którzy trochę krzywo zostali wbudowani w życie. Dlatego wielką frajdę sprawiło mi wymyślanie postaci optyka, Elsbeth, a szczególnie zawsze niezadowolonej Marlies.

„Ludzie krzywo wbudowani w życie”. Ciekawe – pomyślałam. Czy nie jest tak, że każdy z nas czasem ma wrażenie bycia takim nieforemnym puzzlem, częścią niepasującą do układanki? Być może niektórym takie niedopasowanie towarzyszy stale. I właśnie im ta książka może przynieść najwięcej otuchy. Dzięki niej bowiem trafią do miejsca, w którym nikt się nie poprawia, nie dostosowuje do norm, wymagań czy ideałów. Zobaczą, że można na ten miszmasz niedoskonałych postaci patrzeć z czułością, pod wpływem której kanty wszelkich ludzkich wad nabierają krągłości.

O nieidealności samodoskonalenia się przeczytasz w felietonie Izabeli Marczak

W Westerwaldzie nawet Palm, uosobienie wszystkich pijących i bijących ojców, wzbudza raczej współczucie niż złość. Ot, kolejny człowiek, który nie radzi sobie z sobą samym.


może Ci się spodobać

Jeszcze Nowszy i Wspanialszy Świat

Jak podaje „New York Times”, na amerykańskiej platformie streamingowej Peacock oraz na brytyjskim kanale Sky One pojawiła się świeżutka…

7 najlepszych filmów o końcu świata

W pandemicznej rzeczywistości, czyli od marca tego roku, niezwykłą popularnością cieszą się filmy utrzymane w apokaliptycznym klimacie. Focus…

Sztuka zaangażowana

Pomysłodawcy Art Moves Festival chcą prezentować szerokiej publiczności sztukę poruszającą problemy współczesnego świata. Wykorzystują do tego billboardy, citylighty i ekrany LED.