Wilamowski – zapomniany język

133 udostępnień
133
0
0

Językowa reanimacja

Z wiedzy garstki polskich fascynatów, którzy postanowili ratować niszowy język, dziś korzystają językoznawcy na całym świecie. Wilamowski stał się przedmiotem badań – jako język ginący – na uczelniach w kraju i za granicą, między innymi w Meksyku i Stanach Zjednoczonych.

Ważne światowe instytucje kulturalne oficjalnie uznały go za odrębny język. W 2007 roku zrobiła to Biblioteka Kongresu USA, nadając mu skrót „wym”, potrzebny w katalogowaniu dzieł pisanych w tym języku. Pod tym samym skrótem język został zarejestrowany w ISO, czyli Międzynarodowej Organizacji Normalizacyjnej. Również UNESCO wciągnęło wilamowski na mapę języków ginących. W 2000 roku szacowano, że wilamowskim włada 100 osób, z czego zdecydowaną większość stanowiły osoby urodzone przed II wojną światową. Z grupy tej pozostała już zaledwie garstka, ale wilamowski zyskuje nowych „użytkowników”. Młodzi uznali, że fajnie jest mieć własny, niezwykły język, więc w nowych pokoleniach Wilamowian posługiwanie się nim stało się modne. Modę tę pielęgnują też młodzi projektanci i artyści.
           

język wilamowicki
Dominika Czerniak zaprojektowała serię gadżetów, wykorzystujących co ciekawsze wilamowskie słówka czy frazy np: yh ho dih gan! (kocham cię) czy polsko-wilamowską grę słów
język wilamowicki
Aleksandra i Piotr Wiśniewscy z NOBO Design stworzyli grę językową „Hoh dih!”, czyli „Mam cię!”. Gra składa się z kart z obrazkami oraz ich wilamowskimi nazwami (trzy wersje instrukcji o różnym poziomie trudności)
język wilamowicki gra
W ramach warsztatów z wilamowską młodzieżą powstał pomysł stworzenia pierwszej gry komputerowej w języku wilamowskim. Gra „Der mönd ym bün” („Księżyc w studni”) nawiązuje do legendy o wyławianiu księżyca ze studni na wilamowskim rynku. Autorką grafiki jest Paulina Białkowska

Jakiś czas temu w Wilamowicach pojawiła się też ekipa filmowa. Reżyser Lech Majewski uznał, że tamtejsza mowa doskonale będzie imitować na ekranie język staroflamandzki (podobny zabieg, choć z wymyślonym elfickim językiem zastosowano w filmie „Władca pierścieni”). W ten sposób wymysiöeryś zagrał w filmie Majewskiego „Młyn i krzyż”, inspirowanym obrazem Bruegla. Produkcja filmu trwała trzy lata, z czego dwa zajęło komponowanie i montowanie kadrów, łączono obrazy rzeczywiste z malarskimi. Reżyser z zachwytem opisywał wilamowski jako cudem ocalałą skamielinę językową. Zaprosił nawet do studia Niemca i Holendra, ale dla żadnego z nich nie był to (oprócz pojedynczych słów) zrozumiały język.

Król Tymoteusz

Niekwestionowanym bohaterem tej małej-wielkiej walki o ochronę języka wilamowskiego jest wspomniany tu wcześniej Tymoteusz Król. Król to mieszkaniec Wilamowic, choć nie jest stricte Wilamowianem (tzw. miejscowym). Tytuł miejscowego bowiem przysługuje tym, którzy żyją w Wilamowicach od pokoleń. Tymczasem rodzice Tymoteusza to przyjezdni. Jako lekarze otrzymali pracę w tutejszej przychodni i dlatego tu właśnie się osiedlili. Tymoteusz od dziecka wychowywał się więc w Wilamowicach.

Gdy rodzice pracowali, chłopcem zajmowała się Wilamowianka z dziada pradziada Helena Rozner.

W zależności od tego, do kogo się zwracała używała języka polskiego albo wymysiöeryś. Tymka fascynował ten drugi język. Dlatego wciąż domagał się od swojej opiekunki, by uczyła go nowych słówek po wilamowsku, chciał też poznawać innych ludzi z miasta, którzy władają tym dziwnym językiem. Z czasem pasją chłopca, a później mężczyzny stało się gromadzenie wszystkiego związanego z kulturą wilamowską: dokumentacji, zdjęć, zapisów rozmów, strojów itp. Jego fascynacja, upór i pracowitość sprawiły, że o Wilamowicach stało się głośno nie tylko w środowisku naukowców. Decyzja Biblioteki Kongresu USA w sprawie nadania skrótu „wym” to właśnie jego zasługa. Król napisał i wydał poemat w wilamowskim, a co najciekawsze z pomocą naukowców z Sydney i Rejkiawiku udało mu się także opracować gramatykę tego języka.

Dziś na Uniwersytecie Warszawskim można już zdawać oficjalny egzamin z wilamowskiego, na którym jednym z egzaminatorów jest właśnie Tymoteusz Król. W miejscowej szkole w Wilamowicach prowadził on też bezpłatną naukę ginącego języka, a w wakacje chętnych na lekcje językowe zapraszał do siebie do domu. Obecnie zajęcia prowadzi Justyna Majerska-Sznajder.

Na zajęcia wilamowskiego chodzi aktualnie kilkadziesięcioro dzieci młodszych i starszych. Dzięki Królowi powstała nawet interpretacja „Hobbita” oraz wystawiono „Małego Księcia” po wilamowsku. Dowartościował miejscowych, pobudził ludzi, którzy nie doceniali swojej inności i wyjątkowości, coraz więcej z nich chce uczyć młode pokolenia języka swoich przodków, coraz liczniejszemu gronu osób zależy, by ten język nie odszedł w zapomnienie.

Olbrzymie wsparcie przyszło ze strony badaczy z Wydziału Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego. W ramach programu „Twinning” Komisji Europejskiej oraz dofinansowania UE zorganizowano warsztaty, szkoły letnie, wyjazdy badawcze, zaczęto tworzyć podręczniki, zainaugurowano pierwszy uniwersytecki kurs wilamowskiego. To właśnie przedstawiciele tego wydziału wraz ze Stowarzyszeniem „Wilamowianie” przygotowali wspomniany tu już spektakl „Hobbit” (Hejn an cyryk), czyli przekład powieści Tolkiena w całości po wilamowsku. Koordynatorką programu, ogromnie zaangażowaną w prace nad nim jest profesor Justyna Olko, która oprócz wilamowskiego zajmuje się także zagrożonym językiem nahuatl, jakim mówią potomkowie Azteków. Zarówno ona, jak i przytaczani tu „wilamowscy rycerze” dobrze znają wagę ochrony etnolektów. Czy to jednak wystarczy, by język wilamowski przetrwał?

może Ci się spodobać
gdańsk

Gdańsk – miasto niebanalne

Stocznia Gdańska Kierując się trasą ze starej stoczni, uprzednio pobrawszy mapkę można odbyć herstoryczny spacer śladami kobiet w…