Mateusz Zmyślony
Mateusz Zmyślony, fot. archiwum prywatne

Uzdrowić ekonomię, zbudować nowy, lepszy świat – część I

68 udostępnień
68
0
0

Zamiast ekonomii chciwości, ekonomia wartości. Zamiast zysku jako głównego wyznacznika rozwoju gospodarczego – ekologia oraz użyteczność społeczna. Mateusz Zmyślony, który wraz z prof. Jerzym Hausnerem ukuł wizję nowego kierunku budowania świata, opowiada nam o zmianach, jakie czekają nas w przyszłości. Zmianach, których nie da się już zatrzymać.

Izabela Marczak: We wspólnej wizji pana oraz prof. Jerzego Hausnera chodzi o uzdrowienie ekonomii?
Mateusz Zmyślony:
O uzdrawianie ekonomii i całego systemu, bo i jedno, i drugie zasadza się na modelu wymyślonym i przyjętym 200 lat temu. A od tamtego czasu świat zmienił się radykalnie. Najwyższy czas zatem zanegować stary model, przynajmniej częściowo, i zaproponować nowe rozwiązania.

Odrzucić wszystko, co znamy?
Niektórzy uważają, że owszem, tak, że nie ma tu miejsca na kompromisy, ale realistycznie patrząc, chodzi raczej o ewoluowanie w stronę nowego. Najpierw trzeba zobaczyć, co nas czeka i co chcielibyśmy zobaczyć na mecie, a następnie dobierać narzędzia i metody, by ów cel osiągnąć. W procesie tym jednak nie można wykluczyć i ewolucji, i rewolucji zarazem.

Co jest tą metą dla nas, żyjących współcześnie?
Metą jest Open Eyes Economy, czyli ekonomia otwierająca oczy na wartości. W ekonomii tej na pierwszym miejscu nie stoi bynajmniej wartość ekonomiczna – pieniądz/zysk, lecz wartości pozostałe, które w otoczeniu biznesu funkcjonują.

Czyli jakie?
Żeby nie brnąć zanadto w szczegóły, można powiedzieć, że w zasadzie chodzi tylko o dwie wartości: o ekologię i o wrażliwość społeczną. Nietrudno też zauważyć, że obie te wartości są sobie bliskie, bo ludziom wrażliwym społecznie nie trzeba tłumaczyć, o co chodzi w ekologii i dlaczego ona jest tak ważna. I tak samo w drugą stronę – ludzie dostrzegający wartość w ekologii zwykle są także wrażliwi społecznie. W oparciu o to rozumowanie powstaje dość prosto skonstruowany świat, stanowiący przeciwwagę dla ekonomii chciwości.

Skąd pomysł na zakwestionowanie ekonomii chciwości?
Mamy gospodarkę wolnorynkową, a w niej stosunkowo liberalne podejście, zgodnie z którym chęć zysku jest motorem napędzającym, ale w tej chęci zysku wytwarzamy świat, który dla nas samych nie do końca jest do przyjęcia. Mam tu na myśli te najprostsze choćby spostrzeżenia, jak skupienie kapitału w rękach bardzo niewielkiej liczby bardzo bogatych ludzi, kiedy jednocześnie większość ludzi na globie nie ma zapewnionego wystarczającego standardu życia. Druga rzecz to kwestia konieczności zmiany naszego funkcjonowania jako gatunku w świecie, w obliczu tego, co się z tym światem dzieje, i to w ogromnej mierze z naszej winy. Przejście z epoki antropocenu do epoki symbiocenu.

Symbiocenu?
W naszym środowisku, w środowisku ludzi działających wokół modelu ekonomii wartości, upowszechniło się pojęcie symbiocenu jako epoki rozpoczynającej nowy model funkcjonowania człowieka na Ziemi. Wielu ludzi dostrzega już, że nasz negatywny wpływ na środowisko jest zbyt duży, byśmy mogli go dalej ignorować. Ekosystem nie będzie się już sam odnawiał. Doszliśmy do punktu, gdy musimy wziąć odpowiedzialność za niego i go wspomóc. Na tym właśnie ma polegać przejście z antropocenu do symbiocenu, czyli do sytuacji, gdy będziemy potrafili zachować się dojrzalej jako gatunek i zaprojektować taki system, w którym uda nam się żyć z ekosystemem w całkowitej symbiozie. Antropocen był spostrzeżeniem, że niszczymy przyrodę, a symbiocen, że możemy ją współtworzyć, żyć z nią w harmonii. Wierzę, że to jest możliwe. Co więcej technicznie, w sensie wiedzy, zdobyczy naukowych, technologii dziś to w ogóle nie jest problem. Gdyby ludzkość tego chciała, mogłaby to zrobić tu i teraz. Oczywiście np. przejście z paliw kopalnych na odnawialne źródła energii wymaga parunastu, kilkudziesięciu lat, ale jak najbardziej jest to możliwe. Zresztą ten proces się już toczy, tyle że w różnym natężeniu, w różnych krajach. Wagę tego działania zrozumiał już nawet największy światowy emitent CO2, czyli Chiny, które bardzo mocno dziś stawiają na źródła odnawialne. Górnictwo węglowe jeszcze przed chwilą wydawało się nie do ruszenia, a dziś właśnie kładzie się na naszych oczach.

Jak miałoby wyglądać nasze życie w tej nowej epoce?
Symbiocen nie zakłada powrotu do czasów prehistorycznych. On mówi, że będziemy żyli w harmonii z naturą, ale ten świat będzie zmieniony: będzie mniej gatunków, będą inne lasy. Nie chodzi o to, by eksterminować ludność z jakichś terenów i oddać je przyrodzie, ale uczyć się żyć ze sobą w bezpośrednim kontakcie. Dla przykładu – obecnie w wielu metropoliach coraz większą wagę przywiązuje się do zieleni. Ludzie walczą o prawo dostępu do przyrody, do światła słonecznego, czystej wody, czystego powietrza. Mieszkam w Krakowie i widzę, że tu Zarząd Zieleni Miejskiej to chyba najprężniejsza instytucja w całych strukturach miasta. Tempo, w jakim powstają nowe parki, jakość tych parków, jakość myślenia o architekturze krajobrazu są imponujące. Tu nie chodzi o to, żeby zasadzić wszędzie dzikie lasy, ale tak zarządzać tą dzisiejszą gospodarką przy wykorzystaniu wiedzy naukowej, by optymalizować nasze wspólne życie z innymi elementami tego świata.

Symbiocen będzie więc takim kompromisem pomiędzy światem chciwości i bezceremonialnej eksploatacji przyrody a światem radykalnych ekologów, którzy chcieliby wszędzie widzieć rezerwat dzikiej natury. Jak każdy kompromis, tak i ten nie zadowoli żadnej z radykalizujących się stron, ale summa summarum umożliwi bądź poprawi życie wielu gatunków istot na naszym globie.

Tegoroczna pandemia chyba też dała ludziom do myślenia w kwestii zmiany priorytetów? Podczas lockdownu wiele osób doceniło wagę kontaktu z naturą.
Do COVID-u byłem przekonany, że ludzkość przeprowadzi się do wielkich metropolii, zwalniając gros terenów i tym samym oddając je w posiadanie przyrodzie. Sądziłem, że to sposób na to, żeby przyroda złapała trochę oddechu od nas. Tymczasem koronawirus spowodował odwrotny ruch. Ludzie odkryli pracę zdalną, zaczęli uciekać z miast na wieś, tam, gdzie mają szansę na jakiś kontakt z naturą.

Może to dobrze, może ludzie zaczną rozumieć wagę ekologii?
Może. Jednocześnie odpływ ludzi z miast może też pozwolić samym miastom bardziej się zrównoważyć, pozytywnie rozwinąć zieloną proporcję tego, co rośnie, a co jest zabudowane. Może miasta, żeby przyciągać ludzi, zaczną jeszcze bardziej inwestować w racjonalną gospodarkę zielenią. Nowe miasta w Chinach czy na Zachodzie już dziś idą w ten trend. Na terenach starych linii kolejowych, autostrad powstają parki, architektura wykorzystuje wertykalnie rosnące rośliny.

W Polsce wciąż chyba jednak w miastach dominuje betonoza?
Niekoniecznie. Wiadomo, że niektórym wciąż będzie za mało. Każdy metr kostki, który nie jest trawnikiem będzie powodem ich niezadowolenia. Jeśli jednak spojrzymy na to obiektywnie, to dostrzeżemy, że i u nas wiele zmienia się na lepsze. Z własnego podwórka wiem, że krakowska gospodarka zielenią miejską jest uznawana za jedną z najprężniej i najlepiej działających w Europie. Wiadomo, że miejska infrastruktura Krakowa dość mocno ogranicza rozmach w zakresie tworzenia miejskiej zieleni, ale na ile to możliwe, na tyle zieloności w Krakowie sukcesywnie przybywa. To natomiast, co z pewnością w Polsce wymaga ustawowych zmian, to nijak nieuregulowana prawnie deweloperoza. Deweloper to czystej klasy liberał i on bez regulacji będzie budował wszystko i wszędzie, gdzie się da, jeśli za tym stoi szansa zysku. Dlatego bez odgórnych przepisów tego problemu nie rozwiążemy.

Jak się ma ekonomia wartości do modnej dziś ekonomii współdzielenia czy też inaczej ekonomii współpracy?
Ekonomia współdzielenia może być częścią ekonomii wartości. Jednak ekonomia wartości jest pojęciem znacznie szerszym. Ekonomia współdzielenia jest dość nową cechą społeczeństwa obywatelskiego, w której istotne miejsce zajmuje m.in. kwestia przestrzeni wspólnych. Co zwłaszcza dla Polski i Polaków, którzy od lat kultywują fredrowski model „kmiotka zza płotka” i nie mają rozwiniętego myślenia o dobru wspólnym, staje się szansą na nową jakość. Polacy od pokoleń żyją trochę w przekonaniu: „co moje, to nie cudze”, „co cudze, to nie moje”. Co za moim płotem, to już mnie nie obchodzi, a co w granicach mojego płotu, niech nie obchodzi innych. W efekcie doprowadza to do tego, że prywatne śmieci Polaków lądują w lasach albo są palone w domowym piecu i podtruwają sąsiadów. To z powodu takich przekonań kwestia społeczeństwa obywatelskiego wciąż nam – Polakom –nieznośnie kuleje. Ekonomia współdzielenia kładzie nacisk na dobro wspólne, otwiera na nie oczy. Z pozycji ekonomii wartości nie stanowi może clue, ale ważny element tego modelu. W pewnym stopniu także zmienia świat, bo mówi m.in., że zamiast nabywać nowe rzeczy, lepiej je wypożyczyć, że rzeczami/usługami można się dzielić, korzystać z nich wspólnie – z aut, z domów, z terenów etc.

W ekonomii wartości mowa o wrażliwości społecznej. Jak to się ma do społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR)?
To najczęściej padające pytanie przy okazji wyjaśniania, o co chodzi w ekonomii wartości. OEE i CSR to jednak zupełnie coś innego. Koncepcja Społecznej Odpowiedzialności Biznesu miała oczywiście fajne – na miarę lat 70., 80. XX wieku – założenia, ale była pomyślana jako ten przysłowiowy listek figowy, który miał przykrywać, bo nawet nie równoważyć, różne inne, ukierunkowane wyłącznie na zysk działania firm. CSR zakładał, że jeśli firma wydała 1 proc. na działalność społeczną, to może już spać spokojnie. Może się już tym chwalić i budować sobie wizerunek fajnej marki. Przypomina to trochę green washing w ekologii: postawiłem sobie panele na dachu, jestem ekologiczny, ale raportu o swoim wpływie na środowisko już skonstruować nie potrafię. Podobnie z CSR.

CSR zawsze było za mało i do dziś tak zresztą jest. W OEE różnica polega na tym, że celem istnienia firmy jest tworzenie miejsc pracy, bycie użytecznym społecznie podmiotem, który dostarcza tego, co jest potrzebne, daje ludziom zarobić, spełniając najwyższe normy zaufania społecznego, najwyższe normy ekologii i dopiero na końcu nagrodą za to wszystko ma być jakiś tam zysk. Czyli to całkowite odwrócenie sytuacji w stosunku do ekonomii chciwości, gdzie zysk jest machiną napędową wszystkiego.

Przy czym, żeby to nie zabrzmiało zbyt idealistycznie, my przywiązujemy ogromną wagę do dyskusji na temat tego, co się dzieje pomiędzy tymi dwoma biegunami – wartości vs. zysk. Bo to nie jest tak, że idea OEE jest oderwana od rzeczywistości. Zwłaszcza dziś, gdy przed nami kolejny kryzys gospodarczy, więc praca/zysk staną się walką o przetrwanie i może nie być przestrzeni do tego, by skupić się na niczym innym niż na zarobieniu jakichkolwiek pieniędzy. Sam jestem przedsiębiorcą, w bardzo trudnej sytuacji, i dostrzegam ten problem. Ale za dwa, trzy lata kryzys się skończy i mam nadzieję, że temat wróci na wokandę. Wówczas biznes, który przynosi duże dochody, winien się zrewanżować za to, co dostaje, np. część swoich dochodów przeznaczając na cele społeczne, naukowe itp.

Mam wrażenie, że to, o czym pan wraz z prof. Hausnerem mówicie od kilku lat, podszyte jest głębokim przekonaniem, że świat stoi na progu wielkiej zmiany.
Bo tak w istocie jest. Zna pani pojęcie singularity – osobliwości?

Nie.
Hipoteza o istnieniu osobliwości pojawiła się jakieś 40 lat temu, wspominał o niej m.in. Ray Kurzweil (amerykański naukowiec, futurolog – red.), ale i kilku innych ludzi nauki. W historii ludzkości osobliwości było już wiele, jedną z nich była chociażby rewolucja przemysłowa, a wcześniej było to m.in. wynalezienie narzędzi z kamienia czy wynalezienie metalurgii. Każda z epok archeologicznych miała swoją osobliwość, czyli taki wynalazek, który sprawiał, że ludzkość przechodziła wielką zmianę. Większość badaczy zajmujących się tym tematem przewidywała pojawienie się kolejnej osobliwości około 2050 roku. Fani nowych technologii twierdzili, że będzie nią sztuczna inteligencja i stworzenie Androida, człowieka złączonego z komputerem. Wyliczyli na podstawie tempa przyspieszania procesorów, że będzie to właśnie 2050 rok, ale według mnie to błędne założenie. Bo osobliwość nigdy nie opiera się na jednym wynalazku, tylko na szeregu zjawisk mających jeden wspólny mianownik. Dlatego sądzę, że osobliwość objawiła nam się już w 2020 roku i bynajmniej nie jest nią koronawirus, ale za jego sprawą możemy dostrzec i zrozumieć osobliwość, z którą obecnie mamy do czynienia.

Czyli z czym?
W najprostszych słowach, mamy do czynienia z rewolucją cyfrową, która charakteryzuje się tym, że z perspektywy socjologicznej i politycznej zmienia wszystkie reguły gry. Tak jak rewolucja przemysłowa zmiotła stary świat z powierzchni ziemi, świat monarchii, imperiów kolonialnych itd., tak ta również zakończy epokę antropocenu. W trakcie osobliwości nakręca się wielka sprężyna z energią i z tą energią coś musi się stać. W przypadku poprzedniej osobliwości były to m.in. dwie wojny światowe. W ten sposób ludzkość starała się ogarnąć zmiany, tak trudne dla niej do ogarnięcia.

Rzeczywiście obecnie też czuje się nakręcanie owej sprężyny. Jakby coś wrzało w ludzkiej społeczności.
No właśnie. Jestem bardzo ciekawy, co my z tą energią teraz zrobimy. W wersji pesymistycznej, czeka nas kolejna wojna światowa, pytanie czy aktualnie w ogóle możliwa. Na pewno nie zabraknie rozmaitych mniejszych lub większych wstrząsów społecznych, co zresztą widać już w różnych miejscach na naszym globie, w naszym kraju. Natomiast optymista powie, że taka zmiana jest potrzebna, konieczna, nieuchronna i nie do odwołania. Wraz z rewolucją przemysłową zadziała się zmiana, do której chcąc nie chcąc wszyscy musieli się dostosować. Wraz z tą zmianą rozpoczęło się i powszechne szkolnictwo, i zaczęto poszerzać prawa kobiet, w efekcie czego dziś możemy mówić o cywilizowanych społeczeństwach.

Co zatem może nam dać obecna osobliwość w postaci rewolucji cyfrowej?
To pytanie, co rozumiemy przez słowo „nam”. Bo jeśli przez „nam” rozumiemy generacje, to myślę, że właśnie obserwujemy pierwsze pokolenia przynależące już do nowego świata. Wystarczy spojrzeć na pokolenie Z, które ekologię ma praktycznie w odruchu, choć natura nie jest dla tego pokolenia czymś tak oczywistym jak np. dla nas. „Z” dzieciaki wolą siedzieć przed komputerem niż pójść do lasu, gdzie przecież nie jest sterylnie, gdzie wszędzie coś bzyka i coś może ukąsić lub ugryźć. Mimo to ekologia jest dla nich jedną z oczywistych wartości.

Moja, dziś już blisko 15-letnia, córka jako 8-latka była pierwszym z dyskutantów i jednocześnie twórców OEE. Dla niej i dla jej pokolenia ekonomia wartości jest czymś oczywistym. Pamiętam, że zabierałem ją na nasze spotkania z prof. Hausnerem. Siedziała tam i słuchała. Nie sądziłem, że rozumie coś z tego, o czym debatowaliśmy. Gdy była mała i chciałem, żeby szybko zasnęła, czytałem jej najnudniejszą chyba wtedy dla dziecka lekturę, którą miałem pod ręką, czyli Open Eyes Economy Book z długimi naukowymi tekstami o ekonomii wartości. Trwało to z pół roku nim się zorientowałem, że może tak zapytać ją, czy ona w ogóle cokolwiek z tego rozumie. Byliśmy wtedy na spacerze. Zapytałem, a ona dwoma pięknymi zdaniami podsumowała mi, czym według niej jest OEE. O dziwo, była to kwintesencja naszej idei. Najbardziej lapidarne podsumowanie tego, co z prof. Hausnerem staraliśmy się wyjaśnić na 400 stronach OEE Book. Co ciekawe później córka mojej partnerki, jak usłyszała o OEE, skwitowała: „No, a to w ogóle może być inaczej?”.

Opowiadam o tym, by pokazać, że nowy świat już się dzieje. Tymczasem jeszcze kilka lat temu, gdy po raz pierwszy prezentowaliśmy koncepcję ekonomii wartości osobom z naszego czy starszego pokolenia, owszem budziliśmy ciekawość, ale byliśmy posądzani o rewolucyjność naiwną, wręcz infantylną. Pamiętam jak wstępnie przedstawiliśmy nasz projekt na Uniwersytecie Ekonomicznym, a później już oficjalnie na Europejskim Forum Nowych Idei w Sopocie i tam otoczył nas tłum biznesmenów, prezesów itd. mówiąc, że koncept zajebisty, ale niemożliwy do realizacji. Dziś od tamtego momentu mija pięć lat i nikt już nie daje nam tego typu feedbacku.

5 lat i to, co niemożliwe, okazało się realne. Nastąpił zwrot, przynajmniej jeśli chodzi o nastawienie, ale również w zakresie dążenia w kierunku przez nas postulowanym – wielki gracz, czyli Unia Europejska wprowadzając politykę Green Deal, właśnie realizuje koncepcję ekonomii wartości.

Gdy wprowadzaliśmy OEE żyliśmy w poprzedniej epoce, jeśli chodzi o świadomość społeczną. Dziś wraz z pandemią, z kryzysem gospodarczym mam wrażenie całkowicie grzebiemy już stary świat i wkraczamy w nowy, z nowymi regułami gry. Rewolucja cyfrowa jest tak niewyobrażalnie wszechstronna, że ona naprawdę zmieni wszystko: system edukacyjny na dostosowany do talentów i potrzeb uczących się, motoryzację na bardziej ekologiczną, zmieni nam miasta na bardziej zielone, zmieni nam wieś na bardziej interaktywną, jeśli chodzi o kontakty z naturą. I myślę, że w wymiarze docelowym, będzie to ogromna zmiana na lepsze, bo my zwyczajnie musimy naprawić świat, który zepsuliśmy. Jednocześnie moja córka, jak i całe pokolenie Z, które urodziło się z ekranami dotykowymi w dłoni, oni mają już inne umysły.

Nie przeraża to pana?
Dzięki mojej córce zaczynam więcej rozumieć, zamiast kurczowo trzymać się rzeczywistości starego świata. Weźmy np. temat, który zapewne przewija się w wielu współczesnych domach na linii rodzice – dzieci. Ile ja się nadyskutowałem z córką na temat jej czasu spędzanego przed komputerem. Oczywiście ja chciałem, żeby spędzała go przed ekranem mniej, ona zaś więcej. Już nawet nie wspomnę, na jaką skalę odpuściłem jej w tej kwestii, bo odpuściłem. Ale też w końcu zrozumiałem, że to nasze konserwatywne, upierdliwe mówienie „odejdź od ekranu” nie ma sensu. Ekran jest częścią świata tych dzieciaków, oni się od niego nie uzależniają, on po prostu jest składową ich życia. Cyfrowe wartości, które stanowią współczesny wspólny mianownik obecnej wielkiej osobliwości, rozlały się już na wszystkie dziedziny naszej egzystencji, a futurologiczna koncepcja Androida, człowieka złączonego z komputerem, dzieje się na naszych oczach – dzieci pokolenia Z nierozstające się z ekranem komputera, tabletu czy smartfona to właśnie owe Androidy. Proszę zobaczyć: Facebook pamięta za nas daty urodzin, kalendarz w telefonie o naszych spotkaniach. Wiele wspomnień zamiast w głowie, zapisujemy w formie cyfrowych zdjęć, o ilu kontaktach do ludzi nie pamiętamy, bo robi to za nas pamięć komputera.

Człowiek nie musi mieć chipa w kręgosłupie, wystarczą oczy, słuch, palec i jesteśmy zintegrowani z maszyną.

Takim przykładem małego Androida był dla mnie chłopczyk, którego obserwowałem, gdy byłem z córką w przychodni lekarskiej. Ten chłopczyk stał na ławce przy oknie i gdy zobaczył za szybą człowieka, próbował na tej szybie przybliżyć sobie go palcami, tak jak się powiększa palcami obraz na ekranie smartfona. I oczywiście tę sytuację można uznać za przerażającą, a można też próbować zrozumieć, że ten smartfon to jest takie okienko na świat, które podarowano sześciu miliardom ludzi i oni już z tego nie zrezygnują. Dzięki temu „okienku” moi przyjaciele z Afryki widzą wszystko, co się dzieje gdzie indziej. I to jest element tej rewolucji, bo ludzie już nie zgodzą się na to, by świat wyglądał jak dawniej, bo ludzie w Afryce czy Azji chcą mieć ten sam dostęp do świata, co inni, ten sam standard czy jakość życia. I efektem owej rewolucji będzie podnoszenie się jakości życia większości, a nie tylko wybranych jednostek.

W części drugiej dowiesz się: Czy w związku z wielką zmianą (osobliwością) czekają nas kolejne wojny światowe? Czy można zminimalizować liczbę ofiar nieuniknionej rewolucji? Czy to nie ułuda wierzyć, że ze świata zniknie chciwość? Jak będzie wyglądał nowy, lepszy świat? Który z europejskich krajów najlepiej przygotowuje się na wielką transformację i jak to robi?

Czytaj TUTAJ!


Mateusz Zmyślony – strateg, doradca i ekspert w dziedzinie komunikacji społecznej, reklamy, marketingu miejsc i wielkich wydarzeń. Przedsiębiorca, wykładowca akademicki, trener. Autor ponad 100 opracowań i publikacji z zakresu marketingu. Podróżnik i propagator idei „social travelling”, czyli przemierzania świata z misją społeczną, dostarczającą cennych wartości spotykanym w drodze ludziom. Od 2014 roku wspólnie z prof. Jerzym Hausnerem realizuje autorski projekt naukowy Open Eyes Economy i organizuje coroczne międzynarodowe forum ekonomiczne Open Eyes Economy Summit w Krakowie. Prywatnie tata nastoletniej już córki – Marysi, z którą wspólnie napisali książkę Wojny podwórkowe i aktualnie pracują nad scenariuszem historycznego serialu przygodowego o piratach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Kobieta z misją, Królowa we flow

Wszechświat jest studnią obfitości, możemy z niej czerpać garściami. Pytanie czy jesteśmy na to gotowe. O tej gotowości…
Stoik Piotr Stankiewicz

Być jak stoik

Czy warto być stoikiem? Czy każdy może nim zostać? Czym jest współcześnie rozumiany stoicyzm? Czy stoicyzm może nam…