maja kotala

Uśmiechnięta blondynka i moda z misją

14 udostępnień
14
0
0

Projektowania mody uczyła się w Australii. Potem zdobywała doświadczenie w branży w światowej stolicy mody – Paryżu. Po „małej przygodzie” w Maroku pojechała do Ugandy, aż w końcu trafiła do Kenii. To właśnie w tym ostatnim miejscu, a dokładnie w Mombasie stworzyła swoją markę Sewing Together. O tym jak do tego doszło, jak marka się rozwija i jaki cel jej przyświeca, rozmawiamy z jej twórczynią Mają Kotalą.

Z Mają łączymy się na Google Meet w piątkowy poranek. Uśmiechnięta od ucha do ucha blondynka pojawia się na ekranie i rzuca:

– Cześć Marta, ale ekstra kuchnia!

Odwracam się za siebie i mówię:

– Też ją uwielbiam. Właściciel wynajmowanego przeze mnie w Gdańsku mieszkania ma dobry gust. Ale widzę, że i Ty masz fajny pokój.

– Pokażę ci dom, który wynajmuję w Mombasie – mówi Maja i „oprowadza” mnie po miejscu, w którym mieszka i w którym mieści się siedziba Sewing Together. – Mój pokój już widziałaś, a teraz pokażę ci pokój dla wolontariuszy. Dalej jest część zewnętrzna. Ups, przepraszam za pranie. Nie mamy tutaj pralek, wszystko robi się ręcznie przez to, że nie mamy wody. Ta dostarczana jest w baniakach. O, a tu jest spiżarnia, gdzie akurat mieszczą się głównie rzeczy z farbowania. A tu z kolei jest nasza szkoła.

– Spory dom – oceniam.

– Ogromny. Kiedy jestem w nim sama, nie ogarniam sprzątania. Dziewczyny pomagają mi, ile mogą. Wstyd mi prosić, żeby np. pomogły mi umyć okna, ale niestety trzeba to robić dość często, bo niedaleko jest cementownia, więc kurzy się straszliwie.

– Ile płaci się za wynajem domu w Mombasie? – dopytuję, przepraszając za wścibskość.

– 300 dolarów – informuje. – Nie mieszkam w samym centrum, za to mam 10 minut motorem do plaży – śmieje się.

I tak, po small talkach, dochodzimy do meritum naszego spotkania.

Jak w ogóle znalazłaś się w Kenii?

Początek mojej przygody z afrykańskim kontynentem zaczął się od Maroka. Dzięki temu nabrałam odwagi, by zwiedzać Afrykę dalej. A dalej była Uganda. Pomagałam tam pewnej marce odzieżowej ustabilizować ich produkcję i w międzyczasie zainicjowałam pierwszą edycję programu Sewing Together. Niemniej to miejsce nie do końca mi się podobało. Zbyt duże różnice kulturowe jakoś nie pozwoliły mi się tam zakorzenić. Miałam jednak w Ugandzie pewne doświadczenie, które niejako naznaczyło mnie Afryką.

Zdarzenie i śmieszne, i straszne. Ugryzła mnie afrykańska mucha, której jad powoduje poparzenie chemiczne. Poparzenie, jakie pojawiło się na mojej skórze, o dziwo przybrało kształt Czarnego Lądu, tym samym niejako dając mi do zrozumienia, że do niego należę (śmiech). Tak więc Afryki nie opuściłam, ale pojechałam do Kenii. W Nairobi zrobiłam drugą edycję Sewing Together. A gdy w wakacje wybrałam się do Mombasy, zakochałam się w tym mieście i w nim zorganizowałam trzecią edycję. Wtedy też postanowiłam osiąść w jednym miejscu i dogłębnie rozwijać projekt.

Warto przeczytać: Polka na Zanzibarze

Czym są edycje ST? Kursami szycia?

Tak. Aktualnie rozmawiam z NGO z Kanady, który chce mnie wysłać do Nigerii, by tam zrobić czwartą edycję ST. Będzie to kurs szycia podpasek wielorazowego użytku.

Wróćmy może na chwilę do początków przygody z modą i szyciem. Skąd zainteresowanie nimi?

Przez całe swoje życie działam intuicyjnie. Często nie potrafię wyjaśnić do końca, dlaczego coś robię, ale po prostu czuję, że powinnam za tym podążyć. Co ciekawe, działając tak, w zgodzie z samą sobą, nawet jeśli w moim działaniu pojawiają się upadki, wszystko rozwiązuje się naturalnie i płynnie przechodzi w kolejny etap. Na przykład gdy uprawiałam sport i kontuzja zakończyła moją karierę sportową, szybko okazało się, że mam predyspozycje do modelingu. Modeling otworzył mi oczy na świat, ale zachorowałam, więc to też musiało pójść na bok. Pomyślałam, żeby pójść na prawo, bo właśnie zdałam maturę, ale uświadomiłam sobie, że to nie jest dla mnie, że muszę odkryć to prawdziwe coś, co będzie moje. W poszukiwaniu tego czegoś wyjechałam do Australii. Nikt nie wierzył, że coś tam osiągnę. „Zobaczysz, wrócisz po pół roku” – mówili. Zostałam tam pięć lat. Skończyłam szkołę projektowania mody. Dzięki dyrektorowi szkoły, który we mnie uwierzył i dał mi szansę, znalazłam to, czego szukałam. To było magiczne przeżycie.

Dlaczego nie zostałaś w Australii?

Złamane serce i problemy wizowe. Poza tym tęskniłam za domem, ale też w międzyczasie pojawiły się możliwości rozwijania się w branży modowej w Paryżu. Jak mówię, że się pojawiły, to wygląda tak, jakby spłynęły mi z nieba. W gruncie rzeczy jednak mocno o nie walczyłam. No, a trzy lata temu zdołałam połączyć ze sobą wreszcie dwie moje pasje – modę i podróżowanie. Zwiedziłam sporą część Azji i Afrykę.

Ale ponieważ nie traktuję podróżowania stereotypowo – pojechać w piękne miejsce i wrzucić fotę na Instagram – tylko lubię robić rzeczy inne niż wszyscy, pomyślałam, że fajnie by było, gdyby w tej podróży udało mi się zrobić coś dla drugiego człowieka.

I tak narodził się Sewing Together?

Tak. Na początku wiedziałam tyle, że chcę pomóc, ale totalnie nie wiedziałam jak. Chciałam dzielić się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniem. W modzie pracowałam zdaje się na każdym stanowisku. Zaczęłam więc szukać organizacji, z którą mogłabym się związać i gdzie moje umiejętności mogłyby się przydać. Niestety większość z nich zajmowała się głównie budowaniem studni bądź domów w Afryce, a do tego raczej się nie nadaję. Do pracy z afrykańskimi dziećmi też nie, bo do dzieci nie mam cierpliwości.

Problemem było też to, że nie lubię podporządkowywać się regułom. Lubię tworzyć swoje własne zasady, być liderką i panią swojego losu, z tego też zresztą powodu większość swojego życia zawodowego przepracowałam jako freelancerka.

Uwzględniwszy te wszystkie zmienne, w końcu doszłam do pytania i odpowiedzi zarazem: A dlaczego nie uczyć szycia? I tak narodził się pomysł na Sewing Together.

Dziś zresztą to już nie tylko nauka szycia. ST działa również jako women empowerment – pomaga kobietom poznawać i wykorzystywać swoje wewnętrzne zasoby, budować poczucie wartości.

W jaki sposób?

Weźmy choćby przykład tej wspomnianej podpaski wielorazowego użytku. Jej uszycie nie zajmuje dużo czasu, nie jest trudne. A jednocześnie fakt, że zrobisz ją sama, napawa dumą i radością. Na kursach mamy wiele kobiet po traumach, z niską samooceną, złamanych przez życie, na które możliwość szybkiego zobaczenia rezultatów swojej pracy działa terapeutycznie. Psychologicznie udowodniono, że jak widzisz rezultat, myślisz sobie, że jesteś coś warta. Do tego powstaje podpaska, która posłuży tobie bądź innej dziewczynie, co nadaje twojej pracy dodatkowy sens. Tak więc kobiety szyją, a przy okazji rodzi się w nich nadzieja, że jeszcze w życiu mogą coś osiągnąć.

W Afryce kwestia ubóstwa menstruacyjnego ma ponoć ogromne rozmiary. W Kenii według statystyk ten problem dotyczy 65 proc. kobiet?

Weź jeszcze poprawkę na to, że te wszystkie procenty są zakłamane. Tu jest ogromna korupcja i kontrola mediów. Jeśli więc gdzieś pojawiają się jakieś informacje, np. takie, że ubóstwo menstruacyjne jest na poziomie 65 proc., można lekką ręką coś do tego dorzucić. Bo to rzeczywiście ogromny problem. Problem – bo po pierwsze kobiet na podpaski nie stać, a druga sprawa, że tych podpasek zwyczajnie nie ma. W efekcie dziewczyny radzą sobie uciekając się do niezwykle niehigienicznych form (piasek, liście, pióra, cokolwiek gdzieś znajdą) lub wymieniają się brudnymi podpaskami tylko po to, żeby czymś się zabezpieczyć. Żeby zrozumieć jak wielki to problem, trzeba wiedzieć, że w Afryce, w ramach wymiany na podpaskę, oferuje się stosunek seksualny.

Przerażające.

Oczywiście nie ma w tym względzie żadnej edukacji. Z Sewing Together staramy się więc dotrzeć do najmłodszej grupy dziewczyn, które zaczynają szkołę (okres zaczyna się tu bowiem już u dziewczynek w wieku siedmiu–ośmiu lat), dajemy im podpaski i przy okazji edukujemy, dlaczego higiena menstruacyjna jest tak ważna. Nasze podpaski wystarczają na rok użytkowania. Są kolorowe, miłe, przyjemne i naturalne. To świetna alternatywa dla normalnej podpaski i doskonałe rozwiązanie dla kobiety, która w ogóle takiej nie ma.

Nosisz taką podpaskę, potem pierzesz i możesz użyć ponownie?

Dokładnie. Tworzymy zestawy: dwie podpaski na dzień i jedna na noc. Jest więc rotacja, w ciągu dnia, po południu możesz ją wymienić, a ponieważ tu jest bardzo ciepło, ona szybko wysycha. Poza tym wykonana jest z bawełny i bambusa, czyli z szybko schnących, naturalnych materiałów. W ramach ST kobiety szyją podpaski, a następnie te są rozdawane potrzebującym dziewczynom.

Skąd bierzecie materiał na nie?

W tej kwestii staram się być kreatywna i szukam osób do współpracy. Na przestrzeni roku dostałyśmy ścinki materiałów od NAGO, Pan tu nie stał, od Łukasza Jemioła. Napisałam też do pewnej firmy tworzącej w Polsce ręczniki z bambusa i podarowali nam swoje ścinki. Właśnie dzięki temu możemy tworzyć rzeczy za darmo. Ja ze swoich pieniędzy dokupuję do tego tylko zatrzaski, bo podpaskę zapina się pod majtkami i ona wtedy się nie rusza.

Jak Ci się współpracuje z polskimi markami?

Różne są zasady tych współprac. Dotacje są wspaniałe, można się z nich rozliczyć, ale są mało namacalne. Osobiście bardzo lubię rozwiązania coś za coś, bo dzięki temu uczymy dwie strony. Teraz współpracuję z wspomnianym Pan tu nie stał, Moją Butelką (butelki wielorazowego użytku) i Farbotką. Nasza współpraca polega na tym, że tworzymy wspólny produkt, ja przygotowuję do niego kampanię marketingową tu w Kenii, a procent ze sprzedaży tychże produktów idzie na nasze działania pomocowe. Farbotkę kupują młode dziewczyny, Moja Butelka może być kupowana przez mężczyzn, a T-shirty Pan tu nie stał to kolejna grupa odbiorców. To jest wspaniałe, że każdy z nas może pomóc na swój sposób. Każdy może przecież kupić koszulkę za 69 zł – ze świadomością, że 30 proc. z tego idzie na nasze działania tu, na miejscu. Celem jest też poszerzanie świadomości odbiorców i zwracanie ich uwagi na problem.

Mówisz: „uczę kobiety być niezależnymi”. Co znaczy „być niezależną” w Kenii?

Chcę zaszczepić w tutejszych dziewczynach wiarę w siebie, bo pozycja kobiety w Kenii jest bardzo niska. W społecznej świadomości kobieta jest gorsza od mężczyzny, jako ta gorsza powinna siedzieć w domu i usługiwać głowie rodziny. W teorii zadaniem głowy rodziny jest kobietę zabezpieczyć, w praktyce kobiety ciężko pracują, by utrzymać dom i dzieci. A mężczyzna? Tu żaden nie ugotuje kolacji, nie pomoże kobiecie przy sprzątaniu. Broń Boże, jak kobieta nie umie gotować, już na pewno nigdy nie wyjdzie za mąż.

Tak więc ja chyba nigdy nie znajdę męża (śmiech).

Ale po co Ci taki mąż, na którego jeszcze musisz pracować i nie masz poważania?

No właśnie. Poza tym mam tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia niż gotowanie. Jedzenie u mnie jest tylko paliwem dla organizmu. Żadna to dla mnie przyjemność. Ja wolę raczej coś stworzyć, namalować, wymyślić. Pobujać się na swoim obłoku.

Jak wygląda Twoje codzienne, afrykańskie życie?

Z jednej strony jest praca. Wstaję codziennie o 5.30 rano, żeby skończyć wszystkie zaplanowane zadania. Poświęciłam się całkowicie Sewing Together, więc większość czasu spędzam z dziewczynami albo przy biurku, rozwijając projekt. A poza pracą? Kenijska normalność.

Ja czuję się tutaj bezpiecznie. W mojej dzielnicy wszyscy się znamy. Po okolicy krąży plotka, że tak naprawdę pochodzę z Kenii, tylko gdy byłam dzieckiem, mama wrzuciła mnie do wybielacza i dlatego jestem taka blada. Ta plotka sprawia, że oni traktują mnie tutaj jako swoją siostrę. Dbamy o siebie nawzajem.

Koniec końców Kenia tak bardzo nie różni się od krajów Europy. Mamy tu Carrefour, chodzi się na kręgle. W Nairobi można pójść na łyżwy. Wiele rozrywek jest podobnych do europejskich. Poza glebą, która jest czerwona, wysoką temperaturą w Mombasie przez cały rok, palmami i społecznym statusem kobiet – aż tak bardzo się nie różnimy.

Nie tęsknisz za rodziną w Polsce?

Nie jest najgorzej. Moja mama była u mnie w tym roku. Zaraz przyjedzie znowu. À propos mamy, opowiem ci pewną historię. Ostatnio, jak tutaj była, poszłyśmy do sklepu, no i ja niosłam ciężkie rzeczy, a mama ananasa. Tutejsze dziewczyny jak nas zobaczyły, skrzyczały mnie okrutnie: „Jak mogłaś pozwolić mamie dźwigać ciężary! Mamy nie mogą robić takich rzeczy!!!”. Na nic moje tłumaczenia, że przecież sama nie miałam dodatkowej ręki, żeby dać sobie ze wszystkim radę. Mama w Kenii jest niezwykle ważna.

Czujesz, że masz tu misję?

Czuję. I powiem ci, że czasem przeraża mnie ogromna odpowiedzialność za dziewczyny. Przeraża mnie, że mogłabym je zawieść. Wiem, że fizycznie i umysłowo jestem w stanie zrobić bardzo dużo, ale na niektóre rzeczy nie mam wpływu. I tych rzeczy one nie rozumieją. Jest to mój ogromny strach, żeby nie zawieść ich w czymś. Jeśli nawalę i zamknie się szkoła, będę kolejnym białym człowiekiem, który naobiecywał, wykorzystał i wyjechał. Próbuję zamieniać ten strach na energię, która motywuje mnie do działania. Stąd te 12 godzin pracy dziennie.

O czym marzysz?

Marzę, żeby przełamać myślenie wśród ludzi o Kenii – i ogólnie o kontynencie – jako o miejscu biedy, a zamiast tego pokazać ogromny potencjał i piękno tutejszych kobiet, artystów. Marzę, żeby Sewing Together było jedną z tych marek, które udowodnią, że można pomagać drugiemu człowiekowi nie przez to, że ma się pieniądze albo kontakty, tylko robiąc dobrze pewne rzeczy. Marzę o tym, żeby wystarczyło mi sił.

A co Cię cieszy?

Cieszy mnie uśmiech moich studentek. Gdy uszyły swoje pierwsze sukienki i je przymierzyły, ich uśmiech był tak szczery, że dawno czegoś takiego nie widziałam. Cieszą mnie momenty, kiedy dzieje się kenijska magia. Na przykład, kiedy udaję się do miasta kupić materiały i dźwigam te ciężary, płacząc od środka, że muszę jechać takim autobusikiem, zwanym tutaj matatu, w którym jest muzyka tak głośna jak na festiwalu, a nagle obok mnie staje tuk-tuk i facet w nim pyta mnie czy podwieźć, a gdy ja mówię, że nie mam pieniędzy, on zawozi mnie do domu za darmo. Cieszą mnie momenty, kiedy dostaję takie maile jak od ciebie, że ktoś chce porozmawiać o tym, co robię, bo one dowodzą, że to co robię ma sens, i że jest więcej ludzi, którzy to zauważają.

Wierzę głęboko, że tylko wspólnie jesteśmy w stanie osiągnąć sukces, i że ten wspólnie wypracowany sukces, w przeciwieństwie do sukcesu pojedynczego – nawet jeśli ten oznacza życie w luksusach – zapewni nam szczęście, dobro i radość.

Tej autorki: Arkadius: Fajniej jest mieć wolność niż sławę

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
żałoba

Jak poradzić sobie z żałobą?

„Jedynym sposobem na odnalezienie spokoju jest pozwolenie przeszłości na bycie przeszłością” – mawiała dr Elisabeth Kübler-Ross, autorka książki…
feblik warsztaty rękodzieło

Mieć Feblika do rękodzieła

– Ręce są zdolne do czegoś więcej niż scrollowanie ekranu smartfona. Mogą tworzyć – uważają Marzena i Andrzej…