urban gardening

Urban gardening: miasta, które stają się farmami

7 udostępnień
7
0
0

W obliczu współczesnych problemów cywilizacyjnych: zmian klimatycznych, rosnącej liczby ludności, koncentrowania się ludzi wokół metropolii, coraz więcej miast szuka sposobów na produkcję żywności w obrębie ich własnych granic.

Urban gardening czy urban farming to inaczej miejska agrokultura (MA). W literaturze można odnaleźć wiele definicji tego zjawiska. Jedna z nich podaje, że MA to wytwarzanie żywności na obszarze miast lub uprawa roślin i chów zwierząt na terenie miast oraz wokół nich.

Zjawisko to nie jest nowe, bo w miastach przydomowe, spółdzielcze czy przyklasztorne ogrody funkcjonują od dawna. Każdy z nas zetknął się też z instytucją ogródków działkowych. Tyle że dotąd obiekty te stanowiły raczej dodatek do zasobów żywieniowych pozyskiwanych z innych źródeł czy rodzaj hobby – sposób na kontakt z przyrodą, przyjemność hodowania własnych warzyw oraz owoców itp. Tymczasem teraz trend zmierza do przekształcania miast w przestrzenie realnej produkcji żywności. Zagospodarowywania ich na miejskie farmy.

Produkcja lokalna

Prognozy demograficzne nie pozostawiają złudzeń. Do 2050 roku liczba ludności zamieszkującej miasta wzrośnie z dzisiejszych 50 do 80 procent. To według przewidywań UN prawie 10 miliardów osób. Ten wzrost oraz pogłębiające się rozwarstwienie społeczne powodują narastanie dwóch skrajności: część „mieszczuchów” zjada większość produkowanej na ziemi żywności, jednocześnie preferując wysoko przetworzoną, energochłonną jej wersję; druga grupa ludzi nie dojada i cierpi głód.

W dodatku szereg innych problemów, takich jak: erozja gleby, braki wody, kataklizmy (np. ostatnia pandemia COVID), skutkujące przerwami łańcucha dostawy żywności, wymuszają na nas konieczność szukania nowych rozwiązań, związanych z zasobami żywności.

Jednym z takich rozwiązań, które zyskują coraz większą popularność są właśnie uprawy miejskie. Teraz nie chodzi już jednak o hobby, piękny balkon z pomidorami czy ogródek na tyłach domu, w którym rosną podstawowe warzywa i zioła, lecz o niezależność żywnościową i ograniczenie kosztów związanych z produkcją żywności.

Obecnie olbrzymia część kosztów, przekładająca się na cenę produktu, generowana jest przez transport (czasem z drugiego końca globu), przechowywanie, konieczność stosowania różnych metod konserwowania (chłodzenie, mrożenie, termizacja, pasteryzacja etc.). Ten model produkcji żywności odpowiada za jedną czwartą emisji dwutlenku węgla na świecie.

W dodatku przechowywana, konserwowana i sprowadzana z daleka żywność ma niższą wartość odżywczą w porównaniu z lokalnie wyprodukowanym jedzeniem.

Dlatego dziś coraz więcej ludzi widzi sens w skupieniu się na lokalnej produkcji żywności. Nowe rolnictwo znajduje zaskakujące nisze i miejsca.

W bunkrach, pustostanach, garażach

W Londynie miejskie farmy zakładane są w opuszczonych bunkrach z czasów nalotów na to miasto podczas II wojny światowej. Z kolei w Brixham (UK) na terenie miasta zaczęto hodować małże. W Kiberze w Nairobi (Kenia) w slumsach rośliny sadzi się w workach. W Paryżu w podziemnych garażach powstają plantacje grzybów.

Od skrzynek na balkonach, przez miniogrody na tyłach domów czy na dachach, po sterowane elektroniką i zasilane sztucznym światłem bezglebowe systemy hydroponiczne, możliwe do realizacji nawet w miejscach, gdzie nie dochodzi słońce.

Dziś już 15–20 procent żywności produkowane jest w okolicy czy na terenach miejskich. Miasta takie jak Accra, Ghana czy Hanoi polegają prawie wyłącznie na takiej uprawie, jeśli chodzi o warzywa i owoce.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać