co robić przed końcem świata

Uczta przed końcem świata – z Tomaszem Stawiszyńskim

5 udostępnień
5
0
0

Z książkami jest jak z jedzeniem. Niektóre to przekąski, inne dania główne, są wreszcie i uczty. Co robić przed końcem świata Tomasza Stawiszyńskiego plasuje się gdzieś pomiędzy. Pomiędzy niezbędnym do życia codziennym jadłospisem a ucztą.

Ostatnimi czasy to raczej nie my jemy, a nas jedzą. Codziennie zjada nas strach o własne jutro i przyszłość naszych dzieci. Jesteśmy atakowani miriadami sprzecznych informacji, wezwaniami do emocjonalnego zaangażowania się, obrazami, które trudno wyrzucić z mózgu. Z drugiej strony, w rzadkich momentach przebłysku czujemy, że coś w tym świecie się przełamuje, jakaś płyta tektoniczna zmian zderza się z w miarę spokojną dotąd płytą – naszym domem.

„Czy kiedykolwiek wydawało ci się, że z tym światem jest coś nie tak?” – rozbrzmiewa nam w głowach hasło kampanii reklamowej filmu „Matrix”.

Może i udałoby się nam poznać odpowiedź na to pytanie, ale z racjonalnym myśleniem ostatnio u nas krucho. Szybkość zmian, chaos informacji płynących z mediów, strach przed katastrofą klimatyczną, demograficzną, globalną pandemią odbiera nam zdolność dedukcji. Czasu na refleksję i zrozumienie mamy coraz mniej. Świat domaga się naszej reakcji, a szeroki obraz zawęża nam naturalne dla większości ludzi zamknięcie w bańce: własnego języka, kraju, przekonań czy znajomych. Narasta w nas poczucie zagrożenia. Przeczucie nadciągającej przemiany. Czujemy przymus zrozumienia tego, co się dzieje, ale brakuje nam sprawdzonych danych i mądrych nauczycieli. Nie tyle informatorów, co przewodników. Potrzebujemy ukojenia i przywrócenia proporcji.

Temu zapotrzebowaniu wychodzi naprzeciw Tomasz Stawiszyński ze swoją książką Co robić przed końcem świata? Książką, która wzięła się z przekonania, że:

„Właśnie w takim świecie – ba, nade wszystko w takim – dystans, niespieszna analiza unikająca łatwych utożsamień i zbiorowych odruchów są potrzebne, co najmniej tak samo jak maseczki w czasie pandemii”.

Włącz myślenie x 5

Książka podzielona jest na pięć części.

W pierwszej To nie jest świat dla kruchych ludzi – znalazły się teksty traktujące o medytacji w stylu korpo, o powszechnej być może niedługo dostępności eutanazji, o wypieraniu śmierci oraz o tym, jaki naprawdę wpływ mamy na los naszej planety.

Na szczególną uwagę zasługuje w niej esej Jesteśmy wściekli, którego dwuwyrazowy tytuł znakomicie określa stan, w jakim znajduje się obecnie wielu z nas.

„Wściekli na ideologię, w myśl której to nie ludzkie życie, zdrowie i elementarnie godna egzystencja, lecz zysk, rozwój i bogactwo są wartościami, wedle których zbudowana jest struktura życia społecznego”.

Boimy się o zdrowie, o krótko- i długofalowe skutki lockdownów, obostrzeń czy narastającej wzajemnej nieufności. Widząc masowo zwalnianych ludzi, zamykające się działalności, firmy, osoby wyjeżdżające za granicę, boimy się o pracę. Nie wiemy czy to już koniec, czy też końca nie widać. Boimy się tych, którzy mają władzę, banków, niesprecyzowanych sił mających dostęp do naszych danych. Aż w końcu w tym strachu dochodzimy do pytania: „Dlaczego jedni startują z pozycji faworytów, a inni choćby wyskoczyli ze skóry, nie mają żadnych szans?”. I gdy tak pytamy i nie zyskujemy żadnej sensownej odpowiedzi… stajemy się wściekli.

Wściekli na system karmiący nas opowieściami o wspaniałych, równych szansach, w praktyce zaś promujący żądzę zysku i bezwzględność. Wściekli na rządy prawa silniejszego, przy których wmawia się nam, że to odwieczne prawo natury, więc trzeba się z nim pogodzić. Wściekli na obiecująco brzmiące, ekonomiczne określenia w stylu „elastyczne formy zatrudnienia”, pod którymi skrywają się różne braki np. brak urlopu, niemożność wzięcia zwolnienia w czasie choroby czy przesunięcia czegokolwiek na później.

„Czy coś innego niż gniew może zalać czytelnika, jeśli (w systemie tym – red.) nigdy nie brakuje na wyrzutnie rakietowe czy maczety, brak natomiast na respiratory, nowe karetki czy finansowanie leków?” – pyta Stawiszyński, ukazując dalej dysproporcje w urządzeniu naszego świata, które przestaliśmy kwestionować.

Zarabiający bajońskie sumy celebryci czy niektórzy sportowcy vs. naukowcy, społecznicy i ekolodzy nieustannie poszukujący funduszy, by przeżyć i działać. Wąska grupa tych „niezbędnych”, mających dostęp i przywileje vs. reszta, pozbawiona praw i znaczenia.

Obecne w naszej przestrzeni i wielokrotnie odmieniane przez przypadki słowa: miłość, szacunek, demokracja, tolerancja, prawa człowieka, kultura vs. rzeczywistość, w której umieramy w kolejkach do leczenia onkologicznego, miesiącami czy latami czekamy na reakcje urzędników w sprawach, które nas dotyczą, a na które nie mamy wpływu.

Jesteśmy wściekli, że miliarderzy bez mrugnięcia okiem tną koszty, zwalniają i zamykają, a potem wsiadają do prywatnego samolotu i okopują się na prywatnej wyspie. My zaś, pracujący na nich, znów musimy radzić sobie sami, tłocząc się w szpitalach, na przejściach granicznych czy w supermarketach. A na dokładkę uczy się nas, że przecież zawsze tak było. „Co zrobisz (i wzruszenie ramion)?”, „Świat jest tak urządzony”.

„Czy aby na pewno?”. „Czy zawsze i wszędzie tak było i czy nieuchronnie musi tak zostać?” – zadaje fundamentalne pytania Stawiszyński.

W części drugiej Mieszkańcy płaskiej ziemi natomiast rozprawia się m.in. z koronaspiskiem, istnieniem reptilian czy nędzą postanowień noworocznych. Pokazuje uwodzicielską siłę teorii spiskowych i trudność w ich zwalczaniu.

„Wszystko jest logiczne i intencjonalne, więc pandemia o takich rozmiarach i efektach nie mogła wziąć się ot tak, po prostu, znikąd. Z całą pewnością stoją więc za tym jakieś wojskowe laboratoria, grupy interesów, mafijne albo masońskie loże albo nawet Bill Gates”.

Usuwanie pewnych filmów, np. z YouTube’a, natychmiast potwierdza przedstawione w nich tezy o tajemniczych siłach stojących chociażby za koronawirusem. Koło się nakręca. A my w nim jesteśmy jak chomiki, które wpadły do wirówki i nie potrafią się z niej wydostać, choć w zasadzie wystarczyłoby się… zatrzymać.

Trzecia część jest bardzo lokalna, dotyczy stricte naszego kraju, który delikatnie to ująwszy, nie pozwala zapomnieć o sobie. Kościół, władza i seks, Hostia pod specjalnym nadzorem czy Ostatni bastion w postaci aborcji to eseje dla mocno zaangażowanych w nasze sprawy. Albo dla mających ich dosyć. W Polsce zmiana poglądów to coś wstydliwego, bo przecież powinniśmy być niezłomni i wierni idei. A tymczasem, jak dowodzi Stawiszyński, to właśnie niezmienność tychże staje się niebezpieczna. „Zmienność dowodzi elastyczności umysłowej!” – zapewnia autor i pyta:

„Nie miewacie czasami wrażenia, że polska sfera publiczna, czy może nawet szerzej: polska rzeczywistość społeczna, to krajobraz tak osobliwy, że w zasadzie irrealny? Że skala wewnętrznego rozdarcia i konfliktu – politycznego, symbolicznego, moralnego – jest tutaj tak gargantuiczna, że doprawdy trudno sobie wyobrazić, dlaczego kilkadziesiąt milionów ludzi żyjących na tym samym obszarze i mówiących tym samym językiem, miałoby sobie z własnej woli coś podobnego fundować?”.

reklama
reklama
może Ci się spodobać
szarlatan

„Szarlatan”. Rzecz o Janie Mikolášku

9 października 2020 roku była polska premiera najnowszego filmu Agnieszki Holland, „Szarlatan”. Ten przejmujący dramat obyczajowy opowiada historię…
Radio Sovo

Po normalność do… Radio SoVo

Macie dość zmanipulowanych mediów, reagujecie alergią na clickbaity, podobnie jak na przeintelektualizowane materiały w sieci i wyphotoshopowane gwiazdy?…