co robić przed końcem świata

Uczta przed końcem świata – z Tomaszem Stawiszyńskim

12 udostępnień
12
0
0

Z książkami jest jak z jedzeniem. Niektóre to przekąski, inne dania główne, są wreszcie i uczty. Co robić przed końcem świata Tomasza Stawiszyńskiego plasuje się gdzieś pomiędzy. Pomiędzy niezbędnym do życia codziennym jadłospisem a ucztą.

Ostatnimi czasy to raczej nie my jemy, a nas jedzą. Codziennie zjada nas strach o własne jutro i przyszłość naszych dzieci. Jesteśmy atakowani miriadami sprzecznych informacji, wezwaniami do emocjonalnego zaangażowania się, obrazami, które trudno wyrzucić z mózgu. Z drugiej strony, w rzadkich momentach przebłysku czujemy, że coś w tym świecie się przełamuje, jakaś płyta tektoniczna zmian zderza się z w miarę spokojną dotąd płytą – naszym domem.

„Czy kiedykolwiek wydawało ci się, że z tym światem jest coś nie tak?” – rozbrzmiewa nam w głowach hasło kampanii reklamowej filmu „Matrix”.

Może i udałoby się nam poznać odpowiedź na to pytanie, ale z racjonalnym myśleniem ostatnio u nas krucho. Szybkość zmian, chaos informacji płynących z mediów, strach przed katastrofą klimatyczną, demograficzną, globalną pandemią odbiera nam zdolność dedukcji. Czasu na refleksję i zrozumienie mamy coraz mniej. Świat domaga się naszej reakcji, a szeroki obraz zawęża nam naturalne dla większości ludzi zamknięcie w bańce: własnego języka, kraju, przekonań czy znajomych. Narasta w nas poczucie zagrożenia. Przeczucie nadciągającej przemiany. Czujemy przymus zrozumienia tego, co się dzieje, ale brakuje nam sprawdzonych danych i mądrych nauczycieli. Nie tyle informatorów, co przewodników. Potrzebujemy ukojenia i przywrócenia proporcji.

Temu zapotrzebowaniu wychodzi naprzeciw Tomasz Stawiszyński ze swoją książką Co robić przed końcem świata? Książką, która wzięła się z przekonania, że:

„Właśnie w takim świecie – ba, nade wszystko w takim – dystans, niespieszna analiza unikająca łatwych utożsamień i zbiorowych odruchów są potrzebne, co najmniej tak samo jak maseczki w czasie pandemii”.

Włącz myślenie x 5

Książka podzielona jest na pięć części.

W pierwszej To nie jest świat dla kruchych ludzi – znalazły się teksty traktujące o medytacji w stylu korpo, o powszechnej być może niedługo dostępności eutanazji, o wypieraniu śmierci oraz o tym, jaki naprawdę wpływ mamy na los naszej planety.

Na szczególną uwagę zasługuje w niej esej Jesteśmy wściekli, którego dwuwyrazowy tytuł znakomicie określa stan, w jakim znajduje się obecnie wielu z nas.

„Wściekli na ideologię, w myśl której to nie ludzkie życie, zdrowie i elementarnie godna egzystencja, lecz zysk, rozwój i bogactwo są wartościami, wedle których zbudowana jest struktura życia społecznego”.

Boimy się o zdrowie, o krótko- i długofalowe skutki lockdownów, obostrzeń czy narastającej wzajemnej nieufności. Widząc masowo zwalnianych ludzi, zamykające się działalności, firmy, osoby wyjeżdżające za granicę, boimy się o pracę. Nie wiemy czy to już koniec, czy też końca nie widać. Boimy się tych, którzy mają władzę, banków, niesprecyzowanych sił mających dostęp do naszych danych. Aż w końcu w tym strachu dochodzimy do pytania: „Dlaczego jedni startują z pozycji faworytów, a inni choćby wyskoczyli ze skóry, nie mają żadnych szans?”. I gdy tak pytamy i nie zyskujemy żadnej sensownej odpowiedzi… stajemy się wściekli.

Wściekli na system karmiący nas opowieściami o wspaniałych, równych szansach, w praktyce zaś promujący żądzę zysku i bezwzględność. Wściekli na rządy prawa silniejszego, przy których wmawia się nam, że to odwieczne prawo natury, więc trzeba się z nim pogodzić. Wściekli na obiecująco brzmiące, ekonomiczne określenia w stylu „elastyczne formy zatrudnienia”, pod którymi skrywają się różne braki np. brak urlopu, niemożność wzięcia zwolnienia w czasie choroby czy przesunięcia czegokolwiek na później.

„Czy coś innego niż gniew może zalać czytelnika, jeśli (w systemie tym – red.) nigdy nie brakuje na wyrzutnie rakietowe czy maczety, brak natomiast na respiratory, nowe karetki czy finansowanie leków?” – pyta Stawiszyński, ukazując dalej dysproporcje w urządzeniu naszego świata, które przestaliśmy kwestionować.

Zarabiający bajońskie sumy celebryci czy niektórzy sportowcy vs. naukowcy, społecznicy i ekolodzy nieustannie poszukujący funduszy, by przeżyć i działać. Wąska grupa tych „niezbędnych”, mających dostęp i przywileje vs. reszta, pozbawiona praw i znaczenia.

Obecne w naszej przestrzeni i wielokrotnie odmieniane przez przypadki słowa: miłość, szacunek, demokracja, tolerancja, prawa człowieka, kultura vs. rzeczywistość, w której umieramy w kolejkach do leczenia onkologicznego, miesiącami czy latami czekamy na reakcje urzędników w sprawach, które nas dotyczą, a na które nie mamy wpływu.

Jesteśmy wściekli, że miliarderzy bez mrugnięcia okiem tną koszty, zwalniają i zamykają, a potem wsiadają do prywatnego samolotu i okopują się na prywatnej wyspie. My zaś, pracujący na nich, znów musimy radzić sobie sami, tłocząc się w szpitalach, na przejściach granicznych czy w supermarketach. A na dokładkę uczy się nas, że przecież zawsze tak było. „Co zrobisz (i wzruszenie ramion)?”, „Świat jest tak urządzony”.

„Czy aby na pewno?”. „Czy zawsze i wszędzie tak było i czy nieuchronnie musi tak zostać?” – zadaje fundamentalne pytania Stawiszyński.

W części drugiej Mieszkańcy płaskiej ziemi natomiast rozprawia się m.in. z koronaspiskiem, istnieniem reptilian czy nędzą postanowień noworocznych. Pokazuje uwodzicielską siłę teorii spiskowych i trudność w ich zwalczaniu.

„Wszystko jest logiczne i intencjonalne, więc pandemia o takich rozmiarach i efektach nie mogła wziąć się ot tak, po prostu, znikąd. Z całą pewnością stoją więc za tym jakieś wojskowe laboratoria, grupy interesów, mafijne albo masońskie loże albo nawet Bill Gates”.

Usuwanie pewnych filmów, np. z YouTube’a, natychmiast potwierdza przedstawione w nich tezy o tajemniczych siłach stojących chociażby za koronawirusem. Koło się nakręca. A my w nim jesteśmy jak chomiki, które wpadły do wirówki i nie potrafią się z niej wydostać, choć w zasadzie wystarczyłoby się… zatrzymać.

Trzecia część jest bardzo lokalna, dotyczy stricte naszego kraju, który delikatnie to ująwszy, nie pozwala zapomnieć o sobie. Kościół, władza i seks, Hostia pod specjalnym nadzorem czy Ostatni bastion w postaci aborcji to eseje dla mocno zaangażowanych w nasze sprawy. Albo dla mających ich dosyć. W Polsce zmiana poglądów to coś wstydliwego, bo przecież powinniśmy być niezłomni i wierni idei. A tymczasem, jak dowodzi Stawiszyński, to właśnie niezmienność tychże staje się niebezpieczna. „Zmienność dowodzi elastyczności umysłowej!” – zapewnia autor i pyta:

„Nie miewacie czasami wrażenia, że polska sfera publiczna, czy może nawet szerzej: polska rzeczywistość społeczna, to krajobraz tak osobliwy, że w zasadzie irrealny? Że skala wewnętrznego rozdarcia i konfliktu – politycznego, symbolicznego, moralnego – jest tutaj tak gargantuiczna, że doprawdy trudno sobie wyobrazić, dlaczego kilkadziesiąt milionów ludzi żyjących na tym samym obszarze i mówiących tym samym językiem, miałoby sobie z własnej woli coś podobnego fundować?”.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Nie dajmy zwariować się lękowi

„Za mojego życia, może poza stanem wojennym, nie obserwowałam w Polsce tak silnie zestresowanego społeczeństwa jak obecnie. Boimy…
placebo nocebo

Nocebo – efekt, który musisz poznać

Umysł ma wpływ na nasze życie. Istnieje efekt placebo – pozytywnie nastawiony chory zdrowieje, mimo że kuracja nie powinna dać efektów. W tym tekście opisujemy efekt nocebo