Ty też możesz być Beatą K.

1 udostępnień
1
0
0

Fala pomyj wylała się w ostatnich dniach na polską piosenkarkę, którą zatrzymano za jazdę po pijaku. To ciekawe, że tak wielkie oburzenie wywołało to zdarzenie w społeczeństwie, w którym według analiz OECD na jednego Polaka przypada rocznie średnio 11,7 litra czystego alkoholu.

„Wiedziałem, że to pijaczka. Wystarczyło popatrzeć na jej nalaną twarz i tępy wzrok na zdjęciu”, „He, he, no to spotkamy się za 2 latka dopiero. Posiedzi za prowadzenie na cyku”, „I tak nie poniesie konsekwencji. Za autograf wywinie się od odpowiedzialności jak inni celebryci”, „Nie ma, nie ma wódy na pustyni, a tak bardzo, bardzo chce się pić”, „2 promile! To trzeba mieć IQ 0,5, żeby w tym stanie prowadzić” – to tylko kilka z tysięcy zjadliwych komentarzy pod newsami o zatrzymaniu Beaty K., celebrytki, która prowadziła auto „pod wpływem”. Hejtują anonimowi internauci, hejtują celebryci.

Wiele w tym hejcie heheszków. Wiele dosrywania. Mnóstwo złośliwości i pogardy. I rozpierająca radość, że gwieździe w końcu utarto nosa. A gwiazda już przecież nie pierwszej młodości, więc można sobie poużywać, zwłaszcza że wielu wkurza, iż taka stara, a śmie jeszcze świecić. Że „na firmamenty się pcha. Jeszcze jej mało świecenia?”, „Żałosna jest. Mało się już w życiu nachapała? Nareszcie noga jej się powinęła. I dobrze, niech leży. Baba najlepiej jak w parterze, a jak stara to w ogóle z czym do ludzi?”.

Ot, taka nasza swojska umysłowość. Wrażliwość i mądrość prima sort.

Wiadomo, siadanie za kierownicą w stanie nietrzeźwości jest złe. Istnieje duże prawdopodobieństwo spowodowania wypadku, zabicia kogoś przy jeździe pod wpływem substancji zmieniających świadomość. Nie bez powodu w prawie wyznaczono za to konsekwencje karne. Tu nie ma o czym dyskutować. To nie powinno się wydarzać. Problem w tym, że to co nie powinno istnieć istnieje. A fakt wyznaczania kar niewiele w tym względzie zmienia. Więcej, problem narasta.

Prawo jazdy w naszym kraju ma ponad 22 mln ludzi. Statystyki spożycia alkoholu z roku na rok rosną. Nietrudno wywnioskować, że codziennie po drogach porusza się rzesza ludzi „pod wpływem”. Rocznie policji udaje się zatrzymać ponad 100 tysięcy pijanych kierowców, ale lekką ręką należałoby tę liczbę pomnożyć co najmniej przez 10. Bo przecież wielu jechało lub jeździ na bani, tyle że na razie nie zostało złapanych, na razie im się upiekło. Jeśli dodać do tego osoby, których alkomatem nie zbadasz, a też nie powinny prowadzić, czyli wszystkich naćpanych innymi substancjami zmieniającymi świadomość, a także tych nakręcanych testosteronem, co wciskaniem gazu do dechy pompują sobie ego, to szybko okaże się, że na drogach wprost roi się od osób z ograniczoną poczytalnością, koordynacją ruchów i refleksem.

90 proc. wypadków na drogach wydarza się z winy kierowców, nie pieszych czy okoliczności przyrody. Polacy jeżdżą niebezpiecznie i trąbi się o tym od lat, i od lat próbuje wprowadzać kolejne regulacje oraz kary, które zmniejszyłyby skalę tego wariactwa. A jednak świadomość i nomen omen otrzeźwienie jakoś nam nie rosną. Za to gdy pojawia się news o nietrzeźwym celebrycie za kółkiem, wpadamy w amok osądów i ferowania wyroków. Oburzenie pijanymi na drogach jest tym dziwniejsze, że jeśli zajrzy się do statystyk, można zobaczyć, że wypadki z udziałem pijanych kierowców w Polsce stanowią niecałe 8 proc. wszystkich wypadków spowodowanych przez kierujących pojazdami. Znacznie więcej jest tych związanych ze zbyt szybką jazdą.

A jednak to pijani kierowcy budzą największe oburzenie. Być może dzieje się tak dlatego, że statystycznie jednak o wiele więcej z nas wciska gaz, niż kieruje autem na cyku. O wiele łatwiej więc przychodzi nam zwalanie winy na tych, z którymi nie możemy się identyfikować. Poza tym przecież my, Polacy uważamy się za wybitnych kierowców (tak wynika z badań Polskiej Izby Ubezpieczycieli). To inni są tymi baranami, którzy jeździć nie potrafią, ale nie my, nie ja. Nieważne, że nie potwierdzają tego statystyki wypadków, nieważne, że pod względem wypadkowości przodujemy wśród krajów UE. Winni zawsze są inni.

Prawdopodobnie też wielu z nas uważa, że prowadzenie auta pod wpływem alkoholu nigdy się nam nie zdarzy. Bo przecież tak samo jak potrafimy świetnie prowadzić, tak samo potrafimy pić. A pijemy z roku na rok coraz więcej i coraz bardziej wysokoprocentowe trunki. Rocznie wydajemy na nie 40 miliardów złotych. Samego piwa w tym okresie Polak powyżej 15. roku życia wypija 272 półlitrowe puszki lub butelki (136 litrów na osobę) i zwykle nie uważa tego w ogóle za alkohol, bo przecież „to tylko piwo” (badania IBRIS z 2019 roku pokazują, że ponad połowa – 54 proc. – Polaków nie rozpatruje piwa w kategorii alkoholu). A jednak większość z tych, którzy abstynentami nie są, ma prawo jazdy i siada za kółkiem. Można więc z dużą pewnością zakładać, że większości z nich zdarzyło się prowadzić auto „po piwku”.

Niewielu też pewnie zdaje sobie sprawę, że już niewielka ilość alkoholu wpływa na nasz układ nerwowy, zmieniając sposób myślenia, percepcję, zachowanie. Przy stężeniu alkoholu we krwi na poziomie zaledwie 0,2–0,5‰ (stan wskazujący na spożycie, ale jeszcze prawnie nieuznany za nietrzeźwość) zmniejsza się nasz krytycyzm, upośledza się koordynacja wzrokowo-ruchowa. Odprężenie i euforia, jakie przychodzą wraz z procentami mogą sprzyjać błędnej ocenie naszych możliwości i upośledzać naszą czujność.

„No tak, ale 0,2–0,5‰ to jednak nie 2 promile” – zapewne wielu odpowie. – „Może po piwku wsiadłe(a)m za kółko, ale już nie po butelce wina czy wódki”. I zapewni: „Nie, ja po alkoholu nigdy nie usiadłbym/nie usiadłabym za kierownicą”. Problem w tym, że po spożyciu alkoholu mechanizmy kontroli puszczają i „nigdy” przestaje być takie „nigdy”.

Ostatnio koleżanka opowiadała mi, jak jej znajoma straciła prawko, gdy po burzliwej kłótni z mężem wybiegła z domu i postanowiła jechać, gdzie oczy poniosą, byle jak najdalej od niego. Tyle że kłótni małżonków towarzyszyły procenty.

– Byłam w stanie wzburzenia – tłumaczyła. – Nie wiedziałam, co robię. Nie myślałam o innych, że mogę kogoś zabić, jadąc w takim stanie. Byłam wściekła, zrozpaczona, sfrustrowana, skupiona wyłącznie na sobie, na sytuacji między mną a mężem. Nawet nie zarejestrowałam tego, że piłam. Wydawało mi się, że jestem trzeźwa. W końcu piliśmy tylko wino, nie było tego znów tak dużo.

Po alkoholu nasz mózg działa inaczej. Wiele osób po spożyciu procentów doświadcza poczucia mocy. Przeceniają swoje możliwości. Nie są w stanie realnie ocenić wpływu alkoholu na ich zachowanie. To dobrze widać na różnych zakrapianych alkoholem imprezach, gdzie ludzie bełkocząc i zataczając się, wciąż mają poczucie, że całkiem nieźle się trzymają, że są równie atrakcyjni, elokwentni, zabawni i sprawni co na trzeźwo. A może nawet bardziej – bo przecież znikają rozmaite codzienne stopery – nieśmiałość, wstyd, wyostrzona na ocenę innych percepcja.

Zasadniczo więc każdy z nas kto nie jest zdeklarowanym abstynentem/abstynentką, kto pija alkohol, a jest kierowcą, nie może zagwarantować „nigdy”. I nie ma tu nic do rzeczy iloraz inteligencji, jak niektórzy komentujący przypadek celebrytki sugerują. W przypadku działania alkoholu inteligencja nie ma znaczenia. On ogłupia równościowo.

Jeśli zdarza ci się sięgać po alkohol, potencjalnie jesteś Beatą K. Warto o tym pamiętać, zanim w „innego” rzucimy kamieniem.

Tej autorki: Skąd w nas tyle pogardy?

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
wolne media

Wolne media nie takie znów wolne?

Rządowy pomysł nałożenia na media podatku od wpływów reklamowych zjednoczył w ubiegłym tygodniu konkurujące ze sobą na co…
Nie wszędzie zostały zniwelowane bariery dla wózków

Jak mężczyźni urządzili nam świat?

„Nie jestem feministką, ale…” – można często usłyszeć w dyskusjach o równości. Proponuję mały eksperyment. Rozejrzyjmy się wokoło.…
Polska szkoła niszczy dzieci i nauczycieli

Fabryka małp

„Koniec. Dłużej nie mogę. Nie mam już siły do tego obłąkanego systemu. Przemoc, hierarchizacja, zabijanie inicjatywy, wolnomyślicielstwa, dociekliwości.…
pogarda

Skąd w nas tyle pogardy?

W polityce, w mediach, w komentarzach na portalach społecznościowych wyziera  niemal z każdego zakątka. Pogarda, niegdyś emocja dość…