Trzy oblicza czasu

39 udostępnień
39
0
0

Oblicze drugie to czas naturalny, czas kobiecy. Zatacza kręgi, zbiera po drodze. Jest bardziej rozstrzelony w przestrzeni, jak zapach lub światło. Zorientowany na siebie, wewnętrzny.

Na ogół, nawleczeni na prostą czasu liniowego, zafascynowani jego prostotą i majaczącym na końcu celem lub obietnicą nagrody, nie pamiętamy o tym drugim obliczu czasu. Zapominamy o okręgach, nawet gdy rwać nam się zaczyna linia ciągła. Kto bowiem chce dreptać w kółko?

Ale w pewnym momencie życia przychodzi świadomość, że jest jeszcze i trzeci czas. Czas duchowy. W nim spotykają się dwa powyższe, jednocześnie nie jest on jednak żadnym z nich. To czas wieczny, czas wymykający się prawom fizyki. Niektórzy nazywają go innym wymiarem, flow czy przestrzenią, w której dzieją się rzeczy niemożliwe. Żadnych migających cyfr, linii czy powtarzanych ścieżek. Jest w nim lekkość, poczucie wyzwolenia, uniesienie. Dzięki niemu jedni doświadczają swoistego zawieszenia liniowości czy spiralności życia, przeżywają moment objawienia, natchnienia albo weny. Przebywanie w nim sprawia nieporównywalną z niczym innym przyjemność.

Zaczynamy go szukać – najczęściej nieświadomie, po omacku – w drugiej połowie życia. Kiedy ani bieg po prostej, ani wracanie do punktu wyjścia nie dają nam już poczucia pełni. To wtedy mężczyźni w średnim wieku rzucają korporacje, a kobiety dostrzegają świat poza dziećmi. Oczywiście w dużym uproszczeniu. Ten czas pyta: „Po co tu jesteśmy?”. Chce od nas kreatywności, drugiego dna, czegoś więcej niż praca czy dzieci. Nieustannie nęka nas kwestiami związanymi z celem naszego bycia. Nie o szybkość i nie o liczbę zrobionych okrążeń w nim chodzi, lecz bardziej o jakość.

Może zainteresuje Cię: Paweł Huelle: Na upływ czasu: łąka, obłoki i krem poziomkowy

Ten właśnie czas dostrzegliśmy trochę wyraźniej, gdy spadła na nas pandemia. Przestaliśmy biec w amoku, zatrzymano nas w domach, zamknięto nam szkoły, sklepy, a nawet lasy czy parki. Opustoszało niebo, nie polecieliśmy do Egiptu, na Bali czy do Paryża. Zabroniono nam odwiedzać starszych rodziców, dziadków, ludzi chorych. Nie mogliśmy uciec do kina, do siłowni, na koncert czy dyskotekę. Okazało się, że do życia nie potrzebujemy ani tak wielu relacji, ani tak wielu rzeczy, ani nie mamy znów tak wielu życiowych potrzeb. Zaczęliśmy doceniać czas spędzany wspólnie, dostrzegliśmy naturę nieśmiało powracającą na miejsca, z których ją wypchnęliśmy. Poczuliśmy tak naprawdę, do szpiku kości, że jesteśmy śmiertelni i że biegliśmy w jakiejś sztafecie, bez zapytania o nagrodę i organizatora.

W książce, którą dostałam pod choinkę Olga Tokarczuk napisała:

„Gdyby ktoś umiał spojrzeć na nas z góry, zobaczyłby, że świat jest pełen ludzi biegających w pośpiechu, spoconych i bardzo zmęczonych, oraz ich spóźnionych, pogubionych dusz, które nie mogą nadążyć za swoimi właścicielami. Robi się z tego wielkie zamieszanie, dusze tracą głowę, a ludzie przestają mieć serce. (…) Dzieje się tak dlatego, że prędkość poruszania się dusz jest dużo mniejsza niż ciał. Powstały one bowiem w najbardziej zamierzchłych czasach, tuż po Wielkim Wybuchu, kiedy kosmos się tak bardzo jeszcze nie rozpędził. (…) Musi pan znaleźć sobie jakieś swoje miejsce, usiąść tam spokojnie i poczekać na swoją duszę”.

Obyśmy w 2021 roku doświadczali jak najwięcej właśnie tego trzeciego oblicza czasu, znaleźli swoje miejsce i spokojnie mogli poczekać na swoją duszę.

może Ci się spodobać

Czerwone ravioli

To dzisiejsze danie jest świetne i bardzo letnie, tak jak Sardynia, tamtejsze pomarańcze i tak jak książka “Bitter…
pomarańcze

Pomarańcze

Na stole obok półmiska z pomarańczami rozsypuję garść goździków. Gdy pierwszy z nich przebija mięsistą skórkę cytrusa, dzieje…
zima

Zima

Nadeszła zima. Za oknem mojego domu świat – niczym panna młoda – wystroił się na biało. Słońce, jakby…