nietypowe obyczaje cmentarne
© Adobe Stock

Trzy nietypowe obyczaje cmentarne

13 udostępnień
13
0
0

Wyruszamy na groby bliskich, aby ozdobić je kwiatami i zapalić znicze. W ten sposób przenosimy na nie coś z ciepłej atmosfery domu i wyrażamy swoją więź ze zmarłymi. W różnych zakątkach Polski, u mniejszości religijnych i etnicznych obrzędy te mogą wyglądać inaczej. Każdy z nas kultywuje pamięć przodków na swój wyjątkowy, lecz przecież tak samo wartościowy sposób.

Cicho i ciemno

Nie zawsze brak płonących zniczy i donic z chryzantemami musi oznaczać, że cmentarza nikt nie odwiedza i że trzeba go uznać za opuszczony przez ludzi. Rozsiane po pagórkach Suwalszczyzny i Mazur nekropolie Rosjan staroobrzędowców pozostaną nieoświetlone nawet w czasie wspominania przodków. Tydzień pamięci przypada u nich cztery razy do roku i nosi nazwę „rodzicielskiej niedzieli”, choć poświęcony jest nie tylko rodzicom. Czwarty z owych tygodni, dmitrijewski, przypadnie w tym roku w okolicy soboty 6 listopada, przed dniem patrona, św. Dmitrija.

Dlaczego będzie obchodzony bez zniczy? Staroobrzędowcy zapalą je przy modlitwie w swoich świątyniach, molennach. Sięgną przy tym wyłącznie po świece naturalne, wykonane z wosku. Przy grobach zmówią zaś krótką modlitwę, „pominanie”. Jak podkreśla Janusz Jewdokimow, prezes Naczelnej Rady Staroobrzędowców w Polsce, zapalanie ognia na cmentarzach wręcz uraża pamięci o zmarłych, a są oni przecież bezbronni.

Ważna jest naturalna iluminacja. Podczas pogrzebu staroobrzędowcy dbają, żeby ośmioramienny krzyż stał w nogach, a mogiła była zorientowana na wschód w taki sposób, aby wstające słońce rzucało cień krzyża na grób.

Ważne potrzeby zmarłych

Romowie z najliczniejszej w Polsce grupy, która wędrowała do lat 60., tak jak my przyjdą na cmentarze z kwiatami i zniczami. Pisze o tym Adam Bartosz, badacz ich zwyczajów, w poradniku zachowania się na cmentarzach, zatytułowanym „Godność nie umiera”. Publikacja powstała rok temu dzięki Inicjatywie Społecznej (Nie)Zapomniane Cmentarze i została wydana przez Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Jej współautorem jest także wspomniany już wcześniej Janusz Jewdokimow.

Przodkowie Romów, będąc stale w drodze, przyswoili niektóre zwyczaje otoczenia. Członkowie grupy Polska Roma kultywują rytuały, znane między innymi na Bałkanach. Ognia użyją na cmentarzach nie tylko, aby zapalić tradycyjne lampki. Odchodząc po tej wizycie, pozostawią na grobie zapalone papierosy, jeśli zmarły nie mógł za życia obejść się bez „dymka”. W Zaduszki, przypadające, jak u katolików, 2 listopada, Romowie przyniosą też na cmentarz pożywienie dla zmarłych i butelkę wódki. Z uroczyście napełnionego kieliszka członkowie rodziny wypiją po trochu, a kilka kropli zostanie uronionych na nagrobek. Zabrzmią przy tym słowa: „Lekka ci ziemia, bracie, ojcze, dziadku”. Niektóre spośród romskich szczepów będą ucztować przy grobach, wierząc, że łączą się w ten sposób z tymi, którzy odeszli.

Akceptacja dla nawyków i drobnych ludzkich słabostek bliskiej osoby przenosi się u Romów na życie wieczne. Jedzenie, napoje, ulubione używki, ale także samochody i wszelki sprzęt, który ułatwiał bliskiemu wygodne życie i świadczył o zamożności, powinny znaleźć się pod jego ręką także po śmierci. Jeśli nie fizycznie, ustawione w dużym grobowcu lub mauzoleum, to przynajmniej symbolicznie, jako obrazek naniesiony przez kamieniarza na nagrobek.

Warto przeczytać: Mój pogrzeb musi być wesoły

Ręcznik długi jak życie

Ten prostszy, bez ozdób, towarzyszył prawosławnym i grekokatolikom od narodzin, kiedy akuszerka owijała w niego rozkrzyczanego noworodka. Haftowany w geometryczne wzory musiał być – i to nie jeden – spakowany do posażnego kufra panny, wykonany przez nią własnoręcznie na dowód, że potrafi sprawnie tkać i pięknie wyszywać. Na koniec ludzkiego życia płócienny „rucznik” lub „rusznyk” był zawiązywany przez kogoś z rodziny na cmentarnym krzyżu. Ozdobiony haftem krzyżykowym w kolorach czerwonym, niebieskim i czarnym, czasem z motywami słonecznymi i księżycowymi, wisiał na słońcu, deszczu i mrozie tak długo, aż się rozpadł. Odwiedzający groby nie usuwali go, z wierzchu nakładali nowe. Wiązaniu towarzyszyło wyszeptanie życzenia dla zmarłej osoby, lub prośba o opiekę dla tego, kto tę ofiarę składał. Okazji do jej złożenia dostarczały dni wspominania przodków, „roditielskie soboty”, jedna z nich przypadająca w listopadzie przed dniem św. Dmitrija, podobnie jak u staroobrzędowców.

We wschodniej Polsce obyczaj wiązania ręcznika jest już rzadko spotykany, a był tam kiedyś rozpowszechniony. Na cmentarzach w podlaskiej czy poleskiej wsi, na krzyżu przydrożnym w Bieszczadach widuje się wciąż powiewające na wietrze kolorowe wstążki. Mają one nawiązywać do dawniejszych ręczników. Są równie długie, a ich końce także symbolizują początek i kres ludzkiego życia.

W Białorusi cmentarze wciąż są miejscem zawiązywania licznych „ruczników”. A edukatorzy Muzeum Historii Religii w Grodnie wspominają o jeszcze jednym, bardzo nietuzinkowym rodzaju tkaniny, związanym z okresem zaduszkowych Dziadów. To pas z mchu. Ktoś, kto w Dziady chciał we śnie zobaczyć zmarłego i pozyskać jego opiekę lub radę, musiał pościć i zachować milczenie przez cały dzień. Na noc kładł się na piecu, przewiązując się takim roślinnym pasem. Również w dawnej Białorusi na cześć każdego zmarłego palono przy jego mogile ognisko.

Zaczęliśmy tę podróż po cmentarnych obyczajach od zakazu palenia ognia, zakończmy ją na jego afirmacji. Jakkolwiek bowiem czci się pamięć przodków, zawsze jest to nasz wkład w nieustannie trwający cykl życia. Ale też okazja do odnowy i wzmocnienia więzi między nami, żywymi.

Przeczytaj wspomnienie o Władysławie Starowiczu, ojcu animacji lalkowej

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
książki nagrodzone

Prezentownik: 7 nagrodzonych książek

W poszukiwaniu wartościowych książek nierzadko kierujemy się wysokimi notami literackich krytyków i śledzimy werdykty jury książkowych konkursów, zwłaszcza…