trójkąt dramatyczny karpmana

Trójkąt dramatyczny – prześladowca, wybawiciel, ofiara

34 udostępnień
34
0
0

W relacjach z innymi i w relacjach z samymi sobą nieustannie gramy na trójkątnej scenie, płynnie przechodząc między jej wierzchołkami. Raz jesteśmy tymi skrzywdzonymi, raz tymi, którzy ratują, a następnie tymi, którzy krzywdzą.

Moja koleżanka cierpi z powodu rozstania z chłopakiem. Czuje się zdradzona i porzucona.

– Jak on mógł? – pyta i kurczy się w sobie. – Dlaczego mnie odsunął, dlaczego mówi, że mnie nie kocha, skoro jeszcze niedawno zapewniał o swojej miłości?

Koleżanka czuje się bezbronna, skrzywdzona i zdezorientowana. Dramatycznie żebrze o miłość, wysyłając rozpaczliwe SMS-y do byłego. Były zaś zimny jak lód wrzuca uśmiechnięte foty na fejsa, pokazuje jak świetnie sobie bez niej radzi, jaki bez niej potrafi być szczęśliwy.

Jeszcze niedawno to on był ofiarą. Po tym jak rzuciła go dziewczyna, wypłakiwał się w rękaw mojej koleżance, żebrząc o miłość, czułość, zrozumienie. Ona zaś z ochotą i żarliwością pobiegła mu na ratunek. Ratowanie dodało jej skrzydeł. Czuła się potrzebna, ważna, zauważana. Jej życie jakby nagle nabrało blasku, sensu, wartości. On wsparł się na jej ramieniu i ochoczo z tego ramienia (i nie tylko ramienia) korzystał. Czas mijał, mężczyzna odzyskiwał siły i zaczął stroszyć piórka oraz… brylować na salonach wśród ponętnych „dziewic”.

Koleżanka poczuła się odrzucona i niepotrzebna. Zaczęła domagać się uwagi, być zazdrosna, czepliwa, aż po sięgnięcie do repertuaru gróźb o rychłym zakończeniu związku. Gdy stawiała wszystko na ostrzu noża, on jakby trochę się przestraszał, opamiętywał się, znów zaczynał ją zauważać, znów zapewniał o swojej miłości i o tym, jak jej potrzebuje. Ona wówczas do niego wracała rozanielona. Znów potrzebna, znów doceniana i jak myślała kochana.

Tymczasem nie minęło wiele chwil, by usłyszała:

– Duszę się przy Tobie, potrzebuję wolności, nie mogę już znieść tej ciągłej kontroli. To koniec! – oznajmił mężczyzna, a koleżance świat się zawalił.

– Tyle dla niego zrobiłam, a on porzucił mnie jak psa – rozpacza teraz czując się ofiarą i nie dostrzegając, że jako wybawca czerpała z tej sytuacji pewne profity. Momentami jej rozpacz przechodzi w złość. Wyobraża sobie wtedy, że mężczyzna znów spada na dno, znów cierpi, taplając się w nieszczęściu. Pragnie, by cierpiał. Wtedy ona ponownie mogłaby pobiec mu na ratunek lub… stanęłaby nad nim i powiedziała: „Widzisz, matole, beze mnie jesteś nikim”.

Warto przeczytać: Rozwód – kres złudzeń

Choć ta historia pochodzi z realu, podobny schemat relacji damsko-męskich jest kanwą wielu filmowych i książkowych dramatów oraz komedii. W komediach kończy się happy endem ofiary czy wybawiciela, a klęską prześladowcy, w dramacie zazwyczaj zniszczeniem obu stron.

Jeśli to tak popularny schemat, to dlaczego ludzie go nie dostrzegają? Dlaczego nie widzą, że to gra, a oni są aktorami na trójkątnej scenie – prześladowca, wybawca, ofiara? Ta gra przynosi wiele cierpień, a jednak mimo to oni dalej w nią grają.

Rozkminić to starał się psychiatra, uczeń Erica Berne’a (twórcy analizy transakcyjnej), Stephen Karpman. To on właśnie zauważył na jakim polu (trójkąt) toczy się ta rozgrywka, jakie są jej reguły i kim są jej bohaterowie. Trójkąt Karpmana jest tak naprawdę trójkątem ofiary, bo mimo że występują w nim zarówno ofiara, prześladowca, jak i wybawiciel, wszystkie te postacie bazują na poczuciu krzywdy. Wybawiciel (niedoceniany za swoje poświęcenie) z czasem czuje się skrzywdzony i wchodzi w rolę ofiary, ofiara z czasem, gdy dopuści do siebie złość, zacznie pałać chęcią zemsty, z roli mściciela z czasem wybiją ją wyrzuty sumienia i wstyd, i będzie szukać wybawienia, a wybawiony, poczuje się zduszony i wejdzie w rolę ofiary.

Podobny błędny taniec ludzie toczą nie tylko z innymi, ale też sami ze sobą.

Na przykład w sytuacji, gdy zawalamy jakiś projekt w pracy. Na początku wchodzimy w rolę prześladowcy i zaczynamy obwiniać siebie: o nieudolność, opieszałość, lenistwo, głupotę. Rozpiera nas złość na siebie samych, ale już za chwilę przechodzimy do użalania się nad sobą. Jeszcze moment, a zaczniemy szukać ulgi i wkroczymy w rolę wybawcy: „No tak, ale kto by dał radę ukończyć ten projekt w terminie, jak tu takie nierealne wymagania. Gdyby inaczej to wszystko zaplanowano, z pewnością dał(a)bym radę”.

Ten trójkąt to scenariusz reagowania, interpretowania i rozwiązywania konfliktów. To, w jakiej roli najczęściej wkraczamy do matni tego trójkąta, zależne jest od ról, do jakich przywykliśmy i które utrwaliły nam się w dzieciństwie. Chocholi taniec w tej figurze tańczymy zwykle zupełnie nieświadomi spektaklu, jaki odgrywamy sami przed sobą i w parze z innymi.

Jeśli wychowywaliśmy się w domu, w którym nas zawstydzano lub poniżano za wyrażanie własnych potrzeb, jeśli często musieliśmy stawać po którejś ze stron, przejmować na siebie ciężary i rolę dorosłych, widząc, że dzięki temu zyskujemy ich uznanie, że stajemy się dla nich widoczni i w jakiś sposób zyskujemy na wartości, to zapewne utrwali się w nas schemat Wybawcy. Pójdziemy w świat chowając głęboko nasze własne potrzeby, na pierwszym miejscu stawiając potrzeby innych i misję chronienia innych. Ta rola będzie dawała nam siłę i sens istnienia. I właśnie w niej będziemy zwykle wkraczać do trójkąta i przeżywać w nim rozczarowania, depresje, doświadczać poczucia męczeństwa, strachu z racji zależności od tych, którym oferujemy pomoc, a którzy nas sycą, aż w końcu nienawiści do nich i do siebie za tę właśnie zależność.

Jeśli dorastaliśmy w poczuciu wstydu i pogardy, a udało nam się stłumić poczucie bezwartościowości, zastępując je wściekłością i wypierając wszelkie elementy troski o innych, to zapewne wejdziemy w rolę Prześladowcy. Będziemy bronić zaciekle swoich racji, atakować, obwiniać, pouczać, wywyższać się, dominować, za tą agresywną, autorytarną postawą skrywając nasz lęk przed ujawnieniem słabości. Podobnie jak wybawca potrzebuje ofiary, żeby podnieść sobie poczucie wartości, tak Prześladowca potrzebuje jej, by zaprzeczyć własnej słabości.

Z kolei w sytuacji, gdy wychowywał nas Wybawca, roztaczając nad nami wachlarz ochronny, który wcisnął nas w przekonanie, że jesteśmy tak bezbronni, nieporadni i wybrakowani, że bez specjalnego wsparcia nie zdołamy sobie dać rady, nic osiągnąć, nic zdziałać, niechybnie główną rolą, w jaką wejdziemy w naszym dalszym życiu będzie rola Ofiary. Za tę swoją niepełnosprawność Ofiara zawsze będzie obwiniać Wybawcę. Będzie się wstydzić tej niepełnosprawności, ale też odrzucać oferowaną jej pomoc, z nienawiści do tych, od pomocy których jest zależna. Może też wyspecjalizować się w manipulacji, która owo wsparcie na innych wymusi.

Tak więc przybieramy jakąś rolę dominującą i zwykle z pozycji tej roli, tego wierzchołka figury, wchodzimy do trójkąta. Będąc już jednak w środku owego cyklonu, który szybko nas zasysa, płynnie zamieniamy się rolami. Z wybawcy w ofiarę, z ofiary w prześladowcę, z prześladowcy w ofiarę, z ofiary w wybawcę itd.

Według Lynne Forrest, mentorki rozwoju osobistego i autorki świetnej analizy trójkąta dramatycznego („Trzy twarze ofiary”, 2007 rok) wszystkie powyższe role są jedynie wypaczonym wyrażeniem posiadanej przez nas pozytywnej siły, której istnieniu zaprzeczamy.

„Wybawca uosabia dary umiejętności mediacji oraz rozwiązywania problemów, jednakże w niezdrowy sposób przeszkadza tym, którzy przejawiają te cechy. (…) Prześladowca stanowi część nas samych, która posiada znajomość użycia tej (pozytywnej – red.) siły oraz asertywności, jednakże wykorzystuje te dary w negatywny sposób. (…) W przypadku kiedy tłumimy w sobie zarówno nasze zdolności do rozwiązywania problemów, jak i naszą chęć do podejmowania asertywnych czynów, przybieramy rolę Ofiary. (…) Kiedy postrzegamy samych siebie jako przede wszystkim mediatorów i opiekunów, zaprzeczamy sobie poprzez wyznaczanie nieodpowiednich granic. Wcielamy się wtedy w rolę Wybawcy. Z kolei Prześladowcy posiadają ukryte zdolności opiekuńcze i dlatego też mają tendencję do rozwiązywania problemów za pomocą złości, przemocy oraz kontroli. W istocie taniec ofiary to stałe, nieświadome wynurzanie niechcianych aspektów naszych osobowości, które wywołują bezustanne dramaty”.

Forrest uważa, że na owym trójkącie dramatycznym opiera się nie tylko życie osobiste i relacyjne jednostek, ale i całych społeczeństw. Historia ludzkości to w zasadzie błędne „trójkątne koło”:

„Chciałem jedynie pomóc (wybawca), a oni odwrócili się ode mnie (ofiara), więc musiałem się bronić (prześladowca)”.

Czy według niej to dramatyczne pole, które wywołuje ogrom cierpienia, da się opuścić? Lynne uważa, że tak. Trzeba sobie tylko zdać sprawę z istnienia owego pola i… wziąć za siebie odpowiedzialność.

„Podstawową wspólną cechę (postaci w trójkącie – red.) stanowi fakt, że żaden z graczy nie umie wziąć odpowiedzialności za siebie samego. (…) W celu wyjścia z trójkąta musimy najpierw zdecydować się na wzięcie odpowiedzialności za nas samych. Zaczynamy wtedy pozwalać sobie na przyznanie i wyrażenie naszych prawdziwych uczuć, nawet kiedy jest to niewygodne. W miarę jak odkrywamy nasze kluczowe poglądy oraz pozycje startowe, stajemy się bardziej zdolni do rozpoznawania sytuacji, kiedy ktoś usiłuje wywołać u nas niepożądane zachowanie, jak również umiemy odmówić uczestnictwa w takiej sytuacji. (…) Bycie uczciwym w stosunku do samego siebie i innych osób stanowi podstawowy sposób wyjścia z trójkąta. Ujawnianie naszej prawdy to kluczowa droga do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny”.

Dla mojej zranionej przez chłopaka koleżanki początkiem wyjścia z dramatycznego trójkąta powinna więc być wiedza o grze, o tym w jakiej roli do niej weszła (Wybawca) i w jaki sposób płynnie zamieniała się na scenie rolami ze swoim partnerem. Następnie porzucenie obecnej roli, w której w owym trójkącie została (Ofiara) poprzez wzięcie odpowiedzialności za siebie i swoje życie, czyli uczciwy ogląd swoich mocnych i słabych stron, zalet i wad, uczciwy ogląd rzeczywistości.

Ta rzeczywistość zapewne wcale nie wygląda przecież tak, że moja koleżanka jest beznadziejna i dlatego została porzucona, ani że beznadziejny jest mężczyzna, który ją porzucił. Po prostu zaczęli grać w grę, w której nie ma szans na wygranych, nie ma miejsca na zwycięzców. Wygranym może być ten, kto opuszcza dramatyczną figurę i za chwilę nie pakuje się w następną identyczną.

Warto też przyjrzeć się, jak na co dzień ten trójkąt pojawia się odnośnie do naszych relacji ze sobą samymi. Jak bardzo dla samych siebie jesteśmy Prześladowcami, jak często rozsiadamy się na fotelu Ofiary, jakimi sposobami z tego fotela wyciąga nas Wybawca, jak skutecznie go sabotujemy, znów lądując w łapach Prześladowcy. Wyrwanie się z trójkąta oszczędzi nam wielu dramatów.

Tej autorki: Uzależnieni od biedy

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Wszystko jest ściemą

W dobie fake newsów, deepfake’ów, manipulacji informacjami i sterowania naszą aktywnością przez cyfrowych gigantów, coraz częściej pada pytanie…
dlaczego ludzie nie rozumieją

Dlaczego ludzie się nie rozumieją?

Ile razy zdarzyło Ci się toczyć dyskusję, w której próbujesz przekonać drugą osobę do swoich racji? Albo złościłaś…
wspierajmy się

Wspierajmy się!

Dziś, w pandemicznych czasach – być może jak nigdy wcześniej za naszego życia – wartości nabiera współdziałanie. Życzliwość…

Przebodźcowani

Słyszeliście kiedyś o przyznaniu prestiżowej nagrody literackiej za twórczość niekoncentrującą się na jakiejś ludzkiej, zwierzęcej, lokalnej lub globalnej…