Alicja Maja Zieńko, fot. archiwum prywatne

TRE – uwolnić się od stresu i traum

78 udostępnień
78
0
0

TRE (Tension and Trauma Releasing Exercises) to zestaw ćwiczeń, polegających na uruchomieniu w ciele wibracji neurogenicznych, umożliwiających uwolnienie się od napięć, urazów, nadmiernego stresu i przeżytych traum oraz przywrócenie równowagi w organizmie. Na czym dokładnie polega, komu może pomóc i jakie efekty może przynieść, opowiada nam Alicja Maja Zieńko, certyfikowana providerka TRE.

Izabela Marczak: TRE pierwotnie przeznaczone było dla weteranów wojennych, by pomóc im leczyć zespół stresu pourazowego (PTSD). Ty weteranką nie jesteś, a jednak coś sprawiło, że zainteresowałaś się TRE.
Alicja Maja Zieńko: Szukałam czegoś, co mi pomoże dalej ruszyć w rozwoju osobistym. Czułam, że wiedza, którą posiadam już mi nie wystarcza, że coś we mnie domaga się uwolnienia, przepracowania. Czułam, że nie do końca jestem w kontakcie ze sobą, z innymi ludźmi, że cały czas coś mnie w środku blokuje. Szukałam różnych technik, ale żadna z nich nie do końca mnie satysfakcjonowała, nie dawała oczekiwanych efektów. Aż w końcu natrafiłam w internecie na moją obecną nauczycielkę TRE, Joannę Olchowik (obecnie Wołoszczuk), która opowiedziała mi o stosunkowo nowej metodzie pracy z ciałem. Był wtedy 2011 rok. Gadamy, gadamy i ona mówi, że za dwa tygodnie przyjeżdża do Polski twórca tej metody dr David Berceli z USA i że może chciałabym spróbować, bo choć zapisy na to szkolenie zostały zamknięte już pół roku temu, to właśnie jedna osoba odwołała udział, więc jest wolne miejsce. Za dwa tygodnie byłam już na warsztacie z naszym mistrzem!

Ponoć nie ma przypadków…
No właśnie tak też sobie pomyślałam. Na trzydniowy warsztat pojechałam jako pacjent-uczestnik, a wyjechałam z niego jako przyszła instruktorka TRE. Bercelemu nasza polska grupa bardzo się spodobała i zaliczył nam te warsztaty jako pierwszy z czterech modułów, które trzeba przejść, by zostać certyfikowanym providerem TRE. W 2012 roku ukończyliśmy pierwsze w Polsce szkolenie TRE i powolutku głosiliśmy dobrą nowinę! I tak oto moja przyszłość związała się właśnie z tą metodą.

A jak sam Berceli wpadł na pomysł jej opracowania?
Z tego co nam opowiadał wynika, że dwa lata był na wojnie, gdzie nabawił się PTSD. Po powrocie do domu miał trudności z okazywaniem emocji: albo je tłumił, albo wybuchał nieadekwatnie do sytuacji. Berceli trafił w końcu do terapeuty specjalizującego się w analizie bioenergetycznej metodą Lowena. Tam poznał ćwiczenia, które dotykały tematu tworzenia się w ciele usztywnień i tak zwanej zbroi napięciowej, chroniącej nas przed czuciem i ekspresją nadmiernych emocji.

Lowen pracował z ciałem, więc rozumiem, że Berceli nie chciał leżeć na kozetce i miesiącami analizować swoich traum, tylko szukał czegoś, co szybciej pozwoli mu się pozbierać. Dlatego wybrał metodę, która przez pracę z ciałem miała mu pomóc uzdrowić to, co buzowało pod czaszką?
Tak, choć sam Lowen opierał się na psychoanalizie, więc jego ćwiczenia miały poprzez ciało pomóc pacjentowi zrozumieć stany i emocje, które później i tak przepracowywało się „na kozetce”. W metodzie Lowena więc praca nowej kory, czyli tej części mózgu odpowiadającej za analizę, konstrukty myślowe, miała duże znaczenie. Lowen używał tych ćwiczeń, żeby człowieka odmrozić, wyjąć z niego nieprzepracowane części jego historii życia i następnie pracować z nimi psychoterapeutycznie. Berceli natomiast doszedł do wniosku, że sama praca z ciałem może przynieść uzdrawiające efekty. Szczególnie jeśli liczy się czas! Lowen pracował indywidualnie, a David Berceli marzył, by pomóc żołnierzom wracającym z misji jak najszybciej i najefektywniej jak się da.

Podczas Lowenowskich ćwiczeń zauważył, że w niektórych pozycjach ciało drży?
Tak i wówczas przypomniało mu się, że podobne drżenia już kiedyś obserwował. Widział je na wojnie. W schronach podczas bombardowania podobnie drżały dzieci. Co ciekawe głównie dzieci, a nie dorośli, bo ci w sytuacji ogromnego napięcia, zagrożenia życia przede wszystkim się usztywniali. Gdy zagrożenie mijało, dorośli mieli później bóle brzucha, bóle odcinka lędźwiowego, kłopoty trawienne, problemy ze snem, z pamięcią, byli rozstrojeni emocjonalnie, a tymczasem dzieci nie. Tak jakby ich reakcja drżenia zdołała wytrząść ich strach, zredukować skutki stresu na bieżąco. Później Berceli dowiedział się, że takie drżenie w sytuacji silnego stresu jest charakterystyczne dla wszystkich ssaków. Skojarzył więc, że musi ono pełnić użyteczną funkcję redukcji zbyt silnych napięć również u człowieka, który choć rozbudował korę mózgową, choć pracuje używając inteligencji, tworzy religie i kulturę, to wciąż reaguje fizjologicznie na stres i zagrożenie życia.

Berceli mówi, że drżenia są reakcją na zbyt dużą dawkę energii pojawiającej się w ciele. TRE pomaga zarządzać ładowaniem i rozładowaniem energii emocji, nie uciekając się do tworzenia potężnych napięć w ciele, nastawionych na to, by te emocje stłumić. Tłumienie tych emocji powoduje bowiem rozchwianie emocjonalne, depresję lub agresję.

Wyobrażam sobie, że Berceli mógł pomyśleć o naładowanych emocjami strachu, złości, żalu żołnierzach, którzy czasem nie mieli z tymi emocjami kontaktu, a już na pewno nie potrafili sobie poradzić z wewnętrznym napięciem i wyszła z tego koncepcja: „A co by się stało, gdyby tak obejść rozmowę o emocjach, o przeżytych doświadczeniach, za to popracować z ciałem i to jeszcze w dużych grupach żołnierzy, by uratować ich więcej? By zdążyć przed tragedią?”.

Czyli dać im coś skuteczniejszego niż długotrwała psychoterapia?
Tak. David Berceli wiedział już, że trauma jest przede wszystkim w ciele, nie w głowie. Zresztą historie wielu weteranów wojennych pokazywały niską skuteczność tychże terapii. Mimo nich bowiem wielu żołnierzom nie udawało się dojść do równowagi psychicznej i emocjonalnej albo nawet zacząć procesu zdrowienia, bo od razu się zamrażali (reagowali wycofaniem, nieczuciem, co można było postrzegać jako kamienne twarze, wycofany wzrok, sztywność ciała). By przetrwać, sięgali po alkohol, narkotyki. Albo psychiatrzy od razu przepisywali żołnierzom silne leki psychotropowe i antydepresanty, odcinające ich od emocji, więc zasadniczo z psychoterapią nie było nawet co startować. Bercelemu zależało na tym, by dotrzeć do tych traum szybko i szybko się od nich uwolnić. Czuł, że skoro jest jakaś reakcja ciała, która pojawia się, by pomóc nam przetrwać moment zagrożenia, to musi być też drugi wyłącznik, który powie nam, że już jest dobrze i można odpuścić mechanizmy obronne. Skoro w stresie bierzemy wdech, usztywniamy się, napinamy przeponę, kurczy się mięsień lędźwiowy, to musi być też gdzieś jakiś wydech, czas rozluźnienia i odpuszczenia. Przy PTSD i życiu w ciągłym stresie bywa, że ten stan napięcia nie kończy się i powoduje spore dolegliwości bólowe, problemy ze snem, z emocjami. Bazując na wiedzy o traumie, dr Berceli założył, że to właśnie drżenia neurogeniczne są tym wyłącznikiem. Wyłącznikiem danym nam przez naturę, a więc pochodzą z jednego z najdoskonalszych źródeł.

Jak wygląda jego metoda?
Oparł on swoją technikę przede wszystkim na naturalnym mechanizmie regulacji neuroruchowej. Wiedział, że można „nie dotykać historii życia”, a ciało i tak wie, jak sobie poradzić z przestymulowaniem. Historia każdego jest inna, psychologicznie możemy się różnić, a reakcje ciała są fizjologicznie takie same. Ciało wie jak się spiąć, wie też jak się rozluźnić.

Drżenia neurogeniczne, które uruchamiamy dzięki ćwiczeniom wstępnym, pomagają wygasić komunikaty o zagrożeniu,  negatywne ścieżki neuronalne ulegają zniszczeniu, a powstają nowe, pozytywne ścieżki, co pomaga nam w budowaniu odporności na stres codzienny, niezależny od nas, od zdarzeń, wypadków, chorób.

Polecamy: Sztuka lekarstwem na traumy

Na czym polegają te ćwiczenia?
W zasadzie jest to parę pozycji, lekkich ćwiczeń dla rozgrzania i rozciągnięcia mięśni – bez żadnego męczenia ciała. Ciało nie może drżeć z przemęczenia. Koncentrujemy się na tych jego partiach, które biorą udział w reakcjach walka / ucieczka / zamrożenie. Sesję zaczynamy od dołu. Rozgrzewamy stopy, bardzo ważne przy każdej aktywności fizycznej. Dbamy o to, by stopa dobrze czuła podłoże i gruntowała całe ciało, by staw skokowy był rozgrzany, a nie usztywniony. Rozluźniając dolne partie ciała niwelujemy generowanie napięć w jego górnych częściach. Przywracamy ciału jego naturalne funkcje, pozwalamy poddawać się grawitacji, pracujemy z oddechem. Wszystko bez forsowania się, dostosowując ćwiczenia do potrzeb i możliwości danej osoby. Pracujemy z osobami po wypadkach, po operacjach, chorującymi na stwardnienie rozsiane. Bardzo dbamy o ćwiczenie w komforcie, pozwalamy, by procesy bycia w ciele, słuchania swojego ciała i podążania za nim, naturalnie się działy, płynęły.

I zero gadania, tylko ćwiczenia?
Na początku jest chwila na to, by każdy mógł opowiedzieć o tym, jak się czuje, z czym przychodzi, jakie ma objawy bólowe, jakie oczekiwania. Oczywiście można w trakcie występowania drżeń w ciele rozmawiać, ale warto ćwiczyć koncentrowanie uwagi na czuciu ciała. Ja ze swej strony zawsze staram się być obecna, nie tylko jako instruktor przeprowadzający uczestnika przez ćwiczenia i proces drżeń, ale też jako empatyczna osoba, właśnie taki jest provider TRE. Prowadzi przez techniczną część ćwiczeń, ale jest też ludzki, autentyczny, potrafi zadbać o to, by uczestnik czuł się bezpiecznie. Każdy z nas, prowadzących czerpie z arsenału swoich indywidualnych doświadczeń. My też ćwiczymy TRE, rozwijamy się i uczymy cały czas. Bazujemy na swoich umiejętnościach, ale też intuicji. Jeśli warto coś przegadać, wesprzeć słowem, to oczywiście to robimy.

Ćwiczenia wykonuje się na stojąco, na leżąco?
Po kilku ćwiczeniach na stojąco, są dwa na leżąco. W tych drugich właściwie już prawie każdy wchodzi w drżenia. W komfortowej pozycji na leżąco, gdy ciało nie musi się już napinać, by utrzymywać konkretną postawę, pojawiają się wibracje – o różnych amplitudach, ale też i inne ruchy mimowolne, które obserwujemy, pozwalamy, by się działy. Te inne ruchy samoistne to odwijanie się powięzi, też wewnętrzne ruchy np. taśmy powięziowej przedniej. Organy wewnętrzne mają swoją powięź, więc przy rozluźnianiu tkanki na przykład wokół żołądka i jelit, mogą pojawiać się bulgotki w brzuchu. Inne partie ciała mogą reagować przyjemnym mrowieniem, pojawiającymi się igiełkami, prądami, ciepłem. Tak czy inaczej czuć i widać jakieś reakcje. Ciało pulsuje, ożywa.

Co się właściwie wtedy zadziewa w naszym ciele?
Układ nerwowy budzi się i daje nam znać, że chce nam coś powiedzieć, wskazać nam kierunek dojścia do równowagi. Gdy już leżymy na podłodze z kolanami uniesionymi w górę i stopami przylegającymi do ziemi, z pnia mózgu (podobnie jak oddech) pochodzi reakcja drżeń i ruchów mimowolnych. Są to reakcje instynktowne, pierwotne. Jogini zwrócili mi uwagę na to, że człowiek w przeciwieństwie do zwierząt ma umiejętność kontrolowania i odraczania takiej reakcji pierwotnej, jaką jest np. oddychanie. Pies jak się zdenerwuje, to od razu oddycha szybciej, a człowiek potrafi sobie to odłożyć na później, myśli: „Jak już będę wieczorem spokojniejszy to sobie głębiej poodycham”. Zwierzę uruchamia drżenie od razu w momencie, gdy zachodzi potrzeba redukcji napięcia, przywiązane pod sklepem lub chwilę po zderzeniu z samochodem, a człowiek może taką reakcję zamrozić, ale i odroczyć – pooddycham sobie wieczorem…; jutro pójdę na spacer, by się wyciszyć…; za tydzień mam warsztat jogi, to się zrelaksuję…  Reakcja drżenia, pełnego wydechu i wyciszenia może być jednak przechowywana wiele lat. Jest odroczona, ale ciało wszystko pamięta. W mięśniach kumulują się niedokończone reakcje ruchowe, coś się zaczęło, ale nie miało somatycznego finału na poziomie fizjologicznym i zamiast od razu włączyć reakcję: uwolnij ciało i wróć do równowagi, to my je w ciele kolekcjonujemy i potem dziwimy się, że ono nie funkcjonuje prawidłowo.

Warto przeczytać: Olga Szemley o zabiegach pielęgnacyjnych, jodze twarzy i grzechach przeciw urodzie

Mówisz, że w TRE nie ma forsowania ciała, dlaczego to takie ważne?
Nasze ciała i tak są już przeforsowane przez te wszystkie napięcia, których doświadczamy i które w nich kumulujemy. Chodzi o to, by się nie przestymulowywać, to już znamy! Jesteśmy przyzwyczajeni, żeby: wziąć na klatę, brać wszystko na swoje barki, przekraczać własne granice, być dzielną/dzielnym i w dodatku robić to z uśmiechem, bo nie ma co marudzić, bo nie można się poddawać, bo nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, bo przecież trzeba. Tymczasem nasze ciało niekoniecznie musi się z tym zgadzać. Ciało ma swoją mądrość i pomysły na tego typu stymulacje. Dociera do nas na co dzień mnóstwo bodźców, których nie jesteśmy w stanie przetworzyć, ciało na to reaguje. Dlatego w TRE uczymy się nowej jakości bycia w ciele, w komforcie i w zgodzie ze sobą.

Dlatego też podczas sesji TRE jest czas na relaks, na to, by spauzować, czas na integrację. Po serii ćwiczeń, wyciszamy trochę ciało i potem znowu wracamy do procesu. I sprawdzamy, czego potrzebujemy na ten moment i czy wciąż jest zachowany komfort fizyczny i psychiczny.

Poprzez TRE uczymy się autoregulacji pobudzenia układu nerwowego oraz emocji, które się pojawiają. Odwracamy tę pełną napięć codzienność. Odpuszczamy, pozwalamy ciału reagować naturalnie. Często powtarzam: „Tu na sesji TRE nie musisz się spinać, dawać radę, przezwyciężać. Właśnie sesja TRE to taki czas i przestrzeń, by doświadczyć drugiego bieguna naszych działań i reakcji – poczucia słabości. Ta słabość to nasz zasób! Musimy się regulować, żeby cieszyć się zdrowiem i żyć pełnią życia!”.

Te sesje pokazują nam też, w jakim naprawdę jesteśmy stanie, co też tam w środku nas się dzieje, czym się warto zająć. Jak poprzez ciało otwiera się coś emocjonalnego, wtedy warto udać się do psychoterapeuty i przepracować trudne emocje, a jak ten pozwoli, wracać na TRE. Czasami psychoterapeuci sami wysyłają swoich pacjentów na TRE, ponieważ dostrzegają, że ci gdzieś utknęli w procesie, że jest jakaś blokada, której nie sposób rozbić rozmową czy pracą na poziomie umysłu, więc radzą, by spróbować poruszyć to poprzez ciało właśnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać
architektura po pandemi

Architektura po pandemii – nowe trendy

Pandemia koronawirusa zmieni architekturę i projektowanie wnętrz: w mieszkaniach i domach będzie więcej przestrzeni, aby domownicy mogli się…