telefon na wietrze warszawa
„Telefon na wietrze”, wizualizacja warszawskiej budki

Telefon na wietrze. Rozmowy ze zmarłymi

36 udostępnień
36
0
0

Telefon na wietrze” ma pomóc ludziom w żałobie. Tym, którzy chcieliby ze swoimi zmarłymi porozmawiać, ale nie znają sposobu na taki dialog. Jest także dla tych, którzy nie zdążyli zadać ważnych pytań i się pożegnać.

Natrafiłam w internecie na pewną zrzutkę. Bardzo mnie poruszyła. Jej założycielka nie wołała, jak niemal wszyscy, o pomoc w sfinansowaniu leczenia jakiejś rzadkiej choroby. Katarzyna Boni prosiła o finansowe wsparcie, by móc zbudować „Telefon na wietrze”.

„Telefon na wietrze to projekt, który ma pomóc ludziom pogrążonym w żałobie” – wyjaśniała.

Łukasz Brzozowski odszedł w czerwcu 2021 roku

Gdy przeczytałam o tej koncepcji, natychmiast zaczęłam zastanawiać się, jakie pytania przez taki telefon zadałabym swojemu synowi, który niedawno odszedł.

Jestem jednak pewna, że ta rozmowa byłaby metafizyczna. Zupełnie inna niż wszystkie, jakie z nim prowadzę stojąc nad grobem, jadąc tramwajem, robiąc zakupy, patrząc w jego oczy na fotografiach. Taki dialog z synem prowadzę niemal cały czas. Pewnie jak wszyscy, którzy noszą w sobie ból po stracie.

Kaze-no denwa, czyli telefon na wietrze

Autorka projektu jest pisarką i reporterką. W 2014 roku zbierała materiały do książki o życiu Japończyków po tsunami. Dowiedziała się wtedy, że ludzie chodzili nad morze po to, żeby porozmawiać z tymi, których zabrała fala. I że często odwiedzali itako – szamanki, aby za ich pośrednictwem zadać swoim zmarłym pytania.

Boni usłyszała także o 67-letnim panie Itaru Sasaki, emerytowanym projektancie ogrodów.

– Znalazł on najpiękniejszy sposób na obcowanie ze zmarłymi. W swoim ogrodzie postawił budkę telefoniczną, w której umieścił zwykły, stary telefon. Nazwał go kaze-no denwa, czyli „telefon na wietrze”. Kiedy podnosił słuchawkę, słyszał w niej głos zmarłego kuzyna, z którym był bardzo związany. I przez ten aparat odbywał z nim długie rozmowy – opowiadała dziennikarka.

Pan Sasaki udostępnił telefon wszystkim, których dotknęło tsunami.

Budka Itaru Sasaki, fot. Matthew Komatsu

– Jego budkę w mieście Ōtsuchi w tamtym czasie odwiedziło ponad 10 tysięcy osób. Dziś na pewno to dużo większa liczba – mówi Boni. – Ludzie podnosili słuchawkę i zaczynali rozmowę. Czasem tylko milczeli, czasem słuchali, czasem mówili nieprzerwanie. Wypowiadali wszystko to, co leżało im na sercu. Żegnali się. A ja opisałam jego sposób na bycie ze zmarłymi w książce Ganbare! Warsztaty umierania.

Zadzwoń́ do mnie

Fragment książki Katarzyny Boni pt. Ganbare! Warsztaty umierania:

„W internecie można zobaczyć jej zdjęcia. Na wzgórzu, w ogrodzie różanym, stoi biała budka telefoniczna. Z przeszklonych ścian roztacza się widok na morze. W środku klasyczny czarny telefon z tarczą numerową. Jego przewód kołysze się na wietrze. (…) Każdy może przyjść porozmawiać z tymi, których mu brakuje.

Goście wchodzą do środka pojedynczo. Podnoszą do ucha słuchawkę. Opierają się o ścianę. Pochylają głowy. Może opowiadają o sobie. A może tylko zadają pytania. Na rozmowie niesionej wiatrem spędzają długie minuty. (…) W książce rozłożonej obok telefonu zostawiali notatki. Ktoś napisał: „Wreszcie powiedziałem »do widzenia«”.

Zmarli wciąż obecni

Nad polską wersją „Telefonu na wietrze”, który ma stanąć na warszawskim Jazdowie – w ciszy i zieleni, ale w samym centrum miasta – Katarzyna Boni pracuje od roku.

– I jest to chyba jedna z ważniejszych rzeczy, które ostatnio robię – mówi. – Rok temu, w listopadzie, chorowałam na COVID-19. Właśnie wtedy do mnie dotarło, jaką samotność sprowadza ta choroba. Gdy ludzie umierali bez najbliższych i nie mogli się pożegnać z ukochanymi osobami. Wtedy przypomniałam sobie o kaze-no denwa pana Sasakiego – wspomina.

A kiedy uruchomiła zbiórkę na ten cel, spotkała się z ogromnym odzewem.

– Dostawałam wiadomości, że takie miejsce jest bardzo potrzebne, że chcieliby do takiej budki wejść i powiedzieć do słuchawki wiele ważnych rzeczy. A gdy powstanie, to z pewnością wiele zrozpaczonych śmiercią bliskich osób skorzysta z tego telefonu. I że będzie to dla nich ważne doświadczenie. Być może transformujące? Albo przynoszące ulgę? A może takie, które będzie chciało się powtarzać? – dodaje.

Kto posłucha uważnie, usłyszy

Podobnie jak ja, Katarzyna Boni także wierzy, że rozmowy ze zmarłymi w specjalnie do tego przeznaczonej budce telefonicznej będą miały inny wymiar niż te, które prowadzimy po cichu.

– Podniesienie słuchawki do ucha to z jednej strony prozaiczny, doskonale znany naszemu ciału gest. Codziennie zdarza nam się toczyć dialog z osobą, której fizycznie obok nas nie ma. A „Telefon na wietrze” będzie szansą na przypomnienie, że kiedyś często wybieraliśmy numer do osoby, która już w świecie żywych nie istnieje – przekonuje pisarka. – Wizyta w budce telefonicznej może przywołać falę wspomnień. Pomóc sformułować pytania, których nie umieliśmy, nie mieliśmy odwagi lub nie zdążyliśmy głośno zadać. Kto wierzy, że w niepodłączonym telefonie nic nie słychać, ten nic nie usłyszy. A kto posłucha uważnie, usłyszy odpowiedź. Dlatego uważam, że to miejsce będzie miało potężną moc: emocjonalną, duchową, metafizyczną.

Instytut Dobrej Śmierci

Kobieta promuje swój pomysł „Telefonu na wietrze” również na stronie Instytutu Dobrej Śmierci, którego – obok lekarza hospicjum, psychotanatologa, antropolożki kultury, dziennikarzy i wielu innych osób – jest członkinią.

Instytut powstał rok temu, a jego kolektyw – jak czytamy – „czuje się częścią ogólnoświatowego ruchu death positive i zachęca do otwartego dialogu o śmierci jako naturalnej i nieuniknionej części życia każdego i każdej z nas”.

„Chcemy podnieść poziom wiedzy o procesie umierania, o różnorodności pochówków i pożegnań oraz zwiększyć świadomość dotyczącą możliwości wsparcia” – twierdzą twórcy Instytutu, w którym Katarzyna Boni prowadzi warsztaty umierania.

Warto przeczytać: Mój pogrzeb musi być wesoły

Warsztaty umierania

W warsztatach umierania „Shi no taiken ryokou”, czyli podróży-doświadczeniu śmierci, brała udział będąc w Japonii. Tam prowadził je japoński mnich Tetsuya Urakami, którego zainspirowały amerykańskie hospicja, gdzie wolontariusze przechodzą szkolenia pomocne w zrozumieniu emocji podopiecznych.

– Japońscy mnisi zmienili formułę warsztatów tak, żeby pozwalała każdemu zetknąć się z własną śmiertelnością. Ale też żeby pokazać, co jest tak naprawdę w życiu ważne – tłumaczy Katarzyna Boni i dodaje, że do tej pory prowadziła te zajęcia w Polsce i w Indiach, dla kilku- i kilkudziesięcioosobowych grup, dla znajomych i nieznajomych.

– Po każdym spotkaniu słyszę, że to ważne doświadczenie. Bo z jednej strony pomaga otworzyć się na rozmowę na trudne tematy, a z drugiej strony pozwala otworzyć się na własne marzenia. Niektórzy twierdzili nawet, że warsztaty zmieniły ich życie. Ważne, żebyśmy rozmowę o odchodzeniu i umieraniu przestali traktować jak temat tabu. Gdy włączymy ją do naszej codzienności, to nauczymy się pełniej korzystać z życia i cieszyć się tym, co jest – przekonuje.

Refleksje o naszej skończoności

Pomysł powstania „Telefonu na wietrze” wsparło Stowarzyszenie Otwarty Jazdów.

– Mój przyjaciel, projektant, Paweł Kowalski, zaadoptował projekt pana Sasakiego w taki sposób, żeby pasował do klimatu Jazdowa. Budka telefoniczna będzie drewniana, biała, przeszklona i z dachem z przeszklonej papy – opisuje swój projekt Boni.

Teraz budka jest w rękach stolarzy, którzy na co dzień robią dekoracje dla warszawskich teatrów.

Zrzutka obejmuje koszt budowy i wyposażenia budki, dzierżawy ziemi, a także wynagrodzenie za tłumaczenie oraz projekt.

– Całości matronuje Instytut Dobrej Śmierci. Cały naddatek ze zbiórki przekażę właśnie IDŚ, którego celem jest stworzenie przestrzeni do rozmów o śmierci i umieraniu, pogłębienie refleksji na temat naszej skończoności i towarzyszenie ludziom w żałobie – dodaje na koniec pomysłodawczyni telefonu.

Warto przeczytać: Ewa Liegman: Śmierć nie jest końcem, jest przemianą

Katarzyna Boni, fot. Anna Janowska

Katarzyna Boni – pisarka i reporterka. Pisze o stracie, traumie, żałobie i budowaniu nowych światów. Jest autorką książki Ganbare! Warsztaty umierania, która opisuje jak Japończycy radzą sobie z rzeczywistością po potrójnej katastrofie z marca 2011 roku. Rok temu wydała Auroville. Miasto z marzeń. Opowiada w niej o budowie miasta, w którym ludzkość miała stać się lepszą wersją siebie. W Auroville spędziła prawie rok sprawdzając, co udało się zrobić przez 50 lat i jak zmieniły się marzenia. Prowadzi również warsztaty umierania, które są refleksją nad życiem.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Zawsze masz wybór

Zdarzyło Ci się utknąć w jakiejś sytuacji i powtarzać  jak mantrę: „Nie mam wyboru”? Pewnie wiele razy. Przypomnij…
placebo nocebo

Nocebo – efekt, który musisz poznać

Umysł ma wpływ na nasze życie. Istnieje efekt placebo – pozytywnie nastawiony chory zdrowieje, mimo że kuracja nie powinna dać efektów. W tym tekście opisujemy efekt nocebo