telefon na wietrze warszawa
„Telefon na wietrze”, wizualizacja warszawskiej budki

Telefon na wietrze. Rozmowy ze zmarłymi

50 udostępnień
50
0
0

Telefon na wietrze” ma pomóc ludziom w żałobie. Tym, którzy chcieliby ze swoimi zmarłymi porozmawiać, ale nie znają sposobu na taki dialog. Jest także dla tych, którzy nie zdążyli zadać ważnych pytań i się pożegnać.

Natrafiłam w internecie na pewną zrzutkę. Bardzo mnie poruszyła. Jej założycielka nie wołała, jak niemal wszyscy, o pomoc w sfinansowaniu leczenia jakiejś rzadkiej choroby. Katarzyna Boni prosiła o finansowe wsparcie, by móc zbudować „Telefon na wietrze”.

„Telefon na wietrze to projekt, który ma pomóc ludziom pogrążonym w żałobie” – wyjaśniała.

Łukasz Brzozowski odszedł w czerwcu 2021 roku

Gdy przeczytałam o tej koncepcji, natychmiast zaczęłam zastanawiać się, jakie pytania przez taki telefon zadałabym swojemu synowi, który niedawno odszedł.

Jestem jednak pewna, że ta rozmowa byłaby metafizyczna. Zupełnie inna niż wszystkie, jakie z nim prowadzę stojąc nad grobem, jadąc tramwajem, robiąc zakupy, patrząc w jego oczy na fotografiach. Taki dialog z synem prowadzę niemal cały czas. Pewnie jak wszyscy, którzy noszą w sobie ból po stracie.

Kaze-no denwa, czyli telefon na wietrze

Autorka projektu jest pisarką i reporterką. W 2014 roku zbierała materiały do książki o życiu Japończyków po tsunami. Dowiedziała się wtedy, że ludzie chodzili nad morze po to, żeby porozmawiać z tymi, których zabrała fala. I że często odwiedzali itako – szamanki, aby za ich pośrednictwem zadać swoim zmarłym pytania.

Boni usłyszała także o 67-letnim panie Itaru Sasaki, emerytowanym projektancie ogrodów.

– Znalazł on najpiękniejszy sposób na obcowanie ze zmarłymi. W swoim ogrodzie postawił budkę telefoniczną, w której umieścił zwykły, stary telefon. Nazwał go kaze-no denwa, czyli „telefon na wietrze”. Kiedy podnosił słuchawkę, słyszał w niej głos zmarłego kuzyna, z którym był bardzo związany. I przez ten aparat odbywał z nim długie rozmowy – opowiadała dziennikarka.

Pan Sasaki udostępnił telefon wszystkim, których dotknęło tsunami.

Budka Itaru Sasaki, fot. Matthew Komatsu

– Jego budkę w mieście Ōtsuchi w tamtym czasie odwiedziło ponad 10 tysięcy osób. Dziś na pewno to dużo większa liczba – mówi Boni. – Ludzie podnosili słuchawkę i zaczynali rozmowę. Czasem tylko milczeli, czasem słuchali, czasem mówili nieprzerwanie. Wypowiadali wszystko to, co leżało im na sercu. Żegnali się. A ja opisałam jego sposób na bycie ze zmarłymi w książce Ganbare! Warsztaty umierania.

Zadzwoń́ do mnie

Fragment książki Katarzyny Boni pt. Ganbare! Warsztaty umierania:

„W internecie można zobaczyć jej zdjęcia. Na wzgórzu, w ogrodzie różanym, stoi biała budka telefoniczna. Z przeszklonych ścian roztacza się widok na morze. W środku klasyczny czarny telefon z tarczą numerową. Jego przewód kołysze się na wietrze. (…) Każdy może przyjść porozmawiać z tymi, których mu brakuje.

Goście wchodzą do środka pojedynczo. Podnoszą do ucha słuchawkę. Opierają się o ścianę. Pochylają głowy. Może opowiadają o sobie. A może tylko zadają pytania. Na rozmowie niesionej wiatrem spędzają długie minuty. (…) W książce rozłożonej obok telefonu zostawiali notatki. Ktoś napisał: „Wreszcie powiedziałem »do widzenia«”.

Zmarli wciąż obecni

Nad polską wersją „Telefonu na wietrze”, który ma stanąć na warszawskim Jazdowie – w ciszy i zieleni, ale w samym centrum miasta – Katarzyna Boni pracuje od roku.

– I jest to chyba jedna z ważniejszych rzeczy, które ostatnio robię – mówi. – Rok temu, w listopadzie, chorowałam na COVID-19. Właśnie wtedy do mnie dotarło, jaką samotność sprowadza ta choroba. Gdy ludzie umierali bez najbliższych i nie mogli się pożegnać z ukochanymi osobami. Wtedy przypomniałam sobie o kaze-no denwa pana Sasakiego – wspomina.

A kiedy uruchomiła zbiórkę na ten cel, spotkała się z ogromnym odzewem.

– Dostawałam wiadomości, że takie miejsce jest bardzo potrzebne, że chcieliby do takiej budki wejść i powiedzieć do słuchawki wiele ważnych rzeczy. A gdy powstanie, to z pewnością wiele zrozpaczonych śmiercią bliskich osób skorzysta z tego telefonu. I że będzie to dla nich ważne doświadczenie. Być może transformujące? Albo przynoszące ulgę? A może takie, które będzie chciało się powtarzać? – dodaje.

Kto posłucha uważnie, usłyszy

Podobnie jak ja, Katarzyna Boni także wierzy, że rozmowy ze zmarłymi w specjalnie do tego przeznaczonej budce telefonicznej będą miały inny wymiar niż te, które prowadzimy po cichu.

– Podniesienie słuchawki do ucha to z jednej strony prozaiczny, doskonale znany naszemu ciału gest. Codziennie zdarza nam się toczyć dialog z osobą, której fizycznie obok nas nie ma. A „Telefon na wietrze” będzie szansą na przypomnienie, że kiedyś często wybieraliśmy numer do osoby, która już w świecie żywych nie istnieje – przekonuje pisarka. – Wizyta w budce telefonicznej może przywołać falę wspomnień. Pomóc sformułować pytania, których nie umieliśmy, nie mieliśmy odwagi lub nie zdążyliśmy głośno zadać. Kto wierzy, że w niepodłączonym telefonie nic nie słychać, ten nic nie usłyszy. A kto posłucha uważnie, usłyszy odpowiedź. Dlatego uważam, że to miejsce będzie miało potężną moc: emocjonalną, duchową, metafizyczną.

Instytut Dobrej Śmierci

Kobieta promuje swój pomysł „Telefonu na wietrze” również na stronie Instytutu Dobrej Śmierci, którego – obok lekarza hospicjum, psychotanatologa, antropolożki kultury, dziennikarzy i wielu innych osób – jest członkinią.

Instytut powstał rok temu, a jego kolektyw – jak czytamy – „czuje się częścią ogólnoświatowego ruchu death positive i zachęca do otwartego dialogu o śmierci jako naturalnej i nieuniknionej części życia każdego i każdej z nas”.

„Chcemy podnieść poziom wiedzy o procesie umierania, o różnorodności pochówków i pożegnań oraz zwiększyć świadomość dotyczącą możliwości wsparcia” – twierdzą twórcy Instytutu, w którym Katarzyna Boni prowadzi warsztaty umierania.

Warto przeczytać: Mój pogrzeb musi być wesoły

Warsztaty umierania

W warsztatach umierania „Shi no taiken ryokou”, czyli podróży-doświadczeniu śmierci, brała udział będąc w Japonii. Tam prowadził je japoński mnich Tetsuya Urakami, którego zainspirowały amerykańskie hospicja, gdzie wolontariusze przechodzą szkolenia pomocne w zrozumieniu emocji podopiecznych.

– Japońscy mnisi zmienili formułę warsztatów tak, żeby pozwalała każdemu zetknąć się z własną śmiertelnością. Ale też żeby pokazać, co jest tak naprawdę w życiu ważne – tłumaczy Katarzyna Boni i dodaje, że do tej pory prowadziła te zajęcia w Polsce i w Indiach, dla kilku- i kilkudziesięcioosobowych grup, dla znajomych i nieznajomych.

– Po każdym spotkaniu słyszę, że to ważne doświadczenie. Bo z jednej strony pomaga otworzyć się na rozmowę na trudne tematy, a z drugiej strony pozwala otworzyć się na własne marzenia. Niektórzy twierdzili nawet, że warsztaty zmieniły ich życie. Ważne, żebyśmy rozmowę o odchodzeniu i umieraniu przestali traktować jak temat tabu. Gdy włączymy ją do naszej codzienności, to nauczymy się pełniej korzystać z życia i cieszyć się tym, co jest – przekonuje.

Refleksje o naszej skończoności

Pomysł powstania „Telefonu na wietrze” wsparło Stowarzyszenie Otwarty Jazdów.

– Mój przyjaciel, projektant, Paweł Kowalski, zaadoptował projekt pana Sasakiego w taki sposób, żeby pasował do klimatu Jazdowa. Budka telefoniczna będzie drewniana, biała, przeszklona i z dachem z przeszklonej papy – opisuje swój projekt Boni.

Teraz budka jest w rękach stolarzy, którzy na co dzień robią dekoracje dla warszawskich teatrów.

Zrzutka obejmuje koszt budowy i wyposażenia budki, dzierżawy ziemi, a także wynagrodzenie za tłumaczenie oraz projekt.

– Całości matronuje Instytut Dobrej Śmierci. Cały naddatek ze zbiórki przekażę właśnie IDŚ, którego celem jest stworzenie przestrzeni do rozmów o śmierci i umieraniu, pogłębienie refleksji na temat naszej skończoności i towarzyszenie ludziom w żałobie – dodaje na koniec pomysłodawczyni telefonu.

Warto przeczytać: Ewa Liegman: Śmierć nie jest końcem, jest przemianą

Katarzyna Boni, fot. Anna Janowska

Katarzyna Boni – pisarka i reporterka. Pisze o stracie, traumie, żałobie i budowaniu nowych światów. Jest autorką książki Ganbare! Warsztaty umierania, która opisuje jak Japończycy radzą sobie z rzeczywistością po potrójnej katastrofie z marca 2011 roku. Rok temu wydała Auroville. Miasto z marzeń. Opowiada w niej o budowie miasta, w którym ludzkość miała stać się lepszą wersją siebie. W Auroville spędziła prawie rok sprawdzając, co udało się zrobić przez 50 lat i jak zmieniły się marzenia. Prowadzi również warsztaty umierania, które są refleksją nad życiem.

może Ci się spodobać
Jak stres wpływa na życie

Jak stres wpływa na życie?

Żyjemy w czasach, kiedy jesteśmy narażeni na stres ciągle i długotrwale. A to nie jest wskazane. Jak objawia…

Zawsze masz wybór

Zdarzyło Ci się utknąć w jakiejś sytuacji i powtarzać  jak mantrę: „Nie mam wyboru”? Pewnie wiele razy. Przypomnij…
dzieci w sieci

Dzieci w sieci – zagrożenia

Od momentu wybuchu pandemii dzieci w wieku szkolnym spędzają przed ekranami komputerów dużo więcej czasu niż kiedyś. Nauczyciele…