szczerość i autentyczność
© Adobe Stock

A gdyby tak mówić, co się myśli?

12 udostępnień
12
0
0

Wielu z nas uważa szczerość za cnotę. Wielu promuje też autentyczność jako cechę mocno pożądaną. Co by się jednak stało, gdybyśmy rzeczywiście odkryli przed innymi i samymi sobą wszystkie karty? Gdybyśmy zdecydowali się mówić prawdę i tylko prawdę?

Jest coś mega intrygującego w byciu autentycznym, w życiu bez masek i bez filtrów. W procesie socjalizacji obudowujemy się tyloma murami, że jako dorośli często tracimy rozeznanie, kim naprawdę jesteśmy i zaczynamy gubić się w labiryncie okopów, które zbudowaliśmy z udziałem wielu rozmaitych ludzi i zdarzeń. Wiemy, że wznieśliśmy je po to, by się chronić, ale co nam po takiej ochronie, jeśli ta stała się duszną klatką? Zaczyna w nas rosnąć potrzeba, by sukcesywnie rozwalać tę skomplikowaną twierdzę. Dusząc się nie myślimy, co się stanie, jeśli uda nam się zburzyć te mury i staniemy przed światem goli – tacy, jacy jesteśmy naprawdę.

Czy świat nas przyjmie, czy odrzuci? Czy przeżyjemy bez tej ochrony, którą nie bez powodu wznosiliśmy latami? Jak wyglądałoby nasze życie, gdyby nagle wszyscy zrzucili maski?

Do refleksji nad tym skłoniła mnie lektura bardzo dziwacznej książki, która ostatnio wpadła mi w ręce – Rogi Joego Hilla (syna Stephena Kinga). Jej bohaterem jest Ig Perrish, młodzieniec, napiętnowany społecznie jako morderca swojej dziewczyny. Ig budzi się pewnego dnia z wyrastającymi mu z czoła rogami i ze zdolnością odczytywania ludzi. Rogi sprawiają, że ludzie zaczynają mówić Igowi to, co rzeczywiście myślą, bez owijania w bawełnę, bez ukrywania niewygodnych dla nich czy dla innych faktów. W dodatku kiedy Ig fizycznie dotknie jakiejś osoby, czyta z niej jak z otwartej księgi, dowiadując się o niej wszystkiego, co ta pieczołowicie skrywa przed światem.

Wydawać by się mogło, że takie rogi to dar. Czyż nie podnieca nas koncepcja odkrywania sekretów innych? Czyż nie po to śledzimy serwisy plotkarskie? A jednak Ig zaczyna uciekać przed ludźmi, zwłaszcza przed bliskimi. Nie chce poznać prawdy, która z nich wychodzi. Dlaczego? Bo najczęściej ta prawda nie świadczy o nich dobrze. Zresztą czy inaczej by ją skrywali?

– Kocham cię, synku – powiedziałaby mama Iga, gdyby nie działanie rogów, ale pod ich wpływem nie może, więc mówi, co naprawdę myśli: „Odejdź. Nie chcę już słuchać o twoich problemach. To mnie przygnębia. Męczy. Chcę, żebyś wyjechał, zniknął z mojego życia”.

Z jednej strony, ta prawda Iga wyjaławia, druzgocze, z drugiej w jakiś sposób wyzwala, odziera ze złudzeń i czyni silniejszym.

Niestety, u Hilla prawda o ludziach charakteryzuje się moralną miernotą. Pod maskującą powłoką większość z nich okazuje się egoistami, podążającymi za niskimi instynktami prostakami, konformistami i zbokami. Czy zatem nie lepiej, że to ukrywają? Czy nasze życie nie stałoby się koszmarem, gdybyśmy nagle zaczęli odsłaniać tę naszą marność? Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, że część tej zbiorowej i jednostkowej marności bierze się właśnie z tego, że ludzie usilnie próbują ją ukryć. Z książki Hilla nie dowiadujemy się, jak wyznanie prawdy działa na jej wyznawców, bowiem rozmówcy Iga po spotkaniu z nim nie pamiętają swoich aktów szczerości. Ale wykorzystując moc rogów, niektórym z nich Ig nakazuje iść za tą ich prawdą, jakkolwiek amoralna by ona nie była i wydaje się, iż to pozwala tym ludziom w końcu poczuć się wolnymi. Prawda ich wyzwala, co nie oznacza, że czyni szczęśliwymi. Wolność ma bowiem swoją cenę. Choć dla wielu i tak okazuje się cenniejszą od wszystkiego innego, a dla niektórych nawet tożsamą ze szczęściem.

Bycie autentycznym może być okupione utratą przyjaciół, może skutkować społecznym ostracyzmem. Szczerość jaka charakteryzuje bohaterkę innej, tym razem serialowej fabuły, Sagę Norén  z „Mostu nad Sundem”, nie ułatwia jej budowania dobrych relacji z ludźmi. Jej szczerość wieje chłodem, jest brutalna, nie bawi się w sentymentalizmy. Kto chciałby usłyszeć: „Nie chcę się z tobą spotkać, bo cię nie lubię” lub „bo mi się nie podobasz”? Wolimy usłyszeć: „Sorry, nie mogę iść z tobą na piwo, bo mam nawał roboty” i łudzić się, że jeszcze nie wszystko stracone, że jeszcze mamy u tej osoby szansę. Wolimy odrzucenie rozłożyć w czasie. Znudzić się wymówkami, rozzłościć na obiekt naszych westchnień, poczuć urazę do niego niż od razu usłyszeć bezceremonialne: „Spadaj”. Szczerość à la Norén wydaje się nam nietaktem, gburowatością. Ale w sumie obnaża prawdę o nas – że nie dajemy innym prawa do ich własnego postrzegania, że wciąż manipulujemy naszym zewnętrznym wizerunkiem, by owo postrzeganie skierować na określone tory. Poświęcamy na to multum naszej energii, a gdy już nikt nie patrzy, gdy zostajemy sami, okupujemy to niesmakiem i niechęcią do samych siebie, no i czujemy się samotni, bo mamy poczucie, że ludzie tak naprawdę nie lubią nas takimi jakimi jesteśmy, lecz takimi, jakimi im się prezentujemy. W zasadzie nas nie znają, bo też i nie dajemy im się poznać.

Paradoksalnie strach przed odrzuceniem i samotnością, który skłania nas do przywdziewania masek i do gry pozorów, doprowadza nas do samotności i odrzucenia przez samych siebie.

Warto przeczytać: Jesteś doskonały, jaki jesteś

Ig Perrish, choć w pierwszej chwili najchętniej pozbyłby się rogów i przekleństwa daru, o jaki zresztą wcale nie prosił, z czasem dochodzi do wniosku, że odkrywając sekrety innych, odkrywa też prawdę o sobie. On też nie jest bez skazy, też jest zdolny do świństw, targają nim podobne niskie instynkty, jakie występują u tych, którzy mu się zwierzają. Rzeczywistość pozbawiona całej kombinatoryki związanej z utrzymywaniem sekretów, z ukrywaniem prawdy, wydaje się prostsza. A po pierwszym szoku, wcale nie tak trudna do zaakceptowania.

U Sagi Norén również okaże się, że to w gruncie rzeczy nie szczerość jest jej głównym problemem, ale mylona z tą szczerością autentyczność. Norén jest szczera, ale jej autentyczność jest powierzchowna. Zasadniczo bowiem bohaterka „Mostu nad Sundem” ucieka od prawdy o sobie. Nie chce się zmierzyć ze swoimi demonami. Dlatego jej szczerość staje się murem, a nie mostem. Chroni ją przed emocjami, uczuciami, przed zranieniem. Norén rani, by nie zostać zranioną. Nie jest sentymentalna, bo być może z jednej strony z jej inteligencją sentymentalizm może jawić się jej mało interesująco, ale z drugiej, może skłaniać do uczuciowości, a to zagrażające – odkryje jej słabości, sprawi, że stanie się podatna na zranienia.

Czy zatem, gdybyśmy wszyscy zaczęli mówić to, co naprawdę myślimy, świat stanąłby na głowie? Odarci z iluzji o sobie samych i sobie nawzajem nie potrafilibyśmy znieść tego, jacy jesteśmy? Życie stałoby się nie do zniesienia?

Może niekoniecznie. Może życie byłoby prostsze, a my bardziej szczęśliwi?

– Ale przytyłaś! – wypala mi moja znajoma, gdy widzimy się po dość długim czasie niewidzenia.

No, kurdę, nie mówi się innym takich rzeczy – myślę sobie. Ostatnie, co bym chciała usłyszeć to to, że przytyłam. Jest mi przykro i wstyd. Tylko dlaczego? Przecież fakt jest taki, że od momentu naszego ostatniego spotkania przytyłam. Może wstyd mi, bo ów fakt świadczy o mojej żarłoczności, o niepanowaniu nad prymitywnymi instynktami, a zatem w pewnym sensie o mojej słabości. Czy gdybym sama akceptowała tę słabość, uwaga mojej znajomej by mnie dotknęła? Prawdopodobnie nie.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Rozwód – kres złudzeń

– Wszyscy wkoło się rozwodzą! – dzieli się ze mną spostrzeżeniem koleżanka, której znajomi kolejno odkrywają, że jednak…
cisza, kominek, skarpetki, kubek

Zanurz się w ciemności i ciszy

Okres przedświąteczny nie sprzyja wyciszeniu… Zewsząd migoczące lampki, grające głośno kolędy i świąteczne przeboje, szał zakupów (nawet jeśli…
poświęcenie

Poświęcenie

Czym jest poświęcenie? Czy warto poświęcać się dla innych? A jeśli tak, to w jakim stopniu, dla kogo…

Ty też możesz być Beatą K.

Fala pomyj wylała się w ostatnich dniach na polską piosenkarkę, którą zatrzymano za jazdę po pijaku. To ciekawe,…

Wojna?

Na ulicach, w mediach, w sieci wybrzmiewają obecnie hasła: „To jest wojna!”, „To rewolucja!”, a my w SiedemÓsmych…