Artur B. Chmielewski z ojcem, Papciem Chmielem. fot. archiwum prywatne

Syn Papcia Chmiela: „Byłeś genialnym ojcem, chyba złapałem ten bakcyl Kosmosu, dziękuję Ci”

29 udostępnień
29
0
0

10 lutego na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie odbył się pogrzeb Henryka Jerzego Chmielewskiego, autora kultowego komiksu o Tytusie, Romku i A’Tomku. Jego syn Artur B. Chmielewski, Polak w NASA, wspomina swojego ojca i opowiada, jak zaraził go miłością do Kosmosu.

Henryk Chmielewski, znany jako „Papcio Chmiel”, autor legendarnej komiksowej serii o kosmicznych przygodach Tytusa, Romka i A’Tomka, zawsze powtarzał synowi: „Nie bój się śmierci, bój się życia. Że się nie spełni, że nie zrobisz czegoś dobrego”. Mały Artur wziął sobie do serca radę ojca i już jako 12-latek zainteresował się Kosmosem.

– Kiedy miałem 12 lat, oglądałem w telewizji pierwsze lądowanie załogi Apollo 11 na Księżycu – wspomina syn „Papcia Chmiela”. – Pamiętam, że byłem wtedy z rodzicami w małej wiosce Lipczynek nad Jeziorem Lipczyńskim. Niestety, nikt z mieszkańców Lipczynka nie był szczęśliwym posiadaczem telewizora, dlatego poszliśmy na piechotę do najbliższego miasteczka, żeby obejrzeć relację z tego niezwykłego wydarzenia. Po pamiętnym lądowaniu, które miało miejsce 20 lipca 1969 roku, zacząłem się zastanawiać, jak można zbudować statek kosmiczny.

Rodzice chłopca byli tym przerażeni, bo ten nocami wymykał się na dach czteropiętrowego domu, w którym mieszkali.

– Rozpracowałem kłódkę włazu na strych i z dachu spuszczałem malutkie, skonstruowane przez siebie lądowniki. Obserwowałem, jak znoszą lądowanie i starałem się je ulepszać. Pewnego razu mama przyłapała mnie na moich eksperymentach, a za karę nie pozwoliła oglądać finału mistrzostw świata w piłce nożnej w Meksyku – wspomina ze śmiechem Artur B. Chmielewski.

Skutki gapienia się w niebo

Czy seria komiksów powstała dzięki temu, że syn interesował się Wszechświatem? A może było odwrotnie? Tego Artur B. Chmielewski do dziś nie potrafi rozstrzygnąć.

Opowiada ze śmiechem, że „Papcio Chmiel” w swojej autobiograficznej książce Urodziłem się w Barbakanie napisał, że rysownikiem został z powodu potężnego wybuchu w prochowni Cytadeli Warszawskiej, do którego doszło zaraz po jego narodzinach:

Przez falę uderzeniową autor pieprznął się w ciemię, uderzając łepetyną w blaszany obrazek (…). Jako puknięty za młodu nie miał szans zostać w wieku dojrzałym kimś znacznym: senatorem, biskupem, twórcą stanu wojennego lub chociażby wydawcą. Został więc prostym rysownikiem komiksów.

– Sam nie wiem, czy tata wymyślił księgę Tytus kosmonautą przez moje wpatrywanie się w niebo, czy też robiłem to, bo tata wymyślał kosmiczne historie? Tak czy owak, w drugim wydaniu tej księgi pojawiłem się w tej fabule jako inżynier i oprowadzałem Tytusa po NASA – opowiada.

Może zainteresuje Cię: Kolonizacja Marsa to już nie science fiction

może Ci się spodobać
Stoik Piotr Stankiewicz

Być jak stoik

Czy warto być stoikiem? Czy każdy może nim zostać? Czym jest współcześnie rozumiany stoicyzm? Czy stoicyzm może nam…