Sylwia Spurek: Czas na decyzje się kończy. Potrzebujemy rewolucji!

23 udostępnień
23
0
0

Stara polityka stworzyła system, w którym ci, którzy mówią prawdę, podważają status quo i dostają łatkę radykalizmu. Kiedy kobiety tracą kolejne prawa, kiedy ginie planeta, kiedy masowo zabijane są zwierzęta, słyszymy – spokojnie, nie tym językiem, nie możecie dzielić, musicie łączyć, szukać kompromisów. A ja sądzę, że potrzebujemy zielonego radykalizmu – mówi polityczka Sylwia Spurek.

Izabela Marczak: Skąd pomysł „Piątki dla branży roślinnej”?

Sylwia Spurek: Trudno sobie wyobrazić politykę zielonej transformacji bez odchodzenia od produkcji odzwierzęcej i strategicznego wspierania rozwoju branży zamienników mięsa, mleka czy jaj. Zgodnie z danymi podawanymi przez Europejską Agencję Środowiska, rolnictwo odpowiada za 10,3 proc. emisji gazów cieplarnianych w UE, z których prawie 70 proc. pochodzi z sektora zwierzęcego. Przemysłowa hodowla zwierząt jest także jedną z głównych przyczyn wylesiania i degradacji środowiska. Co więcej, zanieczyszczenie wody, powietrza i gleby, za które odpowiedzialny jest sektor hodowlany, stanowią bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Do wód gruntowych uwalniane są szkodliwe azotany i substancje biologiczne, a do powietrza emitowane są znaczne ilości amoniaku, który jest prekursorem niebezpiecznych dla człowieka pyłów zawieszonych PM2.5. Do tego dochodzi problem zdrowia ludzi.

Cały czas politycy wypierają naukowe fakty, pokazujące korelację między spożywaniem mięsa, mleka, jaj z wieloma rodzajami nowotworów, chorobami serca czy cukrzycą, nie wspominając już o problemie otyłości.

Dlatego też od początku mojej kadencji skupiam się na problemie przemysłowej hodowli zwierząt, nie tylko ze względu na cierpienie zwierząt, którego przyczyną jest ten przemysł i które dla mnie, jako dla weganki, jest fundamentalnym problemem, ale także przez wzgląd na oddziaływanie tej części przemysłu na pogłębiający się kryzys klimatyczny czy utratę bioróżnorodności.

O wpływie rolnictwa na planetę przeczytasz TUTAJ

W ramach tych działań poruszam także temat żywności roślinnej. Wzrost jej produkcji i konsumpcji, rozwój tej branży jest jednym z kluczowych elementów w ograniczaniu działalności przemysłu hodowlanego. Uważam, że to jest nasz obowiązek, że musimy to zrobić i dla zwierząt, i dla środowiska, i dla praw człowieka.

Założeniem „piątki” jest podjęcie wielotorowych, strategicznych działań, które miałyby wspierać rozwój branży roślinnej – od edukacji, przez mechanizmy fiskalne, aż do objęcia produktów odzwierzęcych pewnymi rozwiązaniami prawnymi, które już dziś są stosowane w stosunku do innych produktów uznawanych powszechnie za szkodliwe.

Skoro udało się wprowadzić zakaz reklamy papierosów, mimo potężnego lobby stojącego za ich produkcją, to takiego samego zdecydowania należałoby oczekiwać od decydentów i decydentek w sprawie przemysłu hodowlanego.

A jesteśmy na to gotowi?

A czy istnieje alternatywa? Czy odpowiedzialni politycy i odpowiedzialne polityczki mogą dalej zamiatać problemy związane z przemysłową hodowlą zwierząt pod dywan? Problemy, o których mówię – prawa człowieka, prawa zwierząt, ochrona bioróżnorodności, przeciwdziałanie wylesianiu naszego regionu i całej planety, powstrzymanie szkodliwych emisji gazów cieplarnianych, ochrona zdrowia ludzi, to sprawy, które w końcu musimy postrzegać w kategoriach dobra wspólnego. I w końcu również musimy nauczyć się łączyć kropki między przemysłem mięsnym a tymi zjawiskami. Pytanie nie brzmi – „Czy?”, ale „Kiedy i w jaki sposób?”.

Gdyby polityka przestała kierować się sondażowymi słupkami, gdyby uwolniła się od wpływów mięsnego lobby, to już dawno mielibyśmy mapę odchodzenia od mięsa i wyznaczoną datę, kiedy przemysł spożywczy będzie w pełni zrównoważony, zdrowy i etyczny.

Mam świadomość, że moje działania związane z przemysłem hodowlanym od początku budzą kontrowersje – zarówno w kraju, jak i w Parlamencie Europejskim. Jak bardzo drażliwy to jest temat, pokazują chociażby reakcje na „piątkę”. Ale jest więcej sygnałów świadczących o tym, że lobby walczy o przetrwanie. W ostatnich miesiącach ja i mój zespół starałyśmy się o wprowadzenie pod obrady Parlamentu Europejskiego rezolucji w sprawie szkodliwości ferm przemysłowych. Bezskutecznie. Ta sytuacja jest tylko jednym z wielu przykładów pokazujących, że lobby hodowlane nadal może i nadal decyduje o kursie polityki także na szczeblu europejskim. Z przykrością muszę powiedzieć, że w Parlamencie Europejskim, który powinien być motorem progresywnej polityki, z powodzeniem działa swoista „meat party”. Od lewa do prawa skupia strażników i strażniczki interesów przemysłu mięsnego. Chcąc powstrzymać kryzys klimatyczny, degradację środowiska i postępującą w zastraszającym tempie utratę bioróżnorodności, zmuszeni jesteśmy do wprowadzania kompleksowych zmian w sposobie, w jaki produkujemy i konsumujemy żywność, szczególnie tę pochodzenia zwierzęcego.

Konieczne jest, aby do świadomości społecznej w końcu przebił się fakt, że to ostatni dzwonek na podjęcie działań, które zadecydują o być albo nie być kolejnych pokoleń i że muszą one także objąć przemysł hodowlany.

Pamiętajmy, że jesteśmy w stanie wojny o klimat, wojny o przyszłość planety, a w stanie wojny pewne decyzje muszą być podejmowane szybciej i często muszą to być działania zdecydowane. Każdy tydzień, miesiąc, rok odkładania decyzji o wygaszaniu przemysłu mięsnego sprawia tylko, że te zmiany będą rodziły wyższe koszty. Ale te zmiany są nieuniknione.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać