© Adobe Stock

Świąteczny matrix

38 udostępnień
38
0
0

„Tradycja wyprała nam mózgi” – stwierdziła moja znajoma, gdy opowiadałam jej o swojej niechęci do świąt. I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, bo święta – zwłaszcza te grudniowe – wielu z nas odbierają rozum.

Magia świąt: wzruszające chwile z rodziną, dzielenie się opłatkiem przy wigilijnym stole, zwierzęta mówiące o północy ludzkim głosem, Mikołaj przepychający się z workiem prezentów przez komin, mieniąca się światełkami choinka, radosne kolędowanie, Bóg się rodzi, moc truchleje, a my wszyscy tacy dla siebie dobrzy, tacy mili, tacy wdzięczni za wszystko i szczęśliwi, że nawet dodatkowy talerz ze świątecznego serwisu przygotujemy dla przygodnego gościa. A co tam! Przecież w Wigilię nikt nie może być głodny, nikt nie powinien być samotny, jesteśmy więc gotowi otworzyć drzwi każdemu obcemu wędrowcowi, a on niechybnie swoją wdzięcznością za nasz miłosierny gest, odpłaci nam jakimś cudem i będzie jeszcze bardziej wzruszająco, jeszcze bardziej czule i jeszcze bardziej miło.

reklama
reklama

Do takiego obrazka świąt jak z hollywoodzkiej produkcji czy tegorocznej reklamy Apartu przywykliśmy już tak bardzo, że nawet nie przychodzi nam do głowy, że święta mogłyby wyglądać inaczej. Co ciekawe, na ogół zresztą wyglądają inaczej. Bo choćbyśmy nie wiem jak się starali, choćbyśmy stworzyli niebotycznie bajkowe emploi, to i tak nie pojawią się prawdziwi aktorzy czy postacie fantasy, lecz role na tej świątecznej scenie przyjdzie grać nam – zwykłym ludziom. A wtedy nierzadko czar pryska.

Ilu z nas próbuje od lat realizować taką idealną wizję świąt? Ilu z nas każdego roku dwoi się i troi, by w święta było doskonale? I ilu z nas tylko w głębi ducha jest w stanie przyznać się do tego, że szczerze tej całej cekinady i teatralności nie cierpi?

Bo święta to teatr. Każdego roku przygotowujemy się do odgrywania pewnego „uświęconego” tradycją spektaklu. Tworzymy dekoracje, przygotowujemy rekwizyty, a potem, wedle ustalonych na przestrzeni wieków reguł, odgrywamy role, których się od nas oczekuje. Czy zmęczeni codziennymi obowiązkami, czy nie w nastroju na świętowanie, czy z debetem na koncie, zapieramy się i szykujemy: mycie okien, pastowanie podłóg, sprzątanie w szafkach, pranie na hurtowo, zakupy jak dla pułku wojska, gotowanie (mimo że nie lubimy), pakowanie prezentów, prasowanie koszul, ubieranie choinki itp., itd.

– Boże, jak mi się nie chce – co roku przed świętami powtarza moja znajoma. – Skoro jest kilka dni wolnego od pracy, to najchętniej usiadłabym sobie nareszcie w spokoju wieczorem, pooglądała jakiś film z mężem i dzieciakami, wypiła lampkę wina, zjadła coś dobrego i poszła spać. A nie to jeżdżenie w tę i we w tę: do mamusi, do teściowej, do siostry, dziadka, brata. A do tego to prezentowe szaleństwo, to zastaw się, a postaw się, a później i tak większość niezadowolona. I na cholerę to trzymanie się 12 potraw. Niby 12, a potem robi się ich 30, bo przecież każdy coś dowiezie i nie da się tego przejeść. I co to znów za fun tak żreć bez opamiętania? Boże, jak mi się nie chce, jak ja mam tego dość!

– To dlaczego w końcu nie spędzisz raz świąt, tak jak byś chciała? – pytam.

– Oszalałaś! – oburza się. – Zjedliby mnie żywcem. Wszyscy w rodzinie by się na mnie poobrażali. Poza tym… dzieci. Dzieci przecież muszą mieć fajne święta.

Tej autorki: Dobre intencje

Tak więc dzieci. À propos nich właśnie, wielu dorosłych chyba nie zdaje sobie sprawy, że ich starania o „fajne święta” mogą przez dzieci wcale nie być tak dobrze odbierane, jak im się zdaje.

święta
© Izabela Marczak

– Jako dziecko nie znosiłam świąt – zwierza mi się inna koleżanka. – Atmosfera histerii i napięcia, jaka panowała w moim domu, przyprawiała mnie o nerwicę. Bo przecież w święta wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Co roku w okolicach Wigilii zaczynał mnie boleć brzuch. Nie wytrzymywałam tego stresu. Rodzina się zjeżdżała, więc matka chciała się pokazać. Rozstawiała nas po kątach, wymyślała kolejne rzeczy do zrobienia, i wszystko w pędzie, wszystko i tak źle, żebyś nie wiem jak się starał, to i tak zbyt niedoskonale. My – dzieci – musiałyśmy być grzeczne, uśmiechnięte, miłe, a nie zawsze się dało. No i wtedy awantura, oznaki rozczarowania, straszenie, że dostanie się rózgę lub rózgą od Mikołaja. A zaraz potem opłatek i znów wymóg, że ma być miło, choć przecież przed chwilą wcale miło nie było. A jak dostałaś prezent, który ci się nie podobał, też musiałaś udawać, że jesteś szczęśliwa i wdzięczna. Dla mnie to był festiwal pozorów. Nieznośny i zupełnie nie do śmiechu.

Współczesne święta to również – jeśli nie przede wszystkim – zakupowe igrzyska. Bo w święta ma być przecież na bogato, mają się spełniać marzenia. Więc co tam, jeśli nas na te święta nie stać, konto zieje pustkami, a w pracy dość niepewnie i warto by może zacisnąć pasa.

– A nie możecie z dzieciakami porobić sobie wspólnie jakichś prezentów? Umówić się, że w tym roku każdy robi sobie taki podarek handmade? – pytam kolegę. Na karku siedzi mu windykator, a wydaje się, jakby jego największym grudniowym problemem było to, że nie stać go, żeby pod choinkę sprawić córce wymarzonego iPhone’a.

– W jakim ty świecie żyjesz? – odpowiada z rezygnacją. – Dzieciaki na to nie pójdą. Byłyby rozczarowane. To nie to pokolenie. My może i ucieszylibyśmy się 40 lat temu z byle czego, ale dziś liczy się to, co markowe, co trendy. Poza tym nie pozwolę, żeby moja córka poczuła się gorsza. W jej klasie większość koleżanek ma iPhone’a, więc ona też będzie mieć. No i wiesz, COVID, lockdown, ograniczony kontakt z rówieśnikami… To dla niej ciężki rok, chciałbym jej dać jakiś powód do radości.

Mogłoby się wydawać, że przywiązanie do świąt, zwanych Bożym Narodzeniem, będzie korelować z poziomem religijności. Wiadomo, ktoś wierzy, że w grudniu urodził się jego Bóg, to świętuje i dokłada wszelkich starań, by było uroczyście i na tip-top. W zasadzie nawet można by to jakoś zrozumieć. Nieustannie zadziwia mnie jednak zagorzałe oddawanie się bożonarodzeniowej tradycji tych, których religia ni grzeje, ni ziębi lub nawet w ogóle nie chcą z nią mieć nic wspólnego. Co zatem sprawia, że uparcie za nią obstają, nawet gdy wcale im to nie na rękę?

– Tradycja wyprała ludziom mózgi – uważa moja znajoma psycholożka. – Nie poddają refleksji schematu, w którym tkwią, a który gdzieś wdrukowano im w procesie wychowania. A przecież tradycja jest dla ludzi, a nie ludzie dla tradycji. Być może kiedyś, gdy było biedniej, gdy ludziom trudniej się żyło, święta miały większy sens. Dzięki nim raz czy dwa razy do roku dawali sobie trochę luzu, folgowali sobie nieco, np. pozwalając sobie na mięso w posiłkach, na nicnierobienie, na ubranie się odświętnie, na grzechów odpuszczenie itp. Ale dziś? Dziś na co dzień mamy dostęp i do ładnych ubrań, i do dobrego jedzenia, i do wielu innych dóbr. Może dlatego współczesne święta są takim maratonem przepychu, bo jak inaczej sprawić, by tradycji stało się zadość i by było wyjątkowo? Dziś dużo trudniej niż dawniej uczynić coś „wyjątkowym”.

Może zainteresuje Cię: Podróż wewnętrzna – holistyczna medycyna w dążeniu do równowagi

Może zatem pora zweryfikować nasze przywiązanie do świątecznej tradycji? Zwłaszcza że rok 2020 ewidentnie daje nam ku temu okazję, u wielu ostudzając, a nawet gasząc świąteczny entuzjazm. Dla wielu ludzi bowiem to będą smutne święta. Część pożegnała w tym roku bliskie im osoby, część martwi się o tych członków rodziny czy przyjaciół, którzy walczą z chorobą. Jeszcze inni zdecydują się ograniczyć świąteczne kontakty z rodziną z obawy przed zakażeniem. Być może więc okaże się nagle, iż tradycja nie jest wcale tak ważna, jak dotąd przypuszczali lub może na inne w tej tradycji priorytety położą nacisk.

W rzeczywistości bowiem, a nie w reklamie czy filmie, święta wcale nie muszą być wesołe, nie muszą też być idealne. Nadal jednak mogą stanowić dobry, wartościowy czas. Być może w trakcie tegorocznych świąt pozwolimy sobie wreszcie być sobą. Może uda nam się wypocząć, może zrozumiemy, czego tak naprawdę chcemy, czego potrzebujemy. Może uda nam się stworzyć bliskość z tymi, dla których dotąd nie mieliśmy zbyt wiele czasu, a których cenimy i kochamy. Być może uda nam się zatrzymać i odnaleźć w sobie spokój i pokój. Być może dzieci nie dostaną pod choinkę wymarzonych prezentów, ale odkryją w swoich rodzicach ludzi, nie zaś automaty do spełniania ich oczekiwań. Być może zamiast o polityce, porozmawiamy przy wigilijnym stole o swoich uczuciach. Być może zamiast stania przy garach, zalegniemy z dobrą książką i herbatą przed kominkiem. Być może zamiast rozpaczania, że święta nie są w tym roku, takie jak zwykle, oderwiemy się od siebie i wesprzemy innych, którzy mają gorzej od nas.

To wciąż mogą być wyjątkowe i dobre święta. Prawdziwe. Nie na scenie, ale z serca do serca.

1 komentarz
  1. Oj jak ja sie z tym zagadzam, tez nie lubilam tego szalenstwa sprzatania I festiwalu pozorow jako dziecko. I z tym ze kiedys rzeczywiscie swieta to byl wyjatkowy czas, np. pomarancze czy banany dwa razy do roku plynely statkiem do Polski. Wiec jako Dziecko czekalam na swieta bo wiedzialam ze beda dobre rzeczy do jezdzenia. Puste polki sprawialy ze nawet z dobrego mydla czy szamponu sie czlowiek cieszyl. Potem magia swiat Zniknela, bo szynka byla w sklepie codziennie, cytrusy tez, nie wiadomo co dac na prezent skoro wszystko kazdy moze sobie kupic Sam.
    Ale nadal lubie swieta jako czas spotkan z bliskim, bo na Co dzien jestesmy zagonieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać
równowaga

Równowaga

„Równowaga”, jak każde słowo, stanowi jedynie szkielet, na którym umysł nadbudowuje mięsiwo, materię złożoną z własnych chciejstw, wyobrażeń…

Uratuje nas śmiech

W nowy rok wchodzę, konając ze śmiechu. Boli mnie przepona, bolą mięśnie twarzy i narządy wewnętrzne. Przez cały…

Kosmos

Ziemia jest maleńkim punktem we Wszechświecie. Warto spojrzeć na nasze pragnienia i problemy z tej perspektywy.
jesteśmy nienormalni

Wszyscy jesteśmy nienormalni

– Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że normalność nie istnieje –…

Wojna?

Na ulicach, w mediach, w sieci wybrzmiewają obecnie hasła: „To jest wojna!”, „To rewolucja!”, a my w SiedemÓsmych…
singiel

Życie singla

Dlaczego singielstwo budzi tyle kontrowersji? Czy – jak twierdzą niektórzy – jest ono przejawem egoizmu, nieodpowiedzialności, społecznego niedostosowania,…