© Adobe Stock

Sukienka żałobna matki

1 udostępnień
1
0
0

Kolorem żałoby w południowej Afryce jest czerwony, w Egipcie żółty, w Iranie niebieski. Biały – w kulturach Wschodu. W Tajlandii wdowy noszą fioletowe suknie żałobne. Nasza kultura wybrała na kolor żałoby czerń. Ale nie wszystkim musi to odpowiadać.

Do napisania tekstu o kolorach żałoby skłonił mnie wpis na jednym z „kobiecych” portali.

Otóż dowiedziałam się z niego, że zgodnie z polską tradycją, żałoba po śmierci męża albo żony trwa rok. Po rodzicach, braciach, siostrach i dziadkach sześć miesięcy, a po dalszych krewnych – trzy miesiące.

I że w tym czasie zwyczajowo obowiązuje czarny ubiór. Po rodzicach dodatkowo powinno się nosić przez pół roku tzw. półżałobę, która wyrażana jest poprzez strój w kolorze szarym. O kolorze żałoby po stracie dziecka nie wspomniano wcale.

Ból każdy może manifestować po swojemu

Sama doświadczyłam straty i choć od samobójczej śmierci mojego syna Łukasza minęło ponad pięć miesięcy, to przyznam, że sztywne ramy przeżywania żałoby, w jakie chce nas wkładać tradycja, nie do końca mnie przekonują. A już zwłaszcza te wyznaczające granice czasu przeznaczonego na rozpacz.

Ale refleksja o współczesnej „mamie żałobnej” nie dawała mi spokoju.

Przy okazji tych rozmyślań przypomniałam sobie z dzieciństwa, że często widywałam ludzi, którzy nosili czarne opaski na rękawach ubrań, albo przyszywali do kołnierzyków czarne aksamitki.

W ten sposób mówili otoczeniu: „Bądźcie uważni na moje uczucia, emocje. Umarł mi ktoś bliski”.

Jednak dziś jestem pewna jednego: żałoba trwa tyle, ile potrzebuje. A swój ból każdy może manifestować ubiorem po swojemu, w sukienkach dowolnej barwy. Opowiedziały o tym mamy dzieci, które im odeszły. Poznałam je dzięki Agacie.

Za którą zasłoną jest bezpieczniej?

Pewnego dnia trafiłam na blog Agaty Kulik, która straciła 19-letnią córkę Olę.

Swój internetowy pamiętnik nazwała „Panie Zoranie – tylko pies zrozumie, czyli rozmowy po stracie”. Jednemu z wpisów nadała znaczący tytuł „Sukienka dla mamy żałobnej”.

Agata pisze: „Strojem dla mamy ślubnej nazywa swoje projekty sukien dla mamy pani młodej jedna z krakowskich kreatorek mody. Piękne kobiety, piękne kreacje, a w tle jeden z ważniejszych dni w życiu mamy i jej dziecka.

Od dłuższego czasu podglądam te piękne, idealnie dobrane stylizacje. Przyglądając im się, nie bez żalu, nie mogłam odeprzeć myśli o tym, jak wygląda współczesna mama żałobna? W dzisiejszym świecie, gdy czerń przestała być kolorem zastrzeżonym dla śmierci, czy istnieją jakieś zasady, albo społeczne oczekiwania, którym mama po stracie dziecka musi sprostać?

Jak bardzo trudne jest zwyczajne zadbanie o wygląd?

Mama, która przeżyła śmierć swojego dziecka, to starsza kobieta w czerni, w chustce na głowie, ktoś taki, kto stojąc przed szybą wystawową, nie widziałby w niej swojego odbicia.

Człowiek na granicy życia i śmierci, skupiony na własnym cierpieniu, które wystawione jest na widok publiczny, właśnie poprzez to, jak ona wygląda. Taki miałam wzorzec wyryty w głowie przez lata. Nie poświęcałam temu żadnej uwagi, bo przecież mnie to nie dotyczyło i nigdy nie miało spotkać (…)

Pamiętam swoje pierwsze wyjście do biura, po dwóch tygodniach od pogrzebu. Wtedy po raz pierwszy musiałam zwrócić uwagę na to jak wyglądam i… nie wyglądałam (…)

Było mi wszystko jedno. Zupełnie nie było dla mnie ważne, w co się ubiorę, więc nosiłam dwa czarne zestawy ubrań na zmianę. Otoczenie dosyć szybko zaczęło upominać się o moją normalność (…)

W końcu przyszedł maj, a z nim moje pragnienie, żeby ubrać kolorową sukienkę, żeby przestać wyglądać źle, wystawić buzię do słońca i zadbać o siebie tak po babsku, po prostu (…)

Zmiana okazała się bardzo trudna, wprawdzie przestałam odbiegać od innych, ale miałam związane z tym poczucie winy. Ta kolorowa sukienka niczym wyrzut sumienia, krzyczała: jak możesz myśleć o wyglądzie? Jak możesz układać włosy i chcieć uśmiechnąć się do lustra? To jest zdrada! (…)

Dzisiaj bardzo trudno mi ocenić, za którą „zasłoną” czułam się bezpieczniej? Czego tak naprawdę potrzebowałam i co było lepsze? Czy zmobilizowałabym się, gdybym nie musiała? Czy to był efekt przeżywania żałoby, czy presji z zewnątrz? Nie wiem”.

O fazach żałoby i tym, jak sobie z nią poradzić przeczytasz TUTAJ

Niebieska sukienka, niebieskie włosy

Agata założyła też grupę wsparcia dla osób doświadczających żałoby. Trafiłam do niej i ja. Dzięki temu poznałam wiele matek, których dzieci odeszły.

Jedna z nich opowiada, że na pogrzebie swojej córki Gosi była ubrana w jasną, niebieską sukienkę, podobnie jak siostry zmarłej dziewczynki.

– Mąż był ubrany na czarno, bo to kolor, w którym chodzi na co dzień – mówi kobieta. – Od tamtej pory ubieram się jak zawsze, chociaż częściej wybieram ciuchy niebieskie. Dziś mam niebieskie włosy. I rysunek Gosi jako tatuaż na przedramieniu. Ukrywam się za udawaniem codzienności. Jednego dnia się maluję, drugiego nie. Moja suknia matki żałobnej jest niewidzialna. Bo nie chcę, żeby ludzie wokół wiedzieli i mi współczuli. Nie chcę współczucia. Nie wierzę we współczucie. Lubię ciuchy, lubię makijaż. Na pogrzeb kupiłam sobie nawet buty, bo nie posiadałam adekwatnych do sytuacji. Ubrałam się starannie, uczesałam, umalowałam. Te kilka godzin przed pogrzebem miałam w sobie na tyle zadaniowości, że uchwyciłam się tej czynności.

Ubrałam się nawet stosownie do pogody, mimo że nie odczuwałam w tamtym czasie temperatur, głodu itp. A po i przed pogrzebem ubierałam się w to, co było wygodne, na początku z pomocą rodziny, ponieważ założenie spodni wymagało zbyt dużo wysiłku – zwierza się.

Na nikogo nie zwracaj uwagi

Jola straciła syna. Jak mówi – odszedł na własne życzenie. Miał zaledwie 23 lata. Jej kolorem żałoby początkowo była czerń. Potem, kiedy zaczęła ubierać się w zwyczajne rzeczy, które po prostu miała w szafie: kolorowe kurtki, bluzki i sukienki – w wiosce, gdzie mieszka zawrzało. „Twój syn zmarł tak niedawno, a ty się nosisz na kolorowo? Jak tak można?” – pytali z wyrzutem sąsiedzi.

– Czułam się napiętnowana. Myślałam: „Może rzeczywiście źle robię?” – wspomina. – Był czas, że sama widziałam w swoim ubiorze coś niestosownego. Że może jako matka powinnam inaczej? Podzieliłam się swoimi wątpliwościami z córką, psycholożką.

– Oszalałaś?! – oburzyła się. – Ubieraj się w to, co chcesz, na nikogo nie zwracaj uwagi. Żałoba to przede wszystkim myśli, emocje.

– I ta cholerna tęsknota – dodaje Jola. – Moja czerń w żałobie trwała ledwie chwilę, ale stała się złamaniem stereotypów o chodzeniu „na czarno”. Moje serce jednak nadal pozostaje w szarościach i czerniach.

Wrosnąć w czerń na długo

Przyznam, że i ja na pogrzeb mojego Łukasza nawlokłam na siebie czarną sukienkę do kostek. Schowałam się w niej cała. Czerń zawsze była dla mnie i nadal pozostaje „bezpieczna”. Podobnie jak dla Beaty.

– Mój przepisowy czas żałoby minął. Kupuję kolorowe ciuchy, ale jakoś mało kiedy je zakładam – mówi mama Arka. – Leżą sobie poukładane: od białych, poprzez róże, beże i czerwienie. Może to jeszcze nie mój czas? Nie moja pora na czystą radość? Czy jeszcze kiedyś poczuję autentyczne szczęście? Jest już uśmiech, nawet śmiech. Ale szczęście? Pewnie już nie… Nie wiem.

Z kolei w garderobie Doroty nigdy nie było żadnych czarnych ubrań. Po prostu nie lubiła tego koloru. Do czasu, gdy zmarła jej córka.

– Po śmierci Paulusi zaczęłam nosić jej czarne ciuchy, na pogrzebie też byłam ubrana w jej ubrania.

To stało się takie naturalne, bo moje życie zrobiło się czarne – wyjaśnia. – Nie myślałam wtedy o tym, że mam żałobę i muszę się ubierać na czarno. Żałobę miałam w sercu, w głowie. Ale wrosłam w tę czerń na długo, bo tylko tak mogłam funkcjonować. Próbowałam ubrać swoje kolorowe ubrania, ale wydawały mi się takie krzykliwe. Nie współgrały ze mną. Dla mnie żałoba po Pauli mogła być tylko czarna.

Babcia Krysia lubiła fiolet

Żałobna sukienka Romy nie ma koloru.

– Tego, co przeżywam wewnątrz nie można pokazać żadnym kolorem. Śmierć mojej córki jest moim bólem, dla mnie, a nie dla innych! Jak mogłabym zająć się, wychować i zastąpić matkę wnuczce, gdybym pielęgnowała i zatapiała się w swojej żałobie? To, że doświadczyłam cierpienia, nie jest wystarczającym powodem, bym ze swojego życia uczyniła dramat. To, że życie zafundowało mi śmierć dziecka, nie spowodowało, że się na nie obraziłam i przestałam żyć – zwierza się.

Z kolei Magdalena, której syn Miłosz dziś skończyłby 22 lata, właśnie wróciła z pogrzebu swojej przyszywanej babci.

– Babcia Krysia kategorycznie zabroniła przychodzić na jej pogrzeb na czarno. To był najbardziej kolorowy pogrzeb, jaki widziałam. Dominował fiolet, jej ulubiony kolor. Ktoś z zewnątrz mógłby pomyśleć, że rodzina i przyjaciele zlekceważyli powagę sytuacji. Ale kogo to obchodzi?

O rozdzierającym doświadczeniu żałoby matki po stracie syna przeczytasz TUTAJ.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
Psy potrafią odczytać ludzkie intencje

Pies rozpozna złego człowieka?

Badania naukowców z Instytutu Nauki o Historii Człowieka im. Maxa Plancka dowodzą, że psy potrafią rozróżniać intencje działań…
prawa wyborcze polek

Prawa wyborcze Polek

W kontekście Święta Niepodległości warto przypomnieć o drodze, jaka doprowadziła Polki do urn wyborczych i parlamentu. Choć wbrew…