jak zwalczyć stres
© Adobe Stock

Stres zabija, zabij stres (najlepiej śmiechem)

7 udostępnień
7
0
0

Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo stres niszczy nam zdrowie. Bagatelizujemy go. „W życiu trzeba być twardym, nie miękkim” – powtarzamy, zaciskamy zęby i pędzimy dalej. Na pohybel przeciwnościom. Aż nagle bęc. Kręgosłup odmawia współpracy, psychika się poddaje, serce mówi: „Basta! Nie robię!”.

Niedawno rozmawiałam z kolegą na temat stresu. Przyznał, że przez całe życie trzymał nerwy na wodzy, a emocje zamykał w sobie. Niestety, skończyło się to zawałem. W jego wypadku fakt, że ledwo uszedł z życiem i przemyślenia w czasie rekonwalescencji spowodowały zmianę podejścia do świata. Przede wszystkim zwolnienie tempa życia i zmianę priorytetów.

Ale czy trzeba czekać tak długo, otrzeć się o śmierć?

Organizm informuje nas o stresie na różne sposoby: migrenami, problemami trawiennymi, napięciami mięśniowymi, rozdrażnieniem, niemożnością koncentracji, spadkiem nastroju itd. Ale wtedy najczęściej łykamy coś przeciwbólowego, wypijamy drinka na koniec trudnego dnia, zajadamy stres słodyczami i machamy na to ręką. „Jakoś to będzie” – lekceważymy alerty płynące z ciała i biegniemy dalej, bo przecież dziś nam się tak strasznie spieszy, tak wiele problemów mamy na głowie, tak dużo roboty do wykonania.

Często ludzie zgłaszający się do różnych lekarzy ze swoimi problemami zdrowotnymi słyszą, że to skutki stresu. Powoduje to w nich powstawanie złych myśli o kompetencjach lekarza, bo przecież boli ich ciało, a stres utożsamiają z reakcją psychiczną. Więc szukają kolejnego specjalisty, który… o zgrozo! też dopytuje o styl i tempo życia. I radzi, aby ograniczyć stres.

A może warto uwierzyć w to, że psychika oddziałuje na nasze ciało. A jeśli ignorujemy jej delikatne sygnały, na przykład bóle głowy, to daje o sobie znać głośniej, bardziej dobitnie. W gronie bliskich mi osób mam przypadki, gdy pod wpływem silnego stresu komuś chrupnął kręgosłup i trzeba było operować. Ktoś inny w wyniku przedłużającego się stresu w pracy zaczął tracić zęby. Znam też człowieka, który najpierw ze stresu osiwiał, a potem prawie wyłysiał, bo zaczęły mu garściami wypadać włosy. I pewnie każdy znał też kogoś, kto nie przeżył zawału.

Z drugiej strony mam też przykłady tych, którzy zaczęli przyjmować leki antydepresyjne i po krótkim czasie zaobserwowali u siebie znaczącą poprawę w zdrowiu fizycznym. Zniknęły bądź zminimalizowały się nawracające bóle głowy, kłucie czy ucisk w klatce piersiowej, sztywność karku, problemy gastryczne, problemy dermatologiczne czy seksualne (np. niskie libido). Może więc jednak psychika nie jest tak nieważna, jak nam się wydaje?

Na co dzień dbamy o wiele rzeczy, zwłaszcza tych zewnętrznych, związanych z naszym wizerunkiem. Zwracamy baczną uwagę na to, jak wyglądamy lub jak inni nas widzą. Inni na pierwszy rzut oka oceniają naszą fizyczność, więc na niej się koncentrujemy. Staramy się dobrze wyglądać, wiele kobiet nie wyobraża sobie, że mogłyby wyjść do ludzi bez makijażu i w byle łachach, ćwiczymy, by mieć ładną sylwetkę. Poświęcamy wiele czasu i energii na upiększanie naszych domów, ogrodów i samochodów. Ale stosunkowo niewiele uwagi dajemy temu, czego nie widać, co dzieje się wewnątrz nas.

Tymczasem, gdy na zewnątrz wszystko w naszym życiu tak pięknie, miło, perfekcyjnie wygląda, w środku nas mogą przewalać się tornada, burze, huragany. I gdy pozwalamy, by toczyły się one w środku, dokonując w organizmie totalnej demolki, nie dziwmy się, że za chwilę i zewnętrzna skorupa zacznie się sypać, ukazując zgliszcza. Oby nie było za późno.

Niedawno znajoma oświadczyła mi, że kupuje sobie worek treningowy.

– Po co ci worek? – pytam. – Masz ochotę się z kimś boksować?

– Mam ochotę dawać ujście złości – oznajmiła. – Jakiś czas temu w pracy dostałam napadu szału. Rozpieprzyłam telefon o ścianę, kopnęłam szafkę tak, że zrobiłam w niej dziurę, a jak trzasnęłam drzwiami w biurze, to ze ścian pospadały kafelki.

– Kiepsko położone kafelki – wymsknęło mi się.

– Pal licho kafelki! Muszę kupić worek! – upierała się.

Dopowiedziała mi później, że po tym ataku szału zauważyła, jak jej ciało się rozluźniło. Umysł się uspokoił, mięśnie rozkurczyły. To było przyjemne.

– No, ale nie mogę przecież zachowywać się jak wariatka – tłumaczyła. – Muszę nauczyć się jakoś na bieżąco rozpoznawać, że mi się zbiera i coś z tym robić. I to w jakiś w miarę konstruktywny sposób. Pewnie jakaś terapia by się przydała, bo jeszcze trzeba wiedzieć, kiedy i co się ze mną dzieje. Ale na razie będzie worek, bo wydaje mi się, że to, czego mam teraz w sobie najwięcej to złość.

Stres sam w sobie nie jest zły. Jest reakcją na bodźce stresogenne. Ta reakcja ma nas informować o sytuacji i o tym, jak owa sytuacja na nas oddziałuje. Gdybyśmy byli uważni, moglibyśmy ze stresu czytać jak z kompasu. Kompas ten potrafiłby nas poinformować np. o tym, że ktoś przekracza nasze granice i trzeba go „spacyfikować”, że w otoczeniu pojawiło się zagrożenie i być może trzeba brać nogi za pas. Ale także o tym, że czynność, którą wykonujemy jest zbyt obciążająca i należy poszukać wsparcia, albo że doszło już do zmęczenia i trzeba odpocząć. Niestety my lekceważymy sygnały stresowe, ignorujemy je, olewamy, dopóki te nie zaczną wyć na alarm, tak że tego wycia nie sposób już znieść.

Skoro tak wielu ludzi doświadcza skutków długotrwałego stresu, wydawać by się mogło, że albo sposoby radzenia sobie ze stresem są jakąś wiedzą tajemną, niedostępną ogółowi, albo trzeba się nieźle napocić, żeby tę wiedzę zdobyć. I ludzie się pocą. Przetrawiają kolejne psychologiczne tomiszcza temu zagadnieniu poświęcone, zapisują się na kursy mindfulness, uczą się medytować, wcześniej zakupując do tego cały skomplikowany osprzęt (poduszki, stołki, maty, świece, dzwoneczki, kadzidełka), a w sytuacji ostatecznej podejmują decyzję pt. „Rzucam to wszystko i wybywam w Bieszczady”.

– Myślę, że każdy musi szukać swoich sposobów radzenia sobie ze stresem – uważa moja koleżanka. – Ale nie musi to być wcale szalenie skomplikowane. Mnie na przykład pomagają rozmowy z przyjaciółmi, spacery po parku, a we wrześniu łuskanie słonecznika. Wyjmujesz z krążka po jednym ziarnku, wyłuskujesz pyszne ziarno. Koncentrujesz się na tej czynności. To prawie jak medytacja (śmiech). Na pewno ważna jest uważność na to, co dzieje się z naszymi emocjami, a tego niektórzy faktycznie muszą się uczyć, niekiedy pójść na terapię. Ale jeśli już rozpoznajesz, kiedy jest ci smutno, kiedy czujesz gniew, kiedy bezsilność itd., to możesz szukać ulgi w prostych czynnościach. Na mojego męża np. odstresowująco działają wieczory spędzone w rozstawionym na balkonie hamaku. Potrafi przesiedzieć tak godzinę, dwie nic nie robiąc, nie skrolując na telefonie, tylko leżąc i gapiąc się w zachodzące słońce. Od niego też nauczyłam się, że nie warto wszędzie i ze wszystkim pędzić, bo to generuje tylko więcej stresu. Wcześniej miałam tak, że jak jechaliśmy gdzieś na urlop, to przez całą drogę niecierpliwiłam się, że jeszcze nie jesteśmy u celu. On zaś nauczył mnie, że celem może być sama droga. Że można w tej drodze się zatrzymać, cieszyć się nią, dostrzegając przy okazji wiele ciekawych rzeczy dookoła. Dziś dla mnie w walce ze stresem istotne jest właśnie to zatrzymanie się.

Ja również mam swoje sposoby na radzenie sobie ze stresem. Jednym z nich jest łapanie do spraw dystansu.

Gdy czuję, że mnie coś bodźcuje, próbuję spojrzeć na daną sytuację z innej perspektywy. Z daleka wszystko wygląda mniej groźnie, bardziej banalnie, a czasem nawet ciekawie. Jeśli nie mogę fizycznie, to choćby mentalnie oddzielam się od bodźca, oceniam na chłodno zagrożenia, zastanawiam się nad rozwiązaniami. Nic jednak tak dobrze nie pozwala mi się zdystansować od ponurych spraw jak humor.

Dlatego na koniec tego „stresującego” wywodu pozwolę sobie zaproponować prostą metodę na odstresowanie, jaką niedawno podsunął mi youtuber Artur Sękalski, autor „Rozwojowej rozkminy”.

Po ciężkiej batalii wyzwalania się z narcystycznego związku, po 40 nagranych odcinkach poważnej rozkminy, Sękalski doszedł do momentu, gdy powiedział „F…ck it! Potrzebuję luzu, odpuszczenia, dystansu!”.

Dlatego dla użytkowników swojego kanału na YT nagrał specjalny odcinek pt. „Medytacja prowadzona. Odpuszczenie”, w którym zaproponował rozładowanie stresu i podniesienie energetycznych wibracji poprzez niekonwencjonalną autorską metodę. Do jej stworzenia zainspirowała go koncepcja radykalnego wybaczania. Sękalski przetransformował ją i powstało z tego coś, co nazwał analogicznie… radykalnym potępieniem.

Radykalne potępienie ma znamiona medytacji prowadzonej, gdyż w zasadzie prowadzą ją pojawiające się w nas emocje.

W pracy wkurzył cię szef psychopata, niemiły urzędnik czy urzędniczka uprzykrzyli ci życie, zła pogoda popsuła ci plany, spieszysz się, a na drodze korek, padasz na pysk, a twoje pociechy robią z domu małpi gaj? Sękalski proponuje: Potęp to! Przeklnij to! Złorzecz temu! Niech ginie, niech przepadnie to, co ci staje na drodze. Niech szlag to trafi, ogień spopieli, niech ptak to osra, szerszeń ugryzie, niech życie temu układa ***.

Podczas takowej medytacji potępiać można myślą, ale też dobrze popotępiać sobie pod nosem żywym słowem, np. w drodze z biura do samochodu, czekając na autobus na przystanku czy mimochodem wynosząc weki z mieszkania do piwnicy.

Jak twierdzi Sękalski, takie radykalne potępienie cudownie oczyszcza aurę. Człowiek od razu staje się lżejszy, a wizja tego, że jego potępienie rzeczywiście dosięgnie celu, istotnie poprawia nastrój.

Tak więc korzystajmy z dostępnych metod lub szukajmy własnych sposobów na redukcję stresu, zanim ten wykończy nas.

Warto przeczytać: TRE – uwolnić się od stresu i traum

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Rozwód – kres złudzeń

– Wszyscy wkoło się rozwodzą! – dzieli się ze mną spostrzeżeniem koleżanka, której znajomi kolejno odkrywają, że jednak…
widok z okna

Widok z okna

W związku z tym, że coraz wyraźniej ujawnia się w Polsce społeczny podział na dwa fronty – wolnościowy…

Krzyk ma moc

Stoję na łące i krzyczę. Drę się tak, jakby ten krzyk miał rozpłatać niebo. Zdarte gardło rzęzi, pulsuje…

Dzień nieodległości

Dzień Niepodległości powinien skłaniać do refleksji o wolności. Niestety, od kilku lat jest okazją do walki ludzi o różnych poglądach. Nadzieja w ludziach młodych i dzieciach, którzy chcą łączyć, nie dzielić.
cisza, kominek, skarpetki, kubek

Zanurz się w ciemności i ciszy

Okres przedświąteczny nie sprzyja wyciszeniu… Zewsząd migoczące lampki, grające głośno kolędy i świąteczne przeboje, szał zakupów (nawet jeśli…