borderline
© Adobe Stock

Stabilna niestabilność – czyli borderline z perspektywy „bordera”

58 udostępnień
58
0
0

Chcąc w jednym zdaniu opisać kogoś z borderline, trzeba by powiedzieć: „To osoba złożona tylko z tych najlepszych cech i… tylko z tych najgorszych”.

Wokół „osobowości z pogranicza” narosło wiele mitów. Jej społeczne postrzeganie ogranicza się do obrazu osoby nieobliczalnej, która jednego dnia kocha, drugiego nienawidzi. Nigdy nie wiesz czy w ataku furii nie wyleje ci na głowę gorącej herbaty albo nie zadzwoni do twojego szefa i nie powie, żeby się zwolnił.

Pocięcie „borderline” to medialny wytrych, chętnie używany przez „prasę kolorową” do opisania furiata. Niemal przed dekadą media żonglowały tym słowem w odniesieniu do matki małej „Madzi z Sosnowca”. Gdzieś przebił się strzępek informacji, że kobieta cierpiała na zaburzenie osobowości z pogranicza – i tak, do koszyczka mitów na temat „borderek”, wpadł kolejny: „to nie tylko agresywne „toksyny”, ale też morderczynie”.

Kobiece portale pisząc o związkach wciąż straszą męskim „borderem” jako facetem wiecznie wyrzucającym kluczyki od samochodu oraz wrzeszczącym na partnerkę, gdy nie dosoli kotleta. „Cztery lata z nim to był koszmar, nigdy więcej!” – mówią bohaterki takich tekstów.

Tymczasem sama jestem „borderką”. Wiem, jak trudno jest żyć z tym zaburzeniem – nawet będąc pod opieką terapeuty. Choć literatury przedmiotowej przerobionej mam całkiem sporo, nie chciałabym zarzucać czytających naukowymi terminami czy obszernymi wyimkami z fachowych publikacji. Jednak w dobie mediów społecznościowych mitologia na temat borderline niepokojąco się rozrasta i pleni. Dlatego postanowiłam pokrótce pokazać świat „bordera” widziany jego oczami.

Czy mam borderline?

Sam termin jest stosunkowo nowy. Do powszechnego użycia wprowadził je w XX wieku psycholog Robert Knight, dyrektor Instytutu Neurologii Uniwersytetu w Kalifornii. Potrzebował terminu, którym mógłby określać pacjentów, cierpiących na zaburzenia znajdujące się pomiędzy neurotycznymi (nerwicami), a psychotycznymi (psychozami). Stan emocjonalny osób z borderline nieustannie się zmienia, a jednocześnie pozostaje stabilny na tyle, by wykluczyć schizofrenię. Pojęcie „stabilnej niestabilności” doskonale zrozumie każda osoba z borderem.

Nie ma jednego, sztywnego wzorca zachowań osoby z borderline. W klasyfikacji wprowadzonej przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, aby uzyskać diagnozę, należy spełnić 5 spośród 9 kryteriów:

  • gorączkowe wysiłki w celu uniknięcia rzeczywistego lub wyimaginowanego odrzucenia;
  • niestabilne i intensywne związki interpersonalne, charakteryzujące się wahaniami pomiędzy ekstremami idealizacji i dewaluacji;
  • zaburzenia tożsamości: wyraźnie i uporczywie niestabilny obraz samego siebie lub poczucia własnego ja;
  • impulsywność w co najmniej dwóch sferach, które są potencjalnie autodestrukcyjne (np. wydawanie pieniędzy, seks, nadużywanie substancji, lekkomyślne prowadzenie pojazdów, kompulsywne jedzenie);
  • nawracające zachowania autodestrukcyjne, gesty lub groźby samobójcze albo działania o charakterze samookaleczającym;
  • niestabilność emocjonalna spowodowana wyraźnymi wahaniami nastroju, drażliwością lub lękiem trwającymi zazwyczaj kilka godzin, rzadko dłużej niż kilka dni;
  • chroniczne uczucie pustki;
  • niestosowny, intensywny gniew lub trudności z kontrolowaniem gniewu;
  • przelotne, związane ze stresem myśli paranoiczne lub poważne symptomy rozpadu osobowości.

Border oczywiście może być furiatem czy typową „drama queen”, ale nie musi. Może być cichy jak mysz lub też wypełniać sobą całą wspólną przestrzeń. Gdy czuje się bezradny, osaczony lub nie radzi sobie z natłokiem uczuć, może się w akcie desperacji samookaleczać, stosować bierną agresję lub zamilknąć i odizolować. Kombinacji magicznych pięciu (lub więcej) warunków jest mnóstwo. Wszystkie bardzo często jednak spina kryterium „chronicznego uczucia pustki”.

Pustka. To uczucie towarzyszy mi, odkąd pamiętam. Ogarniało mnie nagle i niespodziewanie, nawet gdy znajdowałam się w licznej, akceptującej grupie – i nie miało nic wspólnego na przykład z poczuciem niezrozumienia. Pustka i niemożność jednoznacznego zdefiniowania siebie (Jestem spontaniczna czy kompletnie nie? Jestem introwertykiem czy ekstrawertykiem? Jestem duszą towarzystwa czy odludkiem?) często przesądzają o tym, że diagnoza brzmi właśnie „Borderline Personality Disorder (BPD)”.

Geneza

Często usłyszeć można, że „bordery” to osoby skrzywdzone w dzieciństwie: pochodzące z patologicznych domów, bite, wykorzystywane seksualnie, takie, które przeżyły traumę – stratę bliskiej osoby, chorobę. Borderline współwystępuje z reguły z innymi zaburzeniami (odżywiania, PTSD, dwubiegunówka), więc często tak właśnie bywa, jednak z całą stanowczością nie można stwierdzić „nie mogę mieć bordera, w moim domu przecież nie było przemocy”. Kluczowym aspektem dla kształtowania się tego zaburzenia jest unieważniające środowisko oraz często biologiczny czynnik wysokiej wrażliwości. Borderline to dorosłe dziecko nieobecnych rodziców albo takie, które zmuszone było przedwcześnie dorosnąć, które nie było słyszane, którego potrzeby ignorowano. Dlatego BPD w dorosłym życiu jak ognia boi się odrzucenia. Chce przynależeć i budzić się rano z myślą, że jest „czyjś”. Nie wystarczy mu, że jest „swój własny” bo jego „ja” jest na tyle kruche i niezdefiniowane, że nie można opierać na nim swojego szczęścia. Dlatego też często w związkach z „borderem” występuje przemoc. Bo „borderowi” zdarza się wychodzić z założenia, że, jak śpiewała Florence and The Machine, „kiss with a fist is better than none” (pocałunek pięścią jest lepszy niż żaden).

Odejdź! Nie zostawiaj mnie!

„Border” jest jak dyrygent, który w orkiestrze symfonicznej wyczuje każdy nawet najmniej słyszalny fałszywy ton. Jego radar jest zaprogramowany na odrzucenie. Często trafnie, wcześniej i precyzyjniej od innych wychwytuje nieszczerość, reakcje unikowe, kłamstwa czy nieprzyjazne intencje (oczywiście, nie zawsze). Jednak na swoją własną zgubę, również mocniej bierze je do siebie i przeżywa bardziej, niż to w istocie konieczne. Gdy do tego wszystkiego, tak np. jak ja, ma skłonności do katastrofizacji, wówczas potrafi budować piętrowe wizje nieszczęść i obudowuje się urazą.

Paradoksalnie, w sytuacji konfliktu „border”, tak bardzo zaprogramowany na poczucie przynależności, potrafi bez zastanowienia wykrzyczeć, że masz zniknąć i nigdy nie wracać (powie ci tak, kiedy poczuje się unieważniony). A jeśli nie zaspokajasz tej jego podstawowej potrzeby, tylko zwiększasz jego cierpienie, wtedy będzie autentycznie pragnął rozstania.

Skutki deregulacja emocji, których w takiej sytuacji doświadcza, są na tyle dojmujące, że często musi dosłownie wyładować się fizycznie (niszczy przedmioty, mówi rzeczy, które ranią, ciska się, ucieka, stosuje inny rodzaj przemocy). Ważnym aspektem terapii dialektyczno-behawioralnej (nastawionej na pracę z osobami borderline) jest danie takim osobom zestawu narzędzi kryzysowych, które doraźnie pomogą im ochłonąć. Zanurzenie twarzy albo całej głowy w zimnej wodzie czy też wyjście na zewnątrz i policzenie wszystkich niebieskich przedmiotów (nie żartuję!) jest lepszym sposobem obniżenia temperatury emocji niż samookaleczenie czy zasypanie partnera lawiną oskarżeń. Jednym ze skuteczniejszych sposobów radzenia sobie z silnym wzburzeniem jest również uruchomienie nakazu „stop”: odsuń się od osoby, z którą jesteś w interakcji. Odetnij wszystkie swoje myśli, zamień się na chwilę w nieruchomy głaz. Takich kryzysowych narzędzi dostępnych jest całkiem sporo. Umiejętny terapeuta potrafi pomóc wybrać te najlepiej dopasowane do indywidualnych sposobów przeżywania „bordera”. Problemem jest jednak to, że gdy „border” nakręci się w swojej emocjonalnej spirali, często zapomina, że ma pod ręką jakiekolwiek sposoby regulacji tej trąby powietrznej.

Gorączka myśli

W mózgu osoby z borderline ciągle rozbrzmiewa kakofonia różnych odczuć – cały przekrój. „Border” to nie „dwubiegunowiec”, on nie czuje miłości w poniedziałek, a nienawiści w środę. On czuje wszystko naraz. Kiedy każe ci spakować swoje rzeczy i „się wynosić”, w tej samej chwili może równie mocno potrzebować żebyś zniknął, jak i twojego ciepła oraz wsparcia.

Mój partner, obserwując moje zachowania w sytuacji konfliktu, ukuł sformułowanie „gorączka myśli” (niektórzy określają to mianem „dramy”, choć to już określenie o wyczuwalnie negatywnym zabarwieniu). Jednak słowo „gorączka” dobrze oddaje stan w głowie „bordera”. Ponieważ stabilne „ja” nie istnieje, katalog naszych uczuć i interpretacji jest praktycznie nieskończony. Dlatego w takiej „gorączce”, warto usiąść z kartką papieru i prześledzić schemat łańcucha naszych emocji. Co było iskrą zapalną? (poczułam się zlekceważona/y, kiedy po raz drugi w tym tygodniu nie wywiązał/a się z jakiejś obietnicy); Jakie okoliczności wzmocniły mój wybuch? (jestem przemęczona/y, nie wyspałam/em się, wkurzył mnie wczoraj szef, skojarzyło mi się to z sytuacją z 2015, gdy moja matka powiedziała, że…). Co jest faktem, a co moją interpretacją i emocjonalną oceną? (Faktem jest, że ktoś np. spóźnił się, nie oddzwonił bądź nie odpisał mi na wiadomość, natomiast „lekceważy mnie” – jest już moim osądem, przefiltrowanym przez unieważniający radar).

Będąc w „gorączce”, „border” często działa na oślep. Słysząc w głowie różne podpowiedzi (od „on/ona wymaga za dużo, nie zgadzaj się na to!” aż po „on/ona ma rację, nie powinienem się tym tak przejmować”), sam już nie wie, który głos jest „właściwy” i powinien przewodzić w chórze. Nie wierzy swoim uczuciom, a jednocześnie nie chce (znów!) poddawać ich unieważnieniu. Jak więc wyjść z tej matni?

Na terapii uczymy się różnych umiejętności tzw. skuteczności interpersonalnej. Kluczem jest precyzyjne formułowanie komunikatów. Jeśli nie umiesz rozmawiać twarzą w twarz, bo cię „ponosi” – napisz to, co chcesz przekazać. Nazwij fakty i emocje, które czujesz, również te sprzeczne ze sobą. Narysuj drzewko. Zastanów się, jakiej konkretnie reakcji oczekujesz. Gdy bliska ci osoba otrzyma całościowy obraz sytuacji, niepodlany sosem z oskarżeń i żalu, będzie jej łatwiej zareagować adekwatnie i zrozumieć, co doprowadziło cię do wzburzenia.

A co ma zrobić bliska osoba, gdy „szarżuje na nią rozpędzony border”? Przede wszystkim sam/a zachowaj spokój. Pod żadnym pozorem nie obwiniaj się za to, że w jej lub jego głowie pojawiły się jakieś uczucia. Odnieś się do nich z szacunkiem – nie musisz się z nimi zgadzać, ale zapewnij, że postarasz się je zrozumieć. A przede wszystkim przyklej sobie na czole kartkę z napisem: dostrzegam cię i akceptuję, jestem przy tobie (nawet gdy targają tobą emocje, które przerastają was oboje), nigdzie się nie wybieram. Taka radykalnie akceptująca postawa zwykle dobrze i szybko działa w sytuacji sporu bądź napadu lęku u osoby z BDP, jednak raczej nie sprawdzi się w sytuacjach ekstremalnych, przemocowych (gdy „border” szantażuje, stalkuje, grozi samobójstwem, robi sobie krzywdę). Wtedy należy przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo fizyczne i… zwrócić się po pomoc do specjalisty. Niektóre osoby z zaburzeniem z pogranicza mogą na jakimś etapie wymagać hospitalizacji i leków. Jednak psychoterapia nastawiona na regulacje emocji, uważność i skuteczną komunikację zazwyczaj pomaga utrzymywać kontrolę i nie wpadać w emocjonalne pułapki-dołki przykryte „liśćmi” dla niepoznaki.

Ratunku! Nie umiem stawiać granic

Doświadczenie pracy w grupie dla osób z BDP podczas warsztatów skuteczności interpersonalnej było dla mnie szalenie wyzwalające. Okazało się, że inni uczestnicy grupy również na co dzień mieli w swoich głowach relację „live” z walki dwóch drużyn: w pierwszej prym wiodły nadmierny krytycyzm wobec siebie, poczucie winy i lęk przed okazaniem się niewystarczającym/niewystarczającą; w przeciwnym narożniku zaś stały: przekonanie o własnej wyjątkowości oraz poczucie, iż zasługuję na bycie kochanym i docenianym, a momentami wręcz roszczeniowość. A ponieważ (to już refren naszej piosenki!) stabilne „ja” nie istnieje – piętą Achillesowa każdego „bordera” jest stawianie granic i asertywność.

Kiedy wygrywa pierwsza drużyna, zgadzamy się dosłownie na wszystko (wstanę o 6.00 rano, żeby odwieźć cię na dworzec, dam się wrobić w dodatkowe obowiązki, na które nie mam ochoty, pójdę na szereg innych ustępstw, żeby zasłużyć na wdzięczność i uznanie) – i potem mamy nieskończony żal do siebie i całego świata (po tygodniach czy miesiącach tłumienia takiego żalu naturalnie następuje gorączka myśli i wybuch – zwykle kompletnie nieadekwatny do sytuacji). Kiedy zaś wygrywa druga drużyna, jesteśmy przekonani, że „nam się należy” i nie będziemy chodzić na żadne ustępstwa. Dlatego też terapeutki zaproponowały nam w grupie tzw. grę groszową. To narzędzie, które pomaga skutecznie prosić o przysługę oraz – w zależności od potrzeby – skutecznie i asertywnie odmawiać.

W przypadku, gdy bardzo nie chcemy spełnić jakiegoś oczekiwania, dodajemy sobie 10 groszy za każdą odpowiedź „nie” na poniższe pytania (m.in. Czy możesz dać tej osobie to, czego od ciebie chce? Czy odmowa sprawi, że twój szacunek do siebie ucierpi? Czy długoterminowo będziesz żałować, że odmówiłeś? Czy jesteś winny przysługę tej osobie? Czy to, o co jesteś proszony/proszona, jest adekwatne do waszej obecnej relacji?). W zależności od tego, ile dziesięciogroszówek „uzbierasz” na koniec – odpowiednio zdecydowanie postaw granice. Im więcej masz pieniędzy, tym bardziej asertywną postawę wykaż. To świetne narzędzie weryfikacji naszych uczuć w sytuacji, gdy nie do końca im dowierzamy, ponieważ (tak, tak) – stabilne „ja” nie istnieje…

Niezdolni do trwałych relacji?

Jednym z najbardziej krzywdzących mitów narosłych wokół BDP jest ten, jakoby osoby z tym zaburzeniem były niezdolne do tworzenia trwałych relacji. Tymczasem trwała relacja z „borderem” jest jak najbardziej możliwa, wymaga jednak sporo pracy nad kontrolą destrukcyjnych zachowań ze strony „bordera” i mnóstwa cierpliwości ze strony jego bliskich. Partnerzy „borderów” muszą radykalnie zaakceptować fakt, że osobie, która często nie ufa nawet własnym myślom, może być trudno odnaleźć drogę środka pomiędzy daniem nieograniczonej przestrzeni a chęcią stopienia się z kimś w jedną całość.

O życiu z borderline i pułapkach myślenia, które na nas czekają, możecie dowiedzieć się więcej podczas konferencji online w dniach 18-19 września, organizowanej przez Polskie Towarzystwo DBT. Udział w niej jest darmowy, trzeba się jedynie zarejestrować pod tym linkiem.

Tekst skonsultowałam z terapeutką specjalizującą się w metodzie dialektyczno-behawioralnej z ośrodka Bezpieczne Miejsce w Warszawie.


Źródła, z których korzystałam:
https://www.mp.pl/pacjent/psychiatria/zaburzenia_osobowosci/74280,osobowosc-borderline-informacje-ogolne
https://www.mp.pl/pacjent/psychiatria/zaburzenia_osobowosci/77329,osobowosc-borderline-ujecie-psychoanalitycze
https://www.terapiadbt.pl/wrazliwosc-na-odrzucenie/
https://emocje.pro/borderline-zaufanie-zwiazku/
https://emocje.pro/komunikacja-borderline-set/
https://emocje.pro/wrazliwosc-odrzucenie-borderline/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać
spełnianie marzeń

Od marzenia do spełnienia

Masz już opracowane swoje marzenia. Na samą myśl o nich uśmiechasz się. Reszta zależy od Ciebie: albo swoje…
terapia ilona gajak

Kiedy i dlaczego warto skorzystać z pomocy terapeuty

Wiele osób, które mają problemy z radzeniem sobie z emocjami, ma opory przed skorzystaniem z fachowej pomocy. Ilona Gajak rozwiewa mity na temat psychoterapii i mówi, jaki cel można osiągnąć z pomocą terapeuty.

Opiekun. Zawód czy misja?

„Jesteśmy wołami, wielbłądami, górnikami i hutnikami życia codziennego. Nikt w tym chorym kraju nie pracuje ciężej od nas.…
człowiek medytujący na tle panoramy gór

Duchowość, czyli co?

Bycie osobą religijną nie jest tożsame z byciem osobą uduchowioną. Można mieć wysoką inteligencję duchową będąc ateistą i…