© Kolektyw Wilczyce

Spychaczem w Wilczyce – polski sposób na ekologów i innych protestujących

21 udostępnień
21
0
0

Gdy powstawał ten tekst, kolektyw Wilczyce, protestujący przed wycinką lasu w wydzieleniu 219a w Nadleśnictwie Stuposiany, czekał na odpowiedź z Nadleśnictwa w sprawie niebezpiecznych ataków na ich obóz. Odpowiedź przyszła w czwartek 11 lutego w formie… spychacza.

Na zewnątrz pokazują się w maskach zwierząt – tych, w obronie których występują. Od 3 stycznia, w zawieszonych na drzewach skypodach, przy temperaturze spadającej w nocy do -20 stopni Celsjusza, członkowie kolektywu Wilczyce protestują przed wycinką fragmentu lasu należącego do Obszaru Natura 2000 „Bieszczady”. Jak zapewniają – walczą nie tylko o las, walczą o lepszy świat.

Wydzielenie 219a to 30 hektarów lasu w Nadleśnictwie Stuposiany, przy granicy z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym. W 2019 roku Nadleśnictwo ogłosiło przetarg na wycinkę w tym wydzieleniu. Lasy Państwowe (LP) planują pozyskać z tego terenu ponad 4 tysiące kubików (metrów sześciennych) drewna , zasobność całego drzewostanu wyliczono na prawie 20 tysięcy metrów. Ten nieduży kawałek lasu jest częścią urokliwego i bogatego w życie lasu karpackiego – puszczy takiej, jaka kiedyś porastała całe nasze góry. Dziś takie miejsca to już unikat, a niestety giną w oczach z racji inwazyjnej gospodarki leśnej. Wiek występującego tu drzewostanu szacuje się na 120–160 lat. Można tu spotkać m.in. puszczyka uralskiego i dzięcioła białogrzbietego. Występuje tu również 13 gatunków chronionych mchów, porostów i wątrobowców. Górskie lasy pełnią funkcję glebo- i wodochronną – to one zabezpieczają cały kraj przed suszami i powodziami.

Od momentu zaplanowania wycinki trwają protesty aktywistów ekologicznych z Inicjatywy Dzikie Karpaty. Z apelem do LP wystąpiła w 2019 roku Olga Tokarczuk, interweniowało także wielu naukowców, biologów i ekologów. Działania Wilczyc są kontynuacją tych wyżej wymienionych. Grupa określa się jako intersekcjonalny kolektyw, przeciwstawiający się wszelkiej dyskryminacji płci, etniczności, rasy, klasy, orientacji seksualnej, narodowości, wieku, religii, czy niepełnosprawności.

W manifeście Wilczyc możemy przeczytać:

„Wierzymy, że możemy funkcjonować tak jak chciałybyśmy, żeby funkcjonował świat – bez hierarchii, dominacji ludzi nad pozostałymi istotami, patriarchatu, queerfobii i faszyzmu. Z radykalną empatią i troską”.

Kolektyw w imieniu wszystkich istot domaga się sprawiedliwości międzygatunkowej. Za sobą ma naukowców i biologów, którzy od 30 lat optują za stworzeniem w pobliskim Stupocianom rejonie Bieszczad parku narodowego, a wokół niego terenów chronionych. Na razie trwa pat, w którym lokalna dyrekcja LP argumentuje, że bez wycinki młodszych drzew starsze zamrą. Z kolei protestujący uważają, iż za taką argumentacją nie przemawiają w rzeczywistości względy dobra przyrody, a jedynie chęć zysku. Martwego drewna nie sposób sprzedać, ścięte i owszem.

Z polityką LP zgadza się główny konserwator przyrody z Ministerstwa Klimatu, twierdząc, że gospodarka leśna na tym terenie jest prowadzona „zgodnie z zasadą zrównoważonego i trwałego wykorzystania wszystkich funkcji lasu”. Ekolodzy nie pojmują jednak, jak wycięcie jednej trzeciej lasu ma mu gwarantować zapewnienie naturalnej bioróżnorodności. Dlatego są zdeterminowani do obrony zagrożonej przestrzeni. LP liczą na wyczerpanie protestujących, zimę i zmęczenie opinii publicznej.

Gdy rozmawialiśmy z protestującymi przed kolejną wycinką starego lasu w Polsce Wilczycami, te przeżyły już kilka prób napaści „nieznanych” osób na ich obóz. Sprawa napaści została zgłoszona odpowiednim organom, poinformowano o tym także Lasy Państwowe. Odpowiedź przyszła. Bynajmniej jednak nie w temacie. Bo z ekologami czy innymi protestującymi w tym kraju podmiotami przecież się nie rozmawia. Nakazano Wilczycom opuścić teren blokady, oskarżając je o nielegalne biwakowanie oraz utrudnianie pracy służbom leśnym, GOPR i Straży Granicznej.

W odpowiedzi na otrzymane pismo i stanowisko wobec stawianych przez LP zarzutów kolektyw napisał w mediach społecznościowych:

W czwartek 11 lutego na teren obozu wjechał spychacz.

W Polsce przyjęło się nie słuchać protestujących i nie rozmawiać z nimi. Historia pokazuje, że brak dialogu nie prowadzi do niczego dobrego. Dlatego oddajemy głos Wilczycom. Sądzimy, że to głos ważny.

Rozmowa jest anonimowa. Nasza rozmówczyni, członkini Wilczyc, używa pseudonimu Łysy.

Skąd bierze się w Was ta potrzeba chronienia tych, którzy w zasadzie głosu nie mają lub ich głos nie jest słyszany?

U każdej osoby naszego kolektywu przyczyna jest trochę inna. Generalnie każda czy każdy z nas ma w sobie wrażliwość na krzywdę, zwłaszcza jeśli ta dzieje się komuś słabszemu. Mamy też poczucie, że nie jesteśmy jedyni, którym na ziemi należą się jakieś prawa. Uważamy, że las należy do wszystkich, nie jest niczyją własnością. Należy również, a może przede wszystkim, do istot, które były w nim przed nami i dziś go zamieszkują. To jest po prostu nasza wspólna planeta, a lasy, góry, rzeki to dobra, do których dostęp powinien odbywać się w zrównoważony sposób. Nie na zasadzie polityki rabunkowej.

Jesteście w bieszczadzkim obozie już miesiąc. Jest zima. Forma protestu jest dla Was dość drastyczna.

Wcześniej były też inne formy: prośby, zbieranie opinii biologów, naukowców, ekologów, podpisywanie się pod petycjami i apelami. Niestety, to nie wystarczyło. Jeśli były jakieś odpowiedzi, to wszystkie w takim paternalistycznym tonie, wyjaśniającym nam „działanie” lasu i przedstawiającym „stosowne” przepisy. Nasze możliwości działania i wpływu na decyzje urzędnicze są ograniczone. Nie ma przykładowo możliwości zaskarżania, dyskutowania z PUL (Planem Urządzenia Lasu). Opinie naukowców czy protesty ludzi są ignorowane. A przecież są to tereny państwowe, czyli nasze, wspólne.

Pozyskiwanie drewna z obszaru objętego protestem nie jest nawet opłacalne. Trzy lokalne nadleśnictwa (Lutowiska, Stuposiany i Cisna), należące do Lasów Państwowych, pochłonęły w ciągu minionych 10 lat aż 205 milionów złotych na podtrzymanie swojego istnienia. W samym 2019 roku ta kwota wyniosła ponad 30 483 466 złotych. To aż trzy razy więcej niż wszystkie 23 parki narodowe w Polsce łącznie. Dane za rok 2020 nie są jeszcze dostępne. 

może Ci się spodobać