wewnętrzne dziecko
© Adobe Stock

Spotkanie z wewnętrznym dzieckiem

1 udostępnień
1
0
0

Mój znajomy ma za sobą kawał paskudnego życia. To życie zaczęło się w przemocowym, biednym domu i na wiele lat zaprogramowało go na udowadnianie, że nie jest „nikim”, że do czegoś się nadaje, że „ja im jeszcze pokażę”. Gdy udawało mu się osiągać kolejne szczeble kariery, kolejne sukcesy materialne, z jednej strony pękał z dumy, jakby chciał powiedzieć światu: „A widzicie, leszcze, myliliście się, jednak jestem kimś”, z drugiej strony w tyle głowy nieustannie dźwięczało mu: „Gówno jesteś, jesteś małym, nic niewartym gnojem”. I chcąc nie chcąc w końcu i tak realizował ten komunikat, którym w dzieciństwie go raczono. Zabijając ten głos w tyle głowy różnymi autodestrukcjami, w końcu potwierdzał opinię swoich własnych rodziców. Tracił fortunę, zdrowie, niszczył relacje. „A widzisz” – odzywał się wtedy ów głos, tak daleki i tak bliski zarazem. – „Jednak jesteś nikim”.

Wiele lat zajęło mojemu znajomemu wyzwolenie się z tego schematu. I jak twierdzi, najważniejsze w tym całym procesie okazało się zaopiekowanie się swoim wewnętrznym dzieckiem. Tego dziecka nikt w dzieciństwie nie słuchał, więc on teraz wsłuchuje się w to, co ono mówi. Nie liczono się z jego potrzebami, więc on je dziś zaspokaja. To dziecko nigdy nie czuło się bezpiecznie, więc on codziennie zapewnia je, że je ochroni i nie pozwoli nikomu go skrzywdzić. To dziecko odrzucano, więc on stał się jego najwierniejszym przyjacielem. Okłamywano je, więc on raczy je tylko prawdą. Nieustannie żyło w lęku, więc dba, by niczym go już nie straszono. To dziecko nie zaznało radości, więc teraz bawi się z nim i je rozśmiesza.

W terapii poświęconej pracy z traumami z dzieciństwa niekiedy potrzebni są fikcyjni bohaterowie. Ztraumatyzowany dorosły nie jest w stanie być dla siebie bohaterem, który podejmie się roli zdrowego dorosłego. Z pomocą mogą wtedy przyjść wizualizowane postacie o supermocach, które zrobią za niego „brudną robotę” – pozamiatają podwórko. Staną w obronie krzywdzonego dziecka, zadbają, by w ramach trudnego wspomnienia sprawiedliwości stało się zadość, będą mu towarzyszyć i wspierać go w najtrudniejszych momentach. Takie powroty do przeszłości z udziałem superbohaterów wpływają na podświadomość. Granice między tym, co zdarzyło się realnie, a co powstało za pomocą wyobrażenia, zacierają się. Zranione dziecko w nas, nawet jeśli my – dorośli nie umiemy się nim odpowiednio zająć, bo zbyt silnie oddziałuje w nas schemat toksycznego rodzica – dzięki fikcyjnym bohaterom zyskuje oręż do rozprawiania się z traumami. A gdy przeszłość choć trochę zacznie robić się znośna, zabliźniony dorosły będzie mógł wkroczyć w nią sam, będzie mógł wreszcie stać się dla siebie wsparciem.

Mój znajomy nie potrzebował superbohaterów, sam się takim bohaterem dla siebie stał. I muszę przyznać, że jako rodzic swojego wewnętrznego dziecka jest rodzicem na medal. Co ciekawe, emanuje to z niego energią dobrostanu. Patrząc na mojego znajomego, myślę: „król życia”. Jest radosny, życzliwy, mega pozytywny. Jednocześnie umie stawiać granice, mówić wprost o swoich potrzebach, wyrażać swoje zdanie bez potrzeby obrony własnych racji. Ma w sobie radość dziecka i siłę oraz odwagę zdrowego dorosłego. On razem z tym kiedyś skrzywdzonym chłopcem tworzą dziś niezwykle kompatybilny team. I nie da się nie odnieść wrażenia, że: „Kurczę, to jest dobre. To działa”.

– Ale nie będę jeździć do Legolandu ani bujać się na huśtawce na placu zabaw, zresztą i tak kuper mi się w nią nie zmieści – oświadczam znajomemu pod koniec naszego spotkania.

– Najważniejsze, żebyś zaczęła być dla siebie dobra – uśmiecha się. – Bez względu na wszystko. Tak dobra, jak byłby najlepszy rodzic na świecie, którego jesteś sobie w stanie wyobrazić.

Tej autorki: Ciałopozytywność

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Ty też możesz być Beatą K.

Fala pomyj wylała się w ostatnich dniach na polską piosenkarkę, którą zatrzymano za jazdę po pijaku. To ciekawe,…

Wojna?

Na ulicach, w mediach, w sieci wybrzmiewają obecnie hasła: „To jest wojna!”, „To rewolucja!”, a my w SiedemÓsmych…
Nie wszędzie zostały zniwelowane bariery dla wózków

Jak mężczyźni urządzili nam świat?

„Nie jestem feministką, ale…” – można często usłyszeć w dyskusjach o równości. Proponuję mały eksperyment. Rozejrzyjmy się wokoło.…
poświęcenie

Poświęcenie

Myślę, że wpadamy tu w pułapkę racjonalizacji. Próbujemy ogarnąć rozumem to, czego bez empatii, bez wrażliwości zrozumieć się…