wewnętrzne dziecko
© Adobe Stock

Spotkanie z wewnętrznym dzieckiem

1 udostępnień
1
0
0

– Jeśli nie ukochasz tego dziecka, które w Tobie płacze, które domaga się uwagi, nigdy do końca nie poczujesz się szczęśliwa – mówi mój znajomy, a ja wywracam oczami z powątpiewaniem. Facetowi stuka szósta dekada życia, ja dobijam do piątej, tymczasem on sugeruje mi jakiś powrót do przedszkola. Rety, ja przecież nie lubię dzieci.

– Ponoć na starość się dziecinnieje – mówię do znajomego z przekąsem, bo temat „ukochania swojego wewnętrznego dziecka” jakoś mnie żenuje, jakoś uwiera. Ale znajomy zupełnie nic nie robi sobie z mojego sarkazmu. Jakby dokładnie znał ten opór, który pojawia się w dorosłym człowieku, któremu podsuwa się pod nos koncept emocjonalnego powrotu do dzieciństwa i spotkania się tam ze sobą sprzed lat. Po co to komu? Czemu to ma służyć? – zastanawia się człowiek. – Przecież dziś już jestem w innym miejscu i czasie. Jestem dorosły, bogatszy w wiedzę, doświadczenie, nie jestem już tamtym chłopcem czy tamtą dziewczynką. Jaki więc sens wracać do tego, co było i czego nie sposób już zmienić?

– Wybrałem się ostatnio na imprezę dla dzieci – kontynuuje niezrażony kolega. – Organizatorka wydarzenia przy wejściu pyta mnie: „A gdzie dziecko?”, a ja pokazuję na siebie i mówię: „A tutaj, w środku”.

– Pomyślała, że ma do czynienia z wariatem, a zaraz potem, że być może z pedofilem – wzdycham, a znajomy się śmieje.

– Wytłumaczyłem jej, że oprowadzam swoje wewnętrzne dziecko po miejscach, w których ono chciało kiedyś być i w ten sposób o nie dbam. Chyba uznała, że to zabawne. Być może dziwaczne, ale zabawne, więc mnie wpuściła. I powiem ci, że „ja – dorosły” z moim „ja –dzieckiem” przednio się na tej imprezie bawiliśmy. Lubię tego chłopaka w sobie, wiem, że zasługuje na to, co najlepsze. A skoro nikt o to nie zadbał wcześniej, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i wreszcie zrobić z tym porządek. I wiesz co? W końcu przestałem się czuć samotny, w końcu zacząłem się cieszyć życiem, w końcu poczułem się ważny, poczułem, że mam prawo być tu i teraz, taki, jakim jestem.

Pomyślałam o swojej niechęci do zajmowania się własnym wewnętrznym dzieckiem. Czy w ogóle lubię to dziecko? Dlaczego patrzę na nie z takim chłodem, zniecierpliwieniem, surowością? Ile jest w tym mojego własnego postrzegania, a ile schematu powstałego na skutek postrzegania mnie przez dorosłych, którzy towarzyszyli mi na wczesnym etapie życia? I jakie są tego konsekwencje?

Czy dziecko nieprzytulane będzie umiało w dorosłym życiu przytulać? Dziecko niekochane będzie umiało kochać? Czy w dziecku non stop krytykowanym nie rozwinie się nadmierny autokrytycyzm i ocenianie? W dziecku bitym, lęk i niskie poczucie własnej wartości, a może też skłonność do przemocy?

W dzieciństwie nasiąkamy rozmaitymi przekazami. Internalizujemy je od dorosłych, wplatając je w nasz system myślenia i postrzegania siebie oraz świata. W wiele z nich zaczynamy wierzyć tak silnie, że uznajemy je za jedynie słuszne i prawdziwe. I później kierują one całym naszym życiem, naszymi wyborami. Ich wpływu często nie jesteśmy nawet świadomi.

– Wszystko kształtuje się w dzieciństwie – twierdzi mój znajomy. – Reszta, całe nasze dorosłe życie jest tylko tego konsekwencją.

W teorii mojego znajomego, jeśli człowiek nie chce być wyłącznie realizatorem schematów włożonych mu przez innych w dzieciństwie, musi się z tym dzieciństwem rozprawić.

– Chcesz być dorosłym na własnych warunkach, to stwórz swoje dzieciństwo na nowo – mówi. – Nie każdy przecież miał szczęście mieć dobry start. I nie chodzi o to, by teraz za to kogoś obwiniać. Rodzice, którzy spaprali robotę, nie stanęli na wysokości zadania, często sami nie mieli lepszych doświadczeń za młodu, nie mieli dobrych wzorców. Ale to, że oni cię nie kochali, zawiedli, nie znaczy, że ty nie możesz pokochać siebie, że masz przez resztę życia ponosić konsekwencje tej ich nieumiejętności, że masz zawodzić samego siebie i też się od siebie odwracać. Jeśli tylko chcesz, możesz sam stać się dla siebie takim rodzicem, jakiego chciałeś kiedyś mieć.

O tym, jak traumatyczne dzieciństwo wpływa na życie według prof. Zbigniewa Mikołejki przeczytasz TUTAJ

może Ci się spodobać
poświęcenie

Poświęcenie

Czym jest poświęcenie? Czy warto poświęcać się dla innych? A jeśli tak, to w jakim stopniu, dla kogo…
czas

Czas – przyjaciel czy wróg?

Nadano mu wymiar magiczny, spersonifikowano w mitologii, zmierzono w fizyce. Można go komuś zabrać, można go zająć, wykorzystać,…

Krzyk ma moc

Stoję na łące i krzyczę. Drę się tak, jakby ten krzyk miał rozpłatać niebo. Zdarte gardło rzęzi, pulsuje…
jak być uczciwym

I jak tu być uczciwym?

– Wszyscy kłamią – twierdził serialowy doktor House, zgrabnie dystansując się tym twierdzeniem od własnej nieuczciwości. Łatwo wytykać…
wolne media

Wolne media nie takie znów wolne?

Rządowy pomysł nałożenia na media podatku od wpływów reklamowych zjednoczył w ubiegłym tygodniu konkurujące ze sobą na co…