© Adobe Stock

Skazani na home (horror) office

5 udostępnień
5
0
0
Ach, wiecie jak to jest. Trzeba uważać na to, o czym się w życiu marzy, bo może się spełnić. Na przykład w dobie koronawirusa raptem wielu spełniło się marzenie o pracy z domu.

Iluż z nas, korpoludków, z zazdrością patrzyło na tych wszystkich, którzy pracowali zdalnie? Podczas gdy my, w cisnących czółenkach i dusznym krawacie, walczyliśmy o równowagę, miażdżeni w wagonie metra pędzącego w kierunku warszawskiego Mordoru czy innych środkach komunikacji publicznej, dowożących trybiki do machin w biurowych zagłębiach wielkich miast w Polsce. Walczyliśmy o równowagę, żeby była jasność, taką dosłowną. Czyli żeby się nie przewrócić. Nie zna życia ten, kto nie zaznał tej desperackiej walki o balans, gdy pociąg rusza i nie ma się czego chwycić, a na nogach ma się dwa narzędzia tortur, które z każdą sekundą pogłębiają haluksy.

Nagle jednak, w wyniku globalnej zarazy, nadeszło słynne „new normal”. Na kilka miesięcy cały świat zamknął się w czterech ścianach i… okazało się, że również korpoludkom, którym dotychczas wydawało się to całkowicie nieosiągalne, zezwolono na pracę z domu. I co? Marzenia się spełniają. Wspaniale! Tyle że szybko stało się jasne, że pracując zdalnie z własnego domowego fotela, też można toczyć zajadłą walkę o balans, której brutalności nie łagodzą nawet wygodne papcie na stópkach. W parze z wielką wygodą przyszła bowiem jeszcze większa odpowiedzialność. Jak nie dać się jej pożreć? Jak pracować z domu i nie zwariować? Pozwólcie dać sobie w tym temacie kilka tipów.

By home office nie zmieniło się w horror office

Zamknij za sobą drzwi. Dosłownie. I metaforycznie także. Zadbaj o to, by w Twojej przestrzeni było miejsce wyznaczone do pracy. Jeśli masz gabinet – szczęściarz z Ciebie. Jeśli masz biurko – to wspaniale. Jeżeli musisz, przeorganizuj stół w jadalni tak, by jego funkcja na czas pracy spełniała rolę biurka.

Czytaj także: Na DESKterze online

Gdziekolwiek znajduje się Twój kącik do pracy, inni domownicy nie powinni mieć do niego swobodnego dostępu. Nie zrozum mnie źle. Wiem, że kochasz swoje dzieci i swojego koteczka, ale gdybyś jechał do biura, nie zabrałbyś ich ze sobą, prawda? Dlatego w czasie pracy również daj wszystkim sygnał, że to nie pora na zabawy lub pogaduszki. Jeśli nie masz prawdziwych drzwi, ustal inne formy „zamykania się” ze swoją pracą. W znanej sieci sklepów można kupić takie śmieszne plastikowe tabliczki informujące: „W tej chwili nie przeszkadzać”. Możecie z domownikami ustalić system sygnałów, które pozwolą wyznaczyć granice.

Podobnie uczyń, gdy pracę skończysz. Wyobraź sobie, że wracasz do domu po całym dniu pobytu na mieście. Oddziel, choćby symbolicznie, tę część dnia od poprzedniej. Zmień ciuchy, schowaj laptop. Nie pozwól, aby gadżety związane z pracą walały się całymi dniami (lub w weekend) po Twoim domu. Znajdź szafkę czy szufladę i schowaj tam wszystko, co wiąże się z pracą, np. laptop, służbowy telefon. Wyjmiesz je stamtąd dopiero jutro rano, a do tego czasu pozostało kilkanaście godzin, które powinny być przeznaczone na odpoczynek, posiłek i quality time z bliskimi.

Nigdy, przenigdy nie pracuj w sypialni!

To miejsce jest zarezerwowane do spania, odpoczywania, do intymności, bliskości. Elektronika, faktury, projekty i deadline nie mają tutaj wstępu!

Nastaw zegarek

To tak jak z zamykaniem drzwi – wyobraź sobie, że odbijasz kartę zegarową, kiedy zaczynasz i kończysz pracę. Czy Twój szef płaci Ci za to, że oglądasz telewizję? Nie. A czy płaci Ci za to, że przed snem sprawdzasz maila zamiast czytać synkowi bajkę? Też nie.

Pewnie, nie ma nic złego w tym, że korzystasz z obecności w domu i wstawiasz rano pranie, by móc po godzinie je rozwiesić, a po południu już cieszyć się suchym i pachnącym. Efektywność to bardzo pożądana cecha. Jednak multitasking to mit, obalany niejednokrotnie przez specjalistów. Upewnij się, że praca i niepraca przypadkiem nie mieszają się w ciągu dnia i nie tworzą jednolitej, bezbarwnej masy. Taka papka nie jest zdrowa. Praca powinna mieć początek i koniec.

A może ubierzesz się ładnie?

Co Ci szkodzi założyć biżuterię? Kiedy ostatnio myłaś włosy? Zwyczaj, który moja mama barwnie nazywała „gniciem w domu”, to bardzo miły sposób na to, by sobie trochę popuścić pasa w niedzielę. Ale nie każdego dnia. Przyznam, że chętnie chodzę po domu w legginsach lub dresie, ale przynajmniej wybieram te bardziej wyjściowe. No wiesz, bez dziur i plam. Szanujmy się. Do pracy w domu zakładam moje ulubione, najpiękniejsze skarpetki – wreszcie wszystkie jednorożce i biedronki mają okazję cały dzień zachwycać, podczas gdy schowane w butach nie miałyby szansy zaistnieć.

Uwaga! Kakofonia!

Jeśli w Twoim domu jest więcej osób pracujących lub uczących się zdalnie, może Wam zagrażać kakofonia. Jeśli to zatem możliwe, spróbujcie dostosować terminy swoich konferencji i telefonów tak, aby nie rozmawiały trzy osoby jednocześnie. Jeśli w Waszym domu jest wystarczająca liczba pomieszczeń – niech każdy ma swoje własne biuro, które można zamknąć. W ostateczności zainwestuj w dobre słuchawki, które wyciszą odgłosy dochodzące z otoczenia, a jednocześnie dostarczą Ci głos dzwoniącego szefa w najwyższej jakości. Za niecałe 200 zł można zmienić oblicze domowej pracy.

Nie bądź sztywniakiem!

Wycieczka do biura wbrew pozorom zapewnia nam niezbędną, minimalną dzienną dawkę ruchu. Trzeba wyjść z domu, dojść do samochodu lub przystanku (to już nawet kilkaset kroków!), dotrzeć do biura, ba, może nawet wejść po schodach? W biurze każda wycieczka na kawkę, każda pielgrzymka do sali konferencyjnej bądź wizyta na ploteczki w zaprzyjaźnionym dziale to bezcenne życiodajne kroki na Twoim liczniku. Według moich obliczeń, przeciętny „siedzący” dzień pracy dostarcza mi około trzech tysięcy kroków.

Wiecie, ile kroków robię, pracując z domu? Około sześciuset. Dla tych, którzy nie uprawiają sportu i nie gimnastykują się, to prosta droga do kalectwa. Nie pozwól, by niedołężność dogoniła Cię jeszcze w wieku produkcyjnym! Rób krótkie przerwy co godzinę, przespaceruj się na balkon, sprawdź pogodę. Wynieś śmieci. Poszukaj pretekstu, żeby np. skoczyć szybciutko do sklepu po świeże bułki na drugie śniadanie. Wykorzystaj to, że masz na sobie dresik, nie musisz nosić butów i nikt Cię nie obserwuje – może wcale nie musisz siedzieć na krześle? Może jesteś w stanie pracować, siedząc w siadzie skrzyżnym na podłodze? Może potrafisz usiąść w fotelu w kwiacie lotosu, z laptopem na kolanach? Wyzywam Cię, by spróbować! Tylko nie zrzuć przypadkiem laptopa, nie zamierzam za to odpowiadać. Podczas długich rozmów telefonicznych, które nie wymagają oglądania prezentacji na ekranie, nie siedź, lecz spaceruj po całym domu z telefonem (lub nowo kupionymi słuchawkami!). Prawdziwy złoty medal otrzymasz, jeśli przed lunchem zrobisz kilka powitań słońca lub przysiadów.

Pójdź na spacer po południu

Po pierwsze: niech to będzie taki rytuał, pozwalający wyznaczyć koniec dnia pracy. Wyłącz laptop, schowaj do szuflady, wyjdź na pół godzinki z domu. Po drugie: pamiętaj, że cały dzień od rana siedzisz w domu. Potrzebujesz tlenu.

Dziel się z innymi! Jakie są Twoje złote rady dla pracujących z domu?

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
CV

Kolory a poszukiwanie pracy

Przy rekrutacji znaczenie ma nie tylko to, co napiszesz o sobie w CV, ale kolory, których użyłeś przy…