vogue greta thunberg okładka
© Vogue

Skandynawski „Vogue” z ekolożką Gretą Thunberg

22 udostępnień
22
0
0

Niemal w tym samym czasie kiedy ONZ opublikował raport klimatyczny Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu ONZ (IPCC), „Vogue Scandinavia„ zaprezentował na swojej okładce najbardziej znaną aktywistkę na rzecz klimatu – Gretę Thunberg.

Raport pt. „Zmiany klimatu 2021: podstawy fizyczne” porusza takie kwestie, jak sposób, w jaki emisje wywołane działalnością człowieka prowadzą do fundamentalnych zmian w systemie klimatycznym naszej planety – i nie ma co do tego żadnej wątpliwości, że działalność człowieka przyspiesza zmiany klimatu. Raport pokazuje jak skutki zmian klimatycznych utrwaliły się już przy obecnym poziomie ocieplenia, a także jak mogą się one pogłębić, jeśli temperatura i emisje będą nadal rosły w niekontrolowany sposób. Że atmosfera ledwo zipie, to już wiemy, o dziurze ozonowej wiadomo już było w latach 90., teraz – oprócz ograniczenia emisji CO2 – paląca jest kwestia metanu, który jest silnym gazem cieplarnianym (przemysł mięsny). Powstrzymanie globalnego ocieplenia jest możliwe, ale szefowie państw muszą natychmiast wdrożyć plany osiągnięcia zeroemisyjności, czyli równowagi między emisją gazów cieplarnianych a pochłanianiem CO2 z atmosfery.

– Od dziesięcioleci wiadomo, że klimat Ziemi się zmienia, a wpływ człowieka na system klimatyczny jest bezdyskusyjny – mówi Valérie Masson-Delmotte, współprzewodnicząca jednej z wielu grup roboczych IPCC.

Zmiany klimatyczne obserwowane są we wszystkich regionach planety, nie tylko na Arktyce, gdzie topnieje śnieg czy w Polsce, gdzie wysychają nam rzeki i nawiedzają fale upałów niespotykane dotąd na taką skalę.

Niektórych skutków zmian nie będziemy mogli powstrzymać przez setki, a nawet tysiące lat. Podnosi się poziom wód, rośnie średnia globalna temperatura. Nawet w Polsce prognozy mówią, że w nadchodzącym stuleciu Zatoka Gdańska zostanie zalana aż po Żuławy.

Nie ma czasu na debaty, czy węgiel jest cacy czy nie, czy roślinnieć, czy zostać przy mięsie, czy nam się to podoba coś zmieniać, czy nie. Wszyscy muszą w tej chwili przyjąć jeden front działań i mówić jednym głosem.

Warto przeczytać: 7 mitów o globalnym ociepleniu (które mają uśpić Twoje sumienie, gdy w tym czasie planeta ginie)

„Vogue” przeciera szlaki

Skandynawskie (anglojęzyczne) wydanie „Vogue” ukazało się 8 sierpnia równolegle w Szwecji, Danii, Norwegii, Finlandii i Islandii. 28. wydanie tego pisma na świecie stawia na ekologię, feminizm i inkluzywność. To, że jeden z najbardziej prestiżowych magazynów lifestylowych (w Polsce od 2018 roku), reklamujący dobra luksusowe zauważa, iż grozi nam katastrofa klimatyczna, to dobry znak. Skandynawski (a nie amerykański) „Vogue” skręca w nową, lepszą stronę.

W pierwszym numerze tego pisma na okładce pojawia się nie modelka, ale znana na całym świecie młoda ekoaktywistka Greta Thunberg. 18-latka na otwarciowym zdjęciu pisma prezentuje się w towarzystwie konia. W środku bajkową sesję foto przecina wywiad z nią, w którym Thunberg wypowiada się na temat wpływu przemysłu odzieżowego na środowisko.

Przemysł odzieżowy w ogromnym stopniu przyczynia się do katastrofy klimatycznej i ekologicznej, nie wspominając o jego wpływie na niezliczonych pracowników i społeczności, które są wyzyskiwane na całym świecie – tylko dlatego, aby niektórzy mogli cieszyć się szybką modą, traktowaną jako coś jednorazowego. Nie da się masowo produkować mody ani konsumować w sposób zrównoważony. To jeden z wielu powodów, dla których potrzebna jest zmiana systemowa – mówi na łamach pisma Thunberg.

Fakt, że mówi to dla pisma o modzie, a nie o ochronie środowiska, jest precedensem. Co prawda w tym, co mówi Greta, nie ma nic nowego, ale może jej przekaz trafi w końcu do przemysłu odzieżowego, którego częstym grzechem jest greenwashing. Firmy zamiast serio przestawić produkcję na ekotory, wydają krocie na kampanie i raporty, skupiając się tylko na wycinku swoich pozytywnych działań, starannie PR-owo przykrywając wyzysk i eksploatację środowiska naturalnego.

W sumie powinniśmy się cieszyć, że magazyn modowy zauważył nastoletnią aktywistkę (co prawda ma już 18 lat, ale wciąż wygląda młodziej). Jej twarz nie ukazała się na okładce „Teen Vogue” przeznaczonym dla nastolatek, ale w edycji dla dorosłych. Takiego zaszczytu doznała chyba tylko Malala Yousafzai – pakistańska działaczka na rzecz praw kobiet i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla.

Niemniej jednak nie sposób nie poczuć w tym wszystkim pewnego zgrzytu.

– Od aktywistki do vogueistki – komentuje wydarzenie Iwona Jóźwiak, psychoterapeutka, członkini Koalicji Zazieleń. – Ciekawe, co by powiedział na to żujący wędzidło koń, który obok Grety pojawia się na okładkowym zdjęciu? Pytanie to nasuwa się samo, gdyż premiera pierwszego numeru skandynawskiego „Vogue” zbiegła się z  dyskusją na temat wykorzystywania koni w sporcie w związku z wydarzeniami na olimpiadzie w Tokio (podczas jednej z konkurencji pięcioboju nowoczesnego, gdy koń odmówił współpracy z niemiecką zawodniczką, ta wraz ze swoją trenerką zaczęły znęcać się nad zwierzęciem – red.).

Co prawda w „Vogue Scandinavia” nie ma plastiku (magazyn nawiązał współpracę z helsińską firmą Stora Enso, która dostarcza im odnawialny papier), a Greta w sesji występuje w ubraniach, których materiał pochodzi z recyklingu, ale poza tym w środku pisma kują w oczy reklamy dóbr luksusowych, które na pewno nie zostały wykonane lokalnie z poszanowaniem środowiska i przy zerowym śladzie węglowym.

Trzeba to sobie jasno powiedzieć – światowe, skandynawskie czy polskie obecne proekologiczne działania są niewystarczające. Są doraźne, jakbyśmy wszyscy w tyle głowy mieli, że i tak nie dożyjemy katastrofy.

– Zmiany klimatu budzą liczne lęki, myśl o katastrofie klimatycznej urasta do przeżycia traumatycznego – twierdzi Jóźwiak. – Zajmująca się zmianami klimatu brytyjska psychoanalityczka Sally Weintrobe porównuje naszą sytuację do żołnierzy na froncie, którzy czekają na bombardowanie. To jest życie w bezustannym napięciu. Dodatkowo czujemy się winni, że to nasza nierozwaga, chciwość i zachłanność doprowadziły do takiej sytuacji. To powoduje zagubienie i bezradność. Niektórzy starają się być aktywni, np. w ruchach społecznych czy wyborach konsumenckich, ale też zdają sobie sprawę, że samymi wyborami konsumenckimi nie zmienią świata. Zwłaszcza że wielkie korporacje chcą sprzedawać dalej. Wiedząc, że eco staje się modnym towarem (no właśnie: towarem!), obudowują swoje działania w pozory ekologiczności. Część z nas próbuje uciec od zatrważającej rzeczywistości i poczucia winy poprzez negowanie zmiany klimatycznej lub ucieczkę do świata fantazji, do rzeczywistości wirtualnej. Dodatkowo na lęki związane z klimatem nakłada się jeszcze sytuacja kryzysu zdrowotnego. Młodzi ludzie, którzy spędzili przeszło rok w zamknięciu, oglądając filmy na platformach streamingowych, nagle chcą być kryminologami (ponoć obecnie po informatyce kryminologia to najbardziej oblegany kierunek studiów), jakby uwierzyli, że można żyć jak w filmie, jakby granice między rzeczywistością a fantazją zacierały się i mieszało się to, co jest prawdziwe, z tym, co jest produktem popkultury – dodaje Jóźwiak.

Wszystko to razem wzięte wpływa na nasz stosunek do globalnych zagrożeń i być może w jakiś sposób tłumaczy (choć nie usprawiedliwia) pozorność działań, jakie podejmujemy, by ratować się przed katastrofą.

Pozoranctwo

Tej pozorności dowodzi wspomniany raport klimatyczny. Nasze dotychczasowe działania nic nie dają, głaszczemy się po pleckach i udajemy, że coś robimy. Protestujemy, gdy ekolodzy mówią o konieczności radykalnych zmian, bo ups, pojawia się słowo „radykalne”.

Warto przeczytać: Sylwia Spurek: Czas na decyzje się kończy. Potrzebujemy rewolucji!

Prawdopodobnie „Vogue” idzie za nowymi trendami, ale temu wciąż przyświeca ten sam cel – są trendy, trzeba iść, bo za tym będzie kasa. Popularna marka kosmetyków używa zbitek słownych „ekologiczny, przyjazny dla planety” przy promocji kosmetyków, w których składzie znajdują się szkodliwe parabeny. Firmy zaczynają specjalizować się w produktach „eco” i tworzą ich coraz więcej, ale w sumie tym samym robią wciąż to samo – namawiają klientów do coraz większej konsumpcji.

My w domach niby segregujemy śmieci, ale tylko na tyle skrupulatnie, na ile nam to wygodne i za bardzo nie utrudnia życia. Jak w opakowaniu trzeba już oddzielić jeden materiał od drugiego, często śmieć ląduje w pojemniku z napisem „zmieszane”. A gdy na plaży czy w lesie w zasięgu wzroku nie ma kosza, wciąż wielu z nas zostawia po sobie śmieci tam, gdzie stoi.

W Skandynawii tych pozorów jest mniej.

– W pracy jest zero plastiku – zachwala Iwona Jóźwiak, która od niedawna pracuje jako psycholożka w Norwegii, a w Polsce walczyła o zachowanie poznańskich terenów zieleni. – Nikt tu nie śmieci. Nie ma śmieci w lesie, a lasy są tu wszędzie – śmieje się. – Nie ma koszy. Norwegowie są nauczeni zabierać śmieci do domu jak w Japonii. Oslo jest ogrzewane przez spalarnię śmieci, gdyż Norwegia, której wszyscy patrzą na ręce z racji wydobycia ropy z dna morskiego, aspiruje do uczynienia swojej stolicy miastem z zerowym śladem węglowym.  Można się jednak zastanawiać, czy produkcja tylu elektrycznych samochodów to faktycznie takie dobre dla planety rozwiązanie. To jest jednak wytwarzanie nowych rzeczy, czy w skali globalnej ma to sens? Natomiast w sklepach (jak w Polsce) plastik jest wszędzie. Norwegia kupuje też soję z Brazylii – karmią nią łososie, o czym alarmuje norweski Greenpeace. Brazylia wycina lasy równikowe, żeby sadzić tam soję, dziwne, prawda? Nie wspominając już o przemyśle wydobywczym ropy naftowej, który dla planety z pewnością nie jest obojętny.

Więc działania proekologiczne podejmujemy, ale tylko wtedy, gdy nam się to opłaca i gdy nie narusza to zbytnio naszego komfortu.

Norwegowie przyznają krajom Unii Europejskiej środki finansowe na działania proekologiczne.

Norweski Mechanizm Finansowy (NMF) i Mechanizm Finansowy Europejskiego Obszaru Gospodarczego (MF EOG), zwane potocznie Funduszami EOG i norweskimi, to dwa instrumenty finansowe ustanowione przez państwa darczyńców (tj. Norwegię, Islandię i Liechtenstein) w zamian za dostęp do wspólnego rynku UE.

Rok temu w ramach tych funduszy w Polsce został uruchomiony wielki projekt, mający na celu poprawę jakości powietrza i efektywne wykorzystanie energii w szkołach i przedsiębiorstwach, zwiększenie produkcji energii ze źródeł odnawialnych czy przeciwdziałanie zmianom klimatu. Rzecz w tym, że Polska, przy braku alternatywy węglowej (np. elektrownie wiatrowe czy atomowe), wciąż opiera swoją gospodarkę energetyczną na węglu. A w tej sytuacji doraźne projekty niczego nie zmienią. Może uspokoją nasze sumienia, ale w kwestii gaszenia globalnego pożaru będą działaniami wyłącznie pozornymi.

Greta Thunberg uruchomiła w młodzieży strach związany z sytuacją klimatyczną na Ziemi. Strajki klimatyczne organizowali nawet uczniowie szkół w Polsce! Ale przyszła pandemia i zalała nas fala walających się wszędzie jednorazowych maseczek oraz plastikowych pojemników na środki dezynfekujące. Sprawy klimatu odeszły na dalszy plan.

Dosłownie przedwczoraj (czwartek, 12 sierpnia) Sejm przegłosował Lex Izera, które umożliwi zamienianie lasów w grunty pod inwestycje. Mimo protestów, mimo argumentów, mimo wiszącej nad nami katastrofy.

W działaniach rządów, organizacji i jednostek nie ma działań systemowych, zdecydowanych i holistycznych. Przykład skandynawskiego „Vogue” świetnie to unaocznia. Ekologia jest w porządku, póki jest towarem i póki nam z nią wygodnie.

Tej autorki: Wakacyjne lektury zero waste z herstorią w tle

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać