Wirus powodujący COVID-19
© Adobe Stock

Siedem miesięcy później: co wiemy o COVID-19

0 udostępnień
0
0
0

Wiedza o koronawirusie ewoluuje. Warto trzymać rękę na pulsie, bo wiele informacji o COVID-19, które uczeni głosili na początku epidemii, okazało się błędnych. Co wiadomo dziś na pewno?

Prof. Susy Hota, specjalista chorób zakaźnych  Uniwersytetu w Toronto, ekspert ds. Zapobiegania i kontroli zakażeń w University Health Network, mówi:
– To, co wiemy o sposobie rozprzestrzeniania się wirusa, nie zmieniło się tak bardzo w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Nadal uważa się, że głównym sprawcą COVID-19 są kropelki z dróg oddechowych, uwalniane podczas kaszlu lub kichania, głośnego mówienia lub śpiewania osób chorych. Te fizjologiczne odruchy odpowiedzialne są zarówno za wytwarzanie większych kropelek z dróg oddechowych, jak i mniejszych aerozoli, które mogą przenosić w powietrzu zakaźne wirusy i inicjować infekcję u ludzi, którzy będą je wdychali. Wiemy też, że wydychane kropelki poruszają się balistycznie, czyli wylatują jak kula armatnia z czyichś ust, a następnie lecą w powietrzu, aż w coś uderzą (w najgorszym przypadku w czyjeś oczy, usta lub nozdrza) lub rozpraszają się dookoła, rozrzedzane przez prądy powietrza. Wtedy też mogą być wdychane przez ludzi obecnych w tej samej przestrzeni, albo spadają na ziemię. Ludzie, którzy głośno mówią, a zwłaszcza śpiewają lub krzyczą zwiększają wydychanie aerozolu odpowiednio 10 i 50 razy. Dlatego ważne jest utrzymywanie dystansu przy nieznajomych. Nie ma wątpliwości, że narażanie się na bliski kontakt z dużą ilością wirusa przez dłuższy czas często prowadzi do zarażenia. Centers for Disease Control and Prevention (CDC) definiuje bliski kontakt jako przebywanie w odległości dwóch metrów od osoby zakażonej co najmniej 15 minut, gdy żadna z osób nie zasłania ust i nosa, a także dzielenie wspólnej zamkniętej przestrzeni ponad dwie godziny. Śledzenie kontaktów pokazuje, że jeśli chodzi o COVID-19, w pomieszczeniach zamkniętych ryzyko jest 20 razy większe niż na zewnątrz, gdzie jest dużo powietrza. W powietrzu bowiem aerozole mogą się rozrzedzać. 

Szczepionka na COVID-19 skuteczniejsza, gdy podawana do nosa – dowiedz się więcej

Kiedy wirus jest niebezpieczny?

Mark Fielder, profesor mikrobiologii medycznej na Uniwersytecie Kingston, przekonuje:  

– W świetle doniesień z ostatnich trzech miesięcy wciąż nie ma jednoznacznych, przekonujących dowodów na to, że istotne dla nas zagrożenie stanowią wirusy utrzymujące się w pobliżu miejsca, gdzie pewien czas temu przebywała osoba zakażona. Badania pokazują, że jedynie w 10–20 proc. gospodarstw domowych osób zakażonych dochodzi do zarażenia współlokatorów. Uważamy, że gdyby ten wirus był rutynowo przenoszony drogą powietrzną, liczba ta byłaby wyższa. Innym dobrym przykładem jest to, co dzieje się w samolotach. Nie zauważono, by często chorowali współpasażerowie lecący w samolotach, w których były osoby zakażone. To również sugeruje, że transmisja drogą powietrzną nie jest głównym sprawcą zakażeń. Istnieje hipoteza, że niebezpieczeństwem związanym z podróżowaniem samolotem nie jest czas spędzony na pokładzie, ale odprawa, przejście przez bramki i czekanie przy nich. Ponadto jedną z najbardziej ryzykownych części procesu podniebnej podróży jest wejście na pokład – gdy system wentylacji samolotu nie działa, a pasażerowie nie mogą zachować dystansu od siebie. Długotrwały, bliski kontakt z kimś jest bardziej ryzykowny, ponieważ istnieje pewna ilość wirusów, na które musimy być narażeni, aby się zakazić. 

Czy transmisja COVID-19 może odbywać się przez skażone powierzchnie?

Najnowsze informacje wskazują, że nie – ryzyko nie jest tak wysokie, jak początkowo sądzono.  Prawdopodobnie SARS-CoV-2 nie utrzymuje się na powierzchniach tak długo, jak wyliczano na początku epidemii. To dobra wiadomość. Jednak ważne jest, abyśmy nie zapominali o czyszczeniu i dezynfekcji powierzchni, by znajdowało się na nich jak najmniej cząstek wirusa. Jeśli dotkniemy jej w ciągu kilku godzin po tym, jak ktoś chory na nią nakicha, nadal możliwe jest przeszczepienie patogenów do naszych oczu, nosa lub ust. Hipotetycznie wirus, który powoduje COVID-19 przeżywa na naszej skórze około 15 minut. Zbadano, że wprowadzenie zwyczaju częstego mycia rąk w Wielkiej Brytanii zmniejszyło transmisję choroby o 16 proc.

Czytaj też: Teorie spiskowe wokół COVID-19. Jak rozmawiać z ich wyznawcami?

Jak zmniejszyć ryzyko zakażenia?

Profesor Andrew Lane z Johns Hopkins University School of Medicine w USA poucza:

– Dystans społeczny, częste mycie rąk, dezynfekcja powierzchni oraz zasłanianie ust i nosa to wszystko, czego potrzebujemy, by zmniejszyć ryzyko zarażenia. Powszechnie wiadomo, że noszenie masek jako bariery jest konieczne, by chronić tych, którzy przebywają w pobliżu osób zakażonych. Kilka tygodni temu odkryliśmy, że komórki wyściełające górną część jamy nosowej są bardziej niż komórki gardła czy płuc podatne na zakażenie wirusem, wywołującym COVID-19. Ustaliliśmy, że nabłonek węchowy ma najwyższy poziom białek, dzięki którym SARS-CoV-2 dostaje się do organizmu człowieka. Może to tłumaczyć dlaczego tak wiele osób, które zarażą się COVID-19, traci zmysł węchu. Objaw ten występuje u około 98 proc. młodych kobiet z łagodnym przebiegiem choroby. Pozostałe objawy COVID-19 różnią się w zależności od stopnia zaawansowania infekcji. Zmęczenie, bóle głowy i bóle mięśni należą do najczęściej zgłaszanych dolegliwości u osób, które nie są hospitalizowane. Widocznymi symptomami w tej grupie mogą być ból gardła i przekrwienie błony śluzowej nosa lub katar. Osoby hospitalizowane z powodu COVID-19 częściej mają gorączkę, kaszel i duszność. Osoby starsze i pacjenci z chorobami współistniejącymi mogą na początku nie mieć gorączki ani innych objawów ze strony układu oddechowego. Objawy te rozwijają się wraz z nasileniem przebiegu infekcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać