Sezon na mirabelki

12 udostępnień
12
0
0

Starszym pokoleniom mirabelki kojarzą się ze smakiem kompotu. Dla dzieciaków dorastających w Polsce w latach 70. i 80. XX wieku owoce te, podobnie jak kosztele, stanowiły oczywisty element wakacji. Dziś mirabelki mało kto poważa. Rosną przy drodze, ulicy czy w parku i… smutnie gniją.

Mirabelki (Prunus domestica L) to odmiana śliwy z Azji. Do Europy zostały sprowadzone wXIII wieku, kiedy to francuski hrabia René-le-Bon rozpoczął na terenie Lotaryngii hodowlę ich sadzonek. Owoce mirabelek z miejsca podbiły ten region Francjii zostały okrzyknięte lokalnym skarbem. Do dziś z Lotaryngii pochodzi 80 proc. światowej produkcji tych owoców.

Kiedy na pewnym etapie życia trafiłam do Nancy, w Lotaryngii właśnie – oprócz rozstawionych niemal na każdym rogu pomników Stanisława Leszczyńskiego (u nas pamiętanego jako zdrajca elekcyjny, a tam uważanego za oświeconego władcę, mecenasa kultury i sztuki, który w Nancy zrobił mini-Wersal) – wszędzie widziałam mirabelki. Te jednak nie walały się przy drodze, jak to obecnie wygląda w Polsce, ale gościły na salonach i w lokalach restauracyjnych jako sorbety lodowe, różnej maści konfitury, dżemy, chutneye, nalewki, likiery itp. Wszystko tam było w kolorze dojrzałej mirabelki – nieomal w każdym sklepie można było nabyć jakiś regionalny specjał z tego owocu.

Odmiany i właściwości

Doświadczeni hodowcy wiedzą, że są dwie odmiany mirabelek. Pierwsza to mirabelka z Nancy – stara odmiana pochodząca z Lotaryngii, której owoce są złotożółte z charakterystycznym czerwonym rumieńcem, a w smaku bardzo słodkie. Czas zbiorów tej odmiany przypada na przełom lipca i sierpnia. Druga to mirabelka z Austrii. Do nas trafiła jako mirabelka Flotowa. Charakteryzują ją żółte, słodko-kwaśne w smaku i niezbyt soczyste owoce z białawym nalotem. Czas ich zbiorów przypada na połowę sierpnia.

Mirabelki zawierają dużo błonnika, witaminy A, B, C i E, a ponadto beta-karoten, polifenole, żelazo, miedź, wapń, potas, magnez i wiele innych wartościowych składników. Zmniejszają reakcje alergiczne na pyłki drzew i stany zapalne organizmu, przeciwdziałają anemii i osteoporozie, dobrze wpływają na wzrok i skórę, obniżają ciśnienie krwi i poziom złego cholesterolu – a to i tak nie wszystkie cudowne właściwości mirabelek!

Dodatkowo są mało wymagające w uprawie i do życia potrzebują tylko słonecznego miejsca. Trudno więc zrozumieć, dlaczego zniknęły z naszych ogrodów i działek. Tym bardziej że można spożywać je na wiele sposobów – i surowe, i przetworzone.

Co można zrobić z mirabelek?

Na świeżo

Można je po prostu umyć i potraktować jako oryginalny dodatek do lodów, ciast czy muffinek. Trzeba tylko pamiętać, że surowe mirabelki mają właściwości przeczyszczające, więc raczej nie należy robić z nich smoothie.

Kompot

Oczywiście kompot! Plusem jest to, że do kompotu nie trzeba ich drylować. Owoce wystarczy zalać wrzątkiem w objętości 1:1 albo 1:2 – jeśli lubimy mniej kwaśny smak i gotować około 10 minut. Po przestudzeniu dosłodzić do smaku, np. brązowym cukrem. Taki zwykły kompot – tylko odcedzony i przestudzony – oprócz tego, że sam świetnie smakuje, może być pity pół na pół z wodą gazowaną jako orzeźwiający napój. Ze schłodzonym białym winem (najlepiej niezbyt kwaśnym, czyli np. chardonnay) i lodem smakuje niemal jak umeshu, czyli napój z japońskiej śliwo-moreli.

Kompot można też połączyć ze słodkimi, twardymi jabłkami, dodać cynamonu i goździki albo z samymi papierówkami, wtedy będzie jeszcze bardziej kwaśny – każde połączenie jest dobre i na ciepło, i na zimno.

Nalewka

Drylowanie mirabelek to niemal medytacja, dlatego osoby, które dopiero zaczynają przygodę z tymi niepozornymi śliwkami powinny zacząć od kompotu lub od… nalewki. Do niej mirabelek też nie trzeba drylować, choć nalewka z takich nieodpestkowanych owoców, zwłaszcza niezbyt dojrzałych, może być nieco gorzka.

Robi się ją bardzo prosto. Mirabelki zalewa się spirytusem (owoce nie mogą wystawać) i odstawia na miesiąc. Potem zlewamy alkohol do innej butelki, a owoce zasypujemy cukrem i czekamy kolejny tydzień. Powstały syrop wlewamy potem do butelki z alkoholem i odstawiamy na minimum trzy miesiące w ciemne miejsce.

Konfitury/dżem

Jeśli jednak drylowanie nam niestraszne (można to robić wykałaczką albo oldschoolową spinką do koków, ale najpraktyczniejszy jest jednak cienki ostry nóż), pokuśmy się o zrobienie mirabelkowego dżemu bądź konfitury.

Ja zasypuję mirabelki cukrem i czekam aż puszczają sok, a następnie gotuję je około 40 minut. Uwaga! Trzeba często mieszać. Potem gorące przelewam do czystych i suchych słoików. I… gotowe! Nie trzeba wekować, wystarczy przekręcić słoik wieczkiem do dołu i położyć na suchej ściereczce. Konfitura świetnie smakuje z posmarowanym masłem dobrym chlebem z chrupiącą skórką. Idealna przekąska do porannej kawy.

Jeśli zależy nam bardziej na uzyskaniu konsystencji dżemu, przed gotowaniem mirabelki trzeba zblendować i do tej masy dodać jakąś naturalną pektynę owocową typu fix. Naleśniki z takim dżemem smakują wybornie.

Chutney

Mirabelki to także doskonały owoc na gęsty owocowy sos – dodatek do rozmaitych potraw. Chcąc oszczędzić sobie drylowania, do przygotowania takiego sosu wystarczy całe owoce rozgotować i przetrzeć przez sito. Następnie dodać do uzyskanej pulpy bardzo drobno posiekaną papryczkę chili/habanero albo pepperoni (jak słabo pikantna – wystarczy jedna na kilogram mirabelek), cukier (najlepiej brązowy w proporcji pół szklanki na kilogram śliwek) i wszystko razem zagotować. Po przestudzeniu do sosu można dodać opcjonalnie: drobno posiekaną cebulkę (szalotkę), wyciśnięte główki czosnku, starty świeży imbir albo wszystko naraz, żeby było jeszcze pikantniej i znowu zagotować, aż smaki się przegryzą (wystarczy kilka minut, ale trzeba mieszać).

Gorący sos podajemy do świeżych warzyw i/lub grillowanych dojrzewających serów typu swojski Bursztyn albo hiszpański manchego – ważne, żeby był twardy. Dobrze smakuje też z grillowanymi oscypkami, camembertem czy halloumi, a jeśli jadamy mięso, to pasuje jako sos do szaszłyków i mięsa drobiowego.

Gorący sos po wlaniu do wyparzonych suchych słoików można zapasteryzować na zimę.

***

Mirabelki są żółte i kwaśne jak mój ulubiony azjatycki owoc yuzu, który poznałam w Japonii. Gdy będąc już w Polsce tęsknię za yuzu, otwieram słoik z konfiturą z mirabelek i ogarniam dwa w jednym – pamięć ulubionych japońskich smaków i wspomnienia smaków z dzieciństwa.

Sierpień to także czas pomidorów. Może skusicie się na gazpacho?

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
muchomor

Zanim odlecisz – rzecz o muchomorach

Wiedza o właściwościach roślin była wykorzystywana przez zamieszkujące Ziemię ludy od tysięcy lat. Liście, bulwy, korzenie, pędy, kwiaty,…

Goniące myśli

Wielu z nas zna to uczucie. Kiedy myśli i pomysły nabierają tempa, za którym nie sposób nadążyć. Gdy…