Samotność

21 udostępnień
21
0
0

Smęty i sentymenty

Nie czuję się uprawniona do oceniania niczyjej samotności. Na własnym przykładzie mogę jednak pozwolić sobie na pewne obserwacje w tym temacie. Zauważyłam bowiem, że u mnie poczucie samotności jest mocno skorelowane ze smęceniem (maruderstwo na smutno), sentymentalizmem (ckliwość i użalanie się nad sobą) oraz różnej maści lękami egzystencjalnymi.

Smęcenie odbiera radość życia i skutkuje czarnowidztwem, czarnowidztwo uruchamia lęki, a sentymentalizm dolewa oliwy do ognia rozpalonego przez te dwa poprzednie.

Choć poczucie osamotnienia w zasadzie jest mi obce, bo jak już pisałam w „Życiu singla”, dobrze się czuję sam na sam ze sobą, niekiedy mnie ono dopada. Dzieje się tak wtedy, gdy np. czuję się odrzucona, niezrozumiana, zagubiona lub gdy nie potrafię z kimś złapać wspólnego języka. Częściej dzieje się to w „tłumie”, niż poza nim. Ale też obserwuję je w chwilach własnej bezradności czy bezsilności. W sytuacjach, w których nie widzę dróg wyjścia lub nie mam potencjału, by wykreować samodzielnie jakieś rozwiązanie. Jeśli poddam się smętom i sentymentalizmowi, nakręcam poczucie beznadziei i bycia z danym problemem sama jak palec. Zamykam się w sobie i już nie myślę o tym, by np. poprosić kogoś o pomoc. Wolę tkwić w tym podłym stanie i użalać się nad sobą.

Wydaje mi się, że póki człowiek nie straci nadziei, nie odpycha od siebie odpowiedzialności za swój los np. przerzucając ją na innych i wykazując postawy roszczeniowe, póki nie poddaje się ckliwym rozważaniom na swój temat („jaka ja biedna, nikt mnie nie kocha, nikt nie lubi”), póki ma pole wyboru (np. nie leży sparaliżowany, chory, ma możliwość jakiegoś działania) i nie poddaje się bierności – wówczas ma szansę nie odczuwać samotności tak dotkliwie. Może być ona pewną przykrością, ale nie zamienia się w permanentny stan żalu, rozpaczy czy pustki.

Sposoby na samotność

Kiedy myślimy o samotności, zapewne zaraz staje nam przed oczyma obraz starszej osoby, której dzieci rozjechały się po wszystkich stronach świata i teraz żyje ona sama w całkiem pustym domu, nie mając do kogo ust otworzyć.

Ale właśnie przypomniała mi się historia pewnej staruszki, która w grudniu 2020, przed swietami, pojawiła się w mediach. Kobieta opowiadała, że od lat spędza wigilie sama. Na zdjęciu pokazano ją odświętnie ubraną, siedzącą przy nakrytym białym obrusem stole, przed talerzem barszczu z uszkami. Uśmiechała się i opowiadała, jak bardzo jest wdzięczna za to, że jest, jak jest. A było według niej tak, że po pierwsze żyła i była na tyle zdrowa, że sama mogła sobie przygotować wigilijne potrawy, że to, co przygotowała bardzo jej smakowało, że mogła ubrać choinkę i cieszyć się jej widokiem (plus wiele innych wspaniałych jej zdaniem spraw). Kobieta nie skupiała uwagi na tym, czego nie ma, ale na tym, co ma. I to dawało jej poczucie szczęścia.

Może zainteresuje Cię: O szczęście trzeba zabiegać

Wydaje się też, że o samotności mniej słyszy się ze strony tych, którzy znaleźli w swoim życiu jakiś sposób na bycie użytecznymi dla innych oraz tych, którzy posiadają i realizują jakieś swoje pasje. Na samotność nie skarży się pan, który regularnie służy jako wolontariusz w schronisku i wyprowadza na spacery psy, czekające w boksach na nowy dom. Ani pani, która robi na szydełku kapcioszki dla dzieciaków i rozdaje je młodym sąsiadkom. Mniej skłonny do rozprawiania o samotności jest również ten, kto z czułością pielęgnuje ogródek i kogo cieszy widok odwdzięczających mu się za tę pielęgnację bujnie kwitnących roślin. A także ktoś, kto na emeryturze zaczyna realizować swoje marzenia malarskie, bo wcześniej nie miał na to czasu i teraz czerpie z tego ogromną satysfakcję.

Tak, jakby poczucie samotności było jakoś skorelowane z poczuciem sensu podejmowanych przez nas działań i z satysfakcją z tych działań płynącą. Być może chodzi tu o to, że im większy sens dostrzegamy w naszym życiu, im większą wartość dostrzegamy w tym, co ono nam daje i co my w nie wnosimy, tym mniej koncentrujemy się na tym, co w nim negatywne. A jeśli tak, to może mamy o wiele większy wpływ na nasze poczucie samotności, niż nam się wydaje.

W pewnym sensie każdy z nas jest samotną wyspą. Nigdy bowiem nie będzie tak, że z kimś od nas różnym, z kimś kto nie jest nami samymi, stworzymy doskonałe poczucie bliskości czy więzi, zostaniemy dogłębnie zrozumiani i nie doznamy z jego strony poczucia odrzucenia czy opuszczenia.

Każdy z nas w swym jestestwie jest tak naprawdę sam. Dlatego – szukając remedium na samotność – przede wszystkim warto byłoby najpierw zaprzyjaźnić się ze sobą.

może Ci się spodobać

Wspierajmy się!

Pomagajmy! Od wybuchu pandemii widzę, że coraz częściej na wallach moich znajomych, zamiast postów autopromujących ich osobiste sukcesy…
równowaga

Równowaga

„Równowaga”, jak każde słowo, stanowi jedynie szkielet, na którym umysł nadbudowuje mięsiwo, materię złożoną z własnych chciejstw, wyobrażeń…

Spieszmy się cenić życie

– Masz połamane nogi, żebra, roztrzaskaną w parunastu miejscach miednicę – poinformowano mnie następnie, na szczęście nie dodając,…
Polska szkoła niszczy dzieci i nauczycieli

Fabryka małp

„Koniec. Dłużej nie mogę. Nie mam już siły do tego obłąkanego systemu. Przemoc, hierarchizacja, zabijanie inicjatywy, wolnomyślicielstwa, dociekliwości.…