rozwojowe porażki
© Adobe Stock

Rozwojowe porażki

2 udostępnień
2
0
0

 

Masz za sobą kilka lat terapii, niezliczoną ilość szkoleń, sesji coachingowych, przeczytanych poradników i zasubskrybowanych kanałów rozmaitych mówców motywacyjnych, oświeconych influencerów, duchowych guru. A mimo to jedno wydarzenie– i to całkiem banalne – potrafi cofnąć cię do stanu sprzed tej ścieżki, którą przebyłaś(eś). I myślisz: „Co ze mną jest nie tak?”.

„Tyle pracy nad sobą: przyglądanie się ranom z przeszłości, praca nad destrukcyjnymi schematami, uzdrawianie relacji ze swoim wewnętrznym dzieckiem, wytwarzanie nowych – dobrych nawyków, codzienne powtarzanie sobie przed lustrem: Jesteś wystarczająco dobra i… dupa. Ktoś powie mi coś niemiłego, wykaże niezadowolenie z mojej pracy, poda w wątpliwość mój tok myślenia i znów czuję się do niczego, znów sobie dowalam, znów reaguję jak dziecko. I nie mam już do siebie siły. Tyle pracy i raptem mam wrażenie, że jestem w tym samym miejscu, z którego zaczęłam” – wyznała niedawno w social mediach jedna z moich znajomych.

Fala komentarzy, które wylały się pod jej postem pokazała, że podobnych odczuć związanych z samorozwojem doświadcza wielu z nas. Sama nieustannie przeżywam tego typu załamki. Pracuję nad czymś, wydaje mi się, że następuje progres, a potem nagle i boleśnie doznaję poczucia wielkiego regresu. Cokolwiek bym zrobiła, w tym rozwoju ani kroku do przodu. Pojawia się stare schematyczne myślenie, niepożądane reakcje. I już po „oświeceniu”. „No i po co to wszystko? – myślę wówczas. – Po co te rozliczne starania? Czy ta cała praca nad sobą ma sens?”.

W pierwszej chwili pojawia się wątpliwość co do własnych kompetencji: „Co ze mną nie tak?”, potem niekiedy złość na kompetencje innych: „Ci wszyscy rozwojowi guru to hochsztaplerzy!”. Tyle że ani szukanie winy w sobie, ani na zewnątrz niewiele tu zmienia. Poczucie rozwojowej porażki wciąż ciąży i przygnębia, odbierając chęć do dalszych działań.

Warto przeczytać: Spieszmy się cenić życie

Niewątpliwie porażki są częścią procesu rozwojowego. Można się na nich uczyć. „Grunt to się nie poddawać” – radzą rozwojowi spece. Rzecz w tym, że częstotliwość upadków i energetyczny wydatek, jaki trzeba zaangażować do podnoszenia się z nich, z czasem może poważnie osłabić naszą motywację. Widać to choćby po osobach, które np. chwytają się różnych diet, by zrzucić zbędne kilogramy. Gdy mają psychiczną górkę, postanawiają odżywiać się zdrowo, zaczynają ćwiczyć i z dumą prezentują swoje sukcesy na Instagramie. Aż któregoś dnia przychodzi zmęczenie, pojawia się psychiczny dołek i… wracają do fast foodów, do szybkich żywieniowych poprawiaczy nastroju, błyskawicznie rujnując tym efekty wielomiesięcznej harówki nad sobą. Niektórzy z nich po jakimś czasie znów podejmą próbę, znów będą walczyć, ale inni zniechęcą się na tyle, że raczej zaczną się zastanawiać nad akceptacją status quo niż nad dalszym rozwojem w rozumieniu linearnym.

Bo rozwój często pojmujemy właśnie linearnie: wzrost (do góry), progres (do przodu). I zastanawiam się, czy właśnie w tym nie tkwi podstawowy błąd. Rozwój osobisty zamiennie nazywamy samodoskonaleniem. W założeniu tym zakorzenione jest myślenie, że jesteśmy niedoskonali i musimy podejmować działania, żeby stawać się lepszymi. Nie jest to głupie. Bo jeśli mamy złe nawyki, np. właśnie niezdrowo się odżywiamy i z tego powodu jesteśmy otyli, co negatywnie wpływa na jakość naszego życia, to warto byłoby dokonać zmiany tychże nawyków. Naprawić sposób funkcjonowania, który na jakimś etapie życia został zaburzony, nie zaś akceptować szkodliwy dla nas stan, tłumacząc rozkosznie: „ot, jestem jaki jestem”. Z drugiej strony zbyt często te próby naprawienia się nam nie wychodzą. Mimo podejmowania wielu starań, mimo katorżniczej niekiedy pracy ponosimy porażkę. Dlaczego?

Psychologia wskazałaby tu zapewne wiele zmiennych, mnie jednak ciekawi to, czy szkody nie robi nam tu właśnie liniowe pojmowanie rozwoju. Na takie podejście do rozwoju zwrócił mi uwagę Radosław Ratajszczak, biolog i prezes wrocławskiego zoo w niedawnej naszej rozmowie o tym, jak antropocentryczny rozwój – ten w wersji „do przodu”, gdzie clue stanowią słowa: „więcej” i „lepiej” – przyczynia się do niszczenia przez nas świata. Im więcej poprawiamy, tym więcej spieprzamy. Skoro ten pęd ku „więcej” i „lepiej” niszczy świat, to może też niszczy i nas?

Co by się stało, gdybyśmy uznali, że my ludzie nie musimy nic poprawiać? Że natura jest doskonała i świetnie zarządza tym światem od milionów lat? Co by się stało, gdybyśmy my, ludzie – elementy tej natury – też uznali swoją doskonałość? Jak wówczas zmieniłoby się pojęcie rozwoju? Czy rozwojem byłoby poprawianie, czy raczej pielęgnacja doskonałości? Jak zmieniłby się nasz punkt odniesienia? Wydaje się, że przy takim podejściu raczej gros naszych działań skupiałoby się na chronieniu tego, co dobre, a nie na poprawianiu tego, co złe. Zamiast ciągłej walki z niedoskonałościami, wzmacnialibyśmy nasze talenty. Zamiast koncentracji na łataniu dziur, skupilibyśmy się na profilaktyce – by tych dziur jak najmniej powstawało.

Kiedy przyglądam się obecnym zmaganiom samorozwojowym (zarówno własnym, jak i wielu moich znajomych), większość z nich zasadza się na ulepszaniu siebie, a więc zaczyna się od punktu „nie jestem taki, jaki być powinienem”. Pułapka tkwi nie tylko w samym założeniu, że coś ze mną nie tak, ale też w tym, że „powinienem być jakiś/jakaś”. Zwykle w tej powinności zawiera się porównanie z innymi i chęć dopasowania się do oczekiwań jakiejś społeczności czy też do wizerunku siebie przez daną społeczność nam narzucanego. Jeśli zmienimy środowisko, zaczniemy funkcjonować w innej społeczności, w innych okolicznościach, prawdopodobnie owe powinności też się zmienią, co będzie oznaczać, że znów musimy się poprawiać, znów będziemy czuć, że coś z nami nie tak, bo przecież nie spełniamy oczekiwań z nami związanych. Tak czy inaczej, skupiając się na poprawianiu, a nie pielęgnacji czy wzmacnianiu naszych mocnych stron, jesteśmy nieustannie nastawieni na ryzyko porażki. Bo przecież jak nie poprawimy, to pozostajemy kiepscy.


może Ci się spodobać
poświęcenie

Poświęcenie

Czym jest poświęcenie? Czy warto poświęcać się dla innych? A jeśli tak, to w jakim stopniu, dla kogo…