równowaga
Na zdjęciu Marcin Urzędowski, fot. Madam Miko

Równowaga

26 udostępnień
25
0
1

„Równowaga”, jak każde słowo, stanowi jedynie szkielet, na którym umysł nadbudowuje mięsiwo, materię złożoną z własnych chciejstw, wyobrażeń i doświadczeń. Bo przecież, jak pisał Roman Ingarden, każde słowo trzeba sobie skonkretyzować. A jednak musi istnieć chyba jakieś wspólne pojęcie równowagi, skoro społeczeństwa cenią ją sobie i do niej dążą. Dopóki definicje tego słowa nie zostaną głęboko zrozumiane przez jednostki, dopóty będzie to tylko abstrakcyjne pojęcie, niewnoszące nic do świata. Można więc śmiało i głośno zapytać: Jak dotrzeć do prawdziwego znaczenia równowagi? Gdzie szukać źródeł problemu?

Myślę, że szczególną trudność w osiągnięciu stanu „złotego środka” mają idealiści, czyli ludzie niezłomnie dążący do stanu bez skazy, przekonani o tym, że niedoskonałe istoty mogą tworzyć doskonałe systemy. Idealista nie ma w sobie zgody na uchybienia, błędy i rysy. Zawsze będzie z tym walczył. W takim umyśle nie ma zatem przestrzeni na kompromisy, a one z równowagą mają wiele wspólnego. Dlatego też z niejednego idealisty zrodził się tyran lub bohater tragiczny, uśmiercony ciężarem sprzeczności. Takiemu człowiekowi najtrudniej jest wgryźć się w sens słów, które w swoim znaczeniu mają zgodę na niedoskonałość. Można by pokusić się o to, by idealiście wyjaśnić, jak zrozumieć równowagę, a nawet jak ją osiągnąć. Natkniemy się jednak na trudny grunt, zamknięte drzwi i zamurowane okna. Bo sensów nie pojmuje się łatwo dzięki rozmowom, o wiele mocniej przemawiają do nas doświadczenia.

Nawet gdyby podjąć taką próbę, trzeba liczyć się z tym, że rzadko słyszymy wskazówki o naszych „brakach” podawane w życzliwym tonie, w akceptowalnej dla nas formie. Dlatego już w wieku dorastania nastolatki często powielają szkodliwe mechanizmy zaprzeczania i obrony. Znacie to: „ale to nie ja”, „to nie moja wina”? Już samo wskazanie błędu bywa nawet dla dorosłej osoby tak traumatyczne, że godzinami rozpamiętuje później scenariusze, w których zdobywa medal mistrza ciętej riposty.

Innymi słowy przed tym, co uznajemy za nieżyczliwe, nauczyliśmy się bronić. Jeśli więc jako taki idealista usłyszymy nawet wiele razy, że brakuje nam równowagi, że powinniśmy znaleźć „złoty środek”, że powinniśmy odkryć właściwe proporcje… to i tak może to do nas najzwyczajniej nie dotrzeć.

A jeśli to usłyszymy? Jeśli jakimś cudem nasza świadomość przyjmie poradę, życzliwą krytykę, może nawet zaczniemy sobie powtarzać w chwilach sam na sam, np. myjąc zęby, idąc z psem, stojąc w korku: „Brakuje ci równowagi”. Może zauważymy, że jesteśmy ludzikami wiecznie spoconymi od dostrzegania niedoskonałości, ale i tak pojęcie „równowaga” pozostanie w naszej świadomości zasuszonym szkieletem, ideą niemal rozsypującą się w pył.

Czyli mamy impas? Nie da się? Jest wśród nas wielu idealistów i żaden nie osiągnie równowagi?

Szczerość wobec siebie

Jeśli zdarzyło nam się być właśnie takim idealistą, to żeby dotrzeć do tego, zatopionego w Rowie Mariańskim, własnego sedna równowagi, musimy doświadczyć czegoś, co przywróci nam szczerość wobec samych siebie. Dlaczego? Bo w tej szczerości musielibyśmy jasno i głośno przed samymi sobą przyznać, że w naszym życiu nie ma idealnych obszarów, a nawet jeśli dopieszczamy jeden NIEMAL do perfekcji, to inne leżą odłogiem, porzucone, zranione, zakurzone, choć przecież RÓWNIE WAŻNE. Czas idzie liniowo i jeśli zbyt wiele poświęcimy go na jeden obszar, zabraknie go w innym. I tu jest sedno kontrastu między idealizmem a równowagą. (Pomijam już frustrację, która wynika z ciągłego niedosytu doskonałością. Idealista bowiem ma zazwyczaj, w przeciwieństwie do spokrewnionego z nim perfekcjonisty, jakiś wyższy cel, dla którego balans porzuca. Jest w swoim mniemaniu często męczennikiem i dlatego na tę frustrację przystaje).

Zatem, jeśli zdarzy się coś, co odda nam hasła i loginy do porzuconych, często już w dzieciństwie, dysków prawdy o tym, co przeżywamy, o tym, jak się czujemy z tym, że nie jesteśmy doskonali; jeśli uda nam się nieco cofnąć system do czasu, gdy jeszcze w miejscu idealizmu była pusta przestrzeń, może pojawi się taka miła myśl, że nie musimy się bronić, że możemy wyzbyć się tego najsurowszego krytyka, który w przeciwieństwie do innych jest wszechwiedzący i – zupełnie jak narrator trzecioosobowy – zna myśli, motywacje, a nawet przyszłość bohatera. Zazwyczaj potrzeba jakiegoś kryzysu do tego, by wykopać te artefakty.

To zupełnie tak jak z ludzkością: największy rozwój pojawia się po zapaści. Potrzebujemy, żeby coś nam zdmuchnęło nietrwałe i dające fałszywe poczucie wartości domki, skonstruowane naprędce w gnającej dorosłości. Trzeba jednak uważać, by przy porzucaniu starych skrajności nie popaść w nowe. (A zaręczam, jako czujny obserwator historii i kultury, że tak bywało w przypadku całych cywilizacji, ale o tym za chwilę). Bo przecież, jeśli leniwie odmówimy wiary w siebie, będziemy stać na przeciwnym biegunie wobec idealizmu aktywnego, bez jakiejkolwiek samokrytyki, wówczas również zboczymy z kursu. Zamiast równowagi zafundujemy sobie kontr-ewolucję, quasi-istnienie.

To wszystko się ze sobą łączy. Dopóki nie zrozumiemy, że w szczerości nie ma nic złego (nawet tej, która każe nam przyznać się do błędu), dopóki nie sprawdzimy, co się stanie, gdy pójdziemy nieprzetartym szlakiem „środka”, dopóty nie zdobędziemy tego mięsiwa do nadbudowy szkieletu i nie będziemy w stanie wgryźć się w znaczenie słowa „równowaga”. Potrzeba nam nowych doświadczeń, zmuszających do zadawania pytań o sens skrajności.

Idealizm jest postawą skrajną, a skrajności niewolą człowieka, zamykają mu oczy na piękno, które w niedoskonałościach może tkwić i z nich się rodzić. Balans jest zaprzeczeniem biegunowego nastawienia do życia. Do czasu, aż jednostki nie znajdą swojego własnego środka ciężkości, społeczeństwo, które tworzą, będzie się polaryzowało. A to nie sprzyja ani poczuciu bezpieczeństwa, ani rozwojowi, który od niego zależy. Najbardziej stabilnie stoimy na dwóch nogach, nie na jednej.

Skłonność do kontrastowego myślenia

Na pocieszenie można sobie powiedzieć, że problemy z równowagą dotyczą całej kultury europejskiej od wieków i nie są oparte wyłącznie na idealistycznych zapędach. Pojawiają się też różne inne opozycje, w których tonęliśmy. Każda nowa epoka to uwydatnia, bo wzrastała jako kontrast wobec poprzedniej. Ze skrajności w skrajność. Naszą, chyba już utrwaloną w genach i mechanizmach obronnych, skłonność do kontrastowego myślenia widać niezwykle wyraźnie w filozofii. Myśliciele dostrzegali kondycję człowieka rozpostartą pomiędzy biegunami.

Platon – ojciec idealistów, prawił o świecie idei i wynaturzonych jego kopiach materialnych, a w tymże świecie idei umieszczał także duszę jako przeciwieństwo wobec ciała: doskonałą, wszechwiedzącą. Święty Augustyn postrzegał człowieka jako ciągle rozdartego między grzesznym ciałem a dążącą do Boga duszą, ściąganą przez potrzeby ciała do świata marności. Absurd istnienia dostrzegał, choć w nieco innej opozycji, egzystencjalista Albert Camus. Porównywał on życie do losu Syzyfa i nakazywał dźwigać siebie ponad siebie, ponad własny los, skazanych na śmierć za życia. W swojej Dżumie ukazywał różne, skrajne postawy w mikrokosmosie zamkniętego przez zarazę miasta: od hedonizmu, poprzez altruizm, aż do wyparcia czy adaptacji. Właśnie w tym dziele literackim dobrze widać, że to kryzysy ujawniają, jak bardzo związani jesteśmy z ciałem, jak dalecy z kolei od swojej ponadcielesnej świadomości, wibracji, energii, duszy…

Ludzkie rozdarcie pomiędzy tym, co wyróżnia nas pośród zwierząt a tym, co nas do nich upodabnia, dostrzegali nie tylko filozofowie. U Freuda także czuć ten taki smrodliwy dualizm. Id: instynkty, przetrwanie – ego: kompromisator – superego: wyższe funkcje społeczne. Przewagę ma ciało, bo bez niego nie ma istnienia, a przynajmniej pewności, że przetrwamy i to ono ma wykształcone przez tysiące lat mechanizmy obronne, superego z kolei ciągnie w stronę wyższych funkcji społecznych, rozwoju świadomości, wiedzy i kultury, a to buduje wspólnotę, w której łatwiej przetrwać. I właśnie tu ego znajduje punkt oparcia, by te dwie, przeciągające linę, sfery wypośrodkować. Dać nam namiastkę równowagi. Wystarczy jednak, że któryś z elementów stanie się przez moment bardziej drapieżny i zachłanny, a równowaga pryska. Jeśli zbytnio poddamy się instynktom, na świecie zapanuje chaos, upadnie kultura i cywilizacja. Jeśli zbytnio przechylimy się w stronę wyższych funkcji społecznych, nie przetrwamy jako gatunek. To dzięki równowadze właśnie nauczyliśmy się kiełznać nasze instynkty, panować nad tym, czego pragnie lub potrzebuje ciało. Zazwyczaj sprawdzianem dla tego, jak wiele w nas siły, by zachować to człowieczeństwo, jest tak zwana sytuacja graniczna, w której doznajemy strachu o przetrwanie. To wtedy pozostanie po stronie kultury, moralności, etyki nazywane jest heroizmem.

Skąd w jednostkach taka moc, by zaprzeczać potrzebie przetrwania w imię wyższych, ludzkich wartości?

Nauka kontra religia

Cała kultura u swych podstaw ma religię, której celem było przeniesienie środka ciężkości na stronę superego, zagwarantowanie bytu ponad ciałem mimo braku wiedzy o świecie. Z czasem nauka zaczęła dominować nad wiarą, a rozwój wiedzy wypierał niektóre przesądy. Później, gdy nauka przechodziła kryzys, znów zwracaliśmy się w stronę religii. I tak się bujamy.

Raz nauka, raz religia przejmują tę rolę. Jedna wydłuża życie, leczy choroby, szuka sposobów na przetrwanie, na wyśnioną nieśmiertelność. Druga zapewnia zasady, bazuje na cudach, straszy wiecznością, wymaga poświęceń. Ale obie służą tak naprawdę u jednego szlachcica, w jednym dworku – mają nas odciągać od śmierci jako ostatecznej, definitywnej, przerażającej i nieznanej.

Obecnie nastąpiło coś przedziwnego – wszystko się ze sobą zmiksowało, a natłok tych informacji nie pozwala odnaleźć własnej wspólnoty na tyle silnej, by gwarantowała bezpieczeństwo. Żyjemy w diasporach konfliktów ideologicznych.

Wszystko dlatego, że dzielimy wciąż według starych, utartych schematów, upraszczamy, zapominamy o tym, że każdy z nas, świadomy swoich mechanizmów, wyciągający rękę po równowagę, mówiący często „rozumiem cię” i wreszcie zdający sobie sprawę, że nie wie wszystkiego, a zatem nie powinien oceniać, każdy z nas jest trybikiem wielkiej machiny, a równowaga społeczna zaczyna się właśnie w domowych pieleszach. Rodzi się między stronami przeczytanych książek, z uwagą wysłuchanych historii, z życzliwością wobec samych siebie.

Równowaga to tylko słowo, oddające pewną niedoskonale skopiowaną do świata materii ideę, ale Platon, zdaje się nie zdążył dodać, że każdy ma swoją „chmurę”, z której czerpie i kopiuje, że najważniejsza jest selekcja.

Dążenie do doskonałości

Samo dążenie do doskonałości może być piękne, o ile idea doskonałego drzewa jednak weźmie pod uwagę, skąd wieje najczęściej, gdzie glina, a gdzie żyzna gleba, gdzie więcej światła… Tylko takie drzewo ma szansę na długie i zdrowe życie.

I chociaż będzie niesymetryczne, pokrzywione, dalekie od swego pierwowzoru z matematycznym uwzniośleniem, to będzie rodziło owoce i czerpało z tego świata o wiele więcej niż drzewo, które postanowi pozostać idealne niezależnie od okoliczności. I ta elastyczność to także umiejętność dostosowywania środka ciężkości, łapanie równowagi tam, gdzie akurat jesteśmy. Teraz potrzeba nam jej więcej niż kiedykolwiek, bo zmiany zachodzą szybko, zarówno atmosferyczne, jak i społeczne. Pływamy w powodziach i pożarach informacji, ale gdy odłożymy na chwilę wszelkie, niekończące się treści i rozejrzymy się po najbliższym otoczeniu, po naszej własnej jaskini, to owo atawistyczne, już niemal troglodyckie domostwo, zda się o wiele bardziej tu-i-teraz namacalne, prawdziwe i warte naszej uwagi.

Dualizm nie powinien nas pochłaniać, powinien być odniesieniem do tego, jak ustawiać poziomicę pomiędzy wszelkimi skrajnościami: Narodziny – egzystencja – śmierć; natura –człowiek – kultura, hałas – muzyka – cisza, idea – kompromis – materia…  Poziomicę najlepiej przyłożyć najpierw do własnych ścian. I kiedy narodzą się kolejne pokolenia, tę wiedzę będą miały już zapisaną w genach.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
singiel

Życie singla

Dlaczego singielstwo budzi tyle kontrowersji? Czy – jak twierdzą niektórzy – jest ono przejawem egoizmu, nieodpowiedzialności, społecznego niedostosowania,…
jak być uczciwym

I jak tu być uczciwym?

– Wszyscy kłamią – twierdził serialowy doktor House, zgrabnie dystansując się tym twierdzeniem od własnej nieuczciwości. Łatwo wytykać…

Uratuje nas śmiech

W nowy rok wchodzę, konając ze śmiechu. Boli mnie przepona, bolą mięśnie twarzy i narządy wewnętrzne. Przez cały…
jesteśmy nienormalni

Wszyscy jesteśmy nienormalni

– Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że normalność nie istnieje –…

Wojna?

Na ulicach, w mediach, w sieci wybrzmiewają obecnie hasła: „To jest wojna!”, „To rewolucja!”, a my w SiedemÓsmych…