referendum
© Adobe Stock

Referendum o rozwiązaniu Sejmu?

Czy w demokracji społeczeństwo dysponuje instrumentami prawnymi, aby nie czekać do wyborów, tylko zmienić władzę wcześniej? Dr hab. nauk prawnych Marcin Górski omawia możliwości i skutki przeprowadzenia referendum o rozwiązaniu Sejmu.
60 udostępnień
60
0
0

Co może zrobić społeczeństwo w demokratycznym kraju, gdy przestaje być zadowolone z wyboru władzy, jakiego dokonało w demokratycznych wyborach? Gdy po wyborach okazuje się, że władza działa na szkodę obywateli? Jakimi instrumentami prawnymi dysponuje demokratyczna społeczność?

Zarówno mizerna reakcja władz politycznych państwa na epidemię SARS-CoV-2, jak i wyrok (o ile zgodzimy się, że rzeczywiście mamy tu do czynienia z wyrokiem) Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów dotyczących przerywania ciąży, jak i wreszcie agresywna reakcja władzy politycznej na masowe protesty społeczne po tym wyroku – złożyły się na gwałtowny wzrost społecznego niezadowolenia z rządzących polityków i równoczesny spadek poparcia dla nich (tak parlamentu, jak i prezydenta i rządu).

Władze polityczne uległy w rezultacie pewnej delegitymizacji, w tym sensie, że straciły poparcie społeczne, którym dotychczas usprawiedliwiały kolejne zamachy na konstytucyjny porządek państwa (ubierane w pozór legalności, także dzięki Trybunałowi Konstytucyjnemu, wytrwale potwierdzającemu konstytucyjność nawet najbardziej absurdalnych prawnie pomysłów polityków obozu rządzącego). Trudno ocenić, czy to zjawisko ulegnie utrwaleniu, czy też frakcja rządząca odbuduje społeczne poparcie. Szanse na taką odbudowę nie wydają się znaczne, skoro społeczeństwo, w znakomitej większości, dostrzega zupełną impotencję władzy politycznej w „zarządzaniu” kryzysem wywołanym pandemią. Posunięcia władz politycznych są gwałtowne, nieprzemyślane, niedopracowane i – przede wszystkim – niezrozumiałe dla społeczeństwa. Nie sposób pojąć na przykład, dlaczego władze zdecydowały się na otwarcie szkół we wrześniu, skoro doskonale wiadomo było, że przyniesie to skokowy wzrost liczby przypadków zakażenia koronawirusem. Nie wiadomo też, dlaczego władza decyduje się na zamykanie siłowni, skoro równocześnie otwarte są świątynie (a to w nich gromadzą się osoby o najniższej odporności na zakażenie). Także arogancja władzy politycznej wobec niepokojów społecznych sprowokowanych chybionym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego nie przysporzyła jej zwolenników, a wśród najbardziej „rozwojowej” części elektoratu, czyli młodzieży, wywołała gwałtowną niechęć, wyrażaną z niespotykanym dotychczas radykalizmem. Prawa biologii są nieubłagane i to właśnie dzisiaj protestująca młodzież będzie decydować o wyniku kolejnych wyborów.

Przeczytaj także: Wojna?

Ale czy musi z tym czekać do kolejnych wyborów?

Czy jest możliwość skrócenia obecnej kadencji parlamentu? Oczywiście, takie skrócenie może wynikać z własnej decyzji Sejmu. Zgodnie z art. 98 ust. 3 Konstytucji, „Sejm może skrócić swoją kadencję uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby posłów. Skrócenie kadencji Sejmu oznacza jednoczesne skrócenie kadencji Senatu”. Taka decyzja teoretycznie mogłaby wynikać ze świadomości polityków, że stracili oni bazę społecznego poparcia i lepiej jest wybrać drogę pokojową, czyli „dobrowolnego” samorozwiązania Sejmu, niż drogę przewrotu i rozlewu krwi. Tego ostatniego nie można wykluczyć, skoro na ulicy protestuje młodzież, a ta bywa szaleńczo odważna.

Ale zastanówmy się też nad wariantem „przymuszenia” Sejmu do samorozwiązania drogą referendum. Zgodnie z art. 125 ust. 1 Konstytucji, „w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe”. Niewątpliwie przerwanie ciągłości kadencji Sejmu jest sprawą o „szczególnym znaczeniu dla państwa”. Czy jednak Sejm może zostać zmuszony do zarządzenia referendum? Artykuł 126 ust. 2 Konstytucji stanowi, że „referendum ogólnokrajowe ma prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów”. Jednocześnie zaś art. 125 ust. 5 Konstytucji odsyła do ustawy, jeśli chodzi o zasady i tryb przeprowadzania referendum. Zajrzyjmy zatem do ustawy.

Zgodnie z art. 63 ustawy o referendum ogólnokrajowym, „Sejm może postanowić o poddaniu określonej sprawy pod referendum z inicjatywy obywateli, którzy dla swojego wniosku uzyskają poparcie co najmniej 500 tysięcy osób mających prawo udziału w referendum”. Czy rozwiązanie Sejmu może być przedmiotem referendum? Tu pojawia się problem dotyczący rozumienia pojęcia „sprawa”, użytego w art. 125 ust. 1 Konstytucji. Przedmiotem referendum nie może być konkretna decyzja, lecz „sprawa”. Jakkolwiek wydaje się wątpliwe, czy samorozwiązanie Sejmu jest „sprawą” w rozumieniu tego przepisu i czy z istoty rzeczy „samorozwiązanie” może zostać przeprowadzone w wyniku decyzji podjętej inaczej, niż swobodnie przez „samorozwiązujący” się organ (Sejm), to ostatecznie do Sejmu, zarządzającego referendum, należałaby ocena, czy materia poddana pod głosowanie („samorozwiązanie” Sejmu) może w ogóle być rozstrzygana w referendum. Decyzja taka nie podlega żadnej kontroli, co do swojej trafności.

Teoretycznie więc, gdyby obywatele zebrali wymagane 500 tysięcy podpisów, a Sejm większością bezwzględną (więcej „za” niż „przeciw” i „wstrzymujących się” łącznie) w obecności przynajmniej połowy ustawowej liczby posłów (230) zdecydował o zarządzeniu referendum, to musiałoby ono się odbyć.

Może zainteresuje Cię: Słowo roku 2020 – wściekłość na barykadach

Co dalej?

Cóż, zgodnie z art. 125 ust. 3 Konstytucji, „jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący”. Nie oznacza to, że przegłosowanie referendum „sprawy rozwiązania Sejmu” oznaczałoby, przy spełnieniu warunku frekwencji, iż Sejm (i Senat) są już rozwiązane. Oznaczałoby to tylko, że Sejm byłby prawnie zobowiązany podjąć uchwałę o samorozwiązaniu. Czy mógłby ostatecznie takiej decyzji nie podjąć? Mógłby, ale wtedy byłoby nielogiczne uprzednie poddanie tej sprawy pod referendum.

Czy to jest droga realna? Nigdy się tego nie dowiemy, dopóki nie „przetestujemy” tego – nomen omen – rozwiązania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać
dostęp do dokumentacji medycznej

Dostęp do dokumentacji medycznej

Osoby wykonujące zawody medyczne są zobowiązane nie udzielać informacji na temat stanu zdrowia i udzielanych świadczeń nikomu innemu niż sam pacjent lub osoba przez niego upoważniona.

Home office oczami prawnika

W kwietniu 2020 roku, czyli w pierwszym okresie stanu epidemii w Polsce, pracę zdalną świadczyło około 75 proc.…
przemoc w rodzinie

Lockdown sprzyja przemocy w rodzinie

Epidemia koronawirusa i wymuszony nią lockdown przynoszą przerażający skutek uboczny. Organizacje pozarządowe i szpitale pediatryczne alarmują, że znacząco…