Winston Churchill © Wikimedia

Psychiatria: Zespół pychy, czyli dlaczego władza psuje polityków?

1K udostępnień
1K
0
0

Co się dzieje z ludźmi, którzy dochodzą do władzy? Dlaczego politycy tracą kontakt z rzeczywistością? Co sprawia, że koncentrują się głównie na dbałości o własny wizerunek, a w ich wystąpieniach słychać mesjanistyczną żarliwość i patriotyczne uniesienie? W psychiatrii funkcjonuje zaburzenie psychiczne charakterystyczne dla ludzi władzy – to zespół pychy.

Nazwa „zespół pychy”, inaczej hubris syndrome, wywodzi się od greckiego słowa „hubris”, oznaczającego „zbliżającą się katastrofę”, „arogancję”.

Autorem tego określenia jest lord David Owen, brytyjski neurolog i psychiatra, a także polityk i parlamentarzysta, który podczas rządów premiera Jamesa Callaghana pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych.

Swoje poglądy dotyczące psychiatrycznych aspektów funkcjonowania polityków ogłosił w 2009 roku na walnym zebraniu Royal College of Psychiatrists.

Podczas wystąpienia przedstawił długą listę zachowań uważanych za charakterystyczne dla zespołu pychy i zwrócił uwagę na niebezpieczeństwa, jakie wynikają z faktu sprawowania władzy przez osoby chore, które za wszelką cenę starają się chorobę ukryć.

Brytyjski lekarz napisał też książkę, którą zatytułował Chorzy u władzy. Przedstawił w niej historię chorób kilkudziesięciu polityków, mających wpływ na kształt nie tylko krajowej, ale i międzynarodowej polityki.

Politycy zaburzeni umysłowo

Lord Owen skupił się na XX wieku i był zdumiony, jak wielu rządzących w tym czasie polityków cierpiało na dolegliwości psychiczne. Najczęstszymi okazały się depresja i choroba dwubiegunowa.

Na ciężką depresję cierpieli między innymi szesnasty prezydent USA Abraham Lincoln oraz Winston Churchill, dwukrotny premier Zjednoczonego Królestwa, który usiłował popełnić samobójstwo pod kołami pociągu.

O samobójstwie spowodowanym depresją miał także myśleć francuski generał Charles de Gaulle, a o tym, że choroba ta dręczyła niemieckiego kanclerza Willy’ego Brandta media spekulowały w latach 70. ubiegłego wieku.

Z chorobą afektywną dwubiegunową natomiast zmagali się w trakcie sprawowania urzędu amerykańscy prezydenci: Theodore Roosevelt i Lyndon B. Johnson.

Chorzy na pychę

Owen dowodził, że szczególnym schorzeniem polityków jest pycha. Według niego hubris syndrome to zaburzenie, które wpływa na zachowanie i podejmowane przez dotkniętą nim osobę decyzje. Kliniczne cechy owej przypadłości to między innymi „postrzeganie świata jako miejsca służącego własnej chwale”, które „skłania do działań służących przede wszystkim wzmocnieniu osobistego wizerunku, dbanie o niego w stopniu nieproporcjonalnym do sytuacji”.

Autor Chorych u władzy zwraca uwagę, że podczas rozmów lub wystąpień publicznych pławiący się w pysze politycy używają formy pluralis majestatis: „my”, zarezerwowanej dla monarchów.

Słynnym tego przykładem jest premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, która po narodzinach wnuka oświadczyła mediom: „We have become a grandmother” – „Zostałyśmy babcią”.

Skutki dysfunkcji pokory

„Proces zmian emocjonalnych u ludzi sprawujących władzę dokonuje się poprzez utratę pokory” – pisał w swojej książce Owen. „Prowadzi to do zaniku empatii i rozwinięcia się arogancji, a wszystko razem prowadzi do zatrucia władzą”.

Czym grozi? Według Owena u osób z zespołem pychy znacznie usztywnia się myślenie, dlatego podejmują decyzje szkodliwe społecznie, nieracjonalne, niepoprzedzone rozważaniem argumentów za i przeciw.

– Oznacza to, że osoba taka nie będzie z należytym szacunkiem słuchać argumentów ekspertów, ani nikogo, kto ma inne zdanie – analizuje psycholog Anna Frąckowiak-Ostrejko. – Ci będą przez nich traktowani jako głupcy, wrogowie. Bo celem osoby „zatrutej władzą” nie jest tak naprawdę dobro narodu czy organizacji, lecz własny wizerunek.

Psycholożka podkreśla również, że poczucie bezkarności sprawia, że osoby z syndromem pychy z reguły nie mają żadnych hamulców podczas realizacji własnych zamierzeń.

– Charakterystyczne dla osób dotkniętych syndromem pychy władzy jest także wysławianie się z mesjanistyczną żarliwością i uniesieniem, a także poczucie odpowiedzialności za swoje decyzje jedynie wobec wyższych instancji, takich jak historia czy Bóg – dodaje.

Trująca władza

Pycha władzy zaczyna się wtedy, gdy osoba tę władzę zaczyna „posiadać” i zwykle kończy się wraz z jej utratą.

– Trzeba jednak zaznaczyć, że zarówno środowisko psychiatrów, jak i psychologów nie są zgodne co do tego, iż hubris syndrome to jednostka chorobowa – tłumaczy Frąckowiak-Ostrejko. – Najtrafniejsze wydaje się określenie tego zespołu jako podtypu osobowości narcystycznej. Takie osoby nie odczuwają empatii, a charakterystyczne są dla nich niecierpliwość, lekkomyślność i działanie pod wpływem impulsu. Ponieważ z czasem tracą kontakt z rzeczywistością, żyją w postępującej izolacji. Jeśli więc chodzi o emocje, można spodziewać się, że pozostają w doskonałym nastroju tak długo, jak długo mogą rządzić. Gdy władza się kończy, pojawia się uczucie wściekłości, nienawiści, a nawet depresja – dodaje.

Co ciekawe, zespół pychy pojawia się nie tylko u polityków. Niejednokrotnie także prezesi wielkich firm, korporacyjni menadżerowie upajają się władzą.

– I co szczególnie smutne, hubris syndrome można dostrzec także wśród nauczycieli – analizuje A. Frąckowiak-Ostrejko. – W gabinetach psychoterapeutycznych na wstępie skarżą się oni na głupotę „podległych” im uczniów, na ich niesubordynację. Jednak zwykle to nie oni, lecz dzieci tych nauczycieli szukają pomocy. Cechuje je niska samoocena, czują się osamotnione i nierozumiane. Na ogół bowiem osoby z syndromem władzy są głuche na potrzeby innych i to we wszystkich obszarach życia.

Psychoterapeutka tłumaczy, że osoby pozbawione empatii rygorystycznie wymagają od innych podporządkowania się własnym oczekiwaniom i nie są zainteresowane potrzebami innych.

– W tym własnych dzieci, jeśli te nie spełniają pokładanych w nich nadziei. I choć przyjmuje się, że syndrom władzy ustępuje wraz z utratą pozycji, to narcyzm wydaje się pozostawać na zawsze – uzupełnia psycholożka.

***

Hubris syndrome nie dotyczy osób z uszkodzeniem mózgu czy chorobą psychiczną.

Istnieją jednak pewne zaburzenia i choroby, które zwiększają ryzyko wystąpienia syndromu buty.

– To, oprócz narcystycznej, także osobowość paranoiczna, histrioniczna, antyspołeczna – wymienia Frąckowiak-Ostrejko. – A także choroba afektywna dwubiegunowa, hipomania czy ADHD. Niewielu pacjentów z syndromem pychy tak naprawdę ma wrażenie, że potrzebna im jest jakakolwiek terapia, więc wiąże się to ze znacznymi trudnościami związanymi z leczeniem – podkreśla. – Bardzo pomocni w tym wypadku są bliscy pacjenta, którzy mogą zachęcić do skorzystania z pomocy. Psychoterapia pozwala na lepsze funkcjonowanie zarówno jemu samemu, jak i jego otoczeniu. Czasem dodatkowo stosuje się farmakoterapię, ale pierwszorzędną rolę odgrywa psychoterapia.

1 komentarz
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Polska: dziedzictwo traumy

„Wielcy nauczyciele rozumieją, że to, skąd przychodzimy, wpływa na to, dokąd idziemy, i że nierozwiązane sprawy z przeszłości…