Marcin Górski, fot. Grzegorz Matysiak

Przemoc w rodzinie – co o niej mówi polskie prawo?

1 udostępnień
1
0
0

Według danych policji, liczba osób dotkniętych w Polsce przemocą w rodzinie wyniosła w 2019 roku niemal 90 tysięcy, z czego ponad 80 proc. to kobiety. Dane te nie pokazują jednak rzeczywistej skali tego zjawiska.

Przed 2012 rokiem, kiedy sposób rejestrowania przypadków przemocy w rodzinie był inny, statystyki wykazywały rocznie nawet ponad 150 tysięcy zgłoszeń. Obecnie dane podawane przez policję wynikają wyłącznie z zastosowania przez funkcjonariuszy policji procedury „Niebieskiej karty”. Tymczasem doświadczenie życiowe nakazuje przyjąć, że tylko pewien odsetek rzeczywistych przypadków przemocy w rodzinie powoduje uruchomienie tej procedury. Zapewne działa tu podobny mechanizm, jak w przypadku statystyk dotyczących przemocy seksualnej wobec kobiet, gdzie najwyższa liczba zgłoszeń przypadków naruszenia wolności seksualnej występuje według oficjalnych statystyk w państwach skandynawskich, zaś najniższa w państwach południowej i wschodniej Europy. Wynika to jednak nie z niewielkiej rzeczywistej skali zjawiska, ale z obaw, jakie pokrzywdzone wiążą ze zgłoszeniem przestępstwa, zwłaszcza seksualnego. Obaw wiążących się zarówno z ostracyzmem społecznym, utrudnieniami ze strony funkcjonariuszy organów ścigania, jak i z niewydolnością wymiaru sprawiedliwości i wynikającą zeń obawą przed zemstą ze strony sprawcy. Krótko mówiąc,

niewielka część osób pokrzywdzonych przemocą w rodzinie decyduje się na obronę swoich praw, nie wierząc w skuteczność środków ochrony, których dostarcza im system prawny.

Prawo przeciw przemocy

Obowiązująca od 2005 roku ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie była ważnym osiągnięciem w walce z tym zjawiskiem. Warto przypomnieć, że ustawę uchwalono jako projekt rządowy, a w uzasadnieniu projektu ustawy zawarto szereg interesujących informacji dotyczących przemocy w rodzinie, np. tę, że co trzecie zabójstwo w Polsce jest skutkiem tzw. konfliktu w rodzinie (w tamtych czasach nikomu nie przychodziło do głowy, żeby przestępstwo, będące skutkiem konfliktu, usprawiedliwiać „rodzinnym charakterem” tego konfliktu), a także tę, że według danych CBOS aż 38 proc. Polaków przyznawało, że zna przynajmniej jedną kobietę katowaną przez męża.

Powodem przyjęcia ustawy było przeświadczenie, że dotychczas obowiązujące przepisy (w tym regulacje Kodeksu karnego definiujące jako przestępstwo m.in. znęcanie czy naruszenie nietykalności) są niewystarczające, żeby skutecznie walczyć z przemocą w rodzinie.

Zdefiniowanie przemocy

Ustawa definiuje przemoc w rodzinie jako „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste osób najbliższych, wspólnie zamieszkujących lub gospodarujących, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą”. Ta definicja miała, na owe czasy, charakter niemal rewolucyjny.

Przede wszystkim ujmuje ona wprost jako przemoc w rodzinie m.in. zachowanie jednorazowe. Po drugie, przemocą może być zarówno działanie (np. użycie przemocy fizycznej czy werbalnej), jak i zaniechanie (np. niedostarczanie środków utrzymania wobec osób, co do których sprawca jest zobowiązany do ich dostarczania). Po trzecie, dla bytu przemocy w rodzinie nie jest konieczne, żeby sprawca rzeczywiście spowodował skutek w postaci uszkodzenia ciała czy naruszenia godności, bo wystarczy samo narażenie pokrzywdzonego na wystąpienie takiego skutku.

Prawa osób doświadczających przemocy

Ustawa zobowiązuje organy państwa do zapewnienia bezpłatnej pomocy osobom pokrzywdzonym, wskazując m.in. na różnego rodzaju poradnictwo, zapewnienie schronienia przed sprawcą, pomocy w uzyskaniu mieszkania czy też badań lekarskich.

Ważnym instrumentem przewidzianym tą ustawą jest, przewidziane w art. 11a, zobowiązanie osoby stosującej przemoc w rodzinie do opuszczenia mieszkania. Zgodnie z tym przepisem, jeżeli sprawca wspólnie zajmujący mieszkanie swoim zachowaniem, polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie, czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania. Decyzja sądu (dodajmy – cywilnego, a nie karnego) zapada w postępowaniu nieprocesowym, a rozprawa powinna się odbyć w terminie miesiąca od wpływu wniosku. Postanowienie nakazujące opuszczenie mieszkania podlega wykonaniu z chwilą ogłoszenia, a więc wnioskodawca może natychmiast udać się do komornika z postanowieniem opatrzonym klauzulą wykonalności i żądać przymusowego opuszczenia lokalu przez uczestnika postępowania, uznanego za sprawcę przemocy domowej.

Problemy ze stosowaniem prawa

Problemem praktycznym jest, po pierwsze, niedostateczne rozpoznanie przez sądy realiów spraw tego rodzaju (w jednym z postanowień czytamy np. że rozbicie blatu kuchennego nie było przejawem przemocy w rodzinie w rozumieniu ustawy, bo przecież sprawca był po prostu „wzburzony”), długi czas rozpoznania spraw (statystycznie ponad 5 miesięcy) i skąpe korzystanie z instytucji zabezpieczenia wniosku (czyli tymczasowego rozstrzygnięcia, mocą którego sąd nakazuje sprawcy opuszczenie mieszkania na czas postępowania).

Co istotne, nakazanie opuszczenia mieszkania nie jest środkiem karnym, tylko cywilnym. Nie wiąże się zatem z postępowaniem karnym wobec sprawcy. Rozwiązanie ustawowe ma też swoje istotne braki, na które wskazywał m.in. rzecznik praw obywatelskich prof. Adam Bodnar, pisząc, że art. 11a powinien przewidywać nie tylko nakazanie przez sąd cywilny opuszczenia mieszkania, ale też i zbliżania się do osób, których przemoc dotyczyła.

Ustawa precyzuje, że osoby, które w związku z wykonywaniem swoich obowiązków służbowych lub zawodowych powzięły podejrzenie o popełnieniu ściganego z urzędu przestępstwa z użyciem przemocy w rodzinie, mają prawny obowiązek zawiadomienia o tym organów ścigania (art. 12 ustawy). Obowiązek ten spoczywa np. na pracownikach opieki społecznej, oświaty czy opieki medycznej, a uchybienie mu może stanowić przestępstwo z art. 231 k.k.

W art. 12a ustawa wprowadza także obowiązek pracowników socjalnych, dotyczący natychmiastowego odebrania dziecka w razie bezpośredniego zagrożenia jego życia lub zdrowia w związku z przemocą w rodzinie. Odebrane dziecko powinno zostać umieszczone u „niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej” (jest to „małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu”), a w przypadku braku takiej osoby – w rodzinie zastępczej lub w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Inne antyprzemocowe instrumenty prawne

Rzecz jasna, ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie nie jest jedynym instrumentem prawnym służącym ochronie osób pokrzywdzonych. Mamy przecież i inne środki karne (zawiadomienie organów ścigania o podejrzeniu przestępstwa znęcania, zgwałcenia albo doprowadzenia do innej czynności seksualnej, czy też złożenie prywatnego aktu oskarżenia przeciwko sprawcy naruszenia nietykalności), jak i cywilne (np. powództwo o naruszenie dóbr osobistych). Jednak ustawa ta jest bardzo istotna, bo pozwala, przynajmniej teoretycznie, na szybkie wyrzucenie sprawcy przemocy w rodzinie spod wspólnego dachu. Jest to bardzo ważne, bo przecież to nie pokrzywdzony przemocą powinien uciekać przed sprawcą, lecz sprawca powinien zostać odizolowany od pokrzywdzonego. Państwo powinno bowiem chronić ofiary, a nie ograniczać się do udzielenia im pomocy w ucieczce przed przemocą.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać